środa, 3 września 2014

Rozdział 54

Rozdział jest dla wszystkich wkurzonych i wściekłych na mnie za rozwlekanie dwóch najważniejszych wątków (czyli dla praktycznie wszystkich czytelników ;)... Mam nadzieję, że to, co się tu wydarzy, zrekompensuje wam dłuuugie miesiące oczekiwań ^.^
A teraz uwaga...
...
...
...
...zaczynamy rozdział <3

__________________________________________________


Do apartamentu wpadła zdyszana Eleanor. Wyglądała, jakby zobaczyła ducha...
-El!- Lou podbiegł, żeby ją przytulić, ale ona odsunęła się od niego i spojrzała na mnie i Liama.
-Przepraszam...- wysapała kręcąc głową.- Próbowałyśmy ją powstrzymać...- już miałam zapytać, o kogo chodzi, gdy El została odepchnięta na bok i do pokoju wbiegła... Nie. To jakiś koszmar. Teraz?!
-Liam!- wysoka dziewczyna z burzą kręconych brązowych włosów stanęła jak wryta na nasz widok. Danielle. Mój wróg numer jeden. Liam zesztywniał, ścisnął moją rękę jeszcze mocniej, jakby bał się, że zostawię go samego. Nie zamierzałam tego robić, ale jakby nie było, odcinał mi krążenie w palcach... Delikatnie oderwałam jego dłoń od mojej. Rozejrzałam się po pokoju. Wszyscy byli w szoku, tak jak ja. Lou przytulał Eleanor, Harry wyglądał, jakby chciał wywalić Dan stąd na zbity pysk (nie miałam nic przeciwko!), Niall otworzył usta i wędrował wzrokiem od Liama do Danielle, a Zayn nerwowo wykręcał sobie palce, jak ja przed ich powrotem do hotelu.
-Co ona tu robi?!- ostry głos dziewczyny przerwał dzwoniącą w uszach ciszę. Miałam wrażenie, że zaraz będę martwa pod wpływem jej spojrzenia. Zmrużyłam oczy. Nie dam się. Wyprostowałam się i uniosłam dumnie głowę.
-Nie "ona", tylko Natalia.- powiedziałam patrząc wyzywająco w oczy panny Peazer.
-Wiem, kim jesteś, polska dziwko!- prychnęła Danielle. Spięłam się słysząc znienawidzoną obelgę. Wstałam gwałtownie z kanapy zaciskając dłonie w pięści.
-Danielle!- Liam był zszokowany jej słowami, ale ja nie pozwoliłam mu powiedzieć nic więcej. Ooo, dawno nie byłam taka wściekła. Nawet, gdy wydzierałam się wczoraj na chłopaków, gdy dowiedziałam się o chorobie, gdy zostałam pobita przez chłopaka. NIGDY nie byłam tak wściekła jak w tej chwili. Stanęłam centralnie naprzeciwko Danielle.
-Tak, jestem z Polski.- wycedziłam przez zęby.- Masz coś do mojego kraju? To dla ciebie jakiś problem?- uśmiechnęłam się fałszywie wbijając pięści do kieszeni jeansów. Gdyby moje łapy były na wolności, Danielle znalazłaby się w drodze do szpitala albo wręcz do kostnicy.
-Nie podskakuj, dziecko. Nie będę marnować na ciebie czasu.- odwróciła się do skołowanego Liama.- Możemy porozmawiać? Chciałam cię przepr...
-Najmocniej przepraszam, że przerywam...- wtrąciłam przesłodzonym głosem.- Ale wracając do tych poprzednich epitetów, jakimi mnie obdarzyłaś, dlaczego nazywasz mnie dziwką, podczas gdy to ty puszczałaś się z jakimś kolesiem za plecami Liama?
-Spadaj. Chcę pogadać z moim chłopakiem!- wszyscy patrzyli na nią z coraz większą niechęcią, wręcz złością. Harry sapnął coś pod nosem. Liam nie mógł wydusić z siebie ani słowa, bo zwyczajnie mu na to nie pozwalałyśmy.
-Po pierwsze!- zaczęłam unosić głos.- Nie nazywaj mnie dziwką, bo nią nie jestem! A po drugie, z tego co kojarzę, to nie jesteś już z Liamem, więc to nie twój chłopak.
-Och, jasne.- jej głos ociekał jadem.- Bo teraz to ty wbiłaś na moje miejsce, suko? Zawsze stałaś mi na drodze, przeszkadzałaś, dzwoniłaś, gdy go potrzebowałam, zawsze byłaś na pierwszym miejscu! Nic dziwnego, że nam się nie udało!- wrzasnęła.
-Wszystko byłoby okej, gdybyś nie poleciała do pierwszego lepszego kolesia, żeby mu dać dupy, bo wydawało ci się, że Liam cię zostawił, a tak naprawdę, to zdradziłaś najlepszego chłopaka, jakiego mogłaś mieć!- eksplodowałam. Nie miałam zamiaru się powstrzymywać, nie mogłam się doczekać momentu, gdy podrapię tę nieskazitelną buźkę.- Był ci wierny zawsze, ale nie! Ty musiałaś się puścić z innym i do tego jeszcze wyczyścić Liamowi konto dla zemsty!- wydarłam się na cały głos. Miny chłopaków i Eleanor powiedziały mi, że nic nie wiedzieli o bankowych problemach Payne'a.
-To wszystko twoja wina! Gdyby nie ty...- już miała do mnie podejść, ale Niall przytomnie stanął między nami.
-Ja nic nie zrobiłam, do cholery jasnej!!! Nie zrobiłam nawet kroku, żeby Liam zwrócił na mnie uwagę, jak na dziewczynę, z którą mógłby się związać, bo wiedziałam, że cię kochał! A ja nie jestem kimś, kto rozwala innym życie! Wręcz przeciwnie, ostatnio wszyscy chcą, żebym coś naprawiała! Okej, nie mam nic przeciwko! Lubię to. Ale zapamiętaj sobie...- ominęłam Horana i stanęłam przed Danielle.- Nigdy, przenigdy nie zrobiłam nic, żeby pokazać Liamowi, że na niego nie zasługujesz. Bo nie zasługujesz. I z chęcią teraz obiłabym ci tę śliczn...- przerwałam, bo do apartamentu wtoczyła się z bagażami uśmiechnięta Perrie.
-Hej, przepraszam, że tak długo, ale fani mnie zatrzymali...- urwała widząc nasze miny.- Cholera, zaczęło się.-mruknęła sama do siebie. Jak gdyby nigdy nic, podeszła do Zayna i pocałowała go w usta.- Cześć, skarbie, tęskniłam za tobą.- odwzajemnił jej uśmiech. Pezz odwróciła się w moją stronę.- Hej, kochana!- uściskała mnie serdecznie. Mimo najszczerszych chęci nie mogłam tego odwzajemnić i drętwo pogłaskałam przyjaciółkę po plecach, ale Perrie udawała, że nie zwróciła na to uwagi.- Odwaliłaś kawał dobrej roboty! Już dawno trzeba było przemówić tym matołom do rozsądku!- uśmiechnęłam się krzywo.
-Oberwie ci się za tych matołów, wiesz?- Zayn objął ją od tyłu. Wiedziałam, że oboje chcą naprawić pieprzoną atmosferę, ale ich wysiłki na pewno pójdą na marne. Tego na razie nie dało się naprawić.
-Dobra, dobra.- rozejrzała się po pokoju i skupiła wzrok na mnie i moim wrogu. Obie kipiałyśmy złością, nie mogłyśmy na siebie patrzeć.- Dziewczyny, słychać was było aż na parterze...
-Właśnie zostałam wyzwana od dziwek i suk. Serio, miałam nie reagować?!- spytałam retorycznie z trudem powstrzymując się od pobicia Danielle.
-Należało ci się!- krzyknęła dziewczyna.
-Jezu, Dan!- Perrie postanowiła nam przerwać.- Mówiłyśmy ci już, że Nattie nie jest niczemu winna! To wszystko twoja wina i nie rozumiem, jak mogłam wcześniej nie zauważyć, jak wyrachowana jesteś!
-Wy też przeciwko mnie?! Podobno się przyjaźnimy!
-Przyjaźniłyśmy!- spojrzeliśmy na El, która do tej pory siedziała cicho w ramionach Lou.- Nie jesteśmy już przyjaciółkami. Nie po tym, co zrobiłaś. Najlepiej będzie, jeśli się z tym pogodzisz i wreszcie wyjdziesz.
-Serio? Wszyscy bronicie tej wywłoki, a tak naprawdę nic jej się należy!
