poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 38

-Nataaaliaaa....
W mojej głowie krążył pociąg. Rozbijał się o semafory, barierki, turkotał po torach z mocą trzystu miliardów decybeli. O, teraz chyba są jakieś roboty na drogach. Słyszę bardzo i to bardzo wyraźnie stukot młotka. Dziwne, że bębenki mi jeszcze nie popękały...
-Nataliaaa...
I jakieś echo. Chyba mam zrypaną kartę dźwiękową w mózgu albo pomieszałam coś w ustawieniach. Co ja gadam, karta dźwiękowa i ustawienia są w komputerze, nie w mózgu. Ech, Nattie, Nattie. I ty chcesz być lekarzem? Było iść na informatykę...
-Nattie...
Próbowałam podnieść powieki, ale były tak strasznie ciężkie... Nie dam rady. Spróbowałam jeszcze raz. No, dalej, dalej, dawaj! Powoli mrugnęłam i wreszcie się udało. Ale jasno! Zmrużyłam odrobinę oczy i delikatnie poruszyłam głową. Byłam w jakimś żółtym pokoju, leżałam na hiperwygodnym łóżku. Na wprost stały dwie postacie, których nie mogłam dokładniej zobaczyć. Zaraz... To chyba Harry i...
-Obudziła się!!!- wrzasnął Louis wybiegając z pokoju. Z powrotem zacisnęłam powieki, klnąc z całych sił na Tomlinsona. Jeżeli wcześniej bolała mnie głowa, to teraz szalał w niej młot pneumatyczny.
-Co się stało?- wychrypiałam otwierając z powrotem oczy. Styles podszedł do łóżka i usiadł obok moich nóg.
-Zemdlałaś.- wyjaśnił zmartwiony.- Myśleliśmy, że się szybko obudzisz, bo już wcześniej ci się zdarzało zasłabnąć, ale byłaś nieprzytomna prawie trzy godziny, więc wezwaliśmy lekarza.- pokiwałam głową ze zrozumieniem, ale zaraz uświadomiłam sobie coś, co poderwało mnie do pozycji siedzącej. Kij z tym, że znowu zakręciło mi się w głowie.
-Lekarza?- zapytałam przerażona. Harry skinął głową. Otworzyłam usta, żeby głośno i wyraźnie zaprotestować, ale do pokoju wpadło stado złożone z czterech bawołów. Jezu, oni chcą mnie wykończyć tym hałasem! Padłam z powrotem na łóżko.
-Nattie, wstałaś! Boże, tak się martwiliśmy!- krzyknął Niall hamując przy łóżku.
-Coś się nie bardzo martwicie, skoro hałasujecie jak helikopter przy starcie.- syknęłam siadając znowu.- Powiedzcie mi, że to żart. Wezwaliście lekarza?!
-Tak.- potwierdził Zayn.- Martwiliśmy się o ciebie. Zaraz powinien być tu jakiś niemiecki doktor, który pracuje w szpitalu obok.
-Paul go załatwił. Przed chwilą dał nam znać, że wszedł do hotelu.- dodał Liam. Pięknie. Cudownie. Horrible and wonderful. Oni nie mogą się dowiedzieć, to dobije ich jeszcze bardziej, zwłaszcza w tym momencie! To jakaś paranoja, jak coś ma się walić, to na całego. Do pokoju zajrzał Higgins.
-Przyszedł doktor Schwartz.- powiedział i wpuścił do pomieszczenia niskiego szpakowatego pana z walizeczką.
-Dzień dobry.- powiedział łamanym angielskim.
-Dzień dobry.- odpowiedziałam i zwróciłam się do reszty.- Chłopaki, wyjdźcie proszę.- chcieli zaprotestować, ale ponagliłam ich wymownym spojrzeniem. Na pewno nie będę się badać przy nich.- Proszę.- powtórzyłam z naciskiem. Wyszli z wielkimi oporami. Odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się blado do lekarza.- Konnen wir Deutsch sprechen? Czy możemy rozmawiać po niemiecku?- spytałam w ojczystym języku doktora Schwartza. Lekarz rozpromienił się.
-Ja, ja, keine Probleme. Żaden problem.- odpowiedział i zaczął mnie osłuchiwać. Oddychałam, nie oddychałam, patrzyłam za światełkiem, pokazywałam gardło... Zwykłe badanie. Oprócz ostatniego etapu. Pobrano mi krew i poddano ją kontrolnym ekspresowym testom. Doktor naniósł kilka kropli krwi na pasek wskaźnikowy i po chwili odczytał wynik. Ściągnął brwi.
-Ma pani chyba anemię... Ten test jest niekompletny, trzeba wykonać jeszcze kilka badań, ale to chyba anemia...- spuściłam głowę.- Głodzi się pani? Na oko ma pani lekką niedowagę.
-Nie głodzę się.- popatrzyłam na niego smutno.- Leczę się.
-Co pani bierze?- zapytał podejrzliwie. Rozejrzałam się po pokoju, zlokalizowałam szybko torebkę i wyciągnęłam z niej szwajcarski lek, przepisany mi ostatnio przez Gabrysię. Podałam lekarzowi, a on po przeczytaniu międzynarodowej nazwy specyfiku spojrzał na mnie ze współczuciem. Już wiedział, z czym ma do czynienia.
-Od jak dawna pani się leczy?
-Dwa i pół roku. Zostało mi...- przełknęłam ślinę.-... około siedmiu miesięcy.
-Nie ma dawcy?
-Nie. Był, ale się wycofał.- poklepał mnie delikatnie po ręce.
-Jest jeszcze czas... Wszystko będzie dobrze.
-Oby.- otarłam łzę, która już spływała mi po policzku.- Mam prośbę. Mógłby pan nie mówić chłopakom o tym, że jestem chora. Chcę to zrobić sama, w odpowiednim czasie.
-Zgoda. Ale trzeba będzie im powiedzieć jak najszybciej.- wstał z krzesła i zebrał swoje akcesoria.- Chyba nie mogę pani pomóc. Proszę tylko pilnować zażywania leków.
-Oczywiście. Dziękuję.- uśmiechnęłam się sztucznie. Lekarz wyszedł z pokoju. Usłyszałam, jak mówi coś swoja łamaną angielszczyzną do chłopaków i dosłownie po sekundzie do pokoju wparował Louis.
