wtorek, 13 października 2015

Część II: Rozdział 22

-Nosz, kurczę, cholera jasna, ile można go badać?- Nika chodziła w tę i z powrotem po szpitalnym korytarzu. W pewnej chwili musiałam wbić wzrok w ścianę, bo już mnie mdliło od patrzenia na nią. Jakby miała motorek w tyłku.- Siedzą tam już prawie godzinę! Natalia!
-No co?- Wzruszyłam ramionami, głaszcząc się delikatnie po brzuchu. Nie denerwuj się, maluchu, z wujkiem wszystko będzie dobrze.- Nic na to nie poradzę. Lepiej, żeby go dobrze zbadali, prawda?
-A może coś jest z nim nie tak i dlatego...
-Nika, litości.- Jęknęła Perrie, huśtając na rękach Shane'a. Szpital nie działał na niego zbyt dobrze, na widok jakiejkolwiek pielęgniarki zaczynał popłakiwać.- Już lepiej siedź cicho.
-Natalia, a może mogłabyś tam wejść?- Zasugerował Harry, który siedział koło mnie z Moniką.
Na wieść o przebudzeniu Nialla, Gemma od razu poleciała do brata, żeby podzielić się z nim szczęśliwą nowiną, a on uparł się, że przyjdzie na chirurgię i będzie czatował na wieści. Nawet nieźle sobie radził o kulach, bo wózek inwalidzki to oczywiście obraza majestatu. Monika przydreptała obok niego, skulona, wystraszona i milcząca. Nie odezwała się jeszcze ani razu, tylko uważnie obserwowała każdą obcą osobę na korytarzu. Wydawało się, że zacznie się zachowywać jak Shane i rozpłacze się na widok następnego mężczyzny przechodzącego obok krzeseł. Podziwiałam ją za to, jaka była dzielna, ale jednocześnie miałam wrażenie, że mało jej brakuje do całkowitej rozsypki.
-Nie chcę przeszkadzać, zresztą co ja mogę? Nie jestem specjalistą.- Oparłam głowę o ścianę i zamknęłam oczy.
-Dobrze się czujesz?- Usłyszałam obok przyciszony głos Liama.- Przynieść ci coś?
-Nie, dzięki. Jest w porządku.- W trakcie mojej wypowiedzi na chirurgię wpadł Louis.
-Przyjechałem najszybciej jak się dało!- Wydyszał.- Co z nim?
-Nic, kurwa, nic! Ciągle go badają!- Sfrustrowana Nika wyrzuciła ręce w górę i usiadła pod ścianą na podłodze. Zaraz jednak poderwała się z miejsca, bo z sali wyszedł jeden z chirurgów.
-Pani Natalio?- Zwrócił się do mnie. Wstałam z krzesła i uśmiechnęłam się blado.- Kojarzę panią z zajęć. Jest pani w grupie profesora, prawda?
-Tak. Co z Niallem?
-Neurolog kończy go badać...
-Ma niedotleniony mózg? Zaburzenia pamięci?- Przeraziłam się. Jeszcze tego by nam brakowało.
-Nie, raczej nie. Lekarz sprawdza, jak jego stan po tamtym krwiaku. Chociaż... Pan Horan nie pamięta wypadku, ani jak do niego doszło. Ostatnie, co sobie przypomina to jakiś incydent w domu.
-Jaki incydent?- Zmarszczyłam brwi. Horan, coś ty sobie ubzdurał.
-Opisał to dość malowniczo jak na pacjenta świeżo po śpiączce. Powiedział, cytuję: "Potknąłem się o ten pieprzony dywanik w salonie i wyrżnąłem łbem o ten diabelski kominek".
-To było kilka godzin przed wypadkiem!- Wykrzyknął z ulgą milczący dotąd Zayn.- Poszedłem go zawołać, żeby mi przypilnował Shane'a w ogrodzie, a on zerwał się z fotela, zaczepił kapciem o frędzle dywanu i wyłożył się na podłodze.
-Czyli to tylko częściowa amnezja powypadkowa. Nie ma się czym przejmować.- Podsumował lekarz.- Kiedy wyjdzie neurochirurg, będziecie mogli wejść, ale błagam, nie całą grupą.
-Mogę wejść teraz?- Zapytałam jeszcze przed jego odejściem.- Chciałabym wrócić w miarę szybko do domu, bo niezbyt dobrze się czuję. Wróciłabym tu na mój dyżur.
-Dobrze, ale tylko pani.- Nie czekając na protesty reszty, weszłam szybko do sali i zamknęłam za sobą drzwi.
-No, Niall. Nareszcie.- Niemal osłabłam z ulgi, kiedy zobaczyłam, jak powoli zwraca wzrok w moją stronę.
-Cześć...- Wyszeptał z chrypką.- Co tam?
-Oj, sporo. Ale podejrzewam, że Nika ci to wszystko streści jeszcze dzisiaj, Cała pielgrzymka tam czeka, żeby cię powitać wśród żywych.- Musiałam pójść w ironię, bo zaraz bym się poryczała. Przeklęte hormony. W ostatnim miesiącu wypłakałam więcej łez niż przez te cztery lata związku z Liamem.- Panie doktorze, wszystko w porządku?
-Powiem, że w znakomitym. Nie widzę żadnych uszkodzeń na tle neurologicznym, a chirurg stwierdził brak obrzęku operowanych obszarów, zero śladów stanu zapalnego... Jest świetnie. Może nawet wyjdzie pan ze szpitala za dwa tygodnie. Oby tak dalej.- Złożył podpis pod dokumentami i skierował się do drzwi.- Wpadnę do pana jeszcze podczas obchodu. A pani, pięć minut i koniec. On się dopiero obudził, nie ogłupiajcie go milionami twarzy.
-Zaraz wychodzę.- Obiecałam i usiadłam na brzegu łóżka.- Nigdy więcej mnie tak nie strasz, debilu. Musiałam cię operować w środku nocy.
-Ty mnie operowałaś...?- Prawie się uśmiechnął.
-Aha. Trzy razy nam się zatrzymałeś. Boże, Niall...- Nie wytrzymałam i z rykiem przytuliłam się do niego, uważając, żeby go bardziej nie uszkodzić.- Nie umiesz sobie wyobrazić, jak się cieszę, że się obudziłeś...
-Też cię kocham, Nattie.- Mogłam poczuć, że się uśmiecha. Wyprostowałam się i otarłam oczy.- Przytyłaś?
-To ciąża, idioto. Tylko że...- Ciągle ciężko mi to przechodziło przez gardło.- Też trochę tu sobie poleżałam. Patrick nie żyje, została tylko mała.
-O rany... Przykro mi...- Nagle wciągnął gwałtownie powietrze i zacisnął powieki.
-Boli cię?- Odsunęłam kołdrę, żeby zbadać, czy nie zruszyłam rany. Nie, wszystko było okej.
-Jak się ruszam...- Wysyczał przez zęby.
-Dobra. Pójdę po pielęgniarkę i jakieś przeciwbólowe leki, a do ciebie przyślę Liama i się zmyjemy.- Skinął głową. Wstałam z krzesła i podeszłam do drzwi.- Wpadnę jutro, bo dziś się chyba nie dopcham na dłużej.
-Wróciliście... do siebie?- Zapytał, próbując bezboleśnie przesunąć ręką po kołdrze. Chciałam mu pomóc, ale pokręcił głową.
-Mieszkam z powrotem z wami... ale nie, nie jesteśmy razem. Ledwo rozmawiamy. Opowiem ci kiedy indziej.- Skinął głową. Wyszłam na korytarz i zostałam zasypana gradem pytań.
-Co się stało?
-Czemu płaczesz?!
-Co z nim?
-Mogę wreszcie tam wejść?!!!
-Ej, ludzie, spokojnie. Możemy wchodzić pojedynczo, bo Niall nie da sobie rady z nalotem. Liam, idź teraz ty.
-Czemu on?!
-Nika, przepraszam, ale jestem zmęczona i chcę wracać do domu. Muszę się położyć.- Naprawdę czułam się nieciekawie. A do tego jeszcze muszę wykminić, co zrobić na jutrzejsze urodziny. To jest nierealne, jak mogłam o tym zapomnieć?
-To idę.- Liam przecisnął się między resztą i zniknął w sali.
-To mamy wchodzić osobno?- Upewnił się Zayn. Przytaknęłam.
-On na serio musi odpoczywać. Idę do dyżurki, prosił o coś przeciwbólowego.
Powoli skierowałam się do pokoju pielęgniarek. Mnie też by się przydało coś na ból głowy. Zauważyłam, jak z sali zabiegowej wychodziła Marie.
-Marie!- Zawołałam ją. Odwróciła się zdziwiona i zaraz podeszła do mnie z uśmiechem.
-Pani doktor! Jak się pani czuje?
-Nie najgorzej. Słyszałaś, że Niall się obudził?
-W dziesiątce? Tak, słyszałam. Była pani u niego?
-Właśnie wyszłam. Strasznie go boli przy ruszaniu się. Możesz mu coś dać?
-Kurczę, tylko czy Annie wróciła z apteki...- Weszłam za nią do dyżurki i przywitałam się z kilkoma innymi pielęgniarkami. Marie zaczęła grzebać w szafce z lekami.
-Sue, sprawdź, co profesor wpisał Horanowi w zleceniach!
-Standard, bez zmian.
-Okej.- Wyjęła fiolkę Pyralginy i dwie ampułki Nospy.- Damy mu kroplówkę rozkurczową.
-Jak chcesz, to mogę zmontować.- Zaofiarowałam się. Głupio mi było tak stać na środku z założonymi rękami. Marie uniosła brwi, ale zaraz się uśmiechnęła i podała mi fiolki.
-Do pięciuset mililitrów soli.
Wzięłam odpowiednią butelkę, wyjęłam strzykawki, igły i zaczęłam pobierać leki z ampułek i dodawać je do roztworu. Rany, jak dawno tego nie robiłam... Podczas stażu rzadko się to zdarzało, częściej pisałam zlecenia niż robiłam zastrzyki, czasem musiałam pobrać krew lub założyć cewnik, ale kroplówki były działką pielęgniarek. Wyjęłam z szuflady aparat i podłączyłam go do kroplówki. Sprawdziłam nad zlewem, czy całość jest szczelna. Kilka kropel przezroczystego płynu przepłynęło przez rurkę do umywalki. Jeszcze pamiętałam, jak to zrobić.
-Pójdę go podpiąć.- Oznajmiłam, zgarniając rękawiczki i gaziki. Marie kiwnęła głową i wróciła do zapisywania czegoś w książce. Wyszłam z dyżurki i poszłam szybkim krokiem do sali Nialla.
-Natalia, czy Liam może się pospieszyć?- Zapytała zirytowana do granic możliwości Nika. Westchnęłam ciężko.
-Zaraz go stamtąd wyciągnę, tylko podłączę to Niallowi.
-Co to w ogóle jest?- Zainteresowała się El.
-Pyralgina na ból.- Odpowiedziałam i wkroczyłam z powrotem do sali. W jednej chwili chciałam zawrócić i nie przeszkadzać, ale z drugiej strony... robię chwilowo za służbę zdrowia, a zaryczanego Liama też już widziałam.
-Mam coś dla ciebie.- Uniosłam w górę butelkę.- Powinno ci pomóc.
-Dzięki...- Sapnął pod nosem. Założyłam rękawiczki i powiesiłam butlę na stojaku. Delikatnie odwróciłam jego głowę na bok, żeby dostać się do wkłucia centralnego i przykręciłam kroplówkę. Puściłam ją wolnym tempem.
-Okej. Jakby coś ci się działo, to od razu alarmuj pielęgniarkę. Tu jest dzwonek, widzisz? Zresztą wątpię, czy zostawimy cię całkiem samego. Nika na pewno się stąd nie ruszy przez całą noc. Żeby tylko jej z pracy nie wywalili za zasypianie nad probówkami.
-Zawołasz... ją?- Spytał Niall, patrząc na mnie kątem oka. Starał się nie odwracać głowy, żeby go mocniej nie bolało.
-Jasne. My już idziemy. Liam?- Chłopak skinął głową i na pożegnanie jeszcze uściskał Niallera. Przepuścił mnie w drzwiach i ukradkiem otarł oczy. Nie myśl, że nie widziałam, Liam.
-Nika, my już jedziemy... Niall cię w...- Nie dokończyłam, bo przecisnęła się obok mnie i wleciała do sali, jak piorun kulisty.- ...woła.
-My się chyba dzisiaj nie dopchamy.- Stwierdził pogodnie Louis i zajął krzesełko obok Harry'ego.- Ma ktoś karty? Zagrałbym.
-Jeszcze hazardu w szpitalu ci brakowało.- Wywróciła oczami El.- Po prostu zaraz któreś z nas wyciągnie stamtąd Nikę i my wejdziemy. A potem poczekamy, aż będzie niezdolna do funkcjonowania i ją zastąpimy.
-Dobry pomysł.- Podchwyciła Perrie.- Tylko ja wchodzę pierwsza. Muszę zabrać Shane'a do domu, bo jeszcze jeden lekarz na korytarzu i mi dziecko nerwicy dostanie.
-Okej, to wy sobie to ustalcie, a my się zmywamy. Mój pęcherz długo nie wytrzyma.- Popchnęłam Liama do wyjścia.
-Jak chcesz, to zaczekam i skorzystasz z łazienki tutaj.- Zasugerował, ale potrząsnęłam głową.
-Wolę w domu. Tutaj nie mogłabym wejść do tej dla personelu, a wolę nie blokować pacjentom.
Dość szybko udało nam się dostać do domu. Było już prawie ciemno, kiedy weszliśmy do środka. Od razu popędziłam do łazienki. Rany, co za ulga. Mała, jak masz zamiar się rozpychać, to błagam, ciśnij wątrobę, nie pęcherz! Co za złośliwy dzieciak!
-Potrzebujesz czegoś?- Zapytał Liam, kiedy weszłam do kuchni po jako takim ogarnięciu. Czy czegoś potrzebuję? Oprócz cholernego prezentu dla ciebie na jutro, to nie, wszystko mam.