-Bronimy jej, bo uchroniła zespół przez rozwałką, co było twoją winą.- warknął Tommo. Dan chyba nie podejrzewała, że on potrafi odezwać się takim tonem.
-Gdybyś nie doprowadziła Liama do takiego stanu, ta sytuacja nie miałaby miejsca!- Harry musiał się wtrącić. Niall chciał coś jeszcze dodać, ale go powstrzymałam.
-Chłopaki... To nie ma sensu. Przecież ona wie lepiej.- obrzuciłam Dan pogardliwym spojrzeniem.- Idę do pokoju.
-Ale...- Liam próbował mnie zatrzymać.
-Przepraszam za to, co zaszło, że wydzierałam się na cały hotel... Teraz chcę zostać sama.- ominęłam Danielle i zamknęłam za sobą drzwi.
Usiadłam na podłodze próbując opanować gniew. Jak ona mogła?! Do jasnej cholery, ona nic o mnie nie wie! Poza tym, jakim prawem tu przyleciała, skoro z Liamem to koniec? Stłuczonego jajka nie da się posklejać. Jej związek z Liamem to przeszłość i nie mogła mi mówić, że to ja rozwaliłam jej życie. Sama się o to prosiła, a jeśli myśli, że Liam będzie chciał do niej wrócić po tym, co wyprawiała w Londynie, to jest w dużym błędzie. On już nigdy jej nie zaufa. Zza drzwi dobiegały mnie stłumione krzyki. Wyraźnie rozróżniałam głos Liama i jego ex. Chyba zamknęli się w jakimś pokoju albo kuchni, bo nie potrafiłam dosłyszeć, co konkretnie do siebie wrzeszczeli. Mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie. Prawie powiedziałam Liamowi, co do niego czuję. Z jednej strony szkoda, bo może wiedziałabym, na czym stoję, ale z drugiej Danielle na pewno wykorzystałaby to przeciwko mnie. Czyli chyba dobrze się stało.
Nagle poczułam, że w pokoju zrobiło się strasznie duszno. Chwila, okno jest przecież otwarte... O nie. Nie, nie, nie, NIE!!! Stanęłam szybko na nogi i cały pokój zawirował. Cholera, nie teraz! Czemu muszę zawsze zasłabnąć w najgorszym możliwym momencie?! Nie mogę teraz zemdleć! Trzęsącymi się rękami przeszukiwałam torebkę, żeby znaleźć saszetkę z lekami. Jest! Rozejrzałam się po pokoju. Nie ma wody! Ani butelki! Przypomniałam sobie, że rano wypiłam całą. Kurdee, muszę iść jej poszukać. Normalnie wzięłabym kranówkę, ale argentyńska woda z kranu ma dziwny posmak i wolę się nie zarazić jakimś niezidentyfikowanym wirusem pływającym. Otworzyłam drzwi i na drżących nogach wróciłam do salonu.
-Macie wodę?- zapytałam nerwowo. Wszyscy przestali rozmawiać i skupili na mnie wzrok.
-Nie, mineralna jest w kuchni.- ja pierdolę. Dlaczego?!
-Nattie, nic ci nie jest?- zapytała marszcząc brwi El.
-Nie. W kuchni, mówicie?- upewniłam się.
-Tak, ale nie radzę tam iść.- powiedział Harry.- Liam i Dan skaczą sobie do gardeł. Latające pioruny kuliste, młotki, piły łańcuchowe, tasaki, te sprawy...
-Trudno. Mam to w dupie.- zebrałam się w sobie i mocnym pchnięciem otworzyłam drzwi. Krzyki ustały jak ucięte nożem. Nie patrząc na kłócącą się dwójkę przeszłam do stołu, na którym była zgrzewka wody.- Sorry, przyszłam tylko po wodę.- mruknęłam. Było mi wszystko jedno, czy to zobaczą, czy nie. Wycisnęłam z kilku opakowań tabletki i wygrzebałam jeszcze dwie ze słoiczka. Odkręciłam nieotwieraną jeszcze butelkę mineralnej, gdy za plecami usłyszałam prychnięcie.
-Nie no, nie wierzę. Liam, chcesz być z ćpunka i lekomanką?- zaśmiała się szyderczo Danielle. To był cios w samo serce. Odwróciłam się gwałtownie zahaczając ręką o butelkę, która się przewróciła. Woda oblała moje spodnie, ale nawet nie zwróciłam na to uwagi.
-Nie waż się tak o mnie mówić!!!- krzyknęłam. Bezcenne tabletki, które trzymałam w ręku rozsypały się po podłodze. Teraz będą już bezużyteczne. Danielle patrzyła na mnie ze wzgardą.- Nie wiesz, kim jestem! W ogóle mnie nie znasz, nie masz prawa!- łzy były tuż, tuż. Jedna chyba już spłynęła po policzku wywołując wyraz satysfakcji na twarzy dziewczyny. Co za bezduszna suka.- Wiesz co?! Nawet tobie, nawet najgorszemu wrogowi nie życzę tego, co ja o sobie wiem od dwóch i pół roku!
-A co?- spytała zaczepnie z kpiącym uśmiechem.- Dowiedziałaś się, że jesteś bezpłodna?- nie wytrzymałam. Spoliczkowałam ją najmocniej, jak tylko potrafiłam. Danielle złapała się za szybko ciemniejące miejsce.
-Mam białaczkę, Danielle, rozumiesz?!- rozpłakałam się. Nie potrafiłam powstrzymać już łez. Nawet wyzwiska nie bolały tak bardzo, jak poruszanie tematu mojej choroby. O matko. Powiedziałam to. Ale... Nie. Nie tak to miało wyglądać...- Od dwóch i pół roku wiem, że mam białaczkę! I wiesz co?- spojrzałam jej prosto w oczy. Była przerażona. Chyba teraz dotarł do niej sens tego, co tak naprawdę mi powiedziała.- Mam tylko cztery miesiące. Za cztery miesiące umrę! Albo nawet wcześniej! Przez cały czas to ukrywałam, nie powiedziałam nikomu, starałam się cieszyć życiem, jak tylko potrafiłam najlepiej. I chyba nawet mi to wyszło. A teraz, gdy wrócę do Polski, to najprawdopodobniej położę się do szpitala. Bo mam taki cholerny szpik, że nikt nie może być dawcą, bo rezygnuje albo zachodzi interakcja! Myślisz, że dlaczego biorę te leki?! Albo czemu jestem taka chuda?! Może chciałaś mnie jeszcze nazwać anorektyczką albo bulimiczką?! No cóż, przepraszam bardzo. Mam przewlekłą białaczkę szpikową. Ja umieram!- płakałam rozpaczliwie. Nie chciałam, żeby wyznanie prawdy tak wyglądało. Domyślałam się, że się rozpłaczę, ale nie sądziłam, że wykrzyczę to mojemu najgorszemu wrogowi w twarz, żeby powiedzieć, jak bardzo się co do mnie myli. Liam oparł się o lodówkę patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami. Był przerażony. Otarłam mokre od wodospadu łez policzki i powoli się uspokajałam.- To pół roku było wspaniałym pożegnaniem ze światem. Do tego momentu. Mam nadzieję, Danielle, że zrozumiesz mnie jeszcze przed śmiercią. A teraz sorry, ale muszę chwilowo zamienić się w ćpunkę i połknąć leki, bo jest mi niedobrze i mogę zemdleć. Uroki choroby.- wzięłam kolejną butelkę wody i popiłam wyciągnięte na nowo tabletki.
Nie patrząc na Danielle i Liama zabrałam swoją saszetkę i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam moich przyjaciół wpatrujących się we mnie ze strachem i łzami w oczach.
-Podsłuchiwaliście?- nawet nie musieli odpowiadać. Było widać, że miałam rację.
-Natalia...- Harry podszedł do mnie, ale się odsunęłam.
-To teraz wiecie, co ukrywałam przez cały czas. Przepraszam, ale nie chciałam litości i myślałam, że uda mi się znaleźć dawcę, by zachować tajemnicę do końca. Nie chciałam powiedzieć tego w ten sposób, ale niestety, nie zależało to ode mnie.- powiedziałam przez łzy i zamknęłam się w swoim pokoju. Odłożyłam saszetkę i rzuciłam się na łóżko. Schowałam twarz w poduszce i wybuchnęłam głośnym płaczem. Nie tak to miał wyglądać...