-No nareszcie, już mnie ucho boli od podsłuchiwania!- zawołał z pretensją wskakując prawie na moje nogi. Dobrze, że zdążyłam je podkulić, inaczej nie przeżyłyby gwałtownego spotkania z tym słoniem.
-Podsłuchiwaliście?!- spytałam oburzona. Lou wzruszył ramionami.
-A coś ty myślała? Martwimy się. A teraz tłumacz się, niedobra kobieto, dlaczego gadaliście po niemiecku?- wycelował we mnie palcem.
-A widziałeś, jak ten lekarz się męczył mówiąc po angielsku?- spytałam retorycznie.- Skoro znam niemiecki, to nie będę go narażać na katusze językowe.
-No i co ci powiedział lekarz?- do pokoju wkroczył Liam. Był niespokojny, widać było, że za chwilę eksploduje z tego napięcia.
-Wszystko jest w porządku, to tylko z osłabienia podróżą i zdenerwowania.- skłamałam gładko. Nie nakręcaj włosów, nie nakręcaj włosów, nie nakręcaj włosów...
-Nadal nie mogę uwierzyć, że ktoś mógł być takim skurwielem i ci przyłożyć!- pokręcił głową siadając po turecku na podłodze przy łóżku. Spoważniałam. Teraz wszystko wróciło. Wspomnienie uderzeń i słów Marcina. Dobijanie się do drzwi mojego mieszkania. Ucieczka taksówką na lotnisko. Gdy patrzę na to z pewnej perspektywy czasowej, to wygląda to, jak jakiś popieprzony scenariusz hollywoodzkiego tasiemcowego serialu.
-Najważniejsze, że udało mi się tu przyjechać...- powiedziałam cicho. Oparłam się na nadwyrężonym nadgarstku i aż łzy stanęły mi w oczach, tak to zabolało.
-Uważaj!- Louis wziął delikatnie moją rękę i odwinął mi bandaż.- Cholera. Gdyby nie okoliczności, powiedziałbym, że wyglądasz jak mozaika albo pisanka.
-Chyba malowana przez ślepca.- mruknęłam. Drzwi znowu się otworzyły. Proszę, proszę, wchodźcie, przecież obowiązuje nas zasada zero prywatności, no nie?
-Doktor Schwartz się wrócił. Przyniósł maść na twoje siniaki. Powiedział, że to coś w tej tubce potrafi zdziałać cuda.- oświadczył Harry podając mi podłużne pudełko. Odkręciłam tubę i momentalnie się skrzywiłam.
-Jeżeli to ma zdziałać cuda, to zrobi to wyłącznie z moim żołądkiem. Zaraz się porzygam od tego zapachu.- stęknęłam zatykając nos palcami. Liam wziął ode mnie maść i powąchał.
-Na moje oko...
-Chyba nos.- zaśmiał się Hazz.
-Na mój nos, to przypomina mieszankę czosnku, wanilii i kocich sików. Jak myślicie?- puścił tubkę w obieg.
-Nieee.- zaprotestował Harry.- To raczej brudne skarpetki Zayna, siano i zapach spod pachy Tommo.
-Ej!- Louis rzucił w Stylesa czyimś butem.- Dawaj to.- odebrał tubkę i powąchał. W zasadzie to prawie wcisnął sobie tę maść do nosa.- Ja nie wiem, z czym macie problem. To przecież na kilometr jedzie łazienką okupowaną przez Nialla po podwójnej porcji fasolki po bretońsku.- spojrzeliśmy po sobie i jednocześnie ryknęliśmy śmiechem. O, tego mi było trzeba... Orzeźwiającej dawki śmiechu w wykonaniu 1DTeam. Brakowało tylko... O wilku mowa.
-Uwaga, wariaci. Lekarstwo idzie.- powiedział Zayn otwierając drzwi przed Niallerem niosącym parujący talerz.
-Co to jest?- zaciekawiłam się z trudem opanowując śmiech.
-Rosołek.- oznajmił z dumą Horan.- Specjalność tutejszej restauracji i podobno niesamowity na choroby.
-Super.- wywróciłam oczami. Nie przepadałam za rosołkiem, chyba że robiła go moja cudowna babcia.
-No, dalej. Siadaj i wcinaj.- zakomenderował Malik kładąc mi na kolanach serwetę i podając łyżkę.- Masz zjeść wszystko co do kropli, bo inaczej cię nakarmimy.
-Chyba wolę zjeść sama.- westchnęłam i wzięłam pierwszą łyżkę do ust. Hmm, nawet nie taki zły.
Przesiedzieliśmy jeszcze ze dwie godziny żartując, śmiejąc się i wygłupiając. Nawet na krok nie zbliżaliśmy się do tematu Marcina i moich obrażeń. Jedynym minusem było to, że nie pozwolili mi na krok ruszyć się z łóżka. Louis zagroził, że mnie przywiąże, a Harry powiedział, że zadzwoni po Prestona i postawi go w drzwiach jako dodatkową barierę. W końcu przestałam protestować, ale gdy tylko zmyli się do swoich pokoi, prawie od razu wstałam z wyrka i podeszłam do okna. Byliśmy chyba na dwudziestym piętrze. Widać stąd było genialnie oświetlone miasto, całą masę reflektorów, świateł laserowych, neonów, co dawało niesamowity efekt, jakby milion kolorowych gwiazd postanowiło naraz spaść na Berlin. Niedaleko hotelu lśniły jeszcze światła stadionu, na którym parę godzin temu skończył się koncert. Uchyliłam okno wpuszczając do pokoju mroźne powietrze. Było tak cudownie ożywcze, od razu poczułam się lepiej. W ogóle od chwili mojego spotkania z chłopakami czułam się lepiej. Nie licząc krótkiego epizodu z omdleniem. Jakby One Direction było moim lekiem na całe zło. Nagle po mojej lewej stronie usłyszałam czyjś głos.