-Jest okej.- Usiadłam na krześle i wzięłam jabłko. Liam przez chwilę się na mnie patrzył, a potem odstawił kubek do zmywarki i skierował się do wyjścia.
-Jak coś, to będę w muzycznym.- Usłyszałam jeszcze, jak zbiega po schodach i lekki trzask drzwi od studia oznajmił mi, że Liam znalazł się w muzycznej galaktyce i nie będzie mnie słyszał. Przełknęłam kęs jabłka i rzuciłam się do lodówki. Co można zrobić w prezencie, z braku normalnych pomysłów? Oczywiście, że ciasto. Oby tylko w tym domu wariatów nie brakowało żadnego składnika na tort Rocher. Tylko on mi przyszedł do głowy. Ciekawe, czy w szafce Niki jest jeszcze zachomikowane Ferrero Rocher...
Wyciągnęłam z lodówki jajka, cukier i mąkę z szafki, a ze spiżarni worek orzechów laskowych. Miałam farta, bo Eleanor od pewnego czasu uwielbia piec i rzadko kiedy w domu są jakieś składniki do wykorzystania. Widocznie miała w planach upichcenie czegoś boskiego. Ups.
Poustawiałam wszystko na stole i zaczęłam z pamięci odmierzać. Łycha mąki ziemniaczanej, 6 białek... Zaraz, gdzie, u licha, jest czekolada? Zaczęłam myszkować w szafce Niki. Nie, u niej było tylko Ferrero. Wyjęłam je, żeby nie zapomnieć i kontynuowałam poszukiwania. Ha! Wiedziałam! Harry mi wybaczy... jak mu to odkupię. Zabrałam mu gorzką i mleczną czekoladę i wróciłam do pracy.
Wyciągnęłam patelnię, żeby uprażyć orzechy. Przez chwilę nasłuchiwałam, czy Liam nie zdecydował się na coś do jedzenia, ale ze studia dobiegały dźwięki pianina. Chyba komponował piosenkę, bo powtarzał jedną i tę samą melodię kilka razy. Hmm, tempo umiarkowane, ale nie ballada... To chyba będzie coś rockowego. Jak będę tam następnym razem, to aż sprawdzę.
Zdjęłam z palnika patelnię i zaczęłam miksować składniki na ciasto bezowe. Zanim włączyłam mikser, włożyłam słuchawki i puściłam Teens w Open FM. Ta stacja jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. No, chyba że teraz. Średnio miałam ochotę na Taylor Swift i "We Are Never Ever Getting Back Together". Przełączyłam na Best Charts. Ej, bez kitu, czy to jakiś dzień Swifties? Przynajmniej piosenka lepsza. Podśpiewując pod nosem "Story Of Us", zaczęłam ubijać mikserem masę. Ten hałas chyba zbudziłby umarłego. Co chwilę zerkałam na drzwi, ale jedyne, co zobaczyłam, to Zayna niosącego śpiącego Shane'a na górę i Perrie, która wsunęła się do kuchni po mleko na noc dla małego. Wyciągnęłam słuchawkę z ucha.
-Co tam szykujesz?- Zajrzała mi do miski.- Ciacho będzie?
-Nom.- Odstawiłam masę na ciasto i zaczęłam szykować tortownicę. Piekarnik był już nagrzany.- Nie mów nikomu, ale zapomniałam o urodzinach Liama.- Perrie otworzyła szeroko oczy i po chwili parsknęła śmiechem.
-Jaja sobie robisz. Zapomniałaś o urodzinach swojego faceta?
-Ex faceta.
-No dobra, to idola. Serio?- Zaczęła się śmiać jeszcze głośniej.- No, to teraz rozumiem, czemu chciałaś się tak szybko zmyć ze szpitala!
-Oj, cicho.- Wzruszyłam ramionami.- Zdarza się.
-Aha, jasne.- Ironizowała Pezz, odsypując dokładnie sześć miarek mleka na sto dwadzieścia mililitrów gorącej wody.- Nawet ci powiadomienie na fejsie nie przyszło?
-Nie. Dopiero Els mnie oświeciła, kiedy powiedziała, że Niall obudził się w prezencie urodzinowym dla Liama.
-Boże, Nattie, jesteś dzisiaj moim mistrzem.- Chichotała dziewczyna.- Rozwaliłaś system, naprawdę.
-Dobra, weź idź z tym mlekiem, co?- Wkurzyłam się i włożyłam z powrotem słuchawkę. O, Union J. Dawno nie słyszałam "Loving You Is Easy", nawet jeśli Union J traktowałam jak marne podróbki One Direction. Zaczęłam śpiewać na cały głos, nie zwracając już uwagi na to, czy Liam mnie usłyszy, czy nie. Wsadziłam do piekarnika blachę z ciastem i wróciłam do miksera, żeby ubić krem. Potem zajęłam się polewą. W międzyczasie wyciągnęłam gotowe już ciasto, cały czas wyśpiewując największe hity wszech czasów.
-So you're a rocket scientist? That don't impress me much!- Wywrzaskiwałam przebój Shani Twain, przekładając ciacho kremem. Zerknęłam na zegarek. Rany Julek, prawie północ. Jutro będę nie do życia, ale muszę to skończyć i wstawić do lodówki. I najlepiej opatrzyć zamkiem szyfrowym, żeby nikt mi się do tego nie dobrał. Może od razu wstawię to na półkę Liama, dopisze się karteczkę z życzeniami i będzie git. Jak myślisz, maluchu? Położyłam rękę na brzuchu. Nawet nie wiesz, ile bym teraz dała za kopniaka w żebra. "Noubliez Jamais" Joe Cockera zmieniło się na "Alone" Bee Gees.
Okej, zostało tylko dekorowanie. Wyjęłam Ferrero Rocher z pudełka i przez chwilę stałam nad nim, zastanawiając się, ile cukierków będzie mi potrzebne. Chyba nic się nie stanie jak dwa zjem... Dobra, cztery. Posypałam brzeg tortu orzechami laskowymi zaczęłam układać Ferrero. Kurde, ta masa już prawie zastygła. Wystawiłam język la lepszej koncentracji i równiutko, prawie pod linijkę ułożyłam resztę Ferrero na wierzchu ciasta. Uff. Nareszcie.
Odsunęłam się od stołu i z tej ulgi i radości zaczęłam wyśpiewywać na cały głos "Livin' On A Prayer" razem z Bon Jovi w słuchawkach. Tańcząc z wdziękiem ciężarnego słonia po kuchni, zbierałam brudne naczynia i z zadowoleniem wstawiłam je do zmywarki. Udało się.
-Co się udało?- Zorientowałam się, że ostatnie zdanie powiedziałam na głos.
-Tort-niespodzianka dla...- Debilu, kretynko, idiotko, zanim się odezwiesz, sprawdź, z kim rozmawiasz!- Cholera.- Przeklęłam pod nosem i z wymuszonym uśmiechem odwróciłam się do szczerzącego się Liama.
-Dla...?- Podszedł bliżej z założonymi rękami i próbował powstrzymać śmiech.
-Dla... ech, no dobra.- Popatrzyłam na zegarek. Dwadzieścia po dwunastej.- Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin. Ta da!- Przesunęłam tort w jego stronę.
-Wiedziałem.- Roześmiał się i objął mnie ramieniem.- Dziękuję.
Przytulił mnie, a ja przymknęłam oczy i przez chwilę poczułam, jakby nic się nie zmieniło. Wszystko było na swoim miejscu, tak jak być powinno, a ja byłam w ramionach swojego ukochanego z naszym dzieckiem pod sercem.
-Tak... no, ehm... nie ma za co.- Uwolniłam się z jego objęć i założyłam pasmo włosów za ucho.- Lepiej je schowaj do lodówki, zanim się ktoś dorwie.
-Pamiętałaś, że to mój ulubiony.- Stwierdził z zadowoleniem.
-Tego się tak łatwo nie zapomina, nawet jeśli...- Urwałam. Kurde. To były jego urodziny i naprawdę nie chciałam nic chlapnąć... Jak go delikatnie uświadomić, że jeden tort nie sprawi, że wszystko będzie jak dawniej?
-Nawet jeśli pieczesz go dla swojego eks? To chciałaś powiedzieć?- Skrzywił się. Cholera, jak on mnie dobrze zna.
-Nie.- Zaprzeczyłam od razu. Chyba zbyt szybko.- Może niekoniecznie tymi słowami.- Dodałam ciszej.
-Rozumiem. Tak czy owak, dziękuję.- Wziął ciasto ze stołu i wstawił je do lodówki. Cisza między nami zaczynała być krępująca.
-Tak, to ja... Dobranoc.- Wolałam sobie pójść, zanim powiedziałabym coś głupiego. Musiałam schować się pod kołdrę. Boże, chcę przez chwilę być niewidzialna!
Weszłam na górę i niemal zderzyłam się z Louisem.
-Eleanor chyba potrzebuje melisy.- Oznajmił, schodząc na dół.- Czasami zastanawiam się, czy to ona nie jest w ciąży, a nie ty, bo ostatnio ma niezłe skoki nastrojów.
-Wierz mi, nie chcesz wiedzieć, co to są skoki nastrojów.- Odparowałam i weszłam do pokoju.
Od razu przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Byłam wykończona, ale chyba bardziej psychicznie niż fizycznie. Już sama nie wiedziałam, jak powinnam się zachowywać w stosunku do Liama. Starał się, bez dwóch zdań, widziałam, że robił, co w jego mocy, żeby naprawić nasze relacje. To ja nie potrafiłam się przełamać. Z jednej strony tak bardzo chciałam, żeby wszystko było między nami jak dawniej, a z drugiej... nie potrafiłam wymazać z głowy tego obrazu, jego i Sophii. Jak my będziemy wychowywać dziecko, jeśli między nami panuje taka atmosfera? Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co ono będzie czuło. Rozbita rodzina to najgorsze, co może się małej przytrafić.
Zrobiło mi się gorąco, więc zrzuciłam kołdrę na drugą połowę łóżka. Tę, która powinna być zajęta przez niego. Usłyszałam kroki na schodach. Momentalnie zamknęłam oczy i zaczęłam udawać, że śpię. Liam wszedł do pokoju i najpierw poszedł do garderoby, a potem do łazienki. Słyszałam szum prysznica, potem odgłos szorowania zębów. Wreszcie wyszedł stamtąd i skierował się do drzwi, ale w pewnym momencie się zatrzymał. Wysilałam się, żeby usłyszeć, co robi. Wreszcie ruszył się z miejsca... ale kroki zaczęły się zbliżać do mnie. Spokój, Natalia, on tylko sprawdza, czy śpisz. Znieruchomiałam jeszcze bardziej. Liam zatrzymał się obok łóżka i delikatnie, ostrożnie przykrył mnie kołdrą, zostawiając odkryte ramiona. Okej, teraz idź... No, czemu nie idziesz? Idź spać!
Usłyszałam jakiś szelest i niemal się wzdrygnęłam, kiedy jego dłoń dotknęła mojego brzucha. Delikatnie przesunął po nim palcami. Nagle uświadomiłam sobie, że jedyny moment, kiedy tak robił, miał miejsce w szpitalu, tuż po zabiegu... usunięcia... martwego Patricka. Jezu, jak to okropnie brzmi.
Zrobiło mi się głupio. Nasz konflikt to nasza sprawa, ale jakby nie było, Liam jest ojcem małej. I powinien mieć z nią jakiś kontakt, nawet w tym stylu. Głos ojca też pomaga dziecku rozwijać się w brzuchu matki, tak? Miałam tę świadomość, że Liam będzie najlepszym ojcem, jakiego kiedykolwiek mogłabym sobie wymarzyć dla moich dzieci. A jak na razie, ja go od siebie i automatycznie od małej odsuwałam.
-Cześć, maleństwo.- Wyszeptał cicho. Okej, teraz do tego wszystkiego dojdą wyrzuty sumienia, że podsłuchuję rozmowę ojca z córką.- Słyszysz mnie? Tutaj tatuś, odbiór.- Z trudem powstrzymałam uśmiech. To było takie rozczulające...- Wiem, że rzadko z tobą rozmawiam... I na pewno ci się nie podoba to, jak się z mamą kłócimy, ale naprawdę cię kocham, maluchu. I cieszę się, że przyjdziesz na świat. Żałuję tylko, że twój braciszek nie miał tyle szczęścia... I obiecuję, że będę najlepszym tatą na świecie. I będziesz miała najlepszych wujków i ciocie. I przyszywanych kuzynów. Jeden już na ciebie tutaj czeka, wiesz?- Nie rozpłacz się, nie rozpłacz się, nie rozpłacz się...- Dobra, lepiej idź już spać, mała. Tata bardzo cię kocha. I mamę też kocham. Narobiłem głupot, ale i tak ją kocham. Możesz jej to powiedzieć. Albo ją kopnąć, tylko nie za mocno.- Nachylił się i delikatnie pocałował mnie w brzuch.
Momentalnie udałam, że coś mamroczę pod nosem i przekręciłam się na plecy. Wolałam tak zareagować, bo on doskonale wiedział, że nie umiem spokojnie spać i czasem mi się zdarza mówić przez sen. Usłyszałam, jak wstał z podłogi i wyszedł z pokoju. Gdy tylko trzasnęły drzwi od mojej pracowni, otworzyłam oczy. Poczucie winy osiągnęło rozmiar Mount Everestu. Dotknęłam miejsca, w które mnie pocałował i westchnęłam ciężko. Jestem okropna.
Zawinęłam się z powrotem w kołdrę i wcisnęłam twarz w poduszkę, żeby nikt nie usłyszał mojego płaczu.

