poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 49

-Słoneczko świeci!- Louis z radosnym okrzykiem zbiegał podskakując po schodach.
-Nie skacz tak, bo...- Liamowi przerwał głośny łomot i jęk bólu.-... spadniesz.
-No co ty nie powiesz.- Tommo skrzywiony podnosił się z dywanika masując sobie tyłek.- Boooli...
-No, tam to cię nikt nie pocałuje, żeby nie bolało.- parsknęła śmiechem Monia.
-Wszyscy są przeciwko mnie.- żachnął się Lou.- Nattie, zrób coś.
-A co ja mogę?- zapytałam retorycznie.- Masażystką nie jestem, w tyłek faktycznie cię nie pocałuję, w ogóle cię tam nie dotknę, a języków im nie poucinam.- zastanowiłam się przez chwilę i stwierdziłam z powagą.- Nie, naprawdę nie wiem, co mogłabym zrobić.
-To co? Dziś wreszcie można wyjść na dwór!- Eleanor kończyła tosta.- Ja bym w coś pograła na tym boisku.
-Wczoraj w piwnicy widziałem piłkę do nogi, siatki, chyba jakieś rakietki...
-Rakietki?!- powiedziałyśmy jednocześnie z Niką. Spojrzałyśmy po sobie i zwróciłyśmy się do Hazzy.
-Gdzie to widziałeś?
-W tym pokoju obok śrutówek...- nie zdążył dokończyć zdania, a my już pędziłyśmy do piwnicy. Przepychając się na schodach i w drzwiach dopadłyśmy pokoju i pudeł. Za chwilę wygrzebałyśmy pięć sprawnych i dwie połamane rakietki do badmintona oraz trzy lotki, w tym jedną w połowie zjedzoną przez jakieś zwierzę. Obstawiam psa. Wróciłyśmy z naszym ekwipunkiem na górę.
-I co wy na to?- spytała triumfująco Nika.
-Turniej w badmintona!- ucieszyła się Perrie.- Chłopaki, zgadzacie się?
-Ja nie gram. Mogę sędziować.- uniósł rękę Niall.- Na razie nie chcę przeciążyć kolana.
-Powiedz od razu, że wolisz coś przegryzać niż grać.- zaśmiał się Zayn.
-Do tej pory nie rozumiem, jak ty tyle jedząc utrzymujesz szczupłą sylwetkę.- powiedziała Monia zmywając po sobie kubek.- Ja na twoim miejscu wyglądałabym jak trzydrzwiowa szafa.
-To się nazywa doskonała przemiana materii.- oznajmił zadowolony z siebie Nialler wsuwając piątą kanapkę.
-Taaa... No nic, mnie w zasadzie też nie chce się grać.- stwierdziła Monika.
-Ale czeeemu?- jęknął Harry.
-Ty Hazz nie jęcz. Kto wie, może będziesz miał fory u sędzi.- mrugnął do niego Liam. Stylesowi od razu poprawił się humor.
Jako że nasza wspaniała banda bierze na poważnie wszystkie błahe i banalne sprawy, postanowiliśmy urządzić prawdziwy turniej. Sędziowie w składzie Niall Horan i Monika Pater opracowali tabelę rozgrywek, prawie jak w turnieju WTA lub ATP. Podzielili nas na dwie grupy. W pierwszej była Nika, Liam, Perrie i Zayn, w drugiej ja, Eleanor, Harry i Louis. W każdej grupie miały być dwa mecze, zwycięzcy grali ze sobą, a wygrani z każdej z grup mieli mieć mecz finałowy. W sumie nawet ciekawie. Już zaczynałam się na to cieszyć. Uwielbiałam grać w tenisa i badmintona, to były bezkonkurencyjnie moje ulubione sporty. Plus pływanie.
-To ustalone. Sędziowie ustalą, kto z kim gra pierwszy mecz i idą wyznaczyć kort.- oznajmiła poważnym głosem Monia.- Proszę się przygotować, zaczynamy punktualnie o jedenastej.
-Łapówek nie przyjmujemy, chyba że w postaci jedzenia.- wyszczerzył się Nialler.
-Ej!- Monika trzepnęła go w ramię.- Nie bądź przekupny!
-Chcesz głodować?- zapytał retorycznie. Monika zastanowiła się chwilę.
-Może być popcorn lub żelki.- wybuchnęliśmy śmiechem. Oj, Monika, Monika.
Nie mam pojęcia, skąd oni wytrzasnęli te ciuchy, ale gdy przyszłam do ogrodu jako ostatnia, zobaczyłam cały zespół prawdziwych graczy tenisowych. Harry miał na głowie opaskę podobną do tej, którą nosił Martin Solveig, Louis założył chyba korki, podobnie jak Zayn, El wygrzebała spódniczkę podobną do tenisowej, ale najlepszą koszulkę miał nasz sędzia. Założył T-shirt z nazwiskiem Novaka Djokovica. Myślałby kto, że gwiazda tenisa zawitała na leśny bieszczadzki kort. Ja ubrałam się jak zwykle do gry: krótkie spodenki, adidasy sportowe i krótki kończący się nad brzuchem top. Na wierzch narzuciłam bluzę, bo aż tak ciepło nie było. Przy grze się rozgrzeję. Zauważyłam, że Pezz i Nika postawiły na to samo.
-Zasady są proste: lotka upadnie na twoje pole, wpadnie ci w siatkę lub wybijesz ją w aut, przeciwnik dostaje punkt. Gramy po dwadzieścia minut, wygrywa gracz z wyższą liczbą punktów.
-Siatka jest rozciągnięta, patyczkami wyznaczyliśmy granice kortu. Cztery rakiety nadają się do gry i dwie lotki, pozostały sprzęt to niestety złom.
-To co? Zaczynamy!- Monia zatarła ręce.- Mecze idą tak: najpierw z pierwszej grupy Liam i Perrie, potem z drugiej Harry i Louis, dalej Nika i Zayn, a ostatni Nattie i Eleanor. Potem zwycięzcy z każdej z grup.
-Oficjalny Directionerski turniej badmintona uważam za rozpoczęty!- ogłosił śmiejąc się Nialler. Gra się zaczęła.
Liam i Perrie ustawili się po przeciwnych stronach kortu. Zayn skorzystał, że jeszcze nie zaczęli grać i poleciał po swojego laptopa. Włączył muzykę i zaraz nasz kort zalały rześkie dźwięki "Whistle". Perrie zaserwowała, Liam nie zdążył dobiec. Pierwszy punkt. Kolejny serw już przejęty, tym razem Pezz nie wycelowała i lotka minęła się o centymetry z rakietką. Punkt dla Payne'a. Oglądaliśmy mecz śmiejąc się z niektórych zagrywek, głowy obracały nam się tam i z powrotem. Mecz zakończył się z wynikiem 26:17 dla Perrie. Na kort wkroczyli Louis i Harry.
Jeżeli mecz Liama i Pezz był ciekawy, to ten był po prostu zajebisty. Kojarzycie teledysk "Hello" Martina Solveiga nakręcony na korcie tenisowym? No właśnie. Louis był takim Solveigiem. Takich akcji jeszcze nie widziałam, wszyscy leżeliśmy za ziemi ze śmiechu, sędziowie pokładali się na swoich krzesełkach. Lou wydurniał się, skakał do góry jak na sprężynach, machał rakietą jakby oganiał się od much, a co najlepsze: robił tak specjalnie. Harry udawał największego ciamajdę świata i nie odbijał prostych podań, a gdy minął się z lotką o centymetr, walił się rakietą po głowie i przewracał się na ziemię. Musiałam oprzeć rękę z kamerą (nic nie powstrzymało mnie przed nagraniem naszych rozgrywek!) na ziemi, bo cała trzęsłam się ze śmiechu. W końcu komedia się skończyła z wynikiem 19:18 dla Stylesa.
Kolejny był mecz Niki i Zayna. Uuu, Nika była ciężkim przeciwnikiem. Skupiona maksymalnie na grze, odbijała podanie za podaniem. Straciła naprawdę niewiele punktów, głównie za wybicie lotki w aut, bo uderzała mocno, bardzo mocno. Żałowałam, że nie mamy urządzenia mierzącego szybkość lotki, jak na meczach tenisowych. Ciekawe, jak szybka była lotka Niki. Zayn nie miał z nią praktycznie żadnych szans. Rozwaliła go 31:12. Perfekcyjnie. Usiadła zdyszana na ziemi koło dziewczyn, a na kort weszłam ja. A przeciwko mnie El.