~~*~~

Słońce świeciło mocno przez odsłonięte okno. Normalnie cieszyłabym się z takiej pogody, zwłaszcza w Argentynie, ale po wczorajszym wieczorze... Boże, nie chciałam, żeby to tak się potoczyło. Po moim wyjściu słyszałam, jak Danielle została praktycznie wyrzucona z naszego apartamentu, ale mimo to nie ruszyłam się z pokoju. Gdy zajrzały do mnie Perrie i El, udałam, że śpię. El usiadła na brzegu łóżka i delikatnie otarła mi łzy z twarzy, a Pezz przykryła kocem. Było mi głupio tak się zachowywać przed przyjaciółkami, ale nie miałam siły na kolejną porcje tłumaczeń, pytań i tak dalej.
Po cichu wyszłam z pokoju i zamknęłam za sobą drzwi kuchni. Odwróciłam się w stronę czajnika i zamarłam widząc siedzącego za stołem Louisa. Był zbyt poważny jak na niego, swoimi niebieskimi oczami przewiercał mnie na wskroś. Przełknęłam ślinę.
-Emm... Dzień dobry.- mruknęłam pod nosem i wstawiłam wodę na kawę.
-Cześć, Nattie.- odpowiedział cicho nie ruszając się z miejsca. Nattie. Czyli tragedii nie ma. Woda musiała być niedawno gotowana, bo elektryczny czajnik zaraz pisnął i wyłączył się. Zalałam dwie łyżeczki rozpuszczalnej i usiadłam obok chłopaka. Oboje patrzyliśmy w ścianę naprzeciwko.
-Jesteście źli?- spytałam niepewnie. Wzięłam do rak kubek i upiłam łyk kawy. Louis milczał przez chwilę, a potem westchnął i schował twarz w dłoniach.
-Źli... nie. Raczej smutni, rozczarowani... przerażeni.- skinęłam głową. Tego się spodziewałam. Zwłaszcza rozczarowania.- Dlaczego nie powiedziałaś nam wcześniej?- nie zdążyłam odpowiedzieć, bo do kuchni wszedł zaspany Niall, a zaraz za nim Liam. Cholera.
-Nattie!- od razu się całkiem obudzili. Nialler mocno mnie przytulił.
-O Jezu, Niall... Udusisz mnie.- jęknęłam, a chłopak od razu zwolnił uścisk.
-Nattie, czemu nic nie powiedziałaś?- Liam kucnął koło mojego krzesła i spojrzał mi prosto w oczy.
-Dopiero co o to spytałem.- oznajmił dobitnie Louis.- Ale musieliście przerwać.
-Chłopaki... Idźcie, obudźcie resztę. Powiem wam wszystkim, żeby się nie powtarzać. Wiesz, Liam, że tego nie lubię.
Wybiegli z kuchni, żeby obudzić resztę, a ja wstałam od stołu i zabrałam się za robienie grzanek na śniadanie. Musiałam się czymś zająć, żeby całkiem nie zwariować.
-Wzięłaś leki?- usłyszałam za plecami Liama. Już mnie pilnuje z lekarstwami.
-Tak. Nie martw się, nigdy o tym nie zapominam.- nie odwracałam się, tylko pracowicie smarowałam bułeczki masłem i przekładałam szynką i serem. Dobrze, że po wprowadzce tutaj chłopaki zrobili zakupy. Dziś nie było opcji, żeby zjeść w hotelowej restauracji. Za dużo spraw do obgadania. A właściwie jedna, tylko gigantyczna.
-Martwię się. Trudno, żebym się nie martwił w tej sytuacji. Wczoraj myślałem, że mam zwidy albo atak serca.- wstawiłam bułeczki do piekarnika i zalałam wodą kawy dla wszystkich.
-No nareszcie!- Harry wszedł do kuchni i od razu ruszył, żeby mnie przytulić.- Boże, już się bałem, że zemdlałaś tam w pokoju...
-Możesz nam powiedzieć, co jest grane? Tylko ze szczegółami.- zaznaczył Zayn sięgając po największy kubek z kawą.
-Usiądźcie.- poprosiłam. Wszyscy posłusznie wykonali moje polecenie.
-Więc?- niecierpliwił się Niall.
-Nie zaczyna się zdania od "więc".- uśmiechnęłam się, ale zaraz spoważniałam.- W październiku 2011 roku niedługo po rozpoczęciu studiów, zemdlałam na ulicy. Karetka zawiozła mnie do najbliższego szpitala. Tam akurat pracowała moja koleżanka, Gabi.
-Ta Gabi?- upewnił się Louis. Skinęłam głową.
-Najpierw myślała, że to ze stresu, potem że mam anemię... Ale dokładne badania wykazały, że mam białaczkę. Dokładnie przewlekłą białaczkę szpikową. Wpiszcie w Google, dowiecie się więcej.- zaczęłam wyjmować grzanki z piekarnika i wykładać na talerz.- To było stadium początkowe, czyli niewielkie zagrożenie życia, duże szanse na przeszczep szpiku. Ale dawcy nie było. To jakaś dziwna kombinacja komórek, wszystkie badania tkankowe wykazywały niezgodność. Nie chciałam mówić nikomu z rodziny, zwłaszcza mamie, bo ma problemy z nadciśnieniem i każdy stres jest dla niej niebezpieczny. Na początku leki nie były bardzo potrzebne, ale potem objawy narastały. Zawroty głowy, mdłości, wymioty, ból... Zasypianie, gdzie popadnie. Sporo tego było. Praktycznie jak w ciąży, tylko bez dziecka. Potem chudnięcie. To akurat było fajne, bo mogłam jeść, ile wlezie, bez przytycia.- zaśmiałam się stawiając śniadanie na stole. Nikt, nawet Horan nie sięgnął po bułeczkę.- No, dalej. Jedzcie. Smacznego.- wzięli w milczeniu po jednej, a ja zaczęłam robić kolejne.- No i stwierdziłam, że najlepiej będzie kontrolować chorobę, szukać po cichu dawcy i cieszyć się życiem na maksa. Uczyłam się, chodziłam na zajęcia, na imprezy, ale byłam najgorszym towarzyszem na zabawie, bo nigdy nie piłam.- uśmiechnęłam się. Louis i Perrie ostrożnie odwzajemnili uśmiech.- Dawcy w dalszym ciągu nie było.
-Czekaj chwilę.- przerwał mi Nialler.- Nie powiedziałaś rodzinie, tak? A co ze znajomymi?
-Spokojnie, Niall. Nika nic przed tobą nie ukrywała, podobnie jak Monia. Nikt nie wiedział, tylko Gaba.
-No dobra, co dalej?- Zayn sprzątnął Horanowi sprzed nosa ostatnią grzankę.
-W listopadzie zadzwoniła do mnie mama, że tata chce przyjechać na parę dni do kraju i zaproponowała mi, żebym zwiedziła Londyn i wróciła z nim do Polski samochodem. Ja oczywiście się zgodziłam.- uśmiechnęłam się szeroko stawiając kolejny talerz z grzankami. Chciałam odejść od stołu, ale Liam złapał mnie za rękę, posadził na krześle i nałożył trzy grzanki na talerz.- Zwariowałeś? Ja tyle nie zjem.
-Nie gadaj, tylko jedz, póki ciepłe.- uniosłam brwi.
-Nie mówi się z pełną buzią.- zauważyłam dopijając kawę.
-Kij z tym, nie jesteśmy u królowej Elżbiety.- machnął ręką Harry.
-No dobra.- wzięłam kęs bułeczki.- Co się działo w Londynie, to wiecie. Poznałam Liama, potem resztę zespołu, Perrie, na końcu El... I musiałam wrócić. W trakcie tego wyjazdu dowiedziałam się, że znalazł się dawca. Niestety, kiedy poszłam do Gabi na wizytę, okazało się, że dawca, a właściwie dawczyni się wycofała, bo zaszła w ciążę. W tym wypadku nie mogła być dawcą, ważniejsze jest życie dziecka.- gapiłam się w stół. Ktoś pogłaskał mnie pocieszająco po plecach.- To wtedy byłam taka zdołowana i tańczyłam. Wiecie, gdy mnie zobaczyliście przez Skypa. Potem objawy się nasilały, ja wylądowałam w ramionach Marcina, potem mnie pobił... Gdy przyleciałam do Berlina, to zemdlałam. To też był jeden z objawów choroby. Było masę momentów, kiedy mogłabym wam powiedzieć, że jestem chora, ale zawsze się bałam. A gdy w Polsce Monia opowiedziała o swoim bracie, to poczułam się jeszcze gorzej. No, bo chorował na to samo, a ona była taka zrozpaczona po jego śmierci... Boję się jej reakcji na moją chorobę.- szepnęłam.
-Jedno mnie dziwi...- zaczął Liam.- Jakim cudem Nika nic nie zauważyła? Że schudłaś, że bierzesz leki?- wzruszyłam ramionami.
-Mnie też to dziwi. Może za dobrze się ukrywałam...- przez chwilę panowała cisza.
-Co teraz?- zapytała Perrie. Pokręciłam głową z rezygnacją.
-Nie wiem. Teraz już nic nie wiem...- załamał mi się głos. Oparłam łokcie na stole i ukryłam twarz w dłoniach.
-Czemu nie powiedziałaś rodzinie? Przecież miałabyś większe szanse na przeszczep.- nie mógł zrozumieć Louis.
-Ja... Nie wiem. Myślałam, że da się to ukryć, żeby nikogo nie martwić... Teraz widzę, że to był cholerny błąd, a za błędy trzeba płacić.- opuściłam ręce na stół.- Zachowałam się egoistycznie...
-Co ty gadasz?!- Eleanor aż poderwała się z krzesła.- Do końca cię popieprzyło?! Właśnie to jak się zachowałaś dowodzi, że jesteś altruistką, a nie egoistką! Patrzyłaś na innych, nie na siebie, że możesz szybciej umrzeć. A te ostatnie akcje? Nie zwracałaś uwagi, jak może się dla ciebie skończyć stres czy długi lot samolotem, tylko pognałaś tutaj, żeby uratować zespół! Jesteś jakby bohaterką.
-Bez przesady, co? Nie jestem żadną bohaterką. Zachowałam się egoistycznie, bo nie pomyślałam, jak zareaguję, gdy się dowiedzą. Chciałam świętego spokoju i zero pytań w stylu: "Jak się czujesz? Jest poprawa?".
-Nattie, co z leczeniem?- zadał kolejne pytanie Harry.
-Za półtorej godziny wsiądę w samolot i polecę do Polski. Pójdę do Gabrysi na badania, zgodzę się na chemioterapię, po której będę jeszcze bardziej ospała, może nawet stracę włosy... I będę czekała na cud, bo na przeszczep może być już za późno...- wyszeptałam. Zamknęłam oczy, żeby powstrzymać słone krople gromadzące się pod powiekami. Poczułam, jak oplatają mnie czyjeś silne ramiona i po sekundzie siedziałam komuś na kolanach i słyszałam głośne bicie czyjegoś serca. Nie mogę się rozkleić, nie mogę... A zresztą! Co mi tam! Ciepłe strumyczki łez wyznaczyły kolejne ścieżki na mojej twarzy. Cichy głos nad moją głową zaczął nucić "Torn". Jedyna niepowtarzalna directionerska wersja hitu Natalii Imbruglii. Pierwsza piosenka, która zaśpiewali jako zespół. Wszyscy włączyli się we wspólne śpiewanie. Tylko nie ja.
-I'm all out of faith, 
This is how I feel, 
I'm cold and I'm shamed, 
Lying naked on the floor.
Illusion never changed, 
Into something real. 
I'm wide awake and I can see the perfect sky is torn, 
You're a little late, I'm already torn...