~~*~~

Następnego dnia obudziłam się z podkrążonymi oczami i bolącą głową. Zeszłam do kuchni w piżamie i od razu natknęłam się na Shere Khana, czekającego przy swojej misce. Kot Harry'ego podczas jego nieobecności urzędował w jego pokoju. W tamtej łazience miał swoją kuwetę, na parapecie poduszeczkę do spania, w kącie swoje zabawki, które regularnie rozrzucał po całym pomieszczeniu i w kuchni pojawiał się tylko wtedy, kiedy robił się naprawdę głodny. Po prostu cierpliwie czekał na powrót swojego właściciela.
-Cześć, kocie.- Pogłaskałam go po grzbiecie i w nagrodę dostałam garść kociej sierści między palcami.- Trzeba cię będzie wyczesać.- Mruknęłam, sypiąc mu porządną porcję karmy.
Zajrzałam do lodówki i wyjęłam na śniadanie twarożek z papryką, jogurt brzoskwiniowy i salami. Doskonale wiedziałam, że to się nie komponuje, ale moje kubki smakowe zażądały takiej mieszanki. Okej, nie ma sprawy. Nalałam sobie do kompletu kakao i usiadłam za stołem. Zaczęłam wcinać, jednocześnie sprawdzając powiadomienia na portalach. Oczywiście Twitter stanowił większość. Wow, przybyło mi pięciuset obserwatorów... Hurra... I kolejne fotki. Litości, ile można się ekscytować ciążą? Dopiero się będzie działo, jeśli pójdziemy na ten pokaz.
-Wiesz co, Shere Khan? Masz dobrze, bo wśród kotów nie ma paparazzi. Nikt ci nie robi zdjęć z zaskoczenia i nie publikuje ich w sieci. Na przykład to.- Stuknęłam palcem w ekran.- Serio, musieli mi strzelić fotkę, jak ziewam?
-Nie, nie musieli, ale widocznie masz genialne migdałki i trzeba je uwiecznić na zdjęciu.- Do kuchni wszedł Zayn z Shanem na rękach.- Zobacz, synu, kociak wreszcie wyszedł z nory! Chcesz go pogłaskać?- Kucnął przy kocurze i podrapał go za uszami. Shere Khan automatycznie zaczął mruczeć. Shane przez chwilę się przyglądał, a zaraz potem zaczął się wyrywać ojcu. Kiedy tylko Zayn postawił go na ziemi, zrobił dwa kroki i klapnął na tyłek tuż obok kota. Oparł się jedną rączką o podłogę, a drugą poklepał go parę razy po grzbiecie. Kociak odwrócił głowę w jego stronę i zmrużył oczy, ale nie prychnął i nie odszedł.
-Shane, pogłaszcz kotka.- Powiedziałam z uśmiechem.
-Widzisz?- Zayn wziął rączkę dziecka i przesunął delikatnie po łebku Shere Khana.- O tak. Tak się głaszcze kotka.- Shane powtórzył ruch, ale zaraz złapał w piąstkę garść włosów kota i pociągnął. Shere Khan ostrzegawczo prychnął.- Dobra, tak się nie robi.- Zayn wziął z powrotem małego na ręce, co spotkało się z głośnym protestem. Mały uspokoił się dopiero, gdy dostał w ręce pierwszą lepszą rzecz z awaryjnej szuflady. Chowaliśmy tam wszystkie bezpieczne rzeczy, którymi moglibyśmy go kiedyś zająć. Dziś padło na kostkę Rubika, której nikt z nas nie umiał ułożyć od ładnych paru lat.
-No, stary, to następnym razem obudzę cię fajerwerkami.- Louis ze śmiechem wepchnął Liama do kuchni.- Ludzie, pomyśleliśmy, że warto zrobić potrójną imprezę.
-Potrójną? A właśnie, stówa, Liam!- Zayn szybko uściskał kumpla i niemal jednocześnie odsunął kostkę Rubika od rozdziawionej buzi Shane'a.
-No!- Potwierdził Lou, dumny ze swojego pomysłu.- Jak Niall i Harry wyjdą ze szpitala, to robimy grilla jak zwykle i będziemy mieli... Po pierwsze, urodziny Liama, po drugie, urodziny Nialla, po trzecie, baby shower party dla Nattie!- Uniosłam brwi i uśmiechnęłam się kpiąco.
-Baby shower urządza się pod koniec ciąży, a ja mam termin na styczeń. Chyba, że planujesz wcześniej wywołać poród.
-Mogę go nawet odebrać, bylebym był ojcem chrzestnym.- Popatrzył na mnie triumfalnie znad swojej herbaty.
-Boże, boję się ciebie w roli ojca chrzestnego.- Udałam, że zakrywam dziecko przed Louisem.
-Wiesz co? Będziesz coś chciała!
-A nie lepiej zamiast baby shower zrobić po prostu imprezę z okazji wyzdrowienia chłopaków?- Wymyślił Liam, stawiając na stole talerz z kanapkami. Poczekałam, aż się odwrócił i zabrałam mu jedną.
-Czemu wy wiecznie kwestionujecie moja pomysły?- Zbuntował się Lou. Przechyliłam się nad pustym krzesłem i poklepałam go po plecach.
-Nie kwestionujemy. Zrobisz mi baby shower w grudniu, okej?
-Przemyślę to.- Zadarł nosa i upił łyk herbaty.- Gdzie Nika?
-A jak myślisz?- Skorzystałam z okazji i złapałam przechodzącego Shere Khana.- Przesiedziała całą noc w szpitalu.
-Jadę tam później, to ją zastąpię.- Powiedział Zayn.- Shane, otwórz ładnie buzię... Grzeczny chłopiec.
-Zabiorę się z tobą, okej?- Shere Khan ułożył się wygodnie na moich kolanach i zaczął mruczeć.
-Pamiętasz, że dziś mamy ten pokaz?- Upewnił się Liam.
-Pamiętam i wcale nie mam ochoty tam iść.
-Wiem, ja też nie. Ale musimy.
-Wcale nie musimy. Po tym, co ten wasz management nawyprawiał, powinni wam dać totalny urlop bez konieczności pojawiania się na tych wszystkich eventach.- Wstałam z krzesła, cały czas z kotem na rękach.- Idę się ubrać. Kiedy jedziemy, Zayn?
-Za jakąś godzinkę.- Odpowiedział, wycierając śliniaczkiem zapaćkaną buzię Shane'a.