Z głośników odezwała się Katy Perry z "Teenage Dream". Idealna muzyka do gry. Uśmiechnęłam się do siebie i czysto odebrałam pierwszy serw. Dalej szło nieźle, ale z El też była dobra zawodniczka. Umiała szybko się poruszać, odbierając boczne podania, no i przede wszystkim świetnie umiała odbijać lotkę dołem. A u mnie to była pięta achillesowa. Gra toczyła się zacięcie, głowy znów wędrowały od jednej strony kortu do drugiej. Byłam zmęczona, Eli grała świetnie, szłyśmy łeb w łeb. Jednak pod koniec coś ją rozproszyło. Nie wiem, co, ale kilka razy trafiła w siatkę nabijając mi punktów. I wygrałam, głównie z jej pomocą. 27:23. Padłam na trawę ciężko oddychając. Matko, ale mnie przegoniła po tym korcie.
-Okeej.- Niall przeciągnął się i wstał z krzesełka.- Łapówki nie wpłynęły, więc gra była, niestety, czysta. Idę po przekąski, mój zastępca powie co dalej.
-Jaki zastępca!- oburzyła się Monia.- To chyba ty jesteś moim zastępcą. Nie powiem kto, zamiast skupić się na ocenianiu wgapiał się w Nikę.
-Kto?! Niech ja go dorwę...- Monika jęknęła pod nosem i walnęła głową o swoje kolana. Zaraz wyprostowała się.
-Teraz pięć minut przerwy, a potem mecz Nika kontra Perrie, a następnie Harry i Nattie. Potem przerwa i mecz finałowy.
Narzuciłam na spocone plecy bluzę i powlokłam się do kuchni po wodę. Przytargałam od razu jeszcze dwie butle, gdyby ktoś chciał pić.
-El, jestem pod wrażeniem. Świetnie grałaś.- pogratulowałam chwilowej przeciwniczce.- Tylko weź mi powiedz, czemu się tak nie skupiałaś pod koniec.
-Oj, bo ten palant...- trzepnęła leżącego koło niej Louisa po głowie.-... robił głupie miny za twoimi plecami. Jak widziałam tę wykrzywioną gębę, to skosiłam pierwszy serw, a potem poszło z górki.- westchnęła.
-I tak mnie kochasz.- posłał jej buziaka Louis.
-Zamknij się. Nie rozmawiam z tobą.
-No, ale co miałem zrobić?- rozłożył bezradnie ręce.- Przegrałem, to z kim miałem oglądać resztę meczy?
-Matko, sami egoiści wokół nas.- skomentowała Nika popijając mineralną.
-Wiem! Ja teraz będę komentatorem sportowym!- poderwał się jakby miał motorek w tyłku i poleciał do domu. Za chwilę usłyszałam podniesiony głos Nialla.
-Jak ty, kurczę blade, leziesz?! Mam to teraz jeść z podłogi?!
-Twój mężczyzna wywalił chyba jedzenie twojemu mężczyźnie.- razem z Niką i Eleanor zaczęłyśmy się śmiać.
-Nattie?- przysiadł się do nas Zayn.- Wymyśliłaś coś?- rzuciłam El niespokojne spojrzenie, ale dziewczyna tego nie zauważyła, zamiast tego zaczęła gadać o czymś z rozwaloną na krzesełku Monią.
-Tak, wszystko ci opowiem jutro z samego rana. Praktycznie wszystko jest gotowe. Gdzie Perrie?
-W łazience.- uspokoił nas. Z ulgą opadłam na plecy. Jeszcze brakowało mi kolejnych pełnych podejrzeń spojrzeń Pezz. I tak jutro, przy wprowadzaniu mojego chorego planu w życie może nabrać do mnie więcej niechęci.
-Chodźcie no!- z domu wybiegł rozpromieniony Louis.- Niestety, nie znalazłem mikrofonu ani megafonu, więc to powinno wystarczyć.- zaprezentował nam... marchewkę. Pokazał ją w... hmmm, apetyczny sposób. Nabrałam na nią ochoty.
-Louis...- zrobiłam proszącą minkę. Od razu zrozumiał.
-Nie ma mowy.- powiedział kategorycznie i schował ją za swoimi plecami. Wstałam z westchnieniem. Żeby zabrać mu tę wspaniałą, dużą, pomarańczową marcheweczkę będę musiał wymyślić podstęp. I chyba wiem, jaki.
-Louis... Ale pro...- urwałam i zaczęłam wpatrywać się z otwartymi ustami i wytrzeszczonymi oczami za niego w Nialla, ale istniejącego tylko w mojej głowie.- Co on na siebie włożył?!- Tomlinson odwrócił się z ciekawością. Wykorzystałam chwilę jego nieuwagi, błyskawicznie wyrwałam mu marchew i pędem pognałam na drugi koniec kortu. Lou odwrócił się zaskoczony i za chwilę na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek. Ugryzłam kawałek marchewki patrząc na niego wyzywająco.
-Ale pyszna...- Tommo schował ręce do kieszeni i wolnymi kroczkami zaczął do mnie podchodzić.
-Nattie...- zaczął z pozornym spokojem.
-Hmm?- odsunęłam się aż do linii drzew.
-Wiesz, że popełniłaś jeden z większych błędów swojego życia? Naraziłaś się na zemstę Carrotman'a.- kolejny krok w moją stronę. Przełknęłam marchewkę.
-Serio?- uśmiechnęłam się niewinnie. Był coraz bliżej. Kątem oka zauważyłam, jak El bierze kamerę i zaczyna nas nagrywać. Będzie pamiątka ze spuszczania łomotu Natalii. Fajnie. Z chęcią to obejrzę lecząc rany. Właśnie popełniłam samobójstwo, zabrać Louisowi marchew, to przecież jak wydać na siebie wyrok.
-Serio serio.- jednym susem znalazł się przy mnie, ale sprytna ja zaraz zanurkowałam między drzewami. Biegłam slalomem wokół domu, słysząc, jak Tomlinson wrzeszczy na cały głos, żeby mnie zatrzymać. Minęłam pędem drzwi wejściowe, wejściu na tarasie mignęła mi zdumiona Pezz, aż nagle zderzyłam się ze swoim prześladowcą. Skubaniec, nie biegł za mną, tylko zaczekał, aż wybiegnę zza rogu domu! Ale jestem głupia.
-I co ty teraz zrobisz, co?- zaśmiał się i mocno mnie trzymając zawlókł z powrotem na boisko.- Dawajcie, chłopaki!- nie wiedziałam, o co chodzi, ale gdy tylko się rozejrzałam, zaczęłam się wyrywać jeszcze mocniej.
-Oj, Nattie, kara się należy.- stęknął Lou siłując się ze mną.
-Tylko nie to! Louis! Harry, nie! Zayn! Liam, Niall, ratunku!!!- żaden nie zareagował. Zayn śmiejąc się odkręcił kran i woda z trzymanego przez Hazzę węża ogrodowego oblała mnie od stóp do głów. Tommo szybko mnie puścił, żeby się nie zmoczyć i przejął od Harry'ego sprzęt. Cała mokra rzuciłam się na Stylesa i przewróciłam go na ziemię.
-Ty wredoto jedna! Już ja się z tobą policzę!- krzyknęłam wbijając mu palce w żebra. Na szczęście, nie zapomniałam, że ma łaskotki. Zaczął się wić na trawie, jego biały podkoszulek był już na pewno zielony. I mokry. Louis cały czas trzymał swoją broń skierowaną na nas.
-Przestań...- wykrztusił śmiejąc się Harry.
-Zasłużyłeś?- pokręcił głową plując dookoła ze śmiechu. Lou znudziło się oblewanie nas, dlatego skierował strumień wody na dziewczyny. Nika i Monia z piskiem poskoczyły i zaczęły uciekać przed wodą. Tommo chciał je gonić, ale El podstawiła mu nogę. Wywalił się jak długi, dzięki czemu dziewczyna przejęła węża i zlała swojego chłopaka od stóp do głów. Nialler złapał ją od tyłu, żeby wyrwać jej węża, ale wtedy Perrie była szybsza. Złapała zręcznie węża i oblała lodowatą wodą najpierw Nialla, potem skradającego się do niej Zayna i na końcu suchutkiego Liama. Nikomu się nie upiekło.
Nie mam pojęcia, jak długo wyrywaliśmy sobie wodę i oblewaliśmy się wodą. Faktem jest, że w końcu Nika zmęczona bieganiem po ogrodzie jednym ruchem zakręciła kran.
-O matko...- jęknęła El patrząc na Perrie i Monię.- Ale wyglądamy...- spojrzeliśmy na siebie i ryknęliśmy śmiechem. Dziesięć zmokłych kur. Plus dziewczyny ze spływającym makijażem.