-...tak... strasznie... to wygląda, jakby zrobił sobie z niej worek treningowy... kotku, nie widziałaś tego, jej bok jest fioletowy jak dojrzała śliwka... nie... tak... od razu....- to był Zayn. Można było poznać nie tylko po głosie. Zalatywało dymem papierosowym. Wychyliłam się ostrożnie i zauważyłam go stojącego na tarasie centralnie obok mnie. Pewnie rozmawiał z Perrie. Był zdenerwowany, raz po raz wypuszczał kłęby dymu. Zamknęłam cicho okno i wyszłam z pokoju. W kolejnym pomieszczeniu panował półmrok, ale udało mi się dostrzec zarysy mebli. To chyba był salon. Widziałam drzwi odchodzące do innych pomieszczeń. Pewnie tam są pokoje chłopaków. Z tego, co kojarzę, to Liam śpi z Louisem, Hazz z Niallem, a Zayn ma pokój cały dla siebie. Na końcu salonu zauważyłam drzwi prowadzące na taras i ruszyłam w ich kierunku. Gratulacje dla mnie, szłam po ciemku i udało mi się na nic nie wpaść! Wzięłam koc leżący na sofie przy telewizorze, okryłam się nim i wyszłam na taras.
-Rozmawiasz z Perrie?- zapytałam cicho. Nie chciałam przestraszyć Zayna, ale na dźwięk mojego głosu podskoczył i gwałtownie się odwrócił.
-Powinnaś leżeć...- chciał dodać coś jeszcze, ale mu przerwałam.
-Nie jestem obłożnie chora, mogę chodzić.- stwierdziłam stanowczo i powróciłam do tematu.- Gadasz z Pezz?
-Tak.- skinął głową.
-Mogę z nią chwilę porozmawiać?- poprosiłam. Bez słowa wyciągnął komórkę w moją stronę i wycofał się z tarasu. Stanęłam przy barierce.
-Cześć Perrie.- przywitałam się cicho. Po drugiej stronie nastąpił wybuch wulkanu.
-Nattie, co to ma być, do diabła? Ja rozumiem, dużo się dzieje, świat to zwariowane miejsce, ale żeby cztery dni po naszej ostatniej rozmowie ktoś cie pobił?! I to do tego własny chłopak?! Jak on mógł?! Co za sukinkot! Jak się czujesz?
-Średnio...- znowu wracają wspomnienia. Zacisnęłam powieki powstrzymując napływające łzy.- Po prostu wszystko mnie boli, ale zaraz posmaruję się jakąś niemiecką maścią i mi przejdzie...
-Nattie, nie udawaj teraz bohaterki, bo przy mnie nie musisz. Powiedz mi, jak naprawdę się czujesz?- nie da się powstrzymywać obfitego strumienia z moich oczu.
-Okropnie... Nie rozumiem, jak on mógł...- zsunęłam się po ścianie na podłogę balkonu i rozpłakałam się na całego.- Nigdy wcześniej go takiego nie widziałam, był całkiem odmieniony... Nie spodziewałam się po nim, że kiedykolwiek mnie uderzy...- szlochałam do słuchawki.
-Nattie... Opowiedz mi wszystko. Wyrzuć to z siebie.- powiedziała Pezz. I opowiedziałam. O swoich podejrzeniach, co do narkotyków. O nauce do egzaminów. O rozmowie przed wręczeniem mu biletów. O jego reakcji. O pierwszym uderzeniu. O kokainie. O Kolejnych ciosach i ucieczce z jego domu. O telefonie do chłopaków. O pomocy sąsiadów i taksówkarza. O przyjeździe na koncert. Po prostu o wszystkim. Wylałam z siebie chyba morze, albo nawet ocean łez. Nie miałam już w kieszeniach czystych chusteczek, więc ocierałam mokre policzki rękawem. Paranoja. Ale faktycznie, gdy skończyłam opowiadać poczułam się o wiele lepiej. Jakby ktoś zdjął mi ogromny ciężar.
-O Boże.- tylko tyle powiedziała Perrie. Chyba ona tez się popłakała w trakcie tej opowieści.- I co teraz zrobisz?
-Na razie zostanę z chłopakami, a potem... Wrócę do domu. Tylko najpierw zmienię grupę, bo nie wytrzymam z nim na jednej sali.- westchnęłam.
-Matko. Masakra jakaś, jak ktoś mógł cię tak potraktować?- powtórzyła po raz setny.
-Wiesz, przemawiały za niego narkotyki...
-Nawet nie próbuj bronić sukinsyna!- krzyknęła Pezz.- Powinni go zamknąć w więzieniu, dać mu dożywocie!- piekliła się.
-Nie bronię go.- zaprotestowałam.- Daleko mi do tego. Mam nadzieję, że już nigdy go nie spotkam. Niestety, to jest mało realne.
-Boisz się go?- spytała cicho.
-Bardzo.- wyszeptałam. Podczas tej doby zaczęłam się go bać bardziej niż mojej choroby.
-Tak... już...- Perrie odpowiedziała komuś stojącemu obok niej.- Przepraszam, ale Jade mnie woła. Zgadamy się niedługo, okej?
-Jasne. I dziękuję...
-Nie masz za co. Od tego jestem. A teraz kończę, bo się poryczałam i wyglądam jak upiór.
-Na pewno nie gorzej niż ja.- mruknęłam, gdy już się rozłączyła.- Mnie już nikt nie pokona, jeśli chodzi o konkurs na upiora albo ducha.
Oparłam głowę o ścianę i zapatrzyłam się na tętniące życiem miasto. Gdzieś daleko, setki kilometrów stąd, jest osoba, która mnie niby kocha i jednocześnie chce mojego nieszczęścia. Czy to się wzajemnie nie wyklucza? W moim świecie to jakiś cholerny paradoks, ale w tej ponurej rzeczywistości możliwe jest wszystko. Gdzieś tam jest człowiek, którego boje się bardziej niż kogokolwiek innego. Chcę nigdy więcej go nie zobaczyć, ale to jest niemożliwe. Jestem bezsilna. Potrzebuję pomocy...
-Już?- Zayn wsunął się na taras. Skinęłam głową, a on kucnął koło mnie i wyjął mi z rąk swój telefon.- Idź spać, Nattie. Jesteś wykończona.
-Wiem.- wymamrotałam.- Zaraz pójdę...
-Nie zaraz, tylko teraz.- i nie czekając na moją reakcję wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Chciałam zaprotestować, ale nie mogłam się ruszyć. Oczy same mi się zamykały. Zayn miał rację. Byłam wykończona. Delikatnie położył mnie na łóżku.- Jesteś zdecydowanie zbyt lekka, wiesz?- nie odpowiedziałam. Malik westchnął.- Dobranoc.
-Dobranoc.- mruknęłam wtulając się w poduszkę. Praktycznie od razu zasnęłam.

