niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 24

Jako że nikt nie przepada za niespodziankami i większość z was chce się dowiedzieć, o czym będą kolejne historie uwzględnione w ankiecie, przybliżę je wam, żeby było wiadomo na co głosujecie. Spokojnie, nie zdradzę zbyt dużo:
Harry - 1D jako zespół istnieje, historia opiera się głównie na tańcu- ale to nie jest zwykłe spotkanie z tancerką, to jest historia inna niż wszystkie (moje klimaty =D)
Niall - 1D jako zespół istnieje, criminal story z dreszczykiem xD
Louis - historia przeniesiona w czasie, jakieś 100-150 lat wstecz, romans <3
Zayn - 1D nie istnieje, szkoła, spotkanie z aniołem (tylko że to nie fantasy :))
Powiało tajemniczością? I think so ^.^
Wydaje mi się, że nie ma tutaj plagiatu. Przynajmniej ja nie czytałam żadnego fanfiction z takimi wątkami, jakie będą u mnie. TO ORYGINALNE POMYSŁY, WZIĘTE PROSTO Z MOJEJ GŁOWY! Historie, można powiedzieć, zastrzeżone ;P

To tyle, enjoy the chapter <3



____________________________________________
Weźcie mi wytłumaczcie, jak to jest: człowiek jest grzeczny, stosuje się do zaleceń lekarzy i farmaceutów, pije szampana bezalkoholowego, wręcz można powiedzieć oranżadę, a rano budzi się z cholernym bólem głowy, który przypomina kaca-mordercę. I gdzie tu sprawiedliwość?! Tak, oto ja, Natalia Maj, następnego dnia, po imprezie z koleżankami, na której nie wzięłam ani kropli alkoholu do ust. Czuję się paskudnie, w dodatku jakoś cała zdrętwiałam, boli mnie kręgosłup, co to ma być?! Chyba wyznaczę nagrodę za wskazanie miejsca pobytu tabletek przeciwbólowych.
Próbowałam zwlec się z łóżka, ale podłoga była zdecydowanie za blisko materaca. O co tu chodzi? Od rana same niewiadome, ja się tak nie bawię! Z trudem otworzyłam oczy i zaraz gwałtownie usiadłam. Dlaczego śpię na podłodze? Zerknęłam na łóżko i wszystko stało się jasne jak słońce. Na moim cudownym łóżeczku rozpychała się właśnie Monika. W zasadzie to ona zwisała nogami z jednej strony łóżka, a rękami z drugiej. Głowa była jakoś pośrodku. Nie mam zielonego pojęcia, jak ona to zrobiła. Z tego co pamiętam, to kładła się normalnie, jak Pan Bóg przykazał: głowa na poduszce, nogi wzdłuż łóżka, a nie w poprzek. I jakim cudem zleciałam z łóżka i we śnie nic nie poczułam? Pewnie mnie zepchnęła, jędza jedna. Wyplątałam się z kołdry (masz za swoje, Monia, ja miałam kołdrę, ha!) i z trudem stanęłam na nogi. Powlokłam się do łazienki. Oczywiście, jak ostatnia niedojda musiałam z całej siły przywalić ręką w szafę w salonie. Uch, ale boli...
Zapaliłam światło w łazience i stanęłam przed lustrem. Yyy, widok godny podziwu, naprawdę. Rozmazany makijaż, rozczochrane włosy, siniak na ręce. Siniak na ręce?! Przecież dopiero co się walnęłam, jak to siniak?! Że już?! Wykręciłam rękę jak mogłam najmocniej i z przerażeniem wpatrywałam się w wielgaśne stłuczenie, które rosło w oczach. Ostatecznie zatrzymało się na rozmiarze całkiem sporego pomidora. Jakim cudem to wyszło tak szybko? Jak w filmie przeniosłam się myślami jakieś dwa lata wstecz.