~~*~~

-Kiedy będę mógł znowu pofarbować włosy?
-Nika ci powiedziała?
-Co za krótkie mi się wydawały, jak chciałem je przeczesać ręką.
-Daj im może odrosnąć, co?
-Dooobra. Jak myślisz, kiedy wyjdę?
-Kiedy tylko będziesz w stanie się ruszyć z wyra.
-Jestem w stanie.
-Aha, a ten cewnik i tona kroplówek to tylko elegancki dodatek do szpitalnej piżamki?- Wywróciłam oczami. Niall westchnął.
-Już dość się należałem. Nawet do jedzenia nie pozwalają mi siąść.
-Niall, musisz się wykurować.
-Nattie... To chociaż pomóż mi usiąść, na pięć minut!
-Rany, obudziłeś się wczoraj, a już zaczynasz marudzić jak normalny, zdrowy ty!- Zezłościłam się.
-Jesteś lekarzem czy nie?
-Ugh! Dobra. Dobra. Tylko nie jęcz, jak zacznie cię boleć.- Wstałam z krzesła i opuściłam poręcz łóżka.- Uważaj na worki od drenów. Złap się za uchwyt, ten nad łóżkiem, a drugą ręką przytrzymaj się mnie.- Pilotem podwyższyłam oparcie łóżka. Potem wsunęłam dłoń pod plecy Niallera, a drugą złapałam mocno jego rękę.- Okej, gotowy? Spróbuj się podciągnąć. I przesuń nogi, żeby je spuścić na podłogę.
-Czy tobie w ogóle wolno dźwigać w ciąży?- Zapytał, łapiąc za uchwyt.
-Nie, ale to ty wykonasz całą robotę. Ja tylko cię asekuruję. No, dawaj.- Niall napiął mięśnie i z wyraźnym wysiłkiem zaczął się przesuwać na łóżku. Zacisnął zęby i powoli podciągnął się do góry.
-Dobrze ci idzie...- Przytrzymałam go za rękę i drugą delikatnie popchnęłam od tyłu. Wziął głęboki wdech i podciągnął się jeszcze mocniej. Widziałam, jak na jego czole wystąpił pot, zrobił się cały czerwony, ale dalej próbował usiąść. Wreszcie opuścił nogi na podłogę i z głębokim westchnieniem ulgi podparł się rękami o łóżko. Szybko przysunęłam krzesło, żeby mógł się o nie oprzeć.
-O cholera...- Odetchnął.
-Dobrze się czujesz?- Bałam się, że tak wielki wysiłek mógł mu wyrządzić więcej krzywdy niż pożytku, ale po chwili spojrzał na mnie z tak wielkim, cudownym uśmiechem, że prawie się popłakałam. Tak bardzo brakowało mi tego uśmiechu.
-Genialnie.- Powiedział.- Przynajmniej widzę więcej niż sufit.
-Bardzo śmieszne.- Parsknęłam śmiechem.- Ja się pytam, czy cię nic nie boli!
-Trochę brzuch, ale znośnie.
-A ręka? Ją też miałeś zruszoną.
-Nic. Jest dobrze.
-Uff, całe szczęście.- Usiadłam obok na łóżku.- To teraz posiedzisz tak chwilę i znowu się kładziesz, okej? Co za dużo to niezdrowo.
-Matko, jako lekarz jesteś gorsza niż przyjaciółka.- Walnęłam go lekko w ramię.
-Będziesz coś chciał!
-W tej chwili chyba jednak chcę się położyć. Siedzenie trochę męczy.- Skinęłam głową i pomogłam mu znowu przenieść się na poduszki.
-Po prostu nie jesteś jeszcze w całkowicie dobrej formie.
-Ale w prawie dobrej?
-Prawie robi wielką różnicę.- Wróciłam na krzesło i z westchnieniem popatrzyłam na swój brzuch.- Mogłabyś mnie już walnąć.
-Szukasz guza?- Zachichotał Niall.
-Ta, na wątrobie.
-Mogę się zamienić.- Podciągnął wyżej kołdrę.- To pewne, że to dziewczynka?
-Raczej tak. W przyszłym tygodniu mam USG, to jeszcze się upewnię. Martwię się tylko, czemu nie czuję jej ruchów.
-Skoro ta Sheila mówiła, że wszystko dobrze, to musisz po prostu cierpliwie czekać.
-Chyba masz rację.- Mruknęłam.- Ale dopiero kiedy się poruszy, poczuję, że jestem naprawdę w ciąży. Na razie trochę jestem w ciąży, a trochę... wzdęta. Po prostu wzdęta.
-Niech żyje instynkt macierzyński.- Wymamrotał. Usłyszałam pukanie do drzwi. Odwróciłam się i zobaczyłam wchodzących rodziców Nialla.
-Och, Boże, nareszcie!- Maura dopadła łóżka i przytuliła syna.- Nialluś, nie strasz mnie tak więcej, synku, przez ostatni miesiąc w ogóle nie spałam, wiesz, jak ja się martwiłam?!
-Też cię kocham, mamo...
-Zostawię was samych.- Uśmiechnęłam się i wyszłam z sali.
Pomachałam Marie i weszłam do windy. Musiałam zadzwonić po któregoś z chłopaków, żeby po mnie przyjechał. Od kiedy znowu z nimi zamieszkałam, miałam kategoryczny zakaz prowadzenia samochodu. W połączeniu z moimi hormonami, miałam ochotę ich zabić za każdym razem, kiedy byłam zmuszona dzwonić po aktualnego "szofera".
-Maj!- Odwróciłam się na środku holu i uśmiechnęłam się szeroko.
-Kasai, cześć!
-Nie mów tak do mnie.- Stanął naprzeciwko mnie i zmierzył mnie wzrokiem.- Utyłaś czy mi się wydaje?
-Bardzo śmieszne, głupku.- Wywróciłam oczami.
-Jak się trzymasz? Niby trochę gadaliśmy przez telefon, ale nie widzieliśmy się prawie miesiąc.
-Awww, stęskniłeś się za mną?- Nie mogłam się powstrzymać, ale zaraz zmieniłam ton.- Jest w porządku. Już trochę lepiej.
-Dobrze, że się z tym pogodziłaś...
-Nie pogodziłam się.- Przerwałam mu.- Nie potrafię. Ale umiem z tym jakoś żyć, a to już coś.
-Dobra, abstrahując od tematu... Mam jeszcze trochę twoich rzeczy z bagażniku. Mogę je teraz podrzucić, bo mi zagracają wolność?
-Genialnie!- Ucieszyłam się.- Akurat potrzebuję podwózki.
-Gwiazdki ukradły ci auto?- Zakpił, prowadząc mnie do swojej Samanty.
-Nie, samo się wzięło i odjechało na wieść o nadchodzącym dziecku.
-No jasne.
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Był środek dnia, pogoda fantastyczna, zero korków na mieście. Żyć, nie umierać, mogłabym się lenić przez resztę dnia, a będę musiała wbić się w kieckę, która bankowo będzie pokazywała brzuszek, założyć obcasy, o które stoczę beznadziejną batalię z Louise i udawać, że się doskonale bawię na tym pokazie.
-Cześć, Preston!- Pomachałam ochroniarzowi przy bramie.
-Cześć, Nattie. Kto to?- Zapytał, wskazując głową na Noriakiego.
-Noriaki Saikuiji, kumpel z uczelni, wynajął mi u siebie pokój, zanim tu wróciłam.- Wyjaśniłam.- Chłopaki w domu?
-Zayn pojechał z tobą i jeszcze nie wrócił. Louis jest na zakupach z El, a Perrie i Liam zostali.
-Nika?
-Nie wróciła.- Cholera, ta dziewczyna się zabije. Ile może wytrzymać organizm człowieka bez snu? Mam wrażenie, że ona jest jakimś cyborgiem, normalna dziewczyna by już padła.
-Dzięki.- Odpowiedziałam i wskazałam Kasaiemu, żeby zaparkował pod wejściem.
-Wow.- Skinął głową z uznaniem.- Niezła chata.
-No, wiesz, nie dorównuje twoim apartamentom, ale nie najgorzej się w niej mieszka.- Zakpiłam.
-Mojemu apartamentowi nic nie dorówna, dobrze to ujęłaś.- Otworzył bagażnik i wyciągnął spore pudło.- Gdzie ci to postawić?
-A mógłbyś to wnieść? Wolę nie dźwigać, już dziś i tak pomagałam Niallowi w siadaniu na łóżku.- Otworzyłam drzwi i zamaszystym ruchem wskazałam mu drogę.
-Czuję się jak niewolnik.- Poskarżył się, wchodząc do środka.- To gdzie mam zrzucić ten ciężar?
-W mojej pracowni na górze.- Poklepałam go po łopatce i weszłam na pierwszy stopień schodów.
-Mam to jeszcze targać po schodach?
-Och, wybacz. Zawołam windę.- Wywróciłam oczami. O, teraz udało mi się go zaszokować.
-Macie tu windę?!
-Tak, a w kabinie śpiewa duch Elvisa Presleya. Właź na górę i nie marudź.
-Jezu, jak ja się cieszę, że się wyprowadziłaś. Nawet nie masz pojęcia. Niemal wycałowałem tego twojego Liama, kiedy przyjechał po twoje graty.- Sapał, wchodząc na oślep na piętro.
-Powinnam teraz zwymiotować.- Skrzywiłam się.- Masz farta, że prawie nie zdarzają mi się już mdłości.
-Hurra.- Kasai okazał mierny entuzjazm.- Gdzie, do cholery, mogę to wreszcie postawić?
-Tutaj.- Otworzyłam drzwi do naszej części domu i wskazałam pokoik. Gdzieś z tyłu usłyszałam, jak ktoś biegnie po schodach.
-Czemu po mnie nie zadzwoniłaś? Przyjechałbym po ciebie.- Liam już w połowie schodów zaczął się denerwować.
-Spokojnie, okej? Jestem w ciąży, nie obłożnie chora i przyjechałam z Noriakim.
-Cześć.- Kasai wyszedł z pracowni.- Przywiozłem resztę rzeczy Natalii.
-Taaa...- Liam zmierzył go spojrzeniem.- Dzięki.
-Nie przesadzaj z tą serdecznością.- Wywróciłam oczami i zwróciłam się do Japończyka.- Napijesz się czegoś?
-Nie, dzięki. Mam jeszcze coś do załatwienia.- Wyminął Liama i zszedł po schodach na dół. Podążyłam za nim.
-Dziękuję za podwózkę i w ogóle.- Powiedziałam, otwierając drzwi wyjściowe. Noriaki przez chwilę stał z rękami w kieszeniach i zamyślony patrzył na ogród. Nagle się głośno roześmiał.
-Liam był o mnie zazdrosny!- Pisnął i niemal popłakał się ze śmiechu.- O mnie!
-Co ci odbiło, Kasai?- Patrzyłam na niego spod uniesionych brwi. Rany, czy mam wzywać pogotowie psychiatryczne?
-O kurde, Natalia, nie zauważyłaś teraz?- Otarł wyimaginowane łzy z policzka, ale nie przestał się głupio szczerzyć.
-Był po prostu irytujący, jak zwykle ostatnio.
-Mało mnie wzrokiem nie zabił.- Znowu parsknął śmiechem.
-A to jest takie zabawne, ponieważ...?
-Nie ma takiej opcji, żebym się w tobie zakochał. No way, przez te kilka tygodni wspólnego mieszkania stwierdziłem, że jesteś nieziemsko wkurzającą, wredną babą i szalenie współczuję temu, kto się odważy z tobą spędzić resztę życia. Poza tym... Mam do ciebie sprawę.
-Jaką znowu?- Jęknęłam i oparłam się plecami o framugę drzwi.
-Mogłabyś przekonać swoją koleżankę do randki ze mną?- Wypalił. Dobrze, że przed chwilą się oparłam, bo słowo daję, mało się nie wywaliłam, gdy to usłyszałam.
-Która miałaby być taka głup... Danielle? O nie. Nie ma mowy.- Pokręciłam stanowczo głową.
-No weź! Pozwoliłem ci u siebie mieszkać! Praktycznie za darmo!
-Za darmo! Płaciłam ci za rachunki i robiłam obiady, miałeś jak u mamy!- Zbulwersowałam się.
-I przy okazji nabiłaś mi milion siniaków, zajmowałaś łazienkę na pół dnia i smrodziłaś w całym mieszkaniu perfumami i wymiotami. Coś jeszcze pominąłem?- Udał, że się zastanawia.
-Jezu... dobra. Dobra. Pogadam z nią, ale nie dzisiaj.- Poddałam się.
-I o to chodziło.- Wyszczerzył się.- Jakbyś szukała kiedyś mety, to możesz wpaść, zdążę nabrudzić, żebyś miała co sprzątać.
-Zjeżdżaj już.- Popchnęłam go w stronę samochodu.
-Ależ z miłą chęcią!- Złożył mi dworski ukłon i z durnowatym uśmieszkiem wsiadł do auta.
Pokręciłam głową zirytowana i weszłam z powrotem do domu. Niemal od razu zadzwonił mój telefon.
-Nattie, jesteś w domu?
-Cześć, Lou, też miło cię słyszeć. Tak, jestem w domu.- Usiadłam na kanapie w salonie i z ulgą wyciągnęłam nogi. Nareszcie.
-Mam dla ciebie taką stylówę na wieczór, że padniesz! A Liam to już na pewno fiknie na twój widok.
-Zapomnij o obcasach, mocnym makijażu i odsłanianiu choćby skrawka brzucha.- Powiedziałam dobitnie, zamykając oczy. Boże, jak mi się nie chciało tam iść...
-No przecież wiem, znam cię! Więc pomyślałam, że skoro hasło pokazu to "Hello, Rebel Love" to położymy nacisk na to "rebel". Sukienka i skórzana kurtka, oczywiście wszystko od Prady, a do tego mocne rzymianki na płaskim. Co ty na to?
-Może być fajnie... Zobaczę, jak przyjedziesz.
-Będę za dwadzieścia!- Rozłączyła się z trzaskiem, a ja z trudem powstrzymałam jęk. I diabli wzięli moją planowaną drzemkę.