~~*~~

-Nie mogę w to uwierzyć!- powtórzyła Nika po raz tysięczny.
-Ja też.- odpowiedziałam po raz który? Też tysięczny.
-To wszystko moja wina.- posmutniała. Że co?
-Jakim cudem to jest twoja wina?- zapytałam bębniąc palcami po stole. Siedziałam sama w kuchni. Reszta bandy spała po wrażeniach wczorajszej nocy, ale znając życie za chwilę do kuchni wkroczy Liam. Na razie mogłam na spokojnie wypić kawę. Czułam się już dobrze. Maść mimo zabójczego zapachu zdziałała cuda. Nic mnie nie bolało, a śliwka wokół oka lekko zbladła, przechodząc z intensywnego fioletu w sinożółty odcień. Bok brzucha, najbardziej obity, pulsował bólem tylko przy uciskaniu. Koloru nie zmienił.
-To ja wpychałam cię w ten związek. Jestem okropna.- jęknęła. Przewróciłam oczami.
-Gdybym nie chciała z nim być, to niczym byś mnie nie zmusiła, zapamiętaj to sobie.
-Taa, jasne.- mruknęła.
-Naprawdę! Przestań się zadręczać, bo to nie ma kompletnie sensu!- powiedziałam głośno i wyraźnie.
-Dobra, dobra. Już nic nie mówię. Co u chłopaków?- zmieniła zręcznie temat.
-Dali wczoraj fantastyczny koncert, dziś mają wywiad w jakimś studiu, a jutro lecą z powrotem do Anglii.
-A ty z nimi?
-Nie wiem. Raczej wrócę do Polski.- przygryzłam wargę. Nie zastanawiałam się nad tym, co będzie po Berlinie. Wolałam jeszcze o tym nie myśleć. Nie teraz, kiedy cieszyłam się z obecności przyjaciół.
-Cześć, Nattie!- do kuchni wkroczył zadowolony z życia Harry. Wytrzeszczyłam oczy. Harry Edward Styles wstał bez budzenia o godzinie ósmej rano?! Świat się kończy.
-Eee... Nika? Zadzwonię później.- rozłączyłam się i spojrzałam podejrzliwie na chłopaka.- Dobrze się czujesz?- zapytałam.
-To chyba ja powinienem zapytać o to ciebie.- stwierdził rozbawiony.- Więc jak się czujesz?
-Super. Świetnie. Dlaczego masz taki dobry humor?- drążyłam dalej.
-Jutro wracamy do domciu, nie wiesz? Trzeba się cieszyć, wreszcie własne łóżko! Poza tym będzie lepszy dostęp do internetu niż z trasy.
-Aż tak się uzależniłeś od neta?- zaśmiałam się.
-Po prostu nie będę tyle wydawał na rozmowy międzykrajowe...- nastawił czajnik i zanurkował w lodówce w poszukiwaniu czegoś na śniadanko.
-Nie gadaj, że martwisz się o forsę.- zadrwiłam. Nagle coś innego zwróciło moją uwagę.- A tak w ogóle, to z kim ty tak często gadasz?
-A z nikim...- speszył się i odwrócił do mnie plecami. Zaczęłam intensywnie myśleć.
-Ze mną gadasz raczej na Skypie, z chłopakami to nie będą rozmowy międzykrajowe, z Edem Sheeranem nie jesteście jakimiś papużkami nierozłączkami, żeby non stop nawijać jak ja z Niką... Tu musi wchodzić w grę dziewczyna...- doznałam olśnienia.- Ty rozmawiasz z Monią! Prawda?! Mam rację, co nie?!- nic nie odpowiedział.- Milczenie oznacza zgodę, więc gadasz z Moniką! Rany, ale się cieszę!!!- wrzasnęłam na cały głos i rzuciłam się Stylesowi na szyję.
-Udusisz mnie.- zaśmiał się chłopak, ale odwzajemnił uścisk.- Monia jest całkiem fajna...
-Czyli można powiedzieć, że się polubiliście?- upewniłam się biorąc łyka kawy.
-Wiesz, to nie to samo co z tobą, ale jest okej. Mogę z nią gadać na różne tematy, nawet piłka nożna jej nie nudzi.
-Tak, Monia to wielka fanka Pique, Torresa i Messiego.- przypomniały mi się jej długie monologi na temat meczy w nogę. Jeśli ja nawijałam o tenisie, to ona zaraz z nudów przeskakiwała na piłkę. 1D i noga: jej wielkie gigantyczne hobby.
-No widzisz. I naprawdę nie jest taka zła...- chciał powiedzieć coś więcej, ale do kuchni wpadł Liam. Na widok Hazzy aż przystanął i wytrzeszczył oczy.
-Ty już na nogach?!- zapytał zdumiony.
-No.- Harry zabrał się za robienie jajecznicy.
-I nie muszę cię budzić?- dopytywał się dalej Payne.
-Chyba nie. Widzisz, żebym spał?- zapytał ze śmiechem Hazz.- Nie rozumiem, dlaczego wszystkich tak to dziwi.
-Może dlatego, bo nigdy tego nie robiłeś?- zapytałam retorycznie. Styles wzruszył ramionami i dalej mieszał jajka na patelni.
-Hello, hello, I wanna know, where is Natalia, where is Natalia...- podśpiewywał Louis wchodząc do pomieszczenia.- O! Tu jesteś! Super, to teraz szef kuchni Tomlinson zaserwuje ci pyszne, pożywne śniadanko dla zregenerowania sił.
-Przecież ty nie umiesz gotować!- roześmiałam się. Tommo zrobił naburmuszoną minę.
-Jeżeli nie wierzysz w moje możliwości, to proszę bardzo. Ale będziesz żałować...- powiedział tajemniczo.
-Dobra, dobra.- uniosłam ręce w geście kapitulacji.- Rób mi to śniadanko, a ja się pójdę umyć. Ale!- pogroziłam mu palcem.- Jeżeli mnie czymś zatrujesz, to przez tydzień będziesz spełniał wszystkie moje zachcianki.
-Spoko.- zajrzał do lodówki i wyciągnął jakiś garnek. Nie wnikałam, co to jest. Zamiast tego podreptałam do łazienki i jeszcze raz nasmarowałam się maścią i szybko łyknęłam pełną garść leków. Oprócz mojej tradycyjnej dawki walnęłam sobie porządną porcję przeciwbólowych. Oczywiście, w granicach rozsądku.
-Natalia! Śniadanko!- zaćwierkał Louis pod drzwiami. Westchnęłam z rezygnacją i wróciłam do kuchni. Stanęłam w progu i z powątpiewaniem popatrzyłam na kolorową zawartość talerza.
-Co to jest?- zapytałam niepewnie.
-Śniadanie.
-Co wchodzi w jego skład?
-Wartościowe, pożywne składniki.
-Na bazie marchewki?- pomarańczowa barwa paćki w talerzu była bardzo sugestywna.
-Aha.- przytaknął zadowolony.
-Kuchnia nie wybuchła?- rozejrzałam się dookoła.
-No, chyba stoi na miejscu, co nie?- stwierdził Zayn wchodząc do środka.- O co chodzi?
-O pożywne śniadanko przygotowane dla mnie przez Louisa.- wskazałam talerz na stole.
-Aha.- Malik przeszedł obojętnie obok stołu i wręcz rzucił się na ekspres do kawy.
-Wiesz, Louis, to, co jest w tym talerzu, przypomina efekt wybuchu.- przenosiłam wzrok z talerza na Lou ubranego w fartuch z napisem "Moja specjalność to przypalona woda" i z powrotem na talerz.
-Nie nawijaj, tylko siadaj!- zakomenderował. Spojrzałam rozpaczliwie na Liama i Harry'ego, ale oni pysznie się bawili obserwując naszą dwójkę i pochłaniając jajecznicę. Usiadłam posłusznie i nabrałam odrobinę pomarańczowej paćki na łyżkę. Przyjrzałam jej się pod każdym możliwym kątem.
-Nie jestem pewna, czy chcę to zjeść...
-Uch, daj to!- Tommo siadł koło mnie, zabrał mi łyżkę i skierował ją w stronę moich ust.- Otwieraj.- zacisnęłam zęby i pokręciłam głową.- No już, skarbie, to cię ekspresowo postawi na nogi.- nalegał, ale jeszcze mocniej potrząsnęłam głową.- Otwórz, buzię, leci samolocik!- zaczął gadać jak do dziecka i udawać łyżką mały helikopter.- Houston, mamy problem! Mayday, mayday! Awaryjne lądowanie, prosimy o otwarcie pasa dla lądujących samolotów!- Liam, Harry i Zayn pokładali się ze śmiechu. Ja z całej siły próbowałam nie parsknąć śmiechem, ale się nie udało. Ryknęłam na cały głos. Louis skorzystał z okazji i wpakował mi zawartość łyżki do ust. W pierwszej chwili o mało się nie zakrztusiłam, ale zaraz uruchomiłam kubki smakowe. Marchew... Dużo marchwi... Jeszcze więcej marchwi... Czy to rozmoknięte płatki śniadaniowe? Z groszkiem?! Kalafiorem?! O Boże, to chyba zimne mleko... Przełknęłam wszystko z trudem powstrzymując odruch wymiotny.
-Wow...- wykrztusiłam przez ściśnięte gardło.- Super. Nie do wiary, już postawiło mnie to na nogi!- odskoczyłam szybko od stołu, chwyciłam butelkę z wodą i wypiłam do dna. Odetchnęłam.- Okej. Louisie Williamie Tomlinson.
-Słucham.- wyszczerzył się.- Jeszcze jedną?
-Nie!- na widok mojej miny Harry zaczął znów rechotać na cały głos. Liam ze śmiechu zleciał z krzesła.- Louisie Williamie Tomlinson, nigdy w życiu nie dopuszczę do tego, żebyś cokolwiek, samodzielnie, bez niczyjej kontroli gotował. Czy to jest jasne?!
-Czuję się urażony.- oświadczył. Wziął talerz i z obrażoną miną ruszył w kierunku zlewu. Nagle do kuchni wpadł Horan.
-Czuję śniadanie!- oznajmił i podszedł do Lou.- O, to dla mnie? Dzięki.- nie czekając na odpowiedź złapał za łyżkę i po dwóch minutach nie było już połowy zawartości talerza.- Dobre. Co to jest?
-Płatki z mlekiem, marchewka z groszkiem z mrożonki, zupa jarzynowa z mrożonki plus surowa marchewka. Bomba witaminowa.
-O my God.- jęknęłam, gdy Tomlinson przedstawił listę składników.- Nialler, jesteś jak odkurzacz.