-Wiesz, pierwsze objawy nie będą tak dokuczliwe. Potem mogą się zdarzyć omdlenia, mdłości, wymioty, bóle... Co jeszcze... Bardzo łatwo będą ci się robiły siniaki, tak że uważaj na wszystkie stłuczenia. Co dalej... Utrata wagi, chudnięcie, osłabienie, senność, i tak dalej. 
-Kiedy chemioterapia?
-Na razie nie jest konieczna. Sama powiedziałaś, że chcesz jak najdłużej żyć normalnie. Na razie szukamy szpiku, jak go dostaniemy, zrobimy przeszczep. Jeśli się przyjmie, walniemy ci leki immunosupresyjne i po sprawie. Jeśli się nie przyjmie, będzie gorzej. Wtedy będziesz za bardzo osłabiona i chemię zaczniemy od razu. Ale na razie nie będzie ci potrzebna...
-Nie muszę leżeć w szpitalu?
-Nie, jeszcze nie.
Jeszcze.

Spojrzałam prosto w oczy mojego odbicia w lustrze. Wkraczam na kolejny etap? Cudownie. Już się wręcz nie mogłam tego doczekać.
Poleciałam do kuchni, żeby wziąć leki. Przy stole siedziała Gabrysia i gapiła się pustym wzrokiem w szklankę wody.
-Cześć.- powiedziała nawet na mnie nie patrząc. Nie odpowiedziałam, tylko ruszyłam w stronę szafki z lekami. Łyknęłam przepisaną garść i usiadłam naprzeciwko Gabi przy stole.
-Gaba?- dziewczyna podniosła na mnie wzrok.- Jest coraz gorzej.
-To znaczy?- zmarszczyła brwi. Wyciągnęłam w jej stronę rękę z siniakiem. Wciągnęła głośno powietrze.
-Zrobił się w trzy sekundy, po prostu rósł w oczach.- wyszeptałam.- Co będzie teraz? Co następne? Zemdleję i wyląduję na OIOM-ie? Schudnę do rozmiarów anoreksji?- łzy zaczęły napływać mi do oczu. A myślałam, że mimo wszystko będę silna.
-Natalia, to tylko stłuczenie. Wiem, że to jeden z objawów, ale nikt nie powiedział, że już jutro będziesz miała kolejne objawy. Spokojnie.
-Gabi, ile mi jeszcze czasu zostało? Te wyliczone przez ciebie dziewięć miesięcy? Czy mniej? Wyniki badań pogarszają się, powoli, ale się pogarszają. Dawcy nie ma, z każdą sekundę są coraz mniejsze szanse, że w ogóle go znajdziemy!
-Natalia.... Chyba już czas, żebyś wszystkim powiedziała.
-Co?! Nie!
-Ale dlaczego? Nie rozumiem cię. Miałabyś wsparcie, może większe szanse na znalezienie pomocy. Dlaczego odrzucasz te możliwości?
-Gabi, ty nie rozumiesz? Ja nie chcę, żeby ludzie się nade mną litowali, nie chcę, żeby nade mną załamywano ręce, płakano! A jeżeli jednak uda się przeprowadzić przeszczep? Nikt się nie dowie, oszczędzę mojej mamie bezsenne noce i stres.
-Nawet ty już nie wierzysz, że się uda.- spojrzałam na nią zdumiona.
-Więc ty twierdzisz, że powinnam pogodzić się ze śmiercią?
-Nie pogodzić. Przyzwyczaić do tej myśli i oswoić z nią swoich bliskich.
-Nie potrafię...- pokręciłam głową.- Jak ty to sobie wyobrażasz? Przyjadę do domu na święta. "Mamo, wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku, w którym prawdopodobnie zorganizujesz mój pogrzeb, ale nie martw się, bo to jeszcze dziewięć miesięcy, oswoisz się z tą myślą, a teraz podaj mi barszczyk albo karpika".- zaśmiałam się drwiąco.
-Nie przesadzaj...
-Nie przesadzam. Nie powiem nikomu. Jeszcze nie teraz. Ja sama muszę się na to przygotować.
-A chłopaki?- Gabrysia zmieniła temat.
-Co "chłopaki"?
-Im też nie powiesz?
-Mam jeszcze na to czas. Liam, Zayn i Louis już się domyślają, że coś jest nie tak. Liam chyba podejrzewa, że jestem ciężko chora. Obiecałam, że im powiem przed upływem roku.
-Może oni mogliby znaleźć dawcę, zapłacić... Wiesz, akcja ogólnoświatowa...
-Nie!- zaprotestowałam gwałtownie.- Nie będę żerować na ich sławie i popularności, nie będę ich wykorzystywać! Już i tak wszyscy twierdzą, że przyjaźnię się z nimi dla forsy i rozgłosu. Nie ma mowy! Nie i koniec, bez dyskusji!!!
-Ćśśśś... Nie drzyj się tak....- do kuchni weszła, a właściwie wwlokła się Nika i klapnęła na krzesło.- Wydzierasz się od samego rana, a mnie tak łeb pęka, że zaraz oszaleję...
-Przynajmniej się zrelaksowałaś wczoraj.- Gabi postawiła przed nią butelkę wody, do której dziewczyna zaraz się przyssała.- I jak? Lepszy pogląd na rzeczywistość?
-Yep.- Nika wypiła całą wodę i odłożyła pustą butelkę na stół.- Faceci są beznadziejni i już nigdy nie natnę się na takiego dupka, który będzie chciał mnie skrzywdzić. Najpierw zrobię wywiad środowiskowy, a potem się z nim zwiążę. Nie ma bata.
Taa. Nie ma bata. Z chorobą nie ma bata.
Cholerna białaczka.