*trzy godziny później*
-Oficjalnie stwierdzam, że jestem najgenialniejszą stylistką świata.- Oświadczyła Louise, psikając mnie na zakończenie perfumami Avril Lavigne.
-A ja to oficjalnie potwierdzam.- Zgodziłam się, patrząc w lustro. Sukienka w kolorze głębokiej czerwieni u góry leżała idealnie, a od biustu spływała luźno na wypukłym brzuszku do kolan. Nawet bardzo go nie podkreślała. Na to miałam narzuconą czarną skórzaną kurtkę z rękawem do łokcia i ćwiekami na ramionach. Do kompletu sandały z milionem rzemyków, oczywiście czarne. Włosy też nie były przekombinowane, po prostu przedziałek po prawej stronie i lekko falowane pasma przerzucone przez lewe ramię. W kwestii makijażu Lou chciała trochę poszaleć, ale kategorycznie jej zabroniłam. Poszłyśmy na kompromis. Mocna malinowa szminka, ale bez grubego podkreślania oczu. Tylko zakręcone kreski eyelinerem, żadnych cieni, kredek i innych głupot. Wyglądałam na zdecydowaną, ostrą kobietę i tak się czułam. Gdyby tylko...
-Boże, jak ja bym się napiła kawy!- Westchnęłam ciężko, siadając na fotelu. Nie miałam zamiaru uważać na pogniecenie, jeśli zaraz wsiądę do samochodu. Zresztą byłam w ciąży.
-Nie możesz.- Lou zaczęła pakować kosmetyki.
-No, wow.- Spojrzałam na nią rozdrażniona.- Po prostu mam wrażenie, że tam usnę, przy pierwszej modelce. Jestem zmęczona, noszę dziecko pod sercem, a zmuszają mnie do pokazów.
-Nie marudź, tylko jedź. Szybciej pojedziesz, szybciej wrócisz.
-I to nie jest głupie.- Mruknęłam.- Liam jest gotowy?
-Jeśli zrobił to, co mu powiedziałam, to tak.
-To jadę.- Wstałam z fotela.- Dzięki, Lou, jesteś mistrzynią.
-Powiedz to mojej córce, która ostatnio strzeliła dwudniowego focha.- Parsknęła śmiechem.- Dobra, idź. Trzymaj się.
Wyszłam z pokoju i powoli, żeby nie poślizgnąć się w butach, zeszłam po schodach. Hmm, Liama nigdzie nie widać... Zajrzałam do salonu. Bingo. Już miałam go wołać, kiedy zlustrowałam go wzrokiem od góry do dołu i normalnie mnie zatkało. Znacie to uczucie, gdy na widok mega przystojnego faceta dosłownie wam miękną kolana i zasycha w gardle? Ja właśnie tak miałam, w tej chwili. Jezu, Lou zrobiła z niego boga seksu! I jak ja niby mam go trzymać na dystans i utrzymać naszą relację na obecnym poziomie, kiedy mam ochotę się na niego rzucić? Litości!
Nie, stop. Natalia. To tylko jeden z tych męskich szowinistów, którzy zdradzają i nic ich nie obchodzi twoje samopoczucie. Zobacz, wyciąga cię na jakiś durny pokaz, mimo że jesteś w ciąży i powinnaś jak najwięcej odpoczywać.
-Możemy już jechać na to idiotyczne coś?- Zapytałam, kiedy udało już mi się opanować hormony. Liam odwrócił wzrok od telewizora i wstał z kanapy.
-Wow... Nattie, wyglądasz niesamowicie.- Powiedział z pełnym zachwytu uśmiechem.
-Dzięki, ty też.- Stanęłam koło drzwi wejściowych.- Czym jedziemy?
-Załatwili nam limuzynę.- Otworzył drzwi i przepuścił mnie w drzwiach. Limuzyna już czekała, więc od razu wsiedliśmy i ruszyliśmy na pokaz do Corinthia London Hotel.
Jechaliśmy w ciszy, która rozdrażniła mnie jeszcze bardziej. Mógłby coś powiedzieć, serio. Nawet walnąć banalny komplement, a nie gapić się w okno z psychicznym uśmiechem. Okej, przesadziłam, jego uśmiech był cudowny, nie psychiczny... ale to nie zmienia faktu, że denerwował mnie bardziej niż zwykle. W końcu zdecydowałam się przerwać to milczenie.
-Więc... Mam udawać, że jesteśmy znowu razem?- Zapytałam zgryźliwie. Liam odwrócił wzrok od okna i posłał mi zdumione spojrzenie.
-Jesteś czymś zdenerwowana?- Nie gadaj, Sherlocku. Jak zwykle mnie rozgryzł.
-Nie, skąd. Po prostu nie mam ochoty tam jechać.- Wzruszyłam ramionami.
-Wiem, skarbie, ja też, ale...
-Nie mów do mnie "skarbie"!- Rany, Natalia, ty to masz talent do ranienia ludzi. Liam wyraźnie posmutniał i wcisnął się mocniej w fotel, jakby chciał się w niego wtopić.
-Tak, dla prasy lepiej, żeby myśleli, że znowu jesteśmy razem, nawet jeśli to nieprawda.- Powiedział cicho i znowu odwrócił się do okna. Jestem okropna. Podła. Miałam ochotę się na miejscu rozryczeć. Niestety, nie było na to czasu. Dojechaliśmy na miejsce. Nie musieliśmy wysiadać z samochodu, żeby słyszeć głośną muzykę i jakieś okrzyki.
-Gotowa?- Pokiwałam głową ponuro. Drzwi limuzyny się otworzyły, a my niemal jednocześnie przybraliśmy pogodny wyraz twarzy. Liam wysiadł pierwszy i potem pomógł mi wygramolić się z auta. Samochód odjechał, a przed nami było wejście do hotelu z tradycyjną ścianką do robienia zdjęć. I cały tłum dziennikarzy. I właśnie nas dostrzegli.
Spojrzeliśmy na siebie i po chwili Liam wziął mnie za rękę. Razem, tak blisko siebie, przeszliśmy przed paparazzi, przystając tylko na chwilkę na zrobienie zdjęć. Potem zaraz złapała nas jakaś dziennikarka.
-Witam, Alex Bender z "Teen Vogue", czy mogę wam zadać kilka pytań?
-Jasne.- Odpowiedziałam z przyklejonym uśmiechem. Chyba zaczął mnie boleć mięsień policzkowy i dźwigacz kąta ust.
-Jeszcze niedawno rozstaliście się i przez kilka miesięcy żyliście oddzielnie. Czy to twoja ciąża wpłynęła na wasz powrót do siebie? Czy może to Liam zaczął o ciebie walczyć, jak to obiecał na gali Brits?
-Myślę, że wszystko po trochu.- Odparłam wymijająco.- Liam faktycznie zaczął walczyć o nasz związek... To ja się wtedy poddałam. A nasze dziecko tylko zespoliło nas razem. Nie chcemy, żeby żyło w rozbitej rodzinie, a poza tym jest... jest owocem naszej miłości. Pokazało nam, że naprawdę się kochamy, jeśli stworzyliśmy taki mały cud.
-Wiecie już, jaka jest płeć dziecka?
-Wiemy, ale nie zdradzimy tego.- Odezwał się Liam, obejmując mnie ramieniem.- Dla świata niech to będzie niespodzianka.
-No dobrze. Jeszcze jedno pytanie. Co z zaręczynami? Nie widzę pierścionka, ale wróciliście do siebie... Jak to jest?- Coraz bardziej miałam ochotę ją zamordować.
-Emm... w zasadzie to...- Zaczął Liam, ale mu przerwałam.
-Wracamy do siebie małymi kroczkami. Zaczniemy od początku. Na nowo się zaprzyjaźniliśmy i pokochaliśmy, teraz trzeba znaleźć odwagę, by ponownie wykonać kolejny krok.
-Rozumiem.- Skinęła głową. Jak wreszcie zrozumiałaś, blondi, to spadaj.- Dziękuję wam bardzo, już was nie zatrzymuję.
-Całe szczęście.- Mruknął pod nosem Liam.
W rytm "We Can't Stop" Miley Cyrus przeszliśmy korytarzem pełnym ludzi do głównej sali, w której miał się odbyć pokaz. Całość wyglądała imponująco. Na ścianach szafirowo-czarne draperie, wybieg podświetlony na czerwono, wokół ustawione nie zwykłe krzesła, a skórzane białe fotele. Przepych charakterystyczny tylko dla Prady. Elegancki, niewymuszony szyk i perfekcja w każdym calu. Jako osoba ubierająca się głównie w sieciówkach, byłam tym w tej chwili zachwycona.
-Wow, tu jest niesamowicie!- Odruchowo złapałam Liama pod ramię i rozglądałam się wokół szeroko otwartymi oczami.- Chciałabym mieć taki zmysł dekoratorski.
-Jak nie ty, to Nika cię zastąpi.- Zaśmiał się pod nosem. Chyba udawanie pary nie będzie takie trudne.- A co chcesz dekorować?
-Na razie jeszcze nic. Tak tylko mówię.
-Warto by pomyśleć nad pokoikiem dla dziecka.- O mało nie zleciałam ze stopnia prowadzącego do sali.
-Kompletnie wyleciało mi z głowy!- Jęknęłam.- Musimy się tym zająć jak najszybciej!
-Jeszcze nie rodzisz, mamy czas.- Poprowadził mnie w stronę managerki pokazu.
-Ale trzeba zacząć planowanie.- Urwałam, żeby przywitać się z platynową blondynką w cudownej słonecznej sukience koktajlowej, oczywiście od Prady.- Witaj, Patricio.
-Witajcie, cieszę się, że jesteście.- Rozpromieniła się na nasz widok.- Słuchajcie, mam do was ogromną prośbę, możecie pozwolić?- Spojrzeliśmy pod sobie i niepewnie poszliśmy za kobietą. Wprowadziła nas za kulisy, a kiedy zamknęliśmy za sobą drzwi, zaczęła mówić dalej.- Nie mamy nikogo na drugi występ i chcę, żebyście wystąpili.
-Co?!- Powiedzieliśmy jednocześnie. No, chyba nie.
-Przepraszam, że to tak nagle!- Zrobiła błagalną minę.- Mieliśmy prosić całe One Direction o zaśpiewanie "Little White Lies" albo "Ready To Run", ale nie potwierdziliście przybycia i zmieniła się koncepcja pokazu.- Otworzyła kolejne drzwi i wprowadziła nas do czegoś, co przypominało garderobę.- Jak wiecie, ostatecznie pokaz nosi tytuł "Hello, Rebel Love". Podzieliliśmy go na trzy części, tyle, ile jest słów w tytule. Mamy wykonawcę do "Hello", mamy duet do "Love", brakuje nam tylko "Rebel".
-I my mielibyśmy zaśpiewać?- Powtórzyłam z niedowierzaniem.- Ja nie jestem piosenkarką!
-Ale umiesz śpiewać! Nie wykręcaj się, Natalia, potrzebuję cię!
-Ja śpiewam tylko z chłopakami...- Liam też próbował uniknąć nieuchronnego, ale Patricia miała argumenty nie do przebicia. A przynajmniej nie w tej chwili.
-Jasne, bo bez nich tracisz głos? Co ty, z narzeczoną nie zaśpiewasz?
-My nie...
-Tak, wiem, nie jesteście znowu zaręczeni, ale kogo to obchodzi?- Przerwała mi kobieta.- Możecie zaśpiewać?
-Chyba nic nam nie szkodzi...- Powiedział niepewnie Liam. Spiorunowałam go wzrokiem. Wiedziałam, że ten pokaz to zły pomysł. Teraz, kiedy wystąpimy, media już totalnie nie dadzą nam spokoju. Spokój w trakcie ciąży gwarantowany.
-Super!- Halo, a moje zdanie?!- Piosenka to "Gives You Hell", jeśli się jeszcze trochę kłócicie, to wam się spodoba! Chodźcie do garderoby gwiazd!
Podążyłam za Patricią i Liamem, kląc w duchu na nich oboje i na wszystkich, którzy się sprzysięgli, żeby mnie dziś wkurzyć. Wszystko to tylko się skumulowało, kiedy zobaczyłam, kto jeszcze będzie dziś występował...
-David, wchodzisz za pięć minut! Ne-Yo i Akon już są pod wybiegiem!- Jakaś dziewczyna popędziła DAVIDA GUETTĘ, który stał dosłownie kilka centymetrów ode mnie i strzelał palcami, kiedy fryzjerka układała mu ostatnie pasma włosów. Zamarłam w progu, kiedy minął mnie, kiwając na pożegnanie Patricii. O Jezu, on ma słyszeć, jak śpiewam? Przecież to będzie katastrofa!
-Powiedz Blue, że jeśli nie będzie grzeczna, to nici z wyjazdu do Hiszpanii za tydzień. Muszę być stanowcza, nie chcę, żeby moja córka była jak Suri Cruise. Trzeba ją uczyć posłuszeństwa od małego.- Chyba zmiażdżyłam właśnie rękę Liama, bo lekko syknął pod nosem. Koło mnie Beyonce (tak, Beyonce!) podawała instrukcje opiekunce jej córki. Na kanapie pod ścianą jej mąż, Jay-Z, robił coś w telefonie. O w mordę. To nie będzie katastrofa. To będzie super-gigantyczna-współczesno-antyczno-muzyczna tragedia rodem z piekła!
-Okej, tu możecie się przygotować i zero stresu, pamiętajcie.- Patricia nas "uspokoiła" i ulotniła się do swoich obowiązków.
-Zero stresu, ciekawe. W moim stanie to niewskazane.- Mruknęłam, siadając na krześle. Wzięłam ze stołu kartkę z tekstem piosenki i przeleciałam ją wzrokiem. Mogłam tego nie robić, znałam ten utwór na pamięć.
-Jak się dzielimy tekstem?- Liam zajrzał mi przez ramię.
-Podejrzewam, że tak jak kiedyś.- Odparłam.- Pamiętasz, jak?
-Jasne.- Wziął ode mnie kartkę i zaczął wystukiwać na oparciu fotela rytm piosenki. Śpiewaliśmy ją kilka razy, więc doskonale wiedzieliśmy, czyj fragment tekstu będzie najpierw. I oboje zgodnie twierdziliśmy, że wersja z "Glee" była bezbłędnym coverem tej piosenki.
-Liam, nie chcę tego robić.- Zerknął na mnie i odłożył tekst. Kucnął przed fotelem i wziął mnie za ręce.
-Słuchaj, nic się nie stanie. Wyjdziemy tam, zaśpiewamy, pokażemy światu, jak bardzo się kochamy i tyle. Zaraz po zakończeniu pokazu wracamy do domu.
-Jesteś na mnie zły?- Odważyłam się zapytać.- Że nie chcę udawać i to tak sztucznie wychodzi?
-Nie jestem.- Znam cię, Liam. Nie ściemniaj, bardzo cię proszę.
Usłyszeliśmy dźwięki "Play Hard", co oznaczało, że pokaz już się zaczął. Z ciekawości wyszłam z garderoby, chociaż bardzo chciałam zacząć rozmowę z Queen Bey, ale jednak jeszcze bardziej chciałam zobaczyć, jak w ogóle ma wyglądać taki występ. Stanęliśmy za kulisami i przyglądaliśmy się DJ-owi za konsolą, ustawioną tuż przy początku wybiegu. Ne-Yo i Akon skakali wokół niego, rapując i śpiewając swoje partie piosenki, a modelki mijały nas i wychodziły na wybieg, żeby zaprezentować najnowszą kolekcję. Sukienki koktajlowe, jeansy, spódnice i koszulki... W sumie tutaj nie było nacisku na nic konkretnego, może tylko kolory. Bardziej jaskrawe, żywe, widać było wyraźny powrót do neonowych barw i szalonych lat siedemdziesiątych. O rany, znowu wchodzą dzwony? Nie, koszmar...
Ani się obejrzałam, a już występ się skończył i widzowie oklaskami nagrodzili modelki i czołowego projektanta. David Guetta zszedł ze sceny i wrócił za kulisy, a obok nas pojawiła się Patricia.
-Trzymajcie.- Wcisnęła nam mikrofony i dała znak gościowi od podkładu.- Powodzenia.
Wyszliśmy na przyciemnioną scenę i stanęliśmy obok siebie przed konsolą. Słyszałam pełne podekscytowania szepty widowni na myśl o niezapowiedzianym wykonawcy i nowej kolekcji. Odetchnęłam głęboko i położyłam rękę na brzuchu. Nie denerwuj się, mała. To twój pierwszy występ.
To jedziemy z tym koksem. "Gives You Hell", panie i panowie, czas na rocka!
-I wake up every evening
With a big smile on my face
And it never feels out of place