-Zapomnieliśmy o turnieju.- prychnęła Monika wyciskając wodę z włosów.
-Kij z turniejem, ja już mam dość.- Perrie usiadła na trawie próbując złapać oddech.
-Dobra, muszę się wysuszyć.- uniosłam ręce w poddańczym geście.- Zamawiam pierwsza łazienkę!- rzuciłam się do domu, ale zatrzymało mnie pytanie Niallera.
-Co z obiadem?!- odwróciłam się.
-No, ktoś go zrobi...- powiedziałam nie wiedząc, o co mu chodzi. Znaczące spojrzenia wszystko mi powiedziały.- Dobra! Zrobię obiad, ale potrzebuję pomocnika.- popatrzyli po sobie i uśmiechnęli się jednocześnie.
-Ja sędziowałem.- wyszczerzył się Niall.
-Ja tak samo.- Monia zerknęła kątem oka na Hazzę.
-No, to się napracowaliście.- zakpiłam.
-Ja... dotrzymam towarzystwa Monice.- bezczelnie śmiał się Styles. O ja pierniczę... Jacy oni są przewidywalni. Już wiem, kogo wytypują na kuchcika.
-Nom, ja bym posiedziała z Niallem... Dziś jakoś nie spędziliśmy za dużo czasu...- nieee, tylko przez całe śniadanie podchodziło mi jedzenie do gardła widząc, jak się wymieniają śliną.
-My chcieliśmy obejść jezioro dookoła.- powodzenia, Eli. Do zobaczenia jutro rano.
-A my musimy pogadać.- Perrie popatrzyła na Zayna. Tu byłam gotowa uznać wymówkę za słuszną. Malik musi wytłumaczyć Pezz, że gadaliśmy tylko i wyłącznie o głupotach, żeby ufała mu bezgranicznie i jutro rzuciła mu się w ramiona przy oświadczynach.
-Okej.- rzuciłam spokojnie.- Ale jak chcecie obiad, to my idziemy pierwsi się wysuszyć i przebrać.
-Razem?- Louis nie mógł się powstrzymać.
-Tak, Lou. Razem.- pokiwałam głową. Miałam ochotę na małe przedstawienie. Złapałam Liama za rękę i zatrzasnęłam za nami drzwi wrzeszcząc jeszcze- Nie przeszkadzać!- popatrzyliśmy na siebie i gdy usłyszeliśmy chóralne okrzyki radości i entuzjazmu, jednocześnie parsknęliśmy śmiechem.
-Dobra, idź się przebrać, a ja czekam w kuchni. Jeszcze się przeziębisz.- Liam popchnął mnie lekko w stronę schodów.
Szybko narzuciłam na siebie czyste spodnie, bluzkę ze ściągaczem na dole i przy rękawach do łokcia i wytarłam włosy ręcznikiem. Bez przesady, nie będą włączała suszarki, zaraz same wyschną... Zbiegłam na dół i weszłam do kuchni. Liam stał przy szafce wczytując się ze zmarszczonym czołem w etykietkę kawy zbożowej.
-Wasz język jest totalnie zakręcony i porąbany.- mruknął nie odwracając się w moją stronę. Zamknęłam za sobą drzwi.
-Podobnie jak co poniektórzy z naszej bandy.- stwierdziłam spokojnie włączając radio. Chyba to była Eska albo RMF MAXXX... Nie wiem, rzadko słucham stacji. W każdym bądź razie leciała nawet nowa muzyka.
-Chyba wiem, kogo masz na myśli, porywaczko marchwi.- uśmiechnął się do mnie, ale zaraz spoważniał.- Czemu nie wysuszyłaś włosów? Przeziębisz się!
-Liam, bardzo rzadko suszę włosy. Zwykle w zimie.
-Przed chwilą zostałaś oblana lodowatą wodą.- no co ty? Nie zauważyłam.- Jak się załatwisz, to nie będę ci nosił antybiotyków.
-Oj, Liam, i tak wiem, że je przyniesiesz.- wywróciłam oczami i usiadłam przy stole.- To co robimy?
-Obiad?
-O matko!- walnęłam czołem o blat.- A ja myślałam, że kolację. Konkretne propozycje?- Liam otworzył lodówkę i stał przed nią przez chwilę.
-Jeżeli myślę, że to jest to, co myślę...- jakkolwiek dziwnie to zabrzmiało...- to chyba możemy zrobić pizzę. Mam rację? To jest sos?- pomachał mi przed oczami słoiczkiem z koncentratem pomidorowym.
-To jest koncentrat, nie sos, ale do sosu się przyda.- uśmiechnęłam się do niego.- To co, szefie? Pizza?
-Pizza.- na wyścigi zaczęliśmy wykładać potrzebne składniki. Całe szczęście, że lodówka była pełna, szafki też.
-Louis zostawił tu kamerę?- zdziwiłam się stawiając na stole trzy paczki mąki. Delikatny biały obłoczek uleciał w powietrze i powoli opadł na stół.
-Taaa. Stwierdzili, że skoro na obiad trzeba poczekać, łazienki są zajęte, a oni są mokrzy, to polecieli jeszcze się wymoczyć w jeziorze.
-Wariatkowo. Ten dom to wariatkowo.- wymamrotałam wyciągając z lodówki szynkę.
-Nie mamy pieczarek.- jęknął Liam patrząc do spiżarki.
-O tej porze i tak są do kitu, nie martw się.- klepnęłam go po plecach.- Za to mamy salami!- uniosłam triumfalnie opakowanie.- Nika się nie obrazi.- stwierdziłam pakując sobie plasterek do ust.
-Tak się zastanawiam...- Liam położył na stole cebule.- Co konkretnie jest na tych filmikach? Oglądałaś je?- zapytał zezując na kamerę.
-Nie, patrzyłam tylko na zdjęcia.- stanęłam obok niego i mierzyliśmy wzrokiem kamerę, jakby miała się na nas zaraz rzucić. Zerknęliśmy na siebie ze znaczącymi uśmieszkami.
-Sprawdzamy!- stwierdziliśmy jednocześnie. Wziął kamerę i otworzył archiwum.
-Weź to obczaj!- pisnął pokazując mi na ekranie całujących się Monikę i Harry'ego.
-Natura zbliża ludzi.- wywnioskowałam.- Najpierw Niall i Nika, teraz oni... Swoja drogą, jeżeli będą się wydurniali, że "nic ich nie łączy"...- narysowałam w powietrzu cudzysłów.-... to własnoręcznie skopię im tyłki.
-A ja z tobą.- Liam był myślami przy innym nagraniu.- Patrz na to.- uśmiechnęłam się do siebie. Moje wygłupy przy "I Want" w Doncaster.- Powinniśmy z tego zrobić teledysk.- zaśmiał się Liam.- Genialnie udajesz rozkapryszoną laskę, która wrzeszczy: "Chcę to, chcę tamto!".- zaczął parodiować piskliwy głosik, co momentalnie doprowadziło mnie do śmiechu.
-A to? To też nakręciliście?- ujęcie z pozycji widza, wokół kamerzysty mnóstwo ludzi, a na scenie my śpiewający "Forever Young". Moje urodziny. Kolejny filmik, gdy... co to ma być?! Gdy idziemy z Liamem przez las, a w zasadzie skradamy się za zakochańcami!
-Śledzący zostali wyśledzeni.- parsknęliśmy śmiechem. Następny filmik przyprawił mnie o kolejną głupawkę. Louis w kiecce.
-My naprawdę powinniśmy wylądować w ośrodku zamkniętym.- pokręcił głową Liam.
-My? Ja bym tam wysłała tylko Tomlinsona. Plus Stylesa. Plus Nikę. Plus siebie...
-Dodaj jeszcze resztę, bo gdybyś ich tam wysłała, to pozostali ześwirowaliby bez was.
-Fakt.- z radia popłynął głos spikera.
-Siema ludziska, to ja wasz ukochany DJ Jax! Od tej chwili przez okrągłą godzinę miksujemy, mieszamy, puszczamy hity...- mały werbelek.-... Lady Gagi! Tak jest, ludzie, nadsyłajcie swoje propozycje hitów, ta godzina należy to divy światowej muzyki, a zaczynamy od tego. Wiecie co to jest? To jazda!
-Liam, włączaj kamerę!- szturchnęłam chłopaka i złapałam za łyżkę.- Jak mamy wylądować w psychiatryku, to musimy mieć solidne dowody.- puściłam mu oczko. Od razu rozpoznałam piosenkę. Ten utwór Lady Gagi lubię najbardziej.
-There is no reason you and me should be alone 
Tonight, yeah baby 
But I got a reason that you - u should take me home tonight 
I need a man that thinks it right when it's so wrong, 
Tonight yeah baby 
Right on the limit's where we know we both belong tonight 