~~*~~

W niedzielę intensywnie zakuwałam anatomię. Dobra, nie będę kłamać, próbowałam zakuwać. Rezultat? A rezultat był taki, że z wypiekami na twarzy pochłaniałam "Zarazę" Robina Cook'a. Ale chyba można to częściowo uznać za naukę, skoro bohaterem książki jest lekarz medycyny sądowej i w co drugim rozdziale przeprowadza sekcje zwłok odkrywając nowe choroby? Niestety, nie było dane nacieszyć się chwilą samotności i świętego spokoju.
-Natalia, "Shrek" leci!!!- do pokoju wpadła Nika. Pozbierała się już całkowicie po swoim mini-załamaniu.- No, chodźże! Na HBO, zaraz się zacznie!!!
-Spadaj.- mruknęłam pochłaniając kolejne zdania książki. Zaraz cię znowu nakryją, Jack, weź się nie pchaj im w oczy!
-No, chodźże!!! Specjalnie dla ciebie włączyłam pauzę, chodź!- Nika zaczęła mnie szarpać za nogę. Próbowałam odgonić ją ręką, jak natrętną muchę, ale to nic nie dawało. Pociągnęła mnie za nogi, ale ja nie odrywając wzroku od książki przytrzymałam się materaca.
-Nika, zaczekaj, please.- mamrotałam. Jack właśnie próbował dostać się do laboratorium Frazera. Może odkryje, kto stoi za tymi niespodziewanymi chorobami?
-Specjalnie dla ciebie zrobiłam popcorn!- zajęczała znowu Nika. Podniosłam głowę.
-Karmelowy?
-Aha.- kiwnęła głową. Ślinka napłynęła mi do ust. Dawno nie jadłam popcornu. I mam na niego ogromną ochotę. Sorry, Mr. Stapleton, ale pańskie losy teraz mnie słabo interesują.
-Kto ostatni w salonie, ten zgniłe jajo!- wrzasnęłam podrywając się z łóżka. Zwaliłam tym Nikę z nóg i sprintem pobiegłam do salonu. Rzuciłam się na kanapę tak mocno, że walnęła w ścianę.
-Pierwsza.- poinformowałam z zadowoleniem przyjaciółkę, która pokazała mi język i poszła do kuchni. Za chwilę wręczyła mi gigantyczną michę z popcornem.
-Ale masz się dzielić.- zaznaczyła włączając z powrotem film.
-Serio??- jęknęłam ładując pierwszą garść do buzi.
-Serio, serio.