(W nic już nie wierzę
Właśnie tak się czuję
Jest mi zimno i wstyd
Leżąc nago na ziemi 
Iluzja nigdy nie przemieni się 
W coś prawdziwego
Dopiero obudzony widzę, że
To idealne niebo jest rozdarte
Trochę się spóźniłaś, jestem już rozdarty)


Wzięłam leżącą na stole paczkę chusteczek i głośno wydmuchałam nos. Nienawidziłam płakać.
-Dzięki.- wstałam z kolan, jak się okazało, Liama i podeszłam do drzwi.- Muszę się przyszykować do podróży.- miałam już wyjść, gdy się zawahałam.- Odprowadzicie mnie na lotnisko, no nie?
-Jeszcze by tego brakowało, żebyś została z tym sama!- oburzył się Niall.
-Nattie...- zatrzymało mnie pytanie Hazzy.- Nie lepiej by było, gdybyś poszła na leczenie w Londynie?
-Nie.- odpowiedziałam zdecydowanie.- Jestem pod opieką najlepszej kliniki onkologicznej w Krakowie. Poza tym... Muszę w końcu pogadać z rodzicami i nie tylko. W Polsce, w cztery oczy.- skinęli głowami.
Weszłam do pokoju i spojrzałam na spakowaną walizkę. Wyciągnęłam kosmetyczkę i zaczęłam się szybko malować, żeby zakryć ślady płaczu. Jeśli się nie mylę, to pod hotelem czeka masa fanek, a gdy zobaczą, że jedziemy na lotnisko, to na miejscu zgromadzi się ich jeszcze więcej, żeby po ostatnich akcjach zobaczyć całe One Direction. Paul zapewnił, że będziemy mieli ochronę, ustawi się dla bezpieczeństwa barierki, ale to też nie o to chodziło. Dziwnie będzie się żegnać z przyjaciółmi na oczach tysięcy ludzi. Tym bardziej, że prawdopodobnie już się nie zobaczymy. Nigdy.
Pół godziny później do mojego pokoju zapukał Zayn.
-Jesteśmy gotowi.- poinformował i bez pytania wziął moją torbę. Poszliśmy razem do windy i wyszliśmy przed hotel. Powitał nas ryk zgromadzonego tam tłumu. Tak myślałam, fani chyba zablokowali ulicę. Szybko przeszliśmy przez tłum i wsiedliśmy do przeznaczonego nam samochodu. Udało nam się przejechać przez zatłoczoną drogę i wystrzeliliśmy w kierunku lotniska. Nikt się nie odzywał, każdy siedział gapiąc się w ziemię lub w okna. Na czterdzieści minut przed odlotem byliśmy na miejscu. Od razu przejęła nas ochrona lotniska i chłopaków. Szybko załatwiłam formalności z biletem i bagażem i zatrzymaliśmy się na środku hali. Dziewczyny przy barierkach wrzeszczały z całych sił, ale chłopaki nie chcieli teraz do nich podchodzić. Musieliśmy się pożegnać. Trochę żałowałam, że nie zrobiliśmy tego w hotelu. Wkurzała mnie muzyka płynąca z głośników. Nie lubiłam "Chandelier", a na moje nieszczęście był to hit ostatnich list przebojów. 
-Chyba... czas się pożegnać.- wydukałam. Wszyscy naraz mocno mnie przytulili. Ten charakterystyczny Horan Hug. Uśmiechnęłam się do siebie. Potrzebowałam tego. Zaczęłam podchodzić do wszystkich po kolei.
-Eli, pilnuj tego swojego wariata.- mrugnęłam do dziewczyny.- Nie wiadomo, co mu odbije, gdy spuszczę go z oka.- uściskałyśmy się mocno. Przeszłam do Lou, który trzymał El za rękę.- Hej, Tommo... Twoje marchewki są teraz bezpieczne, to chyba jakiś plus...- próbowałam zażartować. Pokręcił głową i przyciągnął mnie do siebie.
-Wiesz, że zawsze lubiłem się z tobą dzielić.- wychrypiał.
-Wiem, wiem...- dalej stała Perrie.- Trzymaj się, Pezz. Powodzenia w zespole i z Zaynem.- kolejne przytulenie, poczułam łzy dziewczyny na mojej szyi. Następnie Zayn.- Ogranicz trochę pety, co? I szybko planuj ślub, chcę obejrzeć zdjęcia!- uśmiechnął się pod nosem i też mnie uściskał.
Piosenka zmieniła się na "I Will Always Love You" Whitney Houston. Serio? Musieli dać utwór, przy którym ryczę? I tak to pożegnanie jest dla mnie trudne. Przeszłam do Nialla. Uśmiechał się przez łzy.
-Hej, Nialler... Nie płacz.- wtulił się we mnie i pokręcił głową przecząco.- Nie wiem, czy Nika ci to już mówiła i czy to poprawi ci humor, ale ona naprawdę cię kocha. Chociaż chyba się do tego jeszcze nie przyznała.
-Serio?- podniósł na mnie wzrok. Pogłaskałam go po mokrym policzku.
-Serio serio.- podeszłam do Harry'ego. Z całych sił zaciskał zęby, żeby się nie rozryczeć.- Hazza... Weź się czasem powstrzymaj od niektórych komentarzy, co? I powodzenia z Moniką.- objął mnie w pasie i uniósł lekko w górę.- Trzymaj się, Styles.
Gdy już odzyskałam grunt pod nogami, stanęłam przed najważniejszą dla mnie osobą. Tylko z nim się jeszcze nie pożegnałam.
-Liam...- głowę miał zwróconą lekko w bok, nie patrzył na mnie. Wiem, Liam, że to boli... Nie mam tylko pojęcia, kogo bardziej. Nie odezwał się, ani na mnie nie popatrzył. Jednym palcem otarłam mu spływającą łzę. Przechyliłam się delikatnie w jego stronę chcąc go pocałować w policzek, ale on w tym momencie odwrócił głowę i nasze usta się spotkały.
O.M.G.