(Budzę się każdego wieczoru
Z wielkim uśmiechem na mojej twarzy
I to nigdy nie wydaje się nie na miejscu)

Liam zaczął swój fragment spokojnie, niemal cicho, ale na widowni zawrzało, kiedy tylko padł na niego reflektor. Nikt się tego nie spodziewał, zupełnie. To co będzie, kiedy zobaczą mnie...?
-And you're still probably working
At a 9 to 5 pace
I wonder how bad that tastes

(Prawdopodobnie ty wciąż pracujesz
Od 9 rano do 17
Zastanawiam się jak źle ci z tym)

Włączyłam się do piosenki i szczerze się cieszyłam, że przez to światło padające prosto w moje oczy, nie mogłam patrzeć na ludzi. Odgłosy mówiły same za siebie. Wzbudzaliśmy więcej sensacji niż modelki, które właśnie prezentowały "buntowniczą" kolekcję.
-When you see my face
I hope it gives you hell, I hope it gives you hell
When you walk my way
I hope it gives you hell, I hope it gives you hell

(Kiedy widzisz moją twarz
Mam nadzieję, że to cię cholernie wkurza
Kiedy chodzisz moją drogą
Mam nadzieję,że to cię cholernie wkurza)

Teoretycznie nigdy nie braliśmy tych słów na poważnie. Ale teraz kiedy zaśpiewaliśmy to jednocześnie, patrząc co chwilę na siebie, zrozumiałam, że może przez pewien czas chciałam posłać Liama do piekła. Ale teraz chyba się z tego wycofam... Nie chcę już go ranić, a wiem, że on nie chce też zranić mnie. Tylko że robię jedno, a myślę drugie. Będę musiała go przeprosić za to, co powiedziałam w samochodzie i spróbować się przełamać, chociaż troszkę. Mam totalnie dość tej atmosfery między nami. Czas wrócić do przyjaźni.
-Now where's your picket fence love
And where's that shiny car
Did it ever get you far?
You never seem so tense, love
Never seen you fall so hard
Do you know where you are?

Truth be told I miss you
Truth be told I'm lying

When you see my face
I hope it gives you hell, I hope it gives you hell
When you walk my way
I hope it gives you hell, I hope it gives you hell
If you find a man thats worth the damn and treats you well
Then he's a fool you're just as well hope it gives you hell
Hope it gives you hell

(Gdzie teraz jest wasza wielka sąsiedzka miłość?
I gdzie ten błyszczący samochód?
Czy kiedykolwiek gdzieś nim zajechałeś?
Nigdy nie wydawałaś mi się tak spięta, kochanie
Nigdy nie widziałem cię bys upadla tak nisko
Czy wiesz gdzie jesteś?

Prawdę powiedziawszy tęsknie za Tobą
Prawdę powiedziawszy kłamię

Kiedy widzisz moją twarz
Mam nadzieję, że to cię cholernie wkurza 
Kiedy chodzisz moją drogą
Mam nadzieję,że to cię cholernie wkurza 
Jeśli znajdziesz faceta, który jest cokolwiek wart i traktuje Cię dobrze
Wtedy jest głupcem i Ty również, mam nadzieje, że to cię wkurza/daje ci sie we znaki
Mam nadzieje, że to cię wkurza)

Zakończyliśmy piosenkę dosłownie milimetry od siebie, wpatrując się w siebie z ogromem emocji wypisanych na twarzach. Kiedy na wybieg wyszły z powrotem wszystkie modelki, odsunęliśmy się od siebie i ustąpiliśmy miejsca projektantowi.
Media jutro oszaleją.