~~*~~

W poniedziałek po skończonych zajęciach pojechałam busem do galerii handlowej. W końcu jeszcze tylko tydzień i będą święta. Już nie mogłam się doczekać, wprost uwielbiam Boże Narodzenie. Musiałam się zaopatrzyć w jakieś prezenty. Co by tu kupić... Nice upatrzyłam wcześniej jakąś bransoletkę i super miśka pluszowego z napisem "Don't worry, be happy =)" na koszulce. Zawsze dawałyśmy sobie śmieszne prezenty, a pluszaki to już praktycznie nasza tradycja. Mama... pewnie jej się spodoba jakaś książka o ogrodnictwie, a tacie powieść wojenna Wiktora Suworowa. Ma już prawie wszystkie. Spisałam sobie w telefonie, których części mu brakuje. Babcia Ania zażyczyła sobie coś w rodzaju serwisu do kawy, wujek Dawid, czyli brat taty chciał zestaw narzędzi, jego żona, ciocia Iwona, liczyła na jakieś fajne kolczyki, a ich córka Lena... Uuuu, tu była sprawa gorsza. Lena ma piętnaście lat, czyli jest typową nastolatką, pewnie szaleje za tymi wszystkimi idiotyzmami typu High School Musical i tym podobne. A sorry, HSM było modne, kiedy ja byłam w liceum, teraz to chyba coś innego. Dobra, poszukam. Ciekawe, czy lubi One Direction? Gdyby lubiła, to już od dawna bombardowałaby mnie telefonami z prośbą o kontakt z zespołem. Dobra, dalej. Komu jeszcze prezent? A tak, ciocia Gosia, siostra mamy. Dla niej widziałam taki świetny szalik i czapkę w jej ulubionym odcieniu brązowego. Wujkowi Markowi chciałam kupić jakieś kosmetyki, coś w stylu: dezodorant + żel pod prysznic + płyn do golenia. Nie miałam innego pomysłu. A ich synkowi Adasiowi? Co zażyczyłoby sobie prawie roczne dziecko? Adaś ma jedenaście miesięcy, jest rozkosznym szkrabem, umie już raczkować, cały czas gada do siebie po dziecinnemu i non stop się śmieje. To znaczy, oprócz tych chwil, kiedy płacze. Uwielbiam spędzać z nim czas. W ogóle uwielbiam dzieci. Dobra, znajdę coś dla niego w Smyku.