Pierwszy pocałunek był delikatny jak dotknięcie skrzydłem motyla. Moje ręce same powędrowały na jego szyję, a on objął mnie w talii i przyciągnął bliżej siebie. Rozchyliłam wargi dotykając końca jego języka swoim. Nigdy się tak nie czułam. Nieważne było, że otaczał nas wielki tłum, który rozwrzeszczał się na ten widok, że nasi przyjaciele zaczęli wiwatować, że Whitney Houston właśnie rozdarła się w wielkim refrenie swojej piosenki, że robili nam zdjęcia i trafimy do tabloidów... Liczyło się tylko to, że teraz byłam w jego ramionach, że się całowaliśmy jakby zaraz miał nastąpić koniec świata... cóż, w pewnym sensie on nastąpi. 
Liam musnął jeszcze raz ostrożnie moje wargi i oparł swoje czoło na moim. Patrzyliśmy sobie w oczy. Marzyłam o tej chwili od dłuższego czasu... Nagle przez hałas przedarł się głos oznajmiający, że pasażerowie lotu do Krakowa proszeni są na pokład samolotu. O nie. Podniosłam głowę. Teraz albo nigdy.
-Kocham cię, Liam.- powiedziałam cały czas na niego patrząc. Zamrugał z niedowierzaniem i po chwili mocno się we mnie wtulił. Teraz już łzy płynęły z większą siłą. Wysunęłam się z jego objęć.- Cholernie cię kocham i nigdy nie przestanę.- powtórzyłam głośniej i szybko poszłam w kierunku przejścia do samolotu. Przed progiem odwróciłam się jeszcze ocierając łzy. Moi przyjaciele trzymali się całą grupą za ręce. Nagle Liam wyrwał się z tego zbiorowego uścisku i podbiegł do mnie. Patrzyłam na niego zdumiona, a on wziął moją twarz w swoje dłonie i jeszcze raz mocno mnie pocałował.
-Ja też cię kocham, Natalia.- wyszeptał prosto w moje usta.- Nigdy nie pozwolę ci odejść, rozumiesz? Nie pozwolę ci umrzeć...- znów usłyszeliśmy głos wzywający do wejścia na pokład. Puścił mnie ze smutnym uśmiechem, który odwzajemniłam i ruszyłam wgłąb korytarza zostawiając wszystkich za sobą. 
Podałam swój bilet jakiejś kobiecie i weszłam do samolotu. Szybko znalazłam swój fotel i zwinęłam się w kłębek zapinając pas. Czekało mnie dwadzieścia długich godzin. Wsadziłam w uszy słuchawki i włączyłam pierwsza lepszą piosenkę. "Truly, Madly, Deeply". Naprawdę mam słuchać głosu osoby, którą kocham i zostawiam na innym kontynencie i prawdopodobnie już jej nie zobaczę? Wyłączyłam ze złością muzykę i oparłam czoło o ścianę samolotu. Za chwilę koło oderwały się od ziemi, na której zostali moi przyjaciele.
Ja też cię kocham, Natalia... Nigdy nie pozwolę ci odejść...

~~*~~

Wysiadłam z samolotu ledwie żywa. Było po dwudziestej pierwszej, na dworze już ciemno. Przeszłam do hali przylotów i całe wieki czekałam, aż łaskawie pojawią się bagaże. Wokół mnie zniecierpliwieni pasażerowie zastanawiali się nad zaalarmowaniem obsługi lotniska, że walizki spóźniają się o dobre dwadzieścia minut, ale w końcu taśma została uruchomiona. Moja torba zsunęła się jako jedna z ostatnich. Wzięłam ją szybko i ruszyłam na postój taksówek. Jedna, jedyna, wolna taksóweczka stała przy samym końcu postoju. Gdy wreszcie do niej dotarłam, byłam wykończona. Wpakowałam torbę do bagażnika i wsiadłam na tył. Podałam adres i kierowca ruszył z miejsca, by po chwili stanąć w korku. Ja to mam szczęście. Oparłam głowę na rękach. Było mi niedobrze, ledwo trzymałam się na nogach, a wnętrze taksówki wirowało gorzej niż diabelski młyn. Bałam się spojrzeć w okno, żeby migające światła jeszcze bardziej nie pogorszyły mi samopoczucia. Jak ostatnia idiotka wsadziłam do bagażu podręcznego kończący się słoiczek tabletek i w trakcie lotu wykorzystałam ostatnie trzy tabletki. Teraz nie miałam pod ręką nic, co mogłoby mi pomóc. Saszetka z resztą lekarstw była niemal na dnie walizki.
Wreszcie samochód zatrzymał się pod moją kamienicą. Dałam kierowcy wyliczoną kwotę. Bałwan nie zasłużył na napiwek, nawet nie raczył ruszyć tyłka, żeby pomóc mi wyciągnąć walizkę. Otworzyłam drzwi i powoli wczłapałam po schodach na piętro. Musiałam mocno trzymać poręczy. Jeszcze nigdy schody nie wydawały mi się takie strome, krzywe, ruszające się... Nie miałam siły, żeby szukać klucza. Zadzwoniłam do drzwi. Nika, otwórz szybko, błagam...
-Natalia! Jesteś! Chodź, opowiadaj!- zabrała mi walizkę i postawiła ją w przedpokoju. Zamknęłam drzwi i oparłam się o ścianę ciężko oddychając.- Niall coś mi chciał powiedzieć, ale niezbyt to zrozumiałam i... Natalia?- ledwo docierały do mnie jej słowa. Było za późno na tabletkę. Zaczęło mi dzwonić w uszach, przed oczami pojawiły się czarne nieregularne plamy.- Natalia, co ci jest?!- Nika przestraszona stanęła przede mną próbując mnie podtrzymać.
-Dzwoń... do... Gabi...- szepnęłam. Podłoga zbliżała się z zawrotną prędkością. 
Zapadła ciemność.