Zaczęłam śpiewać pierwsze wersy "The Edge Of Glory" używając drewnianej chochli jako mikrofonu. Liam jako operator kamery kręcił się po kuchni jak profesjonalista. Wziął garść mąki i sypnął w moją stronę, żeby przypominała confetti, a ja odpłaciłam mu się tym samym dmuchając mąką w kamerę.
-I'm on the edge of glory, 
And I'm hangin’on a moment of truth, 
I'm on the edge of glory, 
And I'm hangin’on a moment with you, 
I'm on the edge...

Śpiewałam refren. Liam postanowił się dołączyć.
-The edge!- wrzasnął.
-The edge!- odkrzyknęłam powstrzymując śmiech z powodu tego nieudolnego podziału na głosy.
-The edge!- sypnął mi mąką we włosy.
-The edge!- dałam mu "mikrofonem" po głowie.
-The edge!- krzyknął uciekając przed chochlą, czyli moim własnym wymiarem sprawiedliwości.
-The edge!- stanęłam po przeciwnej stronie stołu i zaczęliśmy go okrążać próbując się dosięgnąć: ja Liama chochlą, a on mnie kolejną porcją mąki.
-Co wy robicie?!
Obejrzeliśmy się w stronę drzwi. W progu stała nasza zaginiona ósemka. Zszokowani patrzyli na kuchnię, która hmmm... Nie wyglądała zbyt czysto. Przez przypadek wywaliliśmy butelkę oleju rzepakowego i rozsypaliśmy oliwki. Nie wspominając o mące. Była dosłownie wszędzie, w tym na nas.
-Kręcimy teledysk.- wypalił Liam. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu.
-Aha...- Niall patrzył na nas podejrzliwie.- A gdzie obiad?- zerknęliśmy po sobie.
-Emmm... Wszędzie.- odpowiedziałam niepewna reakcji głodomora. Louis podszedł do nas i zabrał Liamowi kamerę.
-To chyba zbyt niebezpieczna zabawka dla was.
-Tommo! Przynajmniej nie zaczęli kręcić seks-taśmy na stole!- zarechotał Harry i uchylił się przed lecącą w jego stronę chochlą.
-Dobra, już się zabieramy za obiad, już!- zaczęłam wypychać ich za drzwi. Niestety, zdołałam dostrzec ten błysk w oku Hazzy i Zayna. Już wiem, co sobie myślicie, chłopaki... Zamknęłam drzwi, oparłam się o nie i spojrzałam na Liama. Wybuchnęliśmy śmiechem.
-Dobra, Nattie, trzeba to ogarnąć.- wykrztusił Liam po jakichś pięciu minutach.
Pół godziny później zostaliśmy wywaleni z kuchni, bo zaczęliśmy się obrzucać ciastem na pizzę w rytm "Telephone".