*dwie godziny później*
To. Są. Chyba. Jakieś. Jaja.
Od dwóch godzin łażę po tym centrum handlowym, kupiłam prawie wszystko oprócz książek i ciuchów, odwiedziłam większość sklepów i w każdym, dosłownie w każdym, słyszałam tę wnerwiającą, wkurwiającą piosenkę. Jeśli ktoś z własnej woli włączy koło mnie "Last Christmas", to uduszę gołymi rękami. Uciekłam ze Smyka przed tą melodią, wychodzę ze sklepu, a co mnie atakuje na środku galerii z głośników? "Last Christmas"! No, szlag mnie zaraz trafi! Mrucząc pod nosem przekleństwa, cała obładowana siatkami wstąpiłam do C&A. Nnno! Tu przynajmniej jakaś normalna muzyka. Zero zespołu Wham!. Zadowolona zaczęłam buszować między półkami. C&A to taki cudowny sklep, w którym zawsze znajdę coś dla siebie. O proszę, tuz obok szalika dla Gośki znalazłam fantastyczny sweter w czarno-białe pasy. Luźny, cieplutki, z moim ulubionym rękawem trzy czwarte, idealny do legginsów. Po prostu cudo! Nawet go nie mierzyłam, złapałam odpowiedni rozmiar i z zakupami poleciałam do kasy. Zapłaciłam i już miałam wychodzić ze sklepu, gdy poczułam, że ktoś mnie obserwuje. Rozejrzałam się czujnie i obok wieszaka z sukienkami sylwestrowymi dostrzegłam trzy dziewczyny, na oko siedemnaście lat, ale wymalowane jak na Halloween. Ludzie, ja się tak nie maluję nawet na imprezę, a to jest zwykły dzień powszedni! Jedna miała taką grubą warstwę tuszu na rzęsach, że się dziwiłam jak może unosić powieki pod takim ciężarem. I wszystkie patrzyły się na mnie z niechęcią. Serio? Chyba się nawet domyślam, jaki mają powód. Od czasu tych artykułów często napotykam takie spojrzenia ze strony nastolatek. Niechęć, złość, wręcz nienawiść, a już na pewno zazdrość. Matko, ludzie, nie znacie mnie, to mnie nie oceniajcie, do cholery! Nie obchodzą mnie opinie na mój temat, ale żeby patrzeć na kogoś z nienawiścią, to już trzeba mieć konkretny powód. Jak dla mnie, to one go nie mają.
Wyszłam ze sklepu i skierowałam się w stronę mojego osobistego raju. Kierunek: Empik! Jednak nie zdążyłam nawet skręcić za róg korytarza, gdy usłyszałam:
-Ej ty!- odwróciłam się powoli. No tak, dziewczyny ze sklepu.
-Ja?- upewniłam się podchodząc bliżej.
-Nazywasz się Natalia Maj?- zapytała farbowana blondynka.
-Eee... tak.- nie bardzo wiedziałam, o co chodzi, ale to co usłyszałam zwaliło mnie z nóg.
-Trzymaj się z daleka od chłopaków, suko!
-Niszczysz im karierę! Lepiej by było dla nich, gdyby cię nie spotkali!
-Lepiej się do nich nie zbliżaj, bo pożałujesz! Ostrzegam cię!
-Chwila, moment.- przerwałam tę bezsensowną wymianę myśli. Dziewczyny umilkły, zdziwione tym, że się im postawiłam.- Nie znacie mnie, więc mnie nie oceniajcie. Mogę się przyjaźnić, z kim chcę, chłopaki tak samo. Nie boję się waszych gróźb i wiecie co? Gdybym poszła z tym na policję, to miałybyście lekkie kłopoty. Nie obchodzi mnie wasze zdanie na mój temat, ale jeśli jesteście prawdziwymi Directionerkami, to uszanujcie prywatne życie chłopaków.
-Phi!- prychnęła ta z wielką tapetą.- Już ty się lepiej nie ośmieszaj! Wszyscy dobrze wiedzą, że lecisz tylko na ich forsę.