~~*~~

-Ja się doskonale czuję.- powiedziałam drepcząc za chłopakami korytarzem studia.- Nie rozumiem, dlaczego nie chcecie mi pozwolić potańczyć!
-Nattie, nie chcemy, żebyś sobie coś nadwyrężyła.- Liam opędzał się od moich marudzeń jak od uprzykrzonej muchy.- Martwimy się...
-...o mnie. Tak, wiem, ale mnie już nic nie boli! Ta maść na serio zdziałała cuda.
-Może trochę tańca by jej nie zaszkodziło... Liam, bądź człowiekiem.- poparł mnie Niall.
-Ale...
-Liam, nie jesteś moim ojcem. Lekarz nie zabronił mi się poruszać!- wyprzedziłam ich i zaczęłam iść tyłem cały czas patrząc Liamowi prosto w oczy.
-Ale...
-Weź jej pozwól, bo inaczej będzie wierciła nam dziurę w brzuchu przez cały dzień.- Harry stanął po mojej stronie. Uśmiechnęłam się do niego.
-Dzięki, Hazz. Czyli Harry i Niall się zgadzają. Zayn?- chłopak wzruszył ramionami.
-Jesteś odpowiedzialna i raczej nie zrobisz sobie krzywdy na siłę. W takim stanie już chyba będziesz się pilnować.
-Super. Louis?
-Marchewkowo-śniadaniowy foch.- nawet na mnie nie spojrzał.
-Znoowu?- jęknęłam.
-Tak.- oświadczył krótko.
-Czyli rozumiem, że zrobisz mi na złość?
-Wszystko mi jedno.
-Okej. Czyli i tak wychodzi na moje. Cztery do dwóch.- stwierdziłam z zadowoleniem.
-Ja nie mogę.- mruknął Payne.- Dobra. Dzwonię do Paula.- wykręcił numer.- Cześć... tak, już idziemy do wind... nie, jest z nami... no właśnie chce się dowiedzieć, czy w tym studiu jest sala taneczna... aha... wiem, cholerny uparciuch...- wyszczerzyłam się słysząc te słowa. Cała ja. Cholerny uparciuch.-...jasne... dobra, powiem... aha... taa... dobra... na razie.- rozłączył się i spojrzał na mnie.- Jedenaste piętro, sala numer 802.
-Ha! Dzięki!- aż podskoczyłam z radości i pocałowałam go w policzek.- To pa!- i już pędziłam łapać windę. Szybko znalazłam odpowiednią salę. Była otwarta, więc weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi.
Moja sala u Kiry była trochę mniejsza od tej. Może trochę więcej niż trochę. No, mniejsza z tym. Otworzyłam torbę ze standardowym ekwipunkiem. Wyjątkiem były tylko buty. Zapomniałam spakować butów do tańca. Albo raczej nie przypuszczałam, że mogą mi się przydać. Dlatego zmieniłam kozaczki na zwykłe trampki i przeczesałam palcami włosy. Nie chciało mi się ich wiązać. Uruchomiłam laptopa i postawiłam go pod ścianą przy oknie. Włączyłam "Cooler Than Me" i zaczęłam ostrożnie się rozciągać. Ręka już mnie nie bolała, brzuch tylko odrobinę przy mocniejszych ćwiczeniach. Starałam się uważać, żeby go za bardzo nie nadwyrężyć, ale po paru minutach przyzwyczaiłam się do uczucia dyskomfortu i tańczyłam już bez większych oporów. Wszystko było super przez jakąś godzinę, do czasu aż w trakcie cha chy do piosenki Lou Bega "Conchita" nie spojrzałam w lustro. Od razu się potknęłam i zmyliłam krok. Rozproszył mnie widok mojej twarzy. To była masakra. Niby niewielki strupek na dolnej wardze i ten okropny siniak wokół oka. Przerażający. W łazience starałam się nie zwracać na niego uwagi i mijając lustro spuszczałam wzrok, żeby na to nie patrzeć, ale teraz stałam i gapiłam się na swoja oszpeconą twarz. Jedno pytanie: dlaczego?
Muzyka ucichła. Nie wiem czemu, ale zaczęłam sama z siebie śpiewać "Skyscraper". Najpierw cicho, potem z coraz większą mocą. Jakby to był manifest, że nic mnie już nie złamie, nic związanego z Marcinem nie może mnie zniszczyć. Bez względu na wszystko jestem silna. I silna pozostanę do końca.
-As the smoke clears
I awaken, and untangle you from me
Would it make you feel better
To watch me while I bleed?
All my windows, still are broken
But I'm standing on my feet

You can take everything I have
You can break everything I am
Like I'm made of glass
Like I'm made of paper
Go on and try to tear me down
I will be rising from the ground
Like a skyscraper!
Like a skyscraper!

(Gdy opada dym
Budzę się i wyplątuję Cię ode mnie
Czy czułbyś się lepiej
Widząc mnie krwawiącą?
Wszystkie moje okna wciąż są rozbite
Jednak stoję na nogach.

Możesz zabrać wszystko, co mam
Możesz zniszczyć wszystko, czym jestem
Jakbym była zrobiona ze szkła
Jakbym była zrobiona z papieru 
Dalej, spróbuj mnie zniszczyć
A ja wzbiję się z ziemi
Niczym drapacz chmur!
Niczym drapacz chmur!)