~~*~~

Nawet nie zostaliśmy na występ Beyonce i Jaya-Z. Dźwięki "Drunk In Love" było słychać, kiedy wsiadaliśmy do naszej limuzyny i odjeżdżaliśmy spod hotelu, opędzając się od paparazzi. Ciekawe, co spekulują na wieść o naszym szybkim powrocie do domu. Może sądzą, że będę zaraz rodzić?
Liam nie odezwał się do mnie przez całą drogę, a ja nie miałam pojęcia, jak zacząć rozmowę i poprowadzić ją w stronę długich i szczerych wyjaśnień. W rezultacie wysiadłam z samochodu bliska płaczu i od razu udałam się pod prysznic. Słyszałam, jak Liam wszedł do naszej sypialni i dosłownie rzucił się na łóżko. Pewnie ma mnie już dość. Kto by nie chciał dać sobie siana i machnąć ręką na taką kapryśną, głupią, pustą idiotkę? Normalnie tylko "Spaces" włączyć. Niedługo z tego naszego dawnego związku pozostaną prochy.
Odkręciłam gorącą wodę i zaczęłam spłukiwać z siebie całe poczucie winy, działanie tych durnych ciążowych hormonów, wszystko. Łzy zmieszały się z szamponem i płynem pod prysznic, tworząc słodko-słoną mieszankę. Nie wiem, jak długo siedziałam w kabinie, ale kiedy wyszłam i spojrzałam na siebie w lustro, rozpłakałam się jeszcze bardziej. Płacz, głupia. Jesteś beznadziejna.
-Nattie, wszystko okej?- Liam delikatnie zapukał w drzwi, ale nie odpowiedziałam.- Odezwij się!- Siąknęłam nosem i owinęłam się gigantycznym ręcznikiem kąpielowym.- Natalia, zaraz tam wejdę, jak się nie odezwiesz.
Podeszłam wolnym krokiem do drzwi i przekręciłam zamek. Usiadłam na wannie i otarłam policzki.
-Nic... mi nie... jest, widzisz?- Powiedziałam urywanym głosem.
-Jasne...- Usiadł obok mnie i trącił mnie ramieniem.- Co się dzieje, Nattie?
-Ja już sama siebie nie ogarniam!- Ryknęłam płaczem i gwałtownie się w niego wtuliłam. Na sekundę zesztywniał, zaskoczony moim gestem, ale chwilę potem objął mnie ramionami i zaczął uspokajać.
-Spokojnie... Wszystko jest w porządku...
-Nie jest...! Ciągle... cię... ranię... a... wcale... tego... nie chcę!- Wyszlochałam w jego szarą koszulę.
-Chodź, pogadamy w pokoju.- Pociągnął mnie za rękę, ale nie ruszyłam się z miejsca.- No, chodź, kangurku.
-Kangurku...?- Wyjąkałam ze zdziwieniem, patrząc na niego załzawionymi oczami.
-No. Tak mi jakoś przyszło do głowy... Z tym brzuchem wyglądasz jak kangurzyca z torbą z dziećmi.- Prychnęłam pod nosem, przy okazji smarkając na całe otoczenie.- Rozumiem, że ci się podoba. Chodź, bo ci tyłek odmarznie.- Nie czekając na moją reakcję, wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Tam usiadł na łóżku, a mnie posadził sobie na kolanach.
-Jestem okropna.- Powiedziałam cicho, wciskając twarz w jego koszulę.- Jestem w ciąży z tobą, a traktuję cię jak zło konieczne i... odcinam cię od małej.- Odważyłam się podnieść głowę.- Słyszałam, jak w nocy z nią rozmawiałeś.
-Słyszałaś?- Zamyślił się.- Tak myślałem, że coś za cicho śpisz. Normalnie już byś zgrzytała zębami.- Zignorowałam jego docinanie.
-Wtedy sobie uświadomiłam, jaka byłam podła. A jak dzisiaj wyjechałam ci z tym tekstem o skarbie i...
-Nic się nie stało.- Przerwał mi szybko.
-Nie, stało się. Było ci przykro.- Zaprzeczyłam.
-Nattie, jest mi cholernie przykro od kwietnia z powodu tego, co zrobiłem.
Po tych słowach zapadła cisza. Ja gapiłam się uparcie na mikroskopijny wzorek na jego koszuli, on zamyślony patrzył się na ścianę. Nie wiedziałam, co mam dalej powiedzieć. Nagle jego ręka z mojej nogi przesunęła się na brzuch. Zaczął go delikatnie głaskać, zupełnie jak w nocy.
-Kiedy Sophia się do mnie odezwała, ucieszyłem się.- Odezwał się nagle. Znieruchomiałam i skupiłam całą swoją uwagę na tym, co mówił.- Dawno się nie widzieliśmy, a kiedyś w liceum byłem w niej zakochany. Nawet prosiłem jej siostrę o numer do niej, ale zabrakło mi odwagi, żeby kiedykolwiek zadzwonić lub napisać. Kiedy zaczęliśmy koncertować z chłopakami, zapomniałem o niej. Pojawiła się Danielle, potem ty. A po tobie już nikt. Wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza. A Sophia obudziła niepotrzebne wspomnienia. Chciałem jej za wszelką cenę pomóc i nawet nie zauważyłem, że udaje... Byłem wręcz na każde jej zawołanie, a przez to zignorowałem cię w najważniejszych momentach. A potem... Przyjechała do nas pod pretekstem zdobycia jakiegoś adresu firmy ochroniarskiej. Zdziwiło mnie, że nie dostała smsa, ale poszedłem na górę po laptopa, gdzie miałem to zapisane w umowie. Ona poszła za mną i... Na początku się broniłem, a potem... Boże... Kiedy zobaczyłem cię w drzwiach, poczułem, jakby ktoś mi z całej siły przywalił cegłą w głowę. Zrozumiałem, jakim byłem idiotą, a kiedy wyszłaś z domu...- Pokręcił głową ze smutkiem.- Nie mogłem uwierzyć, jaki byłem głupi, że cię straciłem! Wywaliłem ją od razu, ale potem wyciekły te informacje do prasy. Myślałem, że ona z tym poszła, a ten zasrany pseudomanager powiedział mi, że potrzebowali jakiegoś zamieszania, bo przerwa nie wpływa korzystnie na zyski zespołu. Chciałem go zatłuc na miejscu. Zagroził mi rozwiązaniem kontraktu i usunięciem z zespołu. Wiesz, że to kiedyś był mój pomysł i nie chciałem znów przez to przechodzić... Zgodziłem się zostać marionetką Modestu, ale na szczęście wrócił Paul i zaczęliśmy wszystko odkręcać. Sophię przekupiliśmy trzema milionami funtów z mojego konta. Wyszło, jak bardzo się co do niej myliłem... Zresztą, wszystkie moje byłe, oprócz ciebie, chciały ode mnie tylko forsy.- Spojrzał mi prosto w oczy.- Dlatego ty jesteś wyjątkowa. Bo widzisz mnie, Liama Payne, nie tego gwiazdora z One Direction, nie gościa z miliardami na koncie, tylko mnie. I wiem, że nie ma szans na to, żebyś mi od razu wybaczyła, ale będę się starał, bo kocham cię do szaleństwa i cholernie żałuję tego, co zrobiłem. Potrzebuję tylko drugiej szansy.- Zagryzłam wargi i spuściłam wzrok na jego dłoń. Po chwili wahania złapałam ją i splotłam nasze palce razem na wypukłym brzuszku.
-Liam...- Zaczęłam niepewnie.- Nie umiem wybaczyć ci od razu i na pewno nie wrócimy natychmiast do etapu narzeczeństwa, ale... Wciąż cię kocham. Będę się starała, okej? Spróbujmy znów się zaprzyjaźnić i zobaczymy, co z tego potem wyjdzie. Zgoda?
-Zgoda.- Wymieniliśmy nieśmiałe uśmiechy. I siedzieliśmy tak w ciszy, ja ciągle owinięta w zielony ręcznik, on jeszcze w eleganckim stroju z pokazu, razem. Niby wciąż oddzielnie, ale coraz bliżej.
-Dobra.- Zaśmiałam się nerwowo, ścierając zaschnięte łzy z policzków.- Ogarnę się i idę spać, bo jestem wyko... Liam!
-Co się dzieje?- Zaniepokoił się, kiedy otworzyłam szeroko oczy i zaczęłam gapić się w dół.- Boli cię coś? Coś z dzieckiem?!
-Poruszyła się...- W moim brzuchu zaczął się dziać cud. Niby niewielki ruch, jakby trzepotanie skrzydeł motyla lub ptaszka zamkniętego w klatce... Prawie nie zwróciłam na to uwagi, ale jednak...- Ona naprawdę się rusza! O, teraz znowu!
-W którym miejscu?- Przesunęłam jego dłoń na dół, ale chyba nic z tego.- Nie czuję.
-Bo to jeszcze za wcześnie, głuptasie.- Roześmiałam się.- Jest za głęboko.
-Ty, a może jednak?- Przyłożył całą dłoń, a ja wybuchnęłam śmiechem, bo tak mocno chciał poczuć ruchy swojej córki.- Nattie, nie trzęś się!
-Ale to jest śmieszne!- Strąciłam jego rękę.- Kiedyś poczujesz, obiecuję.- Podniósł na mnie rozpromieniony wzrok i mocno przytulił, uważając na nasze dziecko.
-Kocham cię, kangurku.
-Ja też cię kocham, wariacie. Ale pamiętaj, że to na razie nic nie znaczy.









_______________________________________
Mam nadzieję, że nie usnęliście w połowie i mój wysiłek nie poszedł na marne :)
Czekaliście na to, c'nie? Kilka ważnych wątków się naprostowało... A w następnych trzech rozdziałach następne trzęsienia ziemi ;P ale bardziej pozytywne ;)

Kilka ogłoszeń:
1. Zawiesiłam "Dance...". Długa notka jest na tamtym blogu, tu powiem w skrócie, że nie wyrabiałam z dwoma opowiadaniami. Przepraszam.
2. Kolejny rozdział będzie koło 31 października :D
3. Zostało nam... uwaga, werbel... około 12 rozdziałów do końca. Może trochę więcej, jeśli nie będę się rozpisywała tak, jak dzisiaj xD
4. Chciałabym, żeby Boże Narodzenie w opowiadaniu pokryło się ze świętami u nas, ale chyba nie wypali... Święta to będą końcowe rozdziały, sooo...
5. Od dzisiejszego poranka umieram na przeziębienie po zaszczepieniu się, o ironio, na grypę... Dlatego teraz już się zmywam, żeby jeszcze przed pójściem spać nasmarkać na podręcznik od mikrobiologii. A nuż znajdę, jaki to cholerny wirus uznał, że u mnie będzie mu jak w niebie -.-
6. DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO!!!

Pozdrawia was zakatarzona, kaszląca, umierająca i w ogóle trup w każdym tego słowa znaczeniu, 
Roxanne xD

31 komentarzy:

  1. a propo nerwicy.... Dzisiaj cały dzień tylko odświeżałam bloggera żeby sprawdzić czy jest rozdział. Rozdział jest, zaciesz jest
    Ryczałam i śmiałam się na przemian. Jeszcze żadne opowiadanie nie sprawiło, że się popłakałam czytając, a po przeczytaniu miałabym łzy w oczach. Nie wiem co ja zrobię jak skończysz to ff chyba się załamię :")) Życzę zdrówka i powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak opowiadanie się skończy, to przeczytasz je jeszcze raz ;) albo zaczniesz nowe :*
      Dziękuję <3

      Usuń
  2. Ooo az nie wiem co powiedziec! Po prostu rozdzial genialny! Moglabym czytac Twojego bloga wiecznie. Aż mnie natchnelo podczas czytania sceny w szpitalu i staralam sobie wyobrazic wizyte Zayna u Nialla. I wyszlo tak suuuper kumpelsko-przyjacielsko-slodko :) A Nattie i Liam...uwielbiam ich w połączeniu! Bylam strasznie zla na Liaśka ale juz chcialam zeby sie pogodzili bo mnie ta klotnia juz przytlaczala. A Louis jak zwykle tryska energią! I za to go uwielbiam <3 Dobrze ze moj kochany Niall sie wybudzil. Mam nadzieje i wiem ze doprowadzisz do tego zeby nievawem wrocil do domu.
    Ciekawe co z Moniką...szczerze mowiac mnie denerwuje. Wiem ze przezyla traume ale wkurza mnie ze w ogole dala sie wejsc do tej sekty. A to przez zazdrosc! :(
    No nic, ide spac bo juz nie wytrzymam dluzej. Na szczescie jutro tylko apel. Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wszystkich przytłaczała ta kłótnia... z wyjątkiem pewnej osoby, która walnęła długi komentarz trochę niżej, ale do niej dojdę xD
      Masz słuszną nadzieję, Niall wkrótce trafi do domu :)
      A Monika... O niej nic spoilerować nie będę :P dowiecie się wszystkiego ;)
      Zazdro... ty masz tylko apel, ja mam normalne zajęcia -.-
      Dziękuję <3

      Usuń
  3. Płacz ,chusteczki higieniczne , wory pod oczami z niepszespanej nocki=kolejny rozdział :)

    Normalnie kocham Cię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalnie ja ciebie też ;***
      Dziękuję <3

      Usuń
  4. Dzieki tez jestem chora cóż taka pora roku
    Szybkiego powrotu do zdrowia
    Rozdzial jest mega wow piękny w pewnym momencie myślałam ze się rozpłacze i byłam naparawdę bliska tego
    Pozdrowiam do następnego
    {Vika}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nawzajem! Ja już czuję się trochę lepiej, ale moje gardło jest tak zdarte, że boli przy każdym przełknięciu śliny... Na szczęście katar już lżejszy. Wolę kaszleć tydzień niż przez dwa dni mieć katar -.-
      Dziękuję <3

      Usuń
  5. Obowiązkowo przeczytane :) , nie ważne, że w trakcie sprzątania, ale cóż rozdział ważniejszy:) I JEST CUDOWNY, jak zawsze zresztą. Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mam jakieś fajne opowiadanie, to też rzucam wszystko i lecę czytać nowy ;)
      Dziękuję <3

      Usuń
  6. Aaaaaa świetny rozdział *.* ciesze się że wreszcie się pogodzili i to kangurku awwwww ;3 i nialler wreszcze ;***czekam na następny
    Kate Skate xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kangurek tak jakoś mi się nasunął... chyba w jakiejś książce to było, ale za Chiny nie przypomnę sobie w jakiej... Jakiejś dla dzieci chyba :P ale pozwoliłam sobie ściągnąć, bo tak mi tu pasowało ^^ właściwie to chyba najpierw to napisałam, a potem sobie uświadomiłam, że to już było... No, mniejsza xD
      Dziękuję <3

      Usuń
  7. Mój Boże, gdy zobaczyłam, że dodałaś nowy rozdział myślałam, że spadnę z krzesła z ekscytacji.
    Nie mogę się doczekać nexta : D ~ M.I
    Ps. Szybkiego powrotu do zdrowia