-Może nawet wcale nie znasz 1D, tylko tak mówisz, żeby zarobić na ich sławie.- dorzuciła ruda. Zagotowało się we mnie. To był ten najgorszy argument, najstraszliwsza obelga, która za każdym razem sprawiała, że miałam ochotę mordować. Zmrużyłam oczy szykując się na darcie kotów.
-Słuchaj, jeżeli myślisz...- przerwał mi dzwonek telefonu.- Chwila, zaczekajcie.- spojrzałam na wyświetlacz. Louis. Ten to ma wyczucie czasu. Właśnie miałam im wydrapać oczy! Jak mogłeś mnie pozbawić takiej rozrywki?! Chociaż z drugiej strony... Mogłam im udowodnić, że na serio przyjaźnię się z One Direction.
-Hello.- powiedziałam do telefonu. Nie odeszłam od dziewczyn, chciałam zobaczyć ich reakcję. Nadstawiły uszu słysząc angielski.
-Siemanko kumpelo.
-Siemanko marchewko!- uśmiechnęłam się szeroko. Jak to jest, że ten człowiek jak tylko się odezwie, to od razu rozśmiesza?
-Co tam słychać w wielkim świecie?- mogłam wręcz usłyszeć, jak się szczerzy do telefonu.
-Nie, wiem, nie bywam tam.- zachichotałam.
-Szkoda, bo ja tak!
-Bardzo skromnie, Tommo.- skomentowałam. Reakcja dziewczyn na przezwisko chłopaka? Szok, niedowierzanie, co pominęłam?
-Skromność to moje drugie imię.
-A ja myślałam, że William.
-Błąd! To moje trzecie imię!
-To ile masz tych imion?
-A tak z dwadzieścia... Bo wiesz jest jeszcze Przystojniak, Ciacho, Bóg Seksu, Marchewkożerca, Carrotmen,...
-Dobra, już nie wymieniaj.- wybuchnęłam śmiechem.- Po co dzwonisz?
-Zwołuję naradę wojenną na Skypie. Oczekujemy twego wsparcia, sprzymierzeńcu!- zaczął się wydurniać.
-Okażę wam łaskę i zaszczycę was swoją obecnością!- wrzasnęłam.
-Serdeczne dzięki, przyjacielu!
-Nie ma za co, marchewo!
-A tak z innej beczki... Wiesz może, co się ostatnio dzieje z Harry'm?- teraz już mówił na poważnie.
-Ze Stylesem? Nie mam pojęcia. Jak ostatnio gadałyśmy z nim z dziewczynami, zrobił się dziwny i rozłączył się.
-Słuchaj, mogłabyś z nim pogadać? Bo ja nie bardzo wiem, jakich argumentów użyć, żeby mi powiedział, o co chodzi...
-Louis Tomlinson zapomina języka w gębie?!- udałam przerażenie.- Świat się kończy.
-Czasem się zdarza.- chyba pokazał język do telefonu.- Gdzie ty teraz jesteś?
-W centrum handlowym.
-Tak myślałem. Poznałem po odgłosach.- oznajmił z dumą, a ja parsknęłam śmiechem.- O, leci ta piosenka.- ucieszył się i zaczął podśpiewywać... "Last Christmas".
-Nie! Tylko nie to, błagam!- chciałam go uciszyć. Niestety, w przypadku Tomlinsona jest to niewykonalne. Zerknęłam na dziewczyny. Cały czas stały i nasłuchiwały uważnie z szokiem wymalowanym na twarzach.
-Looouuuiiisss...- zaczęłam przymilnie.
-Co chcesz wysępić?- od razu się domyślił.
-Słuchaj, bo koło mnie stoją wasze trzy fanki.... Spotkałam je tutaj i... Mógłbyś coś do nich powiedzieć? Włączę głośnomówiący.
-Spoko, dawaj.- włączyłam głośnik i wyciągnęłam telefon do dziewczyn.
-Louis Tomlinson na linii.- Szok? Przerażenie? Wielka radość? Nie mam pojęcia co malowało się na ich twarzach. Chyba mieszanka tego wszystkiego, pełen pakiet.