~~*~~

Siedziałam na hamaku pod drzewami za domem z książką na kolanach. Już dawno przestałam czytać, zrobiło się za ciemno, a świecenie latarką nie miało żadnego sensu. Dobrze, że założyłam bluzę, robiło się coraz chłodniej. Wsunęłam sobie ręce w rękawy tak, żeby założyć je na piersi. Zawsze tak robiłam, gdy było mi zimno.
Cały czas rozmyślałam o tym strasznym wyznaniu Moniki. Nigdy nawet słowem się nie zająknęła, że miała jakiekolwiek rodzeństwo. W pewnym sensie ją rozumiałam, temat był bolesny, ale teraz miałam jeszcze większy orzech do zgryzienia. Co mam zrobić? Wyjść było kilka.
1. Gdy trafię do szpitala, udam, że nic nie wiedziałam i będę tak przerażona, jak inni.
Beznadzieja. Nie jestem dobrym kłamcą. Jestem fatalnym kłamcą, Nika od razu się zorientuje. Pomysł jest do dupy. Natalia, myślisz czasem? Tak? To myśl dalej!
2. Wyznam prawdę od razu, zaraz. Wejdę do domu i to powiem.
Nie! To jeszcze gorsze. Nie jestem na to przygotowana, nie mam pojęcia, co powiedzieć, a już na pewno nie chcę, żeby się na mnie tu wkurzyli.
3. Powiem chłopakom przez telefon.
Idiotyzm i wielkie tchórzostwo. Spodziewałam się po tobie, Nattie, czegoś lepszego.
4. Odczekam trochę, aż emocje po wyznaniu Moni opadną i powiem im, gdy tylko spotkamy się wszyscy razem jeszcze raz.
Żebyś tylko przypadkiem zdążyła! A jeśli już się nie spotkacie w swoim gronie?!
5. Będę robiła to, co do tej pory: udawała, że wszystko jest w porządku, a gdy już nadejdzie koniec, to wszystko im wyjaśnię. Nie będą chyba wydzierali się na osobę stojącą jedną noga po drugiej stronie?
To wyjście wydawało się najlepsze. I sprawdzone.
Cholera, mam mętlik w głowie.
Jak oni zareagują? Nika będzie się piekliła. Monika będzie wstrząśnięta, niewykluczone, że się rozpłacze. Eleanor będzie przerażona. Perrie tak samo, chociaż inaczej to okaże (bardziej wybuchowo). A chłopaki? Nialler się rozryczy. Louis będzie mną rozczarowany. Harry zacznie przeklinać. Zayn wypali dziesięć paczek petów jednocześnie i będzie milczał przewiercając mnie tym przenikliwym, wywołującym poczucie winy spojrzeniem. Liam... Liam... Liam też będzie rozczarowany. I smutny. I przerażony. Przerażony, bo z reguły się mną przejmował, opiekował, a teraz nie będzie mógł zrobić nic. Zupełnie nic.
Przypomniałam sobie, co razem robiliśmy. Ten teledysk w kuchni, to śledzenie Niallera i Niki, ta jego opiekuńczość, gdy przyjechałam pobita do Berlina... On się o mnie troszczy, ale ciągle nie wiem, czy czuje dokładnie to samo, co ja. Ja go kocham, a on... Gdy wywalili nas z kuchni, zadzwonił jego telefon. Zgadnijcie, kto dzwonił... Czy to takie dziwne, że nie wiem, czy jego serce bije w rytm: Na-ttie, Na-ttie, czy Da-nielle, Da-nielle? Bo ja już nie mam pojęcia. Wszystko mi się miesza. Dlaczego, cholera, on musi wysyłać takie sprzeczne sygnały. Chociaż z Danielle się pokłócił przez telefon, kiedy dziś zadzwoniła... Jak zwykle zresztą.
-Ty na serio chcesz złapać przeziębienie.- nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, kto do mnie podszedł. I czy to nie są sprzeczne sygnały?!- Trzymaj.- wsunął mi w ręce gorący kubek.- Kakao na rozgrzanie.- usiadł ostrożnie obok mnie w hamaku. Miał w ręku taki sam kubek.
-Dziękuję.- uśmiechnęłam się do niego i upiłam łyk rozgrzewającego napoju. Uuu, dopiero teraz czułam, jak mi było wcześniej zimno.
-Nie ma za co.- wzruszył ramionami i też łyknął swojego kakao.
-Co robi reszta?- zaśmiał się pod nosem.
-Oglądali nasz teledysk i cały czas się ze mnie nabijali. W końcu się wkurzyłem i posłałem ich na górę.
-Daddy Direction w akcji?- parsknęłam śmiechem.- Niegrzeczne dzieci do kąta?
-Ciebie też mógłbym posłać, bo w ogóle nie dbasz o swoje zdrowie.- oskarżycielskie spojrzenie. Liam, ja nie mam o co dbać.
-Przepraszam, tato, już nie będę.- powiedziałam dziecinnym głosem i napiłam się jeszcze kakao. Przez chwilę siedzieliśmy cicho. Liam zaczął coś nucić.
-Co to za piosenka?- zaciekawiłam się. Melodia wolna, skądś ją kojarzyłam.
-Oglądałaś "Cztery wesela i pogrzeb"?- zapytał. Pokręciłam głową przecząco.- To z tego filmu. "Love Is All Around Me". Ostatnio cały czas chodzi mi po głowie.- zaczął nucić od nowa. Sprzeczne sygnały, sprzeczne sygnały...
-Nattie?
-Hmm?- wzdrygnęłam się, jego głos wyrwał mnie z zamyślenia.
-Trzęsiesz się? Aż tak ci zimno?- odstawił pusty już kubek na ziemię i przyjrzał mi się uważnie. O ile to było możliwe w ciemności.
-Nie.- zaprzeczyłam od razu.
-Aha, już ci wierzę.- zanim się obejrzałam, już siedziałam bliżej niego, wtulona w jego bluzę. Objął mnie ramieniem. O matko, o matko, o matko... Zachowujesz się jak jakaś małolata, ogarnij się, Natalia! Ale ten jego zapach...- Chciałem cię o coś zapytać...
-Pytaj.
-Czy tobie też się wydaje, że reszta naszej bandy próbuje nas... No, nie wiem... Połączyć?- zapytał niepewnie. Zachichotałam pod nosem. Szybko się domyślił.
-Posłuchałam ich rozmowę. I z tego, co zrozumiałam, to tak.- dokończyłam moje kakao, ale ciągle trzymałam w rękach jeszcze ciepły kubek.
-Tak myślałem. Bo sorry, ale te wymówki z obejściem jeziora dookoła... Eleanor może lubi chodzić, ale raczej po sklepach. Bez urazy.
-Też to niespecjalnie do mnie trafiło.- znowu cisza. Tym razem ja ją przerwałam. Musiałam.
-Liam... Ja chcę, żeby to było jasne.
-Ale co?
-To nie ja im kazałam. W sensie to spiknięcie nas.- uwolniłam się z jego objęć i spojrzałam mu prosto w oczy. Zły pomysł! Spojrzałam nieco niżej. Usta... Jeszcze gorszy pomysł! Zaraz się na niego rzucę! Wreszcie zaczęłam wypalać wzrokiem dziurę w trawie.
-Ale ja wcale cię nie oskarżam!- aż się wyprostował.
-Ja po prostu... Wiem, że nie oskarżasz... Ale...- plątałam się. Zbierz się do kupy i wyduś to z siebie.- Masz dziewczynę. Nie chcę, żebyś myślał, że próbuję między wami stanąć. Nie mam zamiaru rozbijać waszego związku, nie chcę być powodem waszych kłótni z Danielle, jesteś moim przyjacielem, a te głupki coś sobie ubzdurały... O matko.- złapałam się za głowę. Liam nie bardzo wiedział, co ma odpowiedzieć, ciągle przetrawiał moje słowa. Wstałam gwałtownie, hamakiem aż zakołysało.- Lepiej już pójdę. Zapomnij o tej rozmowie, tylko się wygłupiłam, to przecież oczywiste.- pobiegłam szybko do domu zostawiając oszołomionego chłopaka na hamaku w ogrodzie.
Poleciałam po schodach na górę i zamknęłam się w pokoju. Monika na szczęście siedziała u Harry'ego. Usiadłam na podłodze, żeby się pozbierać. Właśnie własnoręcznie złamałam sobie serce. Boli jak cholera. Ale mam zasady i nie zamierzam ich łamać. Nie będę przyczyną rozpadu związku Lanielle czy jak ich tam fanki nazywają. Zdjęłam laptopa z szafki i automatycznie wystukałam w Google "Cztery wesela i pogrzeb". Może warto ten film obejrzeć? Ruszyłam jeszcze po cichu na dół, zgarnęłam z kuchni paczkę chrupek i wkroczyłam na schody. Liam właśnie wszedł do domu. Rzucił mi pełne wyrzutu i niezrozumienia spojrzenie i zamknął się w łazience. Przygryzłam wargę i wróciłam do pokoju. Ułożyłam się wygodnie na łóżku i włączyłam film.
Zanim się załadował stwierdziłam, że to genialny tytuł dla naszej przyszłości. Cztery wesela: Perrie i Zayna, Louisa i Eleanor, Niki i Nialla, Hazzy i Moni. I jeden pogrzeb. MÓJ.