~~*~~

-Podtrzymajcie ją!
-Pobudźcie akcję serca!
-Daj tę strzykawkę!
-Przejście! Reanimacja w toku!
-Jestem lekarzem prowadzącym, przepuśćcie mnie!
-Wie pani, co jej jest? Uważaj, idioto!
-Białaczka, faza ostra. Wstrzyknij jej hydroksymocznik. Podwójna dawka.
-Ale to nie wstępna faza, hydroksymocznik nie...
-Wstrzyknij, mówię! Ja jestem onkologiem czy ty?!
Próbowałam się poruszyć, coś powiedzieć, ale nie mogłam. Jakby ktoś wyłączył mi mięśnie i nerwy. Na mojej twarzy coś leżało i regularnie tłoczyło powietrze do moich dróg oddechowych. Uciskanie klatki piersiowej ustało. Jakaś aparatura zaczęła piszczeć... Zaraz... To EKG...? Reanimują mnie... Jestem w szpitalu. Gabi miała rację. Komendy przelatywały nade mną jak kule na wojnie, ktoś mi coś podpinał, wstrzykiwał, przyczepiał... Chcę otworzyć oczy!
-Natalia? Natalia, słyszysz mnie?- spróbowałam unieść powieki. Auć, światło. Jeszcze raz. Ostrożnie, milimetr po milimetrze. Kształty przede mną były rozmyte, jakby ktoś namalował obraz akwarelą. Chyba zdjęli mi okulary.- Natalia? Poznajesz mnie?
-Gabi...- szepnęłam, ale maska tlenowa stłumiła mój głos.
-Stop! Ocknęła się!- zsunęli mi to coś z twarzy.- Pamiętasz coś? Kiedy brałaś leki?
-W samolocie... Monachium...
-Dobra. Pamiętasz, co się stało przed omdleniem?
-Miałaś... rację...- wychrypiałam. Jakaś mgła znowu przysłoniła mi widok.
-Natalia! Natalia, wracaj do nas! Zawiadomić rodzinę?- chciałam skinąć głową, ale nie potrafiłam.
-Teraz... tak.- znowu otoczyła mnie dziwna ciemna wata.
Drugi raz straciłam przytomność.





______________________________________
Wierzcie lub nie, ale rozdział napisałam w jeden dzień. W jakieś pięć-sześć godzin :) i jestem wredna, bo był gotowy we wtorek koło północy, ale postanowiłam przetrzymać was jeszcze w niepewności :P

A teraz pytanie: KTO SPODZIEWAŁ SIĘ KONFRONTACJI NATTIE I DANIELLE??? :D
Ha, jestem ciekawa, czy ktoś liczył na pojawienie się Dan ;P
Pragnę tylko przypomnieć, że charakter panny Peazer z tego opowiadania, to czysta fikcja, nic wspólnego z rzeczywistością! Tak na serio, to wydaje mi się, że Dani jest całkiem fajna w realu :) na pewno nie leci do swojego ex, by sprawdzić, czy jest na tyle głupi, by dał się znowu omotać i wykorzystać ;D
Muszę się przyznać, że ten rozdział miał kilka wersji... Ale ta wydała mi się najlepsza :) połączyłam tak ze trzy epizody, jeden zmieniłam, inną scenę wcisnę trochę później, ogólnie wprowadziłam w moim brulionie ogromny chaos, ale się opłacało ^^ scena może wygląda, jakby była wyjęta z kiczowatego romansu, ale jest zdecydowanie bardziej realistyczna niż niektóre moje pomysły :P

Rozdział pisało mi się zajebiście, ale nie wiem, kiedy będzie następny. 4 września mam zdawać teorię na prawko, w ogóle przydałoby się zorientować, co ze studiami, bo usłyszałam plotki, że UM w Lublinie planuje zacząć rok akademicki 29 września, żeby był pełny tydzień :/ WTF?! Trzeba to sprawdzić. -.-
W każdym bądź razie, spróbuję coś napisać na weekend, chociaż jest możliwe, że poczekacie do poniedziałku... Ale znając życie, rzucę każdą robotę w kąt, żeby pisać, więc bądźmy optymistami =D

Dziękuję za komentarze, za cierpliwość w rozwlekaniu tych super ważnych wątków... Chyba jednak mi wyszła brazylijska (a raczej argentyńska!) tasiemcowa telenowela... Ale dla na masę wkurzonych mam lek uspokajający: już niedługo epilog (chociaż mnie to średnio cieszy :( porozciągałabym akcję jeszcze mocniej, ale wtedy to na serio bym nie przeżyła xD).

Buziaki, Miśki, do napisania :*
Roxanne xD

PS: Mam jeszcze takie pytanie... Czy jest jeszcze jakaś piosenka 1D, której nie wcisnęłam w akcję? Bo mnie się wydaje, że pojawiły się już wszystkie (mam na myśli te z albumów, nie z X Factora!), niektóre nawet po kilka razy... Jeśli wam się jakaś przypomni, to napiszcie w komentarzu, trzeba ją dołączyć! <3

42 komentarze:

  1. Wow!
    Tej akcji z Danielle się nie spodziewałam!
    Dobrze że się w końcu dowiedzieli o chorobie! Teraz jeszcze tylko rodzina.
    Awww wyznali sobie miłość! :D nareszcie...
    A rozdział wyszedł genialnie!
    Mam nadzieje że ktoś z 1D będzie bawca albo któraś z dziewczyn a może Danielle?? Albo ktoś z rodziny?? Nie wiem :)
    Z niecierpliwością czekam na następny!
    Kocham :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzinkę też już w sumie możemy odhaczyć, w końcu Gabi ma ich zawiadomić :)
      Ha, nareszcie powiedziała prawdę + "kocham Liama", nie? :*
      Dziękuję <3

      Usuń
  2. Wszystko wreszcie się wyjaśniło. Nareszcie.
    Po co w ogóle ten pustak Danielle tam przyleciała ? Serio ? Ona jest tak głupia żeby pomyśleć, że Liam jej wybaczy i znów będą razem ?! No chyba nie! Co za suka.
    Jak śmiała wyzwać Nattie od dziwek, a sama nie jest lepsza. Natalia nie jest niczemu winna i dobrze, że się broniła. Chociaż w pewnym momencie myślałam, że złapią się za włosy i zrobią taką rozróbę że masakra. Ale jak Danielle dostała z liścia to aż mnie w fotel wbiło. Brawo Nattie. A i bym zapomniała jeszcze ten tekst z bezpłodnością, serio Danielle ciebie pojebało dziewczynko ?! Brak słów, ręce opadają.
    Nie spodziewałam się, że prawda wyjdzie na jaw w taki sposób. Totalne zaskoczenie. Do tej pory zbieram szczękę z podłogi.
    Myślałam, że wszyscy zaczną nie wiadomo jak panikować na wieść o chorobie, a tu proszę ledwo, ale zawsze jakoś zachowali zimną krew. Podejrzewałam, że będzie gorzej. Chociaż zapewne są w rozsypce po tej wiadomości tylko tego nie okazują, bo chcą być silni dla Nattie.
    No i nareszcie Natalia i Liam pocałowali się i wyznali sobie miłość. Mogę powiedzieć "Alleluja". To była scena niczym z filmu. Lattie forever <3. Liam nie pozwoli jej umrzeć, na pewno zrobi co w jego mocy aby jej pomóc i ją wesprzeć najlepiej jak tylko będzie mógł.
    Co do końcówki... wystraszyłam się i to nie na żarty. Ona musi żyć! ma dla kogo czyli rodzinę, wspaniałych przyjaciół i Liama.
    Podsumowując rozdział to istna bomba zegarowa, która przynajmniej dla mnie wybuchła po wyznaniu o białaczce. Nie przypuszczałam, że będzie ona ujawniona właśnie w taki sposób. Za chiny ludowe bym nie zgadła. Brawa i owacje na stojąco zdecydowanie ci się należą Roxanne :D. Czytając ten rozdział bardzo wczułam się w postać Natalii i... wow nie wiem co jeszcze dodać bo to jest arcydzieło!! Też bym chciała mieć tyle pomysłów i pisać jak ty :). Jesteś świetna dziewczyno!
    Powodzenia na egzaminie, będę trzymać kciuki. Na pewno ci się uda :)
    Pozdrowienia z Francji.
    ~Caroline.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejejej... i nie wiem, co ci odpowiedzieć na ten kom *.* po prostu... no... OMG :***
      Jedno wielkie DZIĘKUJĘ <3 love ya <3
      PS: Zdałam teorię! :D za tydzień praktyka -.-

      Usuń
    2. Nie dziękuj mi, bo to raczej ja powinnam podziękować właśnie tobie :D
      Za to niesamowite opowiadanie, które zawsze jest pełne niespodzianek i niekiedy zdarzało mi się ryczeć ze śmiechu albo ze wzruszenia.
      Ile rozdziałów zostało do końca ? Kurcze szkoda, że to już koniec ciężko będzie mi się rozstać z tym blogiem. Chociaż pewnie jeszcze nie raz wrócę na niego, aby przeżyć historię Natalii na nowo :) Serio powinnaś napisać książkę, chętnie bym kupiła i poprosiła cie o autograf z dedykacją.
      Gratuluję :D Życzę powodzenia na praktycznym. Na pewno sobie poradzisz również będę trzymać kciuki aby ci się udało.
      ~Caroline.