Śpiewałam stojąc przed lustrem, jakby w nim, obok mojego odbicia stał mój były chłopak, mój prześladowca, który tak mnie okaleczył. Nie poddam się, nie będę bierna, nie pozwolę, żeby obezwładnił mnie strach. Nigdy w życiu. Skończyłam jedną piosenkę, ale czułam jeszcze jakiś niedosyt. Zaczęłam jedną z moich ulubionych piosenek. "DNA". I nie, nie jest to moja ulubiona piosenka, bo śpiewa ją między innymi Perrie. Mam kilka piosenek Little Mix, które naprawdę mi się podobają, ale ta jest szczególna. A w tej chwili odzwierciedla wszystko, co chcę powiedzieć.
-No no no.- usłyszałam, gdy skończyłam śpiewać. Odwróciłam się w stronę drzwi. Zayn patrzył na mnie z uśmiechem.- Little Mix powinno się poważnie zastanowić nad włączeniem cię do zespołu.
-Taa, chyba pogadam o tym z Perrie.- zaśmiałam się.- Co tu robisz? Skończyliście?
-Ja tak. Reszta ma jeszcze indywidualne sesje zdjęciowe. Ja poszedłem na pierwszy ogień i już jestem wolny.- podszedł do laptopa.- Tańczyłaś?
-Trochę. Jeśli nie będzie wam to przeszkadzało, to jeszcze trochę chciałabym tu posiedzieć.
-Spoko. Mogę się pobawić?- spytał wskazując na mojego laptopika.
-DJ Malik na iTunesie?- roześmiałam się.- Myślałam, że wolisz lepszy sprzęt.
-Z braku laku może być i to. DJ Malik wkracza do akcji, jakieś życzenia, madame?- usiadł przed ekranem i zaczął przeglądać playlistę.
-Na początek "It's My Life".- poprosiłam i ustawiłam się centralnie na środku sali. Zmierzyłam wzrokiem swoje lustrzane odbicie. Nic mnie nie złamie. To moje życie. Jestem silna.
Zaczęłam tańczyć solowe partie paso doble wkładając w to całą swoją duszę. Nie zwracałam uwagi na nic, nie oglądałam się na Zayna i kogoś, kto właśnie wszedł do sali. Po prostu tańczyłam i tylko to się liczyło.
-Wow. Myślałem, żeby wytańczysz dziurę w parkiecie.- Harry zaczął mi bić brawo. Odgarnęłam włosy z czoła.
-Dzięki.- powiedziałam opanowując lekko przyspieszony oddech. Drzwi się znowu otworzyły i weszli Louis, Liam i Niall. O cholera...
-Niall, co ci się stało?!- rzuciłam się w kierunku chłopaka. Liam i Lou podtrzymywali go, gdy skakał na jednej nodze w kierunku Zayna i Hazzy, którzy patrzyli się na niego zaniepokojeni.
-Nic.- sapnął siadając na podłodze.- Po prostu przesadziłem z nogą... A już wcześniej miałem kontuzję i teraz boli jak cholera...
-Trzeba iść z tobą do lekarza.- powiedziałam stanowczo przyglądając się jego nodze, gdy podwijał nogawkę spodni. Kolano było lekko opuchnięte od dołu, ale bez zaczerwienienia.
-Wiem. Jestem umówiony do lekarza. Mam mieć zabieg, gdy wrócimy do domu.- odparł delikatnie dotykając spuchniętego miejsca.
-To jest ta kontuzja, o której mi kiedyś wspominałeś?- jak przez mgłę przypomniałam sobie, jak kiedyś opowiadał o nadwyrężonym kolanie.
-Taaa. A teraz sobie poskakałem i mam za swoje. Na szczęście już skończyliśmy.
-Chcecie już wracać?- spytałam. Kurczę, chciałam sobie jeszcze trochę potańczyć...
-Jeśli chcesz, możemy tu zostać przez jakiś czas.- powiedział Liam.
-Ale... Twoja noga...- powiedziałam niepewnie patrząc na Niallera.
-Teraz jej nie używam, więc spoko.- zaśmiał się.- Tańcz dalej.
-Najlepiej coś takiego fajnego jak za pierwszym razem.- mrugnął do mnie Harry.
-To znaczy?- zapytałam poprawiając sznurówki.
-No wiesz... Rumba czy jak to się tam nazywało...- poruszył znacząco brwiami.
-Zboczeniec.- stwierdziłam.- Ale skoro chcesz... Zayn, "Don't Stop Me Now".- zwróciłam się do Malika.
-Ale ja cię nie zatrzymuję.- powiedział zdziwiony podnosząc na mnie wzrok. Wywróciłam oczami.
-To tytuł piosenki, sieroto.- prychnęłam.
-Aaa.- zajarzył. Wyszukał szybko właściwą piosenkę i za chwilę z głośników poleciała powolna melodia.
Poruszałam się w rytm muzyki i kątem oka widziałam, jak Stylesowi świecą się oczy. O nie, kochany. Chyba biedak nie kojarzył tej piosenki Queen'u, bo wielkie było jego rozczarowanie, gdy melodia po dwudziestu sekundach domniemanej rumby przemieniła się w ssuperszybkiego jive'a. Nie przepadałam za tym tańcem, ale chciałam zrobić Hazzie troszkę na złość i... coś sobie udowodnić. Jeżeli teraz pomylę się w American Spinie, to nic nie będzie w porządku, a jeżeli mi się uda, to wszystko wróci do normy. Everything's gonna be all right na całej linii. Skupiłam się mocno na melodii i wykonywanym krokach. Raz, dwa, trzy i cztery, pięć i sześć, siedem i osiem, obrót, obrót, kick raz i kick dwa, teraz przejście iii... Nie wierzę! Tak!!! Udało mi się! Po raz pierwszy w życiu poprawnie wykonałam American Spin! Wszystko będzie dobrze! Okej, nie jestem przesądna, ale teraz jakby wstąpił we mnie jakiś ogień. Zmieniłam układ, dodawałam kroki, szalałam na parkiecie bez chwili przerwy. W pewnym momencie, cały czas w rytmie zrobiłam gwiazdę. Totalnie spontanicznie. Rozpierała mnie radość, takie fantastyczne uczucie: jestem silna, nic mnie nie pokona! W końcu zatrzymałam się zdyszana przy ostatnim dźwięku głosu Freddiego Mercury'ego. Zapanowała cisza.
-Dwoi mi się w oczach...- powiedział Louis.- Ja pierniczę, ruszałaś się z prędkością światła!
-Zrobiłam to...- powiedziałam cicho. Podniosłam na nich oszołomiony wzrok.- Zrobiłam to.
-No, wiemy. Zatańczyłaś coś odjazdowego, co się chyba nazywa jive'm.- zaśmiał się Liam.
-Nie rozumiesz!- potrząsnęłam głową.- Zatańczyłam tego cholernego American Spina!- wrzasnęłam na cały głos i z radości zaczęłam skakać jak piłka.- Ten piekielny krok, przez który zawaliłam tamte zawody! Wreszcie mi wyszedł!
-No faktycznie, tym razem się nie zachwiałaś.- wytknął mi Zayn. Pokazałam mu język.
-Ale teraz mam power. Muszę coś jeszcze zatańczyć.- stwierdziłam wiążąc włosy w kucyk. Zaczęły mi przeszkadzać.
-A może byś nas nauczyła?- zapytał Harry.
-Na pewno nie będę cię uczyła rumby, wybij to sobie z głowy.- pogroziłam mu palcem.
-No dobra... Ale jakiegoś hip hopu?- Styles zapalił się do tego pomysłu.
-O, tańczcie, tańczcie. Ja sobie popatrzę.- Nialler zadowolony wyciągnął nogę i oparł się wygodnie plecami o ścianę.
-Leń.- zaczął się z nim drażnić Louis.
-Raczej ofiara wypadku.- bronił się Horan.
-Chyba ofiara losu.- zaczął się śmiać Zayn.