~~*~~

Czas zacząć wprowadzać nasz plan. Zgodnie z nim mieliśmy ruszać wszyscy na zakupy na dzisiejsze ognisko. Niestety, ja postanowiłam się rozchorować, Nika zostanie ze mną i każe Zaynowi też zostać w domu, żeby pomógł jej poznosić drewno, gdy ja będę się leczyła w ciepłym łóżeczku. Taka jest wersja oficjalna.
W odpowiednim momencie, gdy wszyscy byli już na śniadaniu, ja zakradłam się do łazienki. Przyklepałam trochę włosy, potarłam powieki i wyciągnęłam z kieszeni torebkę pieprzu. Nasypałam sobie odrobinę w chusteczkę i wciągnęłam nosem. Od razu zaczęłam kichać. Dosypałam jeszcze trochę do chusteczki. Ciekawiło mnie, czy pieprz w oczach faktycznie spowodowałby łzawienie i zaczerwienienie, ale wolałam nie eksperymentować. Zeszłam na dół i weszłam do kuchni.
-A już mieliśmy wysyłać osobne zaproszenie.- dobiegł mnie ironiczny głos Louisa.
-Matko, co ci jest?!- przestraszyła się El. Wiedziałam, że wyglądałam tragicznie.
-Nic...- jęknęłam udając zachrypnięty głos. "Wytarłam" nos w chusteczkę wciągając więcej pieprzu. Zaraz dostałam ataku kichania.
-Mówiłem, że się przeziębisz!- Liam postawił na stole herbatę dla mnie i dotknął ręką czoła.- Gorączki na szczęście nie masz.
-To co z tymi zakupami?- zapytała "bezradnie" Monia.
-Jedźcie beze mnie.- wychrypiałam podkulając pod siebie nogi.
-Nie zostawię cię samej.- zaprotestowała stanowczo Nika.- Zostaję z tobą. Niall, dam ci listę potrzebnych mi rzeczy, załatwisz to dla mnie?
-No jasne, skarbie.- pocałował ją w policzek.
-A, no i zostawcie mi jednego faceta, to przydźwigamy już drewno na ognisko. Zayn, zostaniesz?
-Zostanę.- przytaknął. Perrie uważnie badała wzrokiem Nikę, Zayna i mnie. Chyba wyczuwała podstęp. Postanowiłam działać.
-Idę się położyć.- wstałam z krzesła i udałam, że zakręciło mi się w głowie.
-Nattie, musisz coś zjeść.- powiedział zatroskanym głosem Harry. Pokręciłam głową i skrzywiłam się lekko.
-Nie, mdli mnie. Nic nie chcę jeść.- i pociągnęłam nosem.- Sorry, ludzie. Położę się, może do wieczora poczuję się lepiej.
-Zostanę z wami.- oznajmił Liam. Nie, nie, nie! Nie potrzebujemy tu więcej ludzi.
-Nie musisz.- Nika wkroczyła do akcji.
-Ale chcę.- chłopak był nieugięty. Lekko skinęłam głową tak, żeby Nika to dostrzegła.
-Dobra, to zostań.- Louis wzruszył ramionami.- Nattie, jakie leki ci kupić?
-Dajcie kartkę.- chrząknęłam i wzięłam długopis. Chwilę się zastanawiałam. Jakaś taniocha bez recepty, która kiedyś na bank się przyda. Wpisałam szybko Ibuprom Zatoki, Paracetamol, Rutinoscorbin, Panadol Extra. Same przeciwbólowe i witaminy. Starczy.
Powlokłam się na górę. Wcisnęłam się pod cieplutką kołdrę i wzięłam książkę. Wczoraj nie skończyłam czytać, a historia w "Miłości bez scenariusza" na maksa mnie wciągnęła. Monika weszła do pokoju.
-Wszystko według planu.- powiedziała po polsku.- Zaraz jedziemy. Liam wam jeszcze pomoże, a to akurat plus, bo Zayn się tak denerwuje, że mu ręce się całe telepią.
-Zatrzymaj ich tam długo.- poprosiłam podnosząc wzrok znad książki.
-Spoko, planuję ich wywieźć do Krosna i powiem, że porwała mi się jakaś bluzka. Zaciągnę dziewczyny do odzieżówki, mam nadzieję, że nie pogardzą Croppem ani Housem, jeśli taki tam jest.
-To lepiej pokieruj ich do Tarnowa. Powiedz, że większe miasto, większy hipermarket, niższe ceny. Coś wymyślisz.
-Okej. Na którą być najwcześniej?
-Z tego, co uzgodniliśmy, to na trzecią minimum.
-Spoko.- wzięła torebkę.- Trzymaj się. Powodzenia.- i wyszła. Za chwilę usłyszałam ryk silnika. Jeśli dobrze rozumiem, do kierownicy dorwał się wreszcie Harry. Wyskoczyłam spod pościeli i szybko narzuciłam na siebie ciuchy. Poprawiłam włosy, umyłam zęby i zbiegłam na dół. Nika, Zayn i Liam zmywali po śniadaniu.
-Natalia, idź do łóżka! Załatwisz się gorzej!- zbulwersował się Liam.
-Powinnam iść na studia aktorskie. Czemu zmarnowałam taki talent?- zaśmiałam się łapiąc po drodze jabłko.- Liam, nie jestem chora.- oznajmiłam zdumionemu chłopakowi.
-Ale jak to...- zdezorientowany popatrzył na resztę.- Wiedzieliście?
-Chodzi o to, że mam się dziś oświadczać.- Zayn położył rękę na ramieniu kumpla.
-I chcemy wszystko przygotować.- Nika wskazała na nas.
-O rany... Dobra, czaję. Stary, ale się cieszę!- poklepał Zayna po ramieniu.- Ale czemu mi nie powiedzieliście?
-Im mniej osób wiedziało, tym lepiej.- wyjaśniłam.
-Przecież nic bym nie powiedział.- posłał mi urażone spojrzenie. Westchnęłam.
-Wie tylko Nika i Monia. Tak jest bezpieczniej, mogłyśmy gadać po polsku i nikt nie zrozumiał. Perrie mogłaby coś usłyszeć przez przypadek, a gdyby to usłyszał Louis lub Niall, to wiesz, co by było.
-Wiem.- mruknął.- Dobra, okej, już w porządku. Ale tobie, Malik, tak łatwo nie odpuszczę!- trzepnął kumpla ścierką po głowie.
-Dobra, ludzie, do roboty.- Nika klasnęła w ręce i ruszyła do piwnicy. Zaraz przytargała wielkie pudło.- Okej, mamy światełka, teraz wy, chłopaki, idziecie poznosić to drewno, żeby było już gotowe, niech nikt nic nie podejrzewa. Natalia, idź poszukać długiego giętkiego drutu, sekatora lub kombinerek, przedłużacze, spinki do kabli, kilka deseczek lub listewek, wszystko powinno być w kąciku majsterkowicza dziadka Moni koło sprzętu morderczego, czyli śrutówek. A, i jeszcze drabina, ale to chłopaki ją przyniosą. Zayn, gdy tylko skończycie z tym drewnem, to ćwiczysz piosenkę. Ja albo Liam będziemy ci grać na gitarze, żebyś się przyzwyczaił.
-Chwila, chwila, moment.- Liam wydawał się zagubiony.- Może mi ktoś wyjaśni, jaki jest plan?
-Spokojnie, wszystko wyjdzie w praniu. Zaczynamy.