-Hello, girls!- wrzasnął z radością Lou.- Podejrzewam, że wiecie, kim jestem, bo ta polska papla wam powiedziała... A ja miałem wam zrobić niespodziankę. Ale to nic. Jesteście tam?
-Taak...- wyjąkała blondynka.
-Cześć Louis...- przywitała się ruda. Tapeciara nie mogła wykrztusić ani słowa.
-Cześć.- mogłam wyczuć, że się uśmiecha. Uwielbiał spotkania z fankami, podobnie jak pozostali.- Niestety, jestem tutaj sam, nie ma reszty chłopaków, ale chyba wam wystarczę, co nie?
-Jak najbardziej!- potwierdziła entuzjastycznie ruda.- Jestem Kate...- czyli pewnie Kaśka.- ...a moje kumpele to Agnes i Patricia.- czyli Agnieszka i Patrycja. Ładne imiona.
-Miło mi was poznać. Jesteście Directionerkmi?
-Jasne, że tak!- krzyknęła blondynka.
-Super. Mam taki pomysł. Wykorzystamy do tego Nattie...
-Ja tu jestem!- zaznaczyłam.
-No przecież wiem! Przynajmniej wiesz, że za chwilę będziesz do czegoś zmuszona...
-Za dużo czasu spędzasz ze Stylesem.- jęknęłam.
-Możliwe.
-To Larry istnieje?- odezwała się po raz pierwszy wytapetowana.
-Eeee.... I jakby teraz z tego dyplomatycznie wybrnąć?- zaśmiał się Lou.- Larry istnieje, ale w wydaniu przyjacielskim. Pasuje?
-Yhy.- chyba nie bardzo. Widocznie przede mną stoi Larry Shipper.
-Dobra, wracając do rzeczy... Mój plan jest taki. Podajcie Nattie swoje nicki na Twittera, a ona prześle je do mnie sms'em. Możliwe, że ktoś wam zrobi follow.- założę się, że gdyby Louis stał koło nich, to by puścił im oczko. Dziewczyny mało nie padły.
-Na... serio?...- wykrztusiła blondi.
-Serio, serio.- wtrąciłam się do rozmowy.
-No i załatwione. A teraz sorry, ale mam parę spraw do załatwienia i parę zdań do Nattie.
-Okej, na razie Louis!
-Bye, girls! Nattie, nie rozłączaj się.- wyłączyłam głośnik i przyłożyłam telefon do ucha.
-Co tam jeszcze?- próbowałam ignorować pełne entuzjazmu okrzyki "O mój Boże!", "Właśnie rozmawiałam z moim przyszłym mężem!", "Ale ze mnie kretynka, nie mogłam wydusić ani słowa!", "Da nam follow!!!".
-To będziesz na Skypie? Zbierzemy się wszyscy.
-Jasne. O której?
-Koło 19:00?- zaproponował.
-Spoko. Waszej 19:00?- tym razem pamiętałam o strefach czasowych.
-No przecież nie twojej.- prychnął.- I jakbyś mogła... to pogadaj potem z Hazzą.
-Okej, nie ma sprawy. Sama chcę wiedzieć, co go gryzie.
-Dobra, muszę kończyć. Trzymaj się, do zobaczonko-usłyszonka!
-Cześć!- roześmiałam się i rozłączyłam. Zwróciłam się do piszczących dziewczyn.
-To co? Dacie mi wasze Twittery?- zapytałam z mimowolnym uśmiechem.
-Jasne!- podały mi swoje nicki, a ja wysłałam je do Louisa.
-To na razie.- odwróciłam się i już miałam odchodzić, gdy jeszcze raz mnie zatrzymały.
-Eee... Natalia?- zapytała ruda... nieśmiało? Wow.
-Tak?
-Jakbyś mogła... też nas... zaobserwować.- wyjąkała. Chyba zdała sobie sprawę z tego, co wcześniej wygadywały.
-Hmm... Zobaczę, co da się zrobić.- mrugnęłam do nich z uśmiechem.- Pa, dziewczyny.
I podążyłam do mojego empikowego raju. Zaobserwuję je. A co mi szkodzi.
Ale najpierw książeczki. A może będzie jakiś nowy kryminał?