-Uważaj, bo zawsze mogę ci przywalić.- Niall pokazał mu zwiniętą pięść.
-Aha, jasne. Ale wracając do tematu, ja też bym się pouczył tańczyć.- Malik wrócił do tematu.
-Spoko. To mówicie, że chcecie hip hop...- zastanawiałam się nad piosenką i układem. Hmmm... Chyba mam coś dobrego. Ponabijam się z nich.- Zaraz wam coś pokażę. Włączcie "Let's Get Ridiculous". Nauczę was tego układu.
Puścili piosenkę, a ja zaczęłam tańczyć. Zwróciłam uwagę na tę piosenkę już dawno, a jej teledysk... Po prostu genialny. Dużą część choreografii wzorowałam właśnie na ruchach Redfoo i innych tancerzy z tego klipu. Często ją ćwiczyłam na sali u Kiry, dlatego ruchy rąk i nóg miałam idealnie zsynchronizowane.
-Nie ma mowy!- zaprotestowali jednogłośnie. Nialler wybuchnął śmiechem.
-Oj weźcie, będę miał niezły ubaw!
-Już się śmiejesz.- stwierdził cierpko Malik.- Nie, ja pozostanę na stanowisku DJ-a.
-A wy?- spojrzałam na pozostałą trójkę.
-Eeee...- Liam nie wiedział, co powiedzieć.
-Dobra, nauczę was czegoś łatwiejszego. Louis, chodź.
-Na pierwszy ogień?!- przeraził się.- Nie, ja nie idę.
-Przecież cię nie zjem!- powiedziałam zirytowana.- Styles, chodź tu.- Harry podniósł się niepewnie.- Spokojnie. Nauczę cię walca.
-Uff.- odetchnął z ulgą. Od razu się rozluźnił.
-Stań tu. Patrz na moje kroki i powtarzaj za mną. Prawa noga w bok, lekki obrót w prawo, lewa w bok, dostaw prawą. I jeszcze raz.- powoli pokazywałam mu kolejne kroki, a on powtarzał. Nawet okej. Zobaczymy, czy będzie w rytmie.- Dobra, to teraz pozycja. Stań naprzeciwko, prawą ręką obejmij mnie w pasie, a drugą daj tu.- złapałam jego dłoń.- Twoja lewa ręka ma być mniej więcej na wysokości mojej głowy. Wyprostuj się! Lekko odchyl się w tył... Ale nie rób mostka, lekko...- delikatnie szarpnęłam go za koszulkę. No, teraz stał w prawidłowej ramie. Tylko jeden mały szczegół...- Hazza?
-No co?
-Zabieraj tę łapę z mojego tyłka!
-Ale przecież kazałaś...
-Masz mnie trzymać w talii, a nie obmacywać. Pamiętaj, że zawsze mogę ci przywalić w czule miejsce.- energicznym ruchem poprawiłam jego rękę.- Dobra. Chłopaki, włączcie "Somebody To Love" w wersji Anne Hathaway.
-I raz, dwa trzy...- odliczyłam na głos kroki i zaczęliśmy tańczyć. Muszę przyznać, że z Harrym tańczyło mi się całkiem nieźle. Co tam, że podeptał mi parę razy palce i gubił krok. Jak na pierwszy raz było super. A jeszcze jak zaczął podśpiewywać piosenkę... Śmialiśmy się do siebie, nagle obrócił mnie parę razy, odchylił w tył, prawie do ziemi... Nie powiem, wyszło mu w rytmie. Zakończyliśmy to jakimś skomplikowanym, opracowanym przez chłopaka obrotem. Dobra, krótko mówiąc, wywaliliśmy się na podłogę.
-O matko.- Harry zanosił się od śmiechu.- Nic ci nie jest?
-Nie.- wykrztusiłam. Podniosłam głowę i popatrzyłam na chłopaków. Śmiali się tak samo jak my.
-Oj Hazz.- Louis podszedł do nas i pomógł mi wstać. Jaki gentleman. Już się przestał fochać?- Patrz i się ucz. Mademoiselle.- ukłonił się w moją stronę.
-Monsieur.- ja też się ukłoniłam powstrzymując z trudem śmiech.
-Proszę zapodać jakiś utwór taneczny do walca.- powiedział zmienionym, melodyjnym głosem mężczyzny z dawnej epoki. Przynajmniej jemu się wydawało, że to tak brzmi.
-Poprosimy "Hallelujah".- zwróciłam się tonem dystyngowanej damy do naszej "orkiestry".
-Podpatrzyłem kroki i pójdzie mi znacznie lepiej niż temu oszołomowi.- mrugnął do mnie i objął mnie w przepisowej ramie. Za chwilę popłynęła melodia, ale Louis zaczął totalnie nie w rytmie. Zaczęłam się śmiać, gdy on z głupią miną prowadził mnie dalej wydurniając się po drodze. Bliżej mu było do baletu niż do walca. Ale co tam, najważniejsze, że się doskonale bawiliśmy.
-Dziękuję za taniec.- ukłonił się na zakończenie i ucałował mnie w rękę.
-Ja również dziękuję.- chciałam dygnąć, ale kolejny wybuch śmiechu był zbyt silny. Usiadłam na podłodze próbując opanować atak.
-To było niezłe.- śmiał się Niall.- To kogo teraz mam oglądać?
-Nie wiem.- odpowiedziałam ocierając łzy śmiechu.- Chce ktoś jeszcze się pouczyć? Albo raczej pośmiać?
-To może...- Liam wstał z podłogi i podszedł do mnie.
-A jednak.- uśmiechnęłam się kpiąco.- Też walca?
-Nie. Umiesz tańczyć tango?- o, tu mnie zaskoczył.
-Yyy... Tak, ale takie konkursowe czy argentyńskie?- uniosłam brwi. Wzruszył ramionami.
-Wszystko jedno. Po prostu zawsze chciałem się tego nauczyć.
-Okeeej. To może to.- pokazałam mu podstawowy krok, a on bezbłędnie go powtórzył. Nieźle. Odliczałam kolejne kroki, poprawiałam, gdy się mylił, wszystko robił w pełnym skupieniu. Na serio chciał się nauczyć.
-Dobra, to teraz może z muzyką.- zadecydowałam.- Znajdźcie mi "Valentine's Day Tango" The Twins.- poprosiłam, a sama ustawiłam chłopaka.- Rama podobnie jak w walcu, tylko stań trochę bliżej, prawa ręka mocniej, lewa lekko ugięta... Okej, jest dobrze.- akurat w tym momencie usłyszeliśmy melodię tanga.
Zaczął w rytmie. Kroki przychodziły mu lekko, jakby znał ten taniec od dawna. Parę razy się potknął czy zmylił krok, ale i tak, jak na pierwszy raz, szło mu bardzo dobrze. W końcu przestałam obserwować jego stopy i podniosłam głowę. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy dalej tańcząc do powtarzanego od pół godziny układu. Liam prowadził mnie pewnie, mogłam mu spokojnie zaufać i przestać kontrolować sytuację, tylko dać się ponieść muzyce. Obrócił mnie dwa razy, lekko uniósł w górę i jeszcze raz obrócił. Delikatnie odchylił mnie w tył i przyciągnął z powrotem do siebie. Na chwilę się zatrzymał i ostrożnie pogładził zranione miejsce na twarzy. Muzyka ucichła, a my dalej staliśmy w bezruchu, wpatrzeni w siebie. Serce zaczęło mi mocniej bić, gdy poważnie patrzył w moje oczy, a jego źrenice niemal wnikały swoim spojrzeniem wgłąb mnie. W tej chwili miałam ogromną ochotę go pocałować. Opanowałam się w ostatniej chwili i odsunęłam się od chłopaka. Zerknęłam na resztę. Patrzyli na nas szeroko otwartymi oczami i... uśmiechali się z wielkim zadowoleniem wypisanym na twarzach.
Nagle otworzyły się drzwi.
-Jesteście!- głos Paula sprowadził nas na ziemię tak gwałtownie, że aż podskoczyliśmy.- Samochód już jest, możemy jechać.