______________________________________________
Czy wy to widzicie? Kolejny rozdział to okrągła pięćdziesiątka!!! I czy jest lepszy prezent niż oświadczyny Zayna i ognisko? :D

Ostatnio miałam trochę na głowie, dziś kolejna jazda po dwóch tygodniach przerwy. Dobrze, że nie było nikogo znajomego na ulicach :P w poniedziałek za tydzień kończę kurs! =D

Poza tym, znalazłam kilka genialnych książek w necie i ostatnio psuję oczy przed monitorem. Jeśli nie dorobię się gorszej wady wzroku (a już mam krótkowzroczność i astygmatyzm w pakiecie!), to chyba będzie cud!
Jeśli kogoś interesują tytuły, to serdecznie polecam:
C.J. Daugherty "Nocna Szkoła" (trzy tomy "Wybrani", "Dziedzictwo", "Zagrożeni")
Tina Reber "Miłość bez scenariusza" (wspomniana w rozdziale)
Yardley Cathy "Dziewczyna w mieście aniołów"
"Masz wi@domość" (niestety, nie pamiętam autora)
Zaraz zabiorę się za oglądanie filmu wspomnianego w rozdziale, bo mnie też chodziła po głowie ta piosenka ;) a filmu nie oglądałam :P

To tyle. Dzięki za komentarze. Kolejny w piątek lub sobotę ;P zapraszam też na "Would you know my name...", wczoraj dodałam rozdział :*

Buziaki <3
Roxanne xD

28 komentarzy:

  1. Mega śmieszny rozdział,udawanie chorej Natalii-mistrzostwo,wszyscy uwierzyli nawet Liam.No przysmuciłaś tytułem filmu cztery wesala i pogrzeb,zadużo śmiesznych scen i dlatego o nim wspomniałaś?No ale okey nie może być zawsze kolorowo.Rozdział jak zawsze genialny:)Pozdrawiam:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nie może być zbyt kolorowo, przy całej tej słodkości odrobina goryczy na pewno nie zaszkodzi ;) słodko-gorzki rozdzialik :P
      Dziękuję <3

      Usuń
  2. Genialny rozdział ! Hmm xd Myślę że Liam już zerwał z Danielle, ale to tylko moja teoria xD Bo tak dziwnie zareagował. Plan z zaręczynami jest bardzo fajny c; Co do 5 opcji które wymyśliła Nattie, mam nadzieję że wybierze 4 xd Nie moge doczekać się kolejnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym chyba wybrała opcję numer 4... tylko, że ja nie jestem naszą bohaterką. I to, co ona zrobi jest na razie objęte tajemnicą państwową ;P
      Dzięki <3

      Usuń
  3. Cóż, szczerze? Tym razem nie mam pojęcia na komentarz,żeby był w miarę krótki ( jestem padnięta ) a zarazem treściwy :)
    Rozdział świetny, genialny, meega śmieszny i uroczy dzięki Liam'owi ( czy tylko mi się wydają te epitety już rutyną do tego opowiadania?! xD )
    Ojj Perrie niby podejrzewa a jednak nie to co trzeba, ale w sumie dobrze bo co to by była za niespodzianka-zaręczynowa skoro by wiedziała ?!
    Nattie,Nattie,Nattie... A Ty dalej zwlekasz z powiedzeniem prawdy ?! A tak na marginesie, oduczysz się kraść marchewki :p
    Liam jakiś z Cb uroczy chłopaczek *_* Ale widać Nattie musi być niezłą aktorką skoro nawet Ty się nabrałeś :)
    A co do tej akcji na hamakach to ja dalej nie rozumiem, dlaczego on na nią potem tak spojrzał, przecież powiedziała prawdę.. no dobra może nie taką całkiem prawdziwą prawdę (?) zresztą nie ważne, sama siebie nie rozumiem xD
    To by było na tyle, ponieważ dzisiaj naprawde był cięęężki dzień i nie marze o niczym jak tylko wejść pod kołderkę *-* Rozdział ( jak zwykle ) interesujący i świetny.
    Życzę dalszej weny i dobranoc :* Gaba :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niom, taka trochę rutyna :P
      Nie wiem, czy się oduczy kraść te marchewki, w końcu razem z Lou je uwielbiają, a nie potrafią się grzecznie ze sobą podzielić... :D
      Dziękuję kochana <3