      Usuń
    3. Dwa lub trzy, no w porywach cztery plus epilog *o*
      Wiem, mnie też będzie się ciężko rozstać z tym opowiadaniem, bohaterami, miejscami, itp itd. ;( a co do książki, to coraz częściej mi ten pomysł chodzi po głowie :P
      Nie dziękuję, powodzenie się przyda :* jak dziś byłam w WORD na tym egzaminie, to widziałam jak na praktycznym na placu oblali cztery osoby jedną po drugiej, w ciągu dziesięciu, piętnastu minut, więc pogrom jest O.o

      Usuń
    4. O kurde coś czuję, że na pewno za pierwszym razem nie zdam. No chyba, że mój egzaminator nie okaże się Hitlerem i ręce oraz nogi nie odmówią mi posłuszeństwa to może... Taa chyba przestaję myśleć pozytywnie.
      Czekam na kolejny rozdział :) Pewnie będzie ciekawie bo rodzina Nattie dowie się prawdy, a może chłopcy się zjawią jak dowiedzą się, że Natalia jest w szpitalu.
      ~Caroline.

      Usuń
  3. Hehe, ja wiedziałam, że coś będzie na rzeczy xdd. Niemożliwe by było żeby Nattie powiedziała to sama z siebie! Ale Dan to ja nie przewidziałam. Ej no ale ja nie chcę epilogu!!! Nigdy!
    Dobra muszę kończyć. Za chwilę muszę wyjść na autobus :/
    Sweet Berry.:>
    P.S. Przepraszam za taki krótki komentarz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szkodzi, ważne, że jest ;*
      Dziękuję <3

      Usuń
  4. OMG.OMG. O ja nie mogę o.o Nattie, Liam ... Nie wierze że w końcu im powiedziała ;o Lotnisko ... xd i do tego ta końcówka ;cc Epilog będzie już po tym rozdziale czy planujesz napisać jeszcze jeden ? xd Świetny rozdział, ale smutny ;cc Mam nadzieje że Nattie nie umrze ;s

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, wydaje mi się, że dwa, maksymalnie trzy rozdziały i dopiero epilog :)
      I kolejna osoba, która się nie spodziewała... :D
      Dziękuję <3

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Ojejku. Cudowny.Popłakałam się ( a nie płaczę często gdy czytam jakieś ff więc się ciesz xD). Niedługo epilog? Oh , God why??? Mam nadzieję że Nattie będzie żyć.Życzę weny.
    Pozdrawiam Weronika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, cieszę :* podobnie moja przyjaciółka, nigdy jeszcze nie wzruszała się przy książce czy filmie, a dziś mi powiedziała, że tu udało mi się ją wzruszyć ^.^
      Dziękuję <3

      Usuń
  6. Nie wiem ile mi komentarz zajmie, przewiduję, że sporo bo mam duuużo do powiedzenia.Choć znając życie nie będę wiedziała jak to ubrać w słowa i będę gadać trzy po trzy no ale .. do rzeczy !
    Nie zrozum mnie źle,Twoje poprzednie rozdziały były świetne a nawet wspaniałe, ale TEN to przechodzi ludzkie pojęcie. Wiele razy pisałam że ten czy tamten był najlepszy, ale to właśnie na ten czekałam i teraz z ręką na sercu moge powiedzieć, że rozdział 64 to najlepszy rozdział ( jak do tej pory, zobaczymy co z epilogiem i nastepnymi ) w opowiadaniu "Everythings gonna be all right".
    Łzy szczęścia i wzruszenia nie opuszczały mnie ani na momencik. Złość na samym początku gdy pojawiła się Dan, też dała się we znaki. A usmiech pojawiał się jak zwykle gdy w odpowiednim momencie, dla rozluźnienia atmosfery, napiszesz coś śmiesznego. Za co jestem Ci z całego serca wdzięczna bo gdyby ten smutek ciągną się to wyłabym jak bóbr ( nie wiem skąd mi sie takie porównanie nasunęło, nie wnikaj prosze ;) ) Nie mogło też zabraknąć przogromnego szczęścia z powodu wyznania miłości tych dwojga stworzonych dla siebie osób :3
    Najbardziej popłakałm się chyba przy pożegnaniu, choć w sumie kto by to wiedział, przez całe wyznanie prawdy i pożegnanie i wgl miałam łzy w oczach i mokre policzki. A jak jesteśmy już przy tym wyznawaniu prawdy przez Nattie. Szczerze powiem, że się na prawde(!) nie spodziewałam ze to bedzie tak nagle, wgl ta Danielle tak BUM! i jest. Masz racje nie spodziewałam się Dan wgl juz w żadnym rozdziale a tu jeszcze się pojawia. I jestem tak troche rozdarta bo nie wiem czy mam jej dziękować za to, że sprowokowała Nattie do powiedzenia prawdy czy nie lubieć za to,że zrobiła to w najmniej hmm.. oczekiwanym (?) momencie. Nie wiem która opcja jest lepsza. Wracając, miałaś wspaniały pomysł by wmieszać w ten rozdział Dan, chyba kazdy przeżył szok. Ja na pewno, możesz być tego pewna. Co prawda miałam przypuszczenia że będzie wyznanie prawdy w dość.. oryginalny sposób, np: powie jednej osobie a reszta podsłucha ( i chyba ta opcja była najbliższa Twojej) ale nie ukrywam miałam, tez wizje że wyjdzie to na jaw spokojnie podczas normalnej rozmowy, lub konferencji.
    Najsłodsze to było chyba to wyznanie sobie uczuć przez Nattie i Liam'a... piękne
    :3 <3
    Okey kończe, bo mam jeszcze dużo spraw do zrobienia -_-
    Rozdział FANTASTYCZNY, jak mówiłam NAJLEPSZY. Kochana gratuluję Ci napisania takiego cuda, szczególnie w tak krótkim czasie, no ale jak ma sie talent i siłę do pracy to tak jest. :)
    Czekam do następnego, bo końcówka tego jest ciekaaawa ;)
    Żegnam Cię już, i życzę weny kochana ! :*
    Gaba :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emm... chyba 54, do 64 raczej nie dojdziemy ;P
      Nigdy nie piszę tak, żeby rozdział był na masę dołujący :) nie byłabym sobą, gdybym nie wcisnęła tam kilku zdań rozśmieszających nawet mnie xD
      Scenariusze na tę scenę były rozmaite, ale uznałam, że ten będzie pasował najlepiej :P i tak przemieszałam kilka swoich pomysłów, istny galimatias ;P
      Dziękuję, kochana <3

      Usuń
  7. Tak bardzo cie przepraszam ze nie komentowalam. . Najpierw wyjazd. Teraz babcia w szpitalu a z nia jestem bardzo zzyta. Rozdzial...kocham cie. !!!! <3
    Jested cudowana!!! Prosze next.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie szkodzi :* życzę zdrowia twojej babci :***
      Dziękuję <3

      Usuń
    2. Dzieki. Juz z nia lepiej.
      Kiedy rozdzial pani doktor , ktora swietnie radzi sobie za kierownica ?^^

      Usuń
    3. Ha, zobaczymy :P dziś chyba się nie wyrobię, może jutro? ;D

      Usuń
    4. To super.! Ejj. Czytam komentarze i doszlam do wniosku ze tej sytuacji: wszyscy chceli, nikt sie nie spodziewal xd