___________________________________
ROZDZIAŁ NIE BYŁ SPRAWDZONY!!!

Przepraszam za zwłokę, ale cóż, byłam poza domem. Kocham mój telefon, ale doprowadza mnie do szału, gdy nie mogę na nim pisać rozdziałów :/ dzisiejsza część powstała niemal w całości w ciągu ostatnich pięciu godzin. Kolejny rozdział w weekend.

Kraków to piękne miasto. Jestem nim zachwycona, ale maraton zwiedzanie zaplanowany przez moją mamę wykończyłby każdego. Zwiedziłyśmy Wawel, muzeum w Sukiennicach, muzeum Matejki, około dwudziestu różnych kościołów, widziałyśmy ołtarz Wita Stwosza w Kościele Mariackim, ratusz, Barbakan, Bramę Floriańską, Wisłę, Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego, obeszliśmy Planty, słyszeliśmy kilkanaście razy hejnał... i jeszcze chyba parę atrakcji. Na trzy dni to stanowczo za dużo! Co więcej, mama chce się wybrać jeszcze w tym tygodniu i zwiedzić pałac w Łańcucie. Trzeba korzystać z urlopu, czyż nie? ;)
Mimo to jednak nie jestem pewna, czy chcę tu studiować, a złożyłam papiery na medycynę na UJ-ocie. Kłopot w tym, że w Krakowie będę zupełnie sama, a w Lublinie będę miała taką moją Nikę, jeśli tak mogę to nazwać :)

Dziś była kolejna jazda po Lublinie. Idzie mi coraz lepiej, jeśli można tak powiedzieć po raptem czterech godzinach jeżdżenia z instruktorem. Ale faktem jest, że silnik zgasł mi tylko sześć razy i nie wjechałam na żaden krawężnik! Mówcie mi mistrzu! :D


A teraz moje zadośćuczynienie za długo niedodawany rozdział.
Jak dobrze wiecie, powstaje już mój kolejny blog o Zaynie. Szablon jest zamówiony, blog założony, a ja sama tydzień temu skończyłam robić zwiastun. I oto właśnie on! =)

Od razu uprzedzam: nie ma sensu wchodzić na stronę podaną w zwiastunie, bo nic pod tym adresem jeszcze nie ma. Można powiedzieć, że chciałam zaklepać sobie ten adres bloga. Rozdziały będą dodawane za jakiś czas i na pewno dam wam znać :)

I jeszcze taka krótka opinia ode mnie: uważam, że ten zwiastun jest zdecydowanie lepszy niż zwiastun Everything's gonna be all right :P ale to tylko moja ocena ;P

Enjoy it :* <3

video


Pozdrawia was wykończona kilkugodzinnym pisaniem, ale ogólnie zadowolona z życia
Roxanne xD

29 komentarzy:

  1. Wow... Zaskoczyłaś mnie...
    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O MÓJ BOŻE!!! Oni są tacy Per-Fect... Jezu ten wpólny taniec <3 Baaaaaaardzo mi się ten rozdział podobał !! Nic dodać nic ująć

    W nowym opowiadaniu będzie istnieć 1D?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thanks :*
      W "Would you know my name?..." będą występować chłopaki, ale One Direcction jako zespół nie istnieje.

      Usuń
  3. Zwiedziłaś w krakowie przez trzy dni więcej niż ja mieszkanka przez całe moje krótkie życie... WOW... Ale jak to nikogo nie będziesz mieć w krakowie ? Przecież ja tu jestem!!!
    A co do rozdziału, to cudowny a najlepszy ten fragment z tańcem Nattie i Liama <3
    Ale OMG biedny Niall, tak sobie załatwić nogę... ;(
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału...
    I P.S. W krakowie jestem ja !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moją mamą dałoby radę zwiedzić jeszcze więcej :P Jesteś z Krakowa? Ale fajnie! Czyli jednak ktoś znajomy będzie, jeśli się tam dostanę :D

      Usuń
    2. Wątpię że chciałabyś spotkać się z dzieckiem, ale zawsze mogę spróbować spiknąć cię z moją siostrą która też w październiku zaczyna studia :)

      Usuń
    3. Hah, spoko :) ale wiesz, jeszcze nie wiadomo, czy się dostałam ;P

      Usuń
    4. No, to fakt, zawsze może być tak że się nie dostaniesz, dlatego od razu jak będziesz mieć wyniki to musisz dać nam znać!!

      Usuń
  4. omggg!!!!
    Prawie się pocałowali!

    OdpowiedzUsuń
  5. Omg! Rozdział po prostu cudowny, wspaniały... Tylko dlaczego się nie pocalowali wtedy byłby idealny!
    Kurde niech oni wreszcie będą razem!
    Czekam na następny!
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach Harry ty zboczeńcu jeden xD
    Rozdział jest wspaniały :D
    Ach... Wybrałaś jedną z moich ulubionych piosenek Queen'u <3
    Czekam na next i weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi ci o "Don't Stop Me Now"? Ha, ja ją uwielbiam ^.^
      Cieszę się, że się podobało :*

      Usuń
  7. Rozdział jak zwykle świetny. Nie wiem jak to robisz, ale zajebiście piszesz :)
    Liam i Nattie muszą być razem ! <3
    Końcówka z tym tańcem była najlepsza. Czytałam to na praktykach i mogę przysiąc, że mój szef dziwnie się na mnie patrzył bo jak czytałam końcówkę to aż zrobiłam wielkie oczy z wrażenia, miałam nadzieje, że się w końcu pocałują :)
    Czekam na kolejny rozdział.
    ~Caroline.

    OdpowiedzUsuń
  8. Najlepszy z rozdziałów :)
    Mogłabyś podać w komentarzu link do zwiastunie, bo mi nic się nie wyświetla :( ?

    ~Hope ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki<3
      do zwiastunu nie ma linku, nie wstawiłam go jeszcze na YouTube'a, ale gdy tylko to zrobię, dam ci znać ;)

      Usuń
    2. Dzięki <3
      Dodam jeszcze, że bardzo podobał mi się w tym rozdziale Zayn. Był taaaaki słodki

      ~Hope

      Usuń
    3. Chciałaś link do zwiastuna :) proszę bardzo
      https://www.youtube.com/watch?v=svdGcgGGlcI&feature=youtu.be
      W razie problemów podam link jeszcze raz, przy kolejnym poście ;)

      Usuń
    4. Dziękuję ;*

      ~Hope

      Usuń
  9. Wow wow wow O.O nnoo gratulacje, świetny rozdział ! Hahaha z tą maścią było zabawne xD Oj Nattie, Nattie chłopakom dalej nic nie mówisz o chorobie :( Nie ładnie !!! Ale za taki rozdział wybaczam ! Kurcze był naprawde świetny ! A końcówka ?! O Booooooooże *.* Była po prostu..... pdfkdjhjszgvbvhgjdhj <3 :3 Liam i Nattie ! Liam i Nattie ! Liam i Nattie ! <3 <3 <3 no kurde kiedy oni bd razem noo ?!
    Ps. wybacz że taki krótki kom, ale nie mam zbytnio czasu siedzieć na laptopie więc :c przy nastepnym postaram się nadrobić.
    Dziękuję za taki wspaniały rozdział <3 Paa :*
    Gaba :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękuj :) to ja dziękuję za komentarz :*

      Usuń
    2. Przestań ! Za taki wspaniały rozdział, czuje się jakby to był mój obowiązek :* Gaba :*

      Usuń
  10. Rozdział świetny jak wszystkie. Z tą maścią najlepsze, a ta końcówka... Jak by ją opisać perfecto. Czekam na kolejny. Latalia forever !!!
    Zwiastun bardzo fajny tak samo do tego bloga

    PS. Zwiedziłaś więcej Krakowa niż ja, co mieszkam tak niedaleko.
    Powodzenia w kolejnych jazdach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super rozdział, czekam z niecierpliwością na kolejny.
    Dobrze, że zwiedzasz i uczysz się jeździć.
    Już myślałam, że się wyda co jej jest. :o
    Czekam z niecierpliwością na następny iżyczę dużo weny.
    Ps. Miłych wakacji. :*

    OdpowiedzUsuń