______________________________________
Ale lałam wodę, matko! Nie chciało mi się xD
Zauważyłam, że im więcej mam się uczyć, tym większą mam wenę. A tak nie powinno być! Nie dziś, skoro jutro mam pisać biologię!!! No ale trudno, rozdział powstał i tego nie cofnę.

Kolejny będzie prawdopodobnie w ciągu tygodnia. Być może dopiero w sobotę, ale niczego nie obiecuję. Znając mnie i moją nieprzewidywalną wenę może być już w środę.

Komentujcie rozdziały, bo trochę się w tym opuszczacie ;P Poza tym wyświetlenia... Rozpieściliście mnie tymi setkami i teraz mega rozczarowanie: w ciągu dnia 50 wyświetleń! Dobra, to był żart :P wierzę w was! :*

Pozdro dla nowych czytelników <3 Dziękuję za czytanie moich wypocin :)

A i komunikat specjalny: zamówiłam szablon na bloga!!! Wcześniej jakoś nie było czasu się tym zająć. Nie wiem, na kiedy będzie, już nie mogę się go doczekać.

Roxanne xD

8 komentarzy:

  1. Rozdział świetny ! Niech ona wkoncu komus powie o swojej chorobie ! Czekam na następny !!! Weny życzę !
    Powodzenia jutro !
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju!
    Ale ale rozdział!
    A teraz powiem ci coś ,żebyś się rozchmurzyła: Masz ponad 4200 wyświetleń!
    Gratka!!!!
    Czekam na next!
    Ps. Rozdział jest boski

    OdpowiedzUsuń
  3. Prosze, prosze dodaj rozdział w środe prooosze. Zrób to dla mnie :** a co do tego to jest świetny byłoo " kuuuupe" smiechuu :D Pozdroo !
    ~ Gabi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyrozumiała ta Nattie :D
    Ja bym pewnie za coś takiego pokazała laską środkowy palec
    ale to ja więc to u mnie normalne xD
    A więc wczesniej obstawiałam Zayna, ale po krótkim namyśle i tej zapowiedzi stwierdzam, ze chyba bardziej przemawia do mnie pan Harry Styles i historia z tym tańcem dlatego jednak zmieniam front :D
    Tym bedziesz miala w sumie czas zeby dopracowac Zayna itd :D
    Zreszta co ja gadam i tak bede czytac, a wyniki i tak wyjda jakie wyjda :P
    Wracajac do rozdzialu to biedna Natt :(
    Szkoda mi jej strasznie, ale równoczesnie nie moge wyjsc z podziwu, ze mimo choroby jest tak pozytywnie naladowana osoba
    Szkoda, ze Liam nie widział wczesniej tego co powinien. A może widzial..? XD
    Myslalam ze w tym rozdziale wyjasni sie cos z tym Harrym a tu lipa ;d
    Dlugo tak bedziesz trzymac w napieciu?xD
    Nie wiem jak ci wyjdzie z tym szablonem ale ja też musze sobie jakis zamowic
    Więc jesli polecisz to czemu nie skorzystac :D
    Zyczeeeee weny
    Pozdrawiam
    i czeeeeeeeekam na kolejny :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu uwielbiam twoje komentarze! Oby takich jak najwięcej :D ;P
      Jednak Harry w ankiecie... Cóż, mogę tylko powiedzieć, że to dobry wybór =) pomysł inny niż wszystkie, chyba nie widziałam jeszcze ff opartego na takim motywie ;)
      Nattie... tak to pozytywnie nastawiona do świata osoba. Chciałam stworzyć silną bohaterkę, która nie boi się rzeczywistości i stara się radzić sobie samodzielnie w każdej sytuacji, która jest zwariowana i zakręcona w pozytywnym sensie, zawsze stawia na swoim i po prostu kocha muzykę :) mam nadzieję, że mi się to udało ;)
      Na wyjaśnienie wszystkich zagadek trzeba trochę poczekać... cierpliwości, wytrzymasz xD
      Pzdr. :* <3

      Usuń
  5. Boże... Cudo <3 Kocham, kocham, kocham :). Kiedy next? Już się doczekać nie mogę :D. Pozdrawiam i życzę weny :*

    Zapraszam do mnie: http://lovehateonedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja na miejscu Nattie pozabijała bym je na miejscu xD

    OdpowiedzUsuń