      Usuń
  4. A już myślałam,że Natalia powie Liamowi wtedy na hamaku co do niego czuje...Ciekawe co sobie pomyślał XD Chyba najzabawniejszy rozdział do tej pory,aż się ze śmiechu popłakałam,jak sobie wyobrażałam niektóre scenki :) Masz talent dziewczyno ;))
    Czekam zniecierpliwiona na nowe przygody wariatów :D I ciekawe jak potoczą się oświadczyny Zayna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, oświadczyny Zayna to obecnie najciekawszy temat i mam nadzieję, że wyjdą tak jak sobie zaplanowałam ^.^
      Nie ma talentu! Ale dziękuję za komplement <3

      Usuń
  5. Ona miała mu wyznać miłość na hamaku!!! Albo chociaż o tej chorobie...
    No bo kurde kiedy ona to zrobi?!... Tak wiem jestem niecierpliwa...
    No nareszcie oświadczyny :D
    Będzie się działo!!!
    Do następnego!
    Kocham :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na twoim miejscu tez bym wariowała, mnie samą już to rytuje i chyba skrócę niektóre wątki... a zresztą zobaczę :P
      Dziękuję <3

      Usuń
  6. Lattie, Lattie wszędzie Lattie. Ale z tej bandy podstępne łobuzy specjalnie każdy gdzieś się ulotnił aby tylko Liam i Natalia zostali sami. Cwane bestie i za to ich uwielbiam <3.
    Miałam nadzieję, że Nattie na tym hamaku powie Liamowi co do niego czuje no trudno nie udało się.
    Panna Maj minęła się z powołaniem i zdecydowanie powinna studiować aktorstwo, a nie medycynę bo ona ciągle gra i baaardzoo dobrze jej to wychodzi. A jak Liam się o nią martwił bo się przeziębi awwww fvjfvjfvjvjdekd więcej takich uroczych Lattie moments poproszę <3
    Perrie robi się coraz bardziej podejrzliwa to się dziewczyna zdziwi jak Zayn jej zaśpiewa piosenkę i się oświadczy.
    Jeśli chodzi o turniej i nagrywanie teledysku w kuchni przez Lattie ubawiłam się jak nigdy :D Była duża dawka humoru z rozdziale i to mi się podoba :)
    Chociaż jak Nattie zaczęła sobie myśleć o tych czterech weselach i swoim pogrzebie to mi się serio zachciało płakać ;/ Kurcze dlaczego ona musi tak cierpieć ? Z jednej strony białaczka, a z drugiej Liam. Mam nadzieję, że niedługo będą razem szczęśliwi i pokonają chorobę Natalii we dwoje. Jestem pewna, że gdy Payne dowie się o białaczce będzie ją wspierał i opiekował się nią. Nie mógłby inaczej w końcu to Liam hellloooołłłł!
    Rozdział jest po prostu swaxdjkcmjfmvbmgkb zajebisty!!!! :D
    Czekam na następny.
    ~Caroline.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, wycwaniło się toto, że nie wiem ;D
      Nattie jest między przysłowiowym młotem a kowadłem. Cokolwiek by wybrała, ktoś będzie cierpiał, coś może się potoczyć nie po jej myśli... :/
      Dziękuję <3

      Usuń
    2. Gdyby nie te całe zawirowania to opowiadanie nie byłoby wyjątkowe, a dzięki temu właśnie takie jest :)
      Jejku napisałaś już 49 rozdziałów szacun dla ciebie :) nie poddałaś się i piszesz dalej, a twoje pomysły coraz bardziej mnie zaskakują. To chyba jedno z ciekawszych opowiadań jakie czytam :D
      Historia Nattie naprawdę mnie wciągnęła. Dziękuje, że tworzysz takie "cudo" <3.
      ~Caroline.

      Usuń
    3. Cieszę się bardzo! To ja wam dziękuję, że to czytacie i jeszcze chce wam się komentować <3 <3 <3

      Usuń
  7. o gosh .. ♡
    Przepraszam kochanie że tak długo nie komentowałam ale teraz te przygotowania do szkoły, babcia i wgl i kompletnie nie miałam czasu ;/
    Ale już to nadrabiam ;)
    Jejkuuuuu hahahahhahahaahahha "ten teledysk" haahhahahahahahah ta chochla hahahahhahha nie no masz takie ge Niall ne pomysły hahhahahahaha ♡♡♡
    Liam i Natka.... kurde noooo..
    Liam ogar.....
    Natka powiedz prawdę. . . ....
    pomysł z oświadczynami... mhmmm ♡♡♡


    Brat Moniki... ;'(



    Te dwa rozdziały są takie gahsgekejshehekdbosbdodnjs
    że teraz musze ponich trochę ochłonąć...




    Weny ;3
    @sweet9893

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ochłoń, ochłoń :*
      Nie szkodzi, że nie komentowałaś, wiem, że nie wszyscy mają okazję, by skomentować. Ale to nie jest ważne, liczy się dla mnie, że czytacie :*
      Dziękuję <3

      Usuń
  8. Świetne opowiadanie. Można je czytać i czytać i czytać ... Już się nie mogę doczekać nexta :) Swoją drogą szukałam jakiegoś opowiadania w którym główna bohaterka byłaby chora. I przez przypadek trafiłam na Twojego bloga. Jest świetny !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby nowy czytelnik? :) witamy! :*
      Właśnie tym m.in. się kierowałam, gdy zaczynałam pisać: wszystkie bohaterki, które były w innych ff były zdrowe, praktycznie nic im nie brakowało... A ja chciałam opowiadanie inne niż wszystkie...
      Dziękuję <3

      PS: jeśli chcesz jeszcze opowiadanie o chorej dziewczynie, to masz tu link---> http://i-wont-let-you-go.blogspot.com/
      znalazłam je niedawno. Jedyny minus to taki, że rozdziały są bardzo rzadko, a ja strasznie chcę wiedzieć, co dalej :(

      Usuń
  9. Robi się coraz ciekawiej ;D

    ~Hope

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nom... trzeba zwiększać napięcie im bliżej końca ;)
      Dziękuję <3

      Usuń
  10. Jedna uwaga- wujek Google mówi, że to jest "badminton", nie "badminGton".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups. Sorry, błędy się zdarzają :) ja jakoś zawsze mówiłam "badmington"... czas się nauczyć, Roxanne, najwyższa pora :P
      Posłucham wujka Google, zaraz poprawię ;) dzięki za zwrócenie uwagi :*

      Usuń
    2. Nie martw się XD też kiedyś mówiłam badmington XD

      ~Hope

      Usuń
    3. No właśnie, jakoś tak się u mnie utarło... Ech, czas na zmiany i aktualizację słownika :P xD

      Usuń
  11. Bardzo mi się podoba twój blog więc życzę ci weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Boskie. To się czyta jak książkę, serio:) twoje postacie są realistyczne, niewyidealizowane (mam nadzieję że istnieje takie słowo ^.^). Jedyna wada tego opowiadania to silne działanie uzależniające... Błagaaaaam powiedz że wstawisz dziś rozdział xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany... dziękuję <3 :*
      chyba w krótkim opisie trzeba wypisać działania uboczne: działa jak marihuana ;P
      Z rozdziałem postaram się, mam już większość, właśnie siadam, żeby dopisywać :) jeżeli nie dziś przed północą, to jutro o 1:00 rano xD
      jeszcze raz dziękuję <3

      Usuń