      Usuń
  8. God oO it was unexpected, nie powiem, nie powiem...
    Wow. Ja akurat się nie popłakałam, ale było blisko, co jest naprawdę wow, sama się dziwię, w całym życiu tak zareagowałam tylko na jakieś 3 książki (w tym jak zjedli piernikowego ludka, ale to nic xD)
    Wow. Wow. I. Wow.
    Na ten rozdział czekałam xD
    Szacun, Natalio Roxanne. Też chcę tak pisać '-'
    co do piosenek, to nie jestem pewna, czy było "Through the dark"... Wow oO spytałam cioci Wikipedii, nawet nie wiedziałam, że One Direction ma tyle piosenek x'D aż wstyd się przyznawać ^^
    No więc... "Tell me a lie", "Save you tonight", "I would"... Boże, tyle tych tytułów, których nie kojarzę ani z tego bloga, ani w ogóle ;____;
    http://en.wikipedia.org/wiki/Up_All_Night_%28One_Direction_album%29#Track_listing

    http://en.wikipedia.org/wiki/Take_Me_Home_%28One_Direction_album%29#Track_listing

    http://en.wikipedia.org/wiki/Midnight_Memories#Track_listing

    Zgrabne te tabelki, i takie przystępne oO wow

    By the way cuś oszuszkujesz, jak sprawdzałam wczoraj o 21.40, to nie było rozdziału :o muszę chyba zaktualizować sobie definicję "późnej nocy"
    ~Anon
    PS. tl;dr ten komcioch ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czekałam na ten rozdział ^^
      A propos' piosenek, no niestety, brak prawidłowej odpowiedzi, wszystkie były :)
      Wieeesz, rozdział miał być o 21:00, ale ustawiłam automatyczną publikację o tej godzinie. Niestety, zapomniałam, że Blogger mnie nie lubi i już drugi raz wywinął taki numer, że nie opublikował -.- stąd rozdział był dopiero, gdy wróciłam do domu z Lublina :P
      Dziękuję <3

      Usuń
    2. Jak to były?! Pfff... To ja mam sklerozę oO
      albo to przez moją chemiczkę... Przy niej mózg się wyłącza i zaczyna funkcjonować po jakichś 20 godzinach po zakończeniu lekcji... No bo nie każdy nauczyciel na lekcji organizacyjnej wita się z klasą "dzień dobry, bachory", nie? x'D
      Dobra, koniec teorii spiskowych...
      Nie no, ale serio, takiego "Tell me a lie" to na pewno nie kojarzę! W ogóle... W którym to było momencie? Co to za piosenka? x'D
      Aaaa, a ja czekałam do tej dwudziestej drugiej i nie mogłam potem wstać przed szóstą ;/ wredne aplikacje
      no także teges... Czekamy na następny, nie?
      ~Anon

      Usuń
    3. No, nie powiem, niezły tekst na powitanie :P
      "Tell Me A Lie" było podczas kłótni Natalii i chłopaków o Marcina... Konkretnie rozdział 33 :)
      No, chyba czekamy... już jest na warsztacie ^^

      Usuń
    4. Kurna chata, faktycznie jest o.O jak ty to wszystko spamiętujesz? Koxu...
      Dobra, I give up, nie mam pojęcia, chyba już wszystko było...
      Chyba że...
      Dobra, nie wiem. Idę posłuchać tych nieznanych piosenek, żeby nie wyjść potem na wieśniarę do kwadratu o.O
      Heeeej... A "Alive", hę?
      ~Anon

      Usuń
    5. Ostatnio zaczęłam spisywać te piosenki, żeby ich za bardzo nie powtarzać, chyba że jest to konieczne, ale coś mi może umknęło...
      "Alive" też było! Rozdział 35 xD

      Usuń
  9. A wiec
    nie szlag trafi że musze pisac ten komentarz od nowa.
    Zacznijmy od tego że szłam do szkoły wyglądając jak Gówno bo przez wodospad łez rozma/starłam wszystko

    Rycze do tej pory
    moje emocje przypominają twój brulion

    Jestem dumna że mogła czytać to opowiadaniere
    Everythings gonna be all right aaaa a be all right aaa aa

    reszta na tt
    @sweet9893

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie... :*** sprawdzam Twittera <3

      Usuń
  10. Nie spodziwałam się że Dan tam przyjdzie:)Rzadko rycze jakoś łzy nie chcą zbyt często lecieć ale miałam zamglone oczy kiedy Liam podbiegł do Natali więc uznaj to za sukces!Cieszę się że w końcu nadszedł ten moment i do tego dwie sprawy zostały wyjaśnione 1.powiedzenie że się zakochali w sobie 2.choroba dlatego to jeden z najlepszych rozdzialów.O boże końcówka straszna,mam nadzieję że z tego wyjdzie .Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, mam sukces na koncie! :D cieszę się, że aż tak ci się podobało :*
      Dziękuję <3

      Usuń
  11. Najlepszy... wylam jak głupia jak się żegnali.. nienawidze pożegnań nie mogę się potem ogarnąć przez kilka dni.. nie spodziewalam się czegoś takieg.. ale powiem Ci ze przezyjesz po tym rozdziale hahaha
    ~Verii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, uda mi się przeżyć, oh yeah :D
      Dziękuję <3

      Usuń
  12. JA PIERDOLE..

    Nie skomentuję nic więcej bo mój mózg nie pracuje.. mamy tu jakiegoś lekarza?
    Nie wiem czy w mózgu są jakieś kabelki ale jeśli są to moje pękły i coś się chyba rozlało..

    YOU ARE AWESOME!!
    Chryste Panie.. płaczę ..
    B-r-a-k M-i S-ł-ó-w
    IDEALNE!


    /Polly

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, lekarz będzie za jakieś pięć lat, jak nie rzuci studiów po drodze :P
      Cieszę się, że tak się podoba :*
      Dziękuję <3

      Usuń
  13. Hej :) Hope wróciła ! ;P Sorry, że czytam te trzy rozdziały dopiero teraz, ale rok szkolny się zaczął, biochem, itd. i niestety nie miałam czasu :(
    Mam dziwne przeczucie, że Dan będzie dawcą...
    Rozdział jest super :) i nie mogę doczekać się kolejnego
    Jeśli nie będę komentować rozdziałów, to znaczy, że przeczytam najpóźniej w następny piątek ;) jestem zbyt uzależniona od Twych opowiadań, by przestać je czytać ;) ;P

    ~Hope

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biolchem? Siostro! xD ja właśnie skończyłam biolchem :P
      Ciekawe przeczucie... Zobaczymy :)
      Komentuj kiedy chcesz, przymusu nie ma :*
      Dziękuję <3

      Usuń
    2. Zaczynam czuć się zazdrosna, ja jestem w humanistycznej ;/ ale kolejna godziny z babką od chemii, zwracającą się do nas per "obrzydliwe robale"... Niet ;c

      Naprawdę, Danielle? Ja od samego początku stawiałabym bardziej na Liama, myślałam też o Nice... Takie luźne spekulacje c: No, ale spodziewajmy się niespodziewanego :D
      ~Anon

      Usuń
  14. Ja też stawiałam na początku na Liama, Nikę albo jakiegoś Prestona XD
    Ta Danielle stała się jakoś podejrzana po ostatnim rozdziale XD

    ~Hope

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, zobaczymy, która odpowiedź jest poprawna ^^

      Usuń
    2. Czyyyyyli... Roxanne, chcesz powiedzieć, że któraś z nich jest prawidłowa? A miało nie być spoilerów o.O
      Ale i tak zawsze trzeba brać pod uwagę wariant, że zostaniemy zaskoczone i dawcą będzie ktoś totalnie randomowy w stylu siostry Louisa/matki Harry'ego... Albo ktoś jeszcze bardziej niespodziewany xD
      Btw ja dalej wątpię w Danielle... Daję jakieś 90% na to, że to nie ona...
      (Czyli Roxanne zrobi mnie w konia i to będzie Dan xD)
      ~Anon

      Usuń
    3. Oj, Anon, to nie jest spoiler ;) to może być któraś z tych osób albo równie dobrze jeszcze inna, nie wymieniona :P może to być osoba, której się za Chiny Ludowe nie spodziewacie lub dawcy nie będzie w ogóle... Wariantów jest nieskończenie wiele xD
      Jeszcze zobaczymy, sama ciągle waham się, kogo wstawić, a czasu mam coraz mniej -.-

      Usuń