    OdpowiedzUsuń
  8. Wykorzystując dzien wolny i chcec zabicia ciebie wreszcie piszę komentarz :)))) *wyczuj ten sarkazm*
    Tak więc jak juz obiecałam zabiję cię połowicznie, a jak to juz się dowiesz w najbliższym czasie :p
    Rozpoczynając od punktu pierwszego...JA CI DAM Z POWROTEM SWATAĆ LIAMA I NATTIE!!!!11!11!!11!!!!!
    Nodobra...wiem ze beda razem :,( sratatata niech se mowi co chce, nic go nie usprawiedliwiało przed zdradą i bede sie tego trzymać do konca tego bloga i wypominać na Dance XDD a co, myslałaś, ze tak łatwo dam ci zapomnieć jak brutalnie pogrzebalas moje Hattie!? *^* moje kochane słodkie urocze i najwspanialsze Hattie!? *^* !?'!€€!&@&@"'ku>,>?!$$£?^%,.#}|{\}|#
    Ale dobrze ze przynajmniej mała dała o sobie znać co juz jakas mała cząstka mnie sie przestraszyła ze ona tez nie zyje...ale potem stwierdziłam ze jestes za dobra zeby dokonać az takiego morderstwa i ostatnie zdania mnie w tym utwierdziły.
    Po drugie w sumie troche związane to sie zdziwiłam ze Niall nie miał żadnych wyrzutów sumienia z śmierci Patricka (?) ja rozumiem, ze sie dopiero obudził, ale wiadomość.o śmierci powinna dosłownie zwalić go z nóg...no dobra- nie dosłownie. Do co Kasai'ego to juz wolałam jego od Liama, jesli chodzi o ship, moze ten by jejnie zdradził.. -.- było by ciekawie, dosc wybuchowo *-* no ale wiadomo, ze on zaraz bedzie z Danielle za co zabije cie po raz kolejny !!@&'>?>>%<<^*>!!???!
    W ogole to jestem ciekawa czy Nattie z Liamem powiedzą o śmierci jednego bliźniaka w mediach... Chyba tak ale to juz jak ochłoną. Co do El i jej 'ciazy' to w sumie możliwe- przeciez ktos tu był ostatnio na miesiącu miodowym.
    Co do Monii to jak zwykle nie mam pomyslow co jeszcze mogła ukrywać. Myslalam, ze na początku ciąża, ale potem jak jej cos tam wycięli (medycyna nie dla mnie XD) to...sama nie wiem co. Moze w 'sekcie' był ktos bliski czy co... Pod jej względem zazwyczaj mam pustkę, zrujnowała mi cały slub Hattie *^* cos mi sie wydaje ze do konca roku na moje nieszczęście Lattie juz sie zejdzie. Albo po prostu bez okazji, albo na świętowaniu urodzin i przebudzenia Niall'a, albo przy świętowaniu nienarodzonego dziecka...albo juz narodzonego w szpitalu...sama nie wiem.
    Na koniec życzyłabym powrotu do zdrowia, ale wciąż pamietam tak drastyczne zrujnowanie Hattie wiec pomęcz sie jeszcze trochę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witamy nową czytelnicz... Haha, dobra, od pierwszego Hattie wiedziałam, że to ty, Nicole! :P
      Sorry w ogóle za moje odpisywanie w kratkę na Twitterze, ale na uczelni WiFi chodzi swoimi ścieżkami i w ogóle nie ma ochoty zaczepić się o mój telefon -.- więc cóż, neta mam tylko w domu i odpisuję albo wcześnie rano, albo późno wieczorem.
      Co do zmiany nazwy... Nie to, że ta mi się nie podoba, ale jakoś zawsze będę cię kojarzyła z Nicole, więc się nie obrażaj, jak będę się tak do ciebie zwracać, ok? Ja sama mam problem z rodzinką, która zna moją nazwę na Bloggerze (sierota zostawiła włączonego Gmaila i za każdym razem, kiedy otwierana była nowa karta w Google Chrome, wyświetlało się "Witaj, Roxanne!")... Taaa... Moja wredna młodsza siostrzyczka na szczęście pohamowała ciekawość i nie wlazła mi w skrzynkę, ale kiedyś podpatrzyła przez uchylone drzwi, jak piszę (monitor kompa w domu jest skierowany w stronę drzwi, ja siedzę tyłem, a mały szpiegun wręcz wisi mi na klamce i rży ze śmiechu za moimi plecami). Teraz za każdym razem, kiedy ktoś powie "Roxanne", ona się uśmiecha jak psychopata, patrzy na mnie złośliwie i mówi "Ooo, Roxaaanneee?". Do tego kiedyś z własnej głupoty się przyznałam, jaki nick tutaj przybrałam i spotkałam się z ostrą dezaprobatą: "Cooo? Roksana? Co za jakieś dziwaczne... Nie było głupszych?", co osobiście mnie obraża, bo primo, podoba mi się ten nick, a secundo, moja dobra koleżanka z grupy na studiach ma na imię Roksana.
      Dobra, to może tyle o moich pełnych sarkazmu wywodach na temat nazw internetowych, przejdźmy do odpowiedzi na komentarz xD
      Wiem, że mnie za to nie lubisz... Ale opowiadanie się jeszcze nie skończyło... Tak, wiem, teraz sobie myślisz "Skończ, Rox, wszyscy już wiedzą, jak to się skończy, nie ściemniaj!"... i w sumie będziesz mieć rację, ale ćśśś ;)
      Nie, nie miałabym serca uśmiercić kolejnego dziecka. Zwłaszcza że (tak jakby) uśmierciłam wszystkie, które kiedykolwiek mogłaby urodzić Monia, o Patricku nie wspominając.
      Co do Nialla... Nie było z nim jeszcze dużo scen, a Nattie na razie tłumiła przy nim emocje. Ale gdyby zobaczył ją nad grobem syna, lub w trakcie jednej z tych burz hormonów, może by mu coś zaskoczyło. Zwróć też uwagę, że Nattie nie powiedziała mu dokładnie, kiedy poroniła. Teoretycznie wg jej słów, mogło się to wydarzyć od razu po wypadku, trzy dni po nim lub tydzień przed pobudką Nialla. Nie mówią mu jeszcze wszystkiego, wolą dawkować informacje i w sumie słusznie :)
      Może Kasai będzie z Danielle, a może nie... To w sumie jeszcze pomysł w powijakach, Dani wcale się nie musi zgodzić na tę randkę ;)
      Jeśli Lattie się zejdzie, to na pewno będzie jakaś okazja. Wiesz, że lubię walić takie rzeczy z grubej rury! :D
      Tssaaa... dzięki za te (nie)życzenia. Muszę cię jednak pocieszyć, że czuję się trochę lepiej, ale zastanawia mnie, czy wypicie syropu prawoślazowego na gardło, którego termin ważności był do czerwca, pomoże mi czy zaszkodzi... xD
      Thank you <3

      Usuń
  9. Hej, normalnie jak zawsze komentuję na szarym końcu, ale powiem Ci, że to całkiem korzystna opcja. Zamiast teraz siedzieć i próbować ci nawrzucać, pisze sobie spokojny komentarz, a to wszystko dlatego, że już przeczytałam wcześniejsze komentarze i znalazłam wszystkie interesujące mnie informacje.
    Dobra, wracając do tematu, kocham Cię jak piszesz takie długaśne rozdziały, po prostu kocham. To był naprawdę sympatyczny i lekki jak dla mnie rozdział, pomimo tego, że Nattie mnie wkurza, Monika mnie wkurza i Nika też mnie wkurza, ale to dlatego, że albo są zbyt emocjonalne, albo psują mi mój zamysł, albo po prostu są wkurzające. Natomiast Zayn, Perrie i malutki są uroczy i kochani, szkoda, że nie może być tak w realu (to samo tyczy się Louisa i El).
    Życzę zdrowia (chociaż wyczytałam już, że ci lepiej) i powodzenia na torturach (zwanych studiami). Przepraszam, ale znowu nie mam chwili wolnego, żeby sprawdzić czy nie ma błędów, więc poprzestańmy na tym, że na 100% ich nie ma. (Matko, co ja za liceum wybrałam, żeby nie mieć nawet chwili czasu)
    All the love,
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, mnie też oni wkurzają, nie jesteś jedyna ;) czasem mam ochotę poprowadzić zupełnie inaczej akcję, ale potem myślę: Nie no, przecież ona by tego nie zrobiła... Nie. Przecież ona jest w ciąży, musi trochę poryczeć...
      Tak to się przedstawia xD
      Yep, już się lepiej czuję, dzięki ;* katar prawie minął, tylko jeszcze kaszel się mnie uczepił, ale wolę kaszleć niż co pięć minut szukać chusteczki, żeby w nią trąbić.
      Co do nauki, jest jej masakrycznie dużo, ale wydaje mi się, że mam już metodę na jakieś rozplanowanie tych wszystkich zajęć... Będzie dobrze, musi być :D
      I tobie życzę powodzenia! ;***
      Dziękuję <3

      Usuń
  10. Jej, Lattie wraca! :D
    To jak Liam mówił do brzucha było takie urocze jejuniu! A wcześniej występ Lattie... Awww! Tak wgl to podziwiam Liama, że nadal się nie poddaje. Bo przyznajmy szczerze, Nattie kilka razy powiedziała ( choć nieświadomie) coś raniącego .
    Ten Kangurek mnie rozwalił XD mega urocze i mega zabawne w jednym.
    Życzę duuuużo weny i czekam niecierpliwie na rozdział
    Weronika xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli, ale chyba faktycznie wraca ;)
      Liam ma tę świadomość, że sam wcześniej zrobił coś o wiele bardziej raniącego... A że zależy mu na Nattie, to potrafi wytrzymać te kilka szpilek w zamian za to walnięcie młotkiem, jakie zafundował Nat w kwietniu :)
      Kangurek też mi się podoba ^^
      Dziękuję <3

      Usuń
  11. Ogłaszam wszem i wobec, że blogger to czyste zło. Napisałam komentarz 14 października, a teraz okazało się, że w magiczny sposób zniknął i muszę pisać od nowa. No świetnie po prostu ;/
    Jak dobrze, że Niall się obudził i jest z nim w miarę dobrze, wiadomo, że on nie czuje się perfekcyjnie i od razu nie skoczy z łóżka i nie przebiegnie maratonu haha. Teraz musi małymi kroczkami nabierać sił i wracać do zdrowia, a ma u swego boku tyle osób i wszyscy mu pomogą na miarę możliwości, a szczególnie Nika :)
    Kasai i Danielle na randce? Hahhaah, pozdro z podłogi :D Jakoś oni mi do siebie nie pasują, ale jakby byli razem, no cóż... byłoby ciekawie hehe.
    Liam jak mówił do brzucha Nattie to było takie słodkie, urocze i wzruszające. On naprawdę żałuje tych wszystkich głupot, które narobił i kocha Natalie i małą.
    Lattie dali niezły występ na pokazie, a biednej Nattie buzują hormony, ale to całkowicie normalne.
    Ale i tak końcówka wygrała wszystko. Kangurek <3 aww tego nic nie przebije, wreszcie relacje między Liamem, a Nattie będą na jakimś normalnym poziomie :) Teraz już może być tylko lepiej.
    Czekam na kolejny rozdział i lecę kurować moje biedne, chore gardło, bo jak na złość akurat dzisiaj w moje urodziny musiało mnie coś dopaść. Po prostu świetny prezent ;/.
    ~Caroline.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj twoje urodziny, wszystkiego najlepszego!!! <3 <3 <3
      A co do komentarza, to właśnie coś byłam zdziwiona, że jeszcze nie napisałaś... Mnie też się nic nie wyświetliło w ustawieniach i administracji bloga :/
      Mówisz, że Kasai i Danielle nadają się na parę...? Właśnie cały czas się biję z myślami, czy ich spiknąć ze sobą, czy nie ;)
      Dziękuję <3

      Usuń
    2. Dziękuję za życzenia. Haha, jestem już taka stara :D
      No tak, jak nie ma ode mnie komentarza to musi się coś dziać. Ale to była ewidentnie wina bloggera, który ma mnie gdzieś ;p
      A jeśli chodzi o Kasai i Dan to byliby wybuchową i mega śmieszną parą hahah. Jak sobie to wyobrażam to pękam ze śmiechu.
      ~Caroline.

      Usuń
  12. Dlaczego ludzie, którzy nie przyjmują rad, zawsze ich udzielają? Jest najlepszy, ale nigdy mu tego nie mówiłam.
    Byłem już wcześnie w takiej sytuacji
    Ale zawsze upadałem
    Spędziłem życie w biegu
    I zawsze udawało mi się uciec
    Ale przy tobie czuję coś
    Co sprawia, że pragnę tu zostać
    ,,– Gdzie się podziewałeś?
    – Cieszyłem się śmiercią.”
    ,,– Co wiesz o strachu?
    – Wszystko.”
    http://spectre-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. :( :( </3 :/ smutno mi że nie ma rozdziału :'(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczcie, kochani, ale nie da się pisać i jednocześnie odkurzać lub czyścić grobów...
      Jutro siadam do kompa i kończę rozdział, promise :)

      Usuń
  14. Nie wiem co oni by zrobili gdyby nie mieli przyjaciółki lekarki xD wszystkiego co potrzeba dowiaduje się Nattie, a potem przekazuje im w taki sposób jaki chcą to usłyszeć.. same plusy :)
    Ciekawe ile Horan w tamtym dniu musiał twarzy z łez ocierać.. każdy opowiadał swoją historie co się działo jak on był nie przytomny i pewnie każdy płakał, ze szczęści również :D Ps. Horanek się obudził <3 <3 <3 <3
    Liaś już tak dorósł :'( Fangirling się we mnie urodził jak patrze na Latalie i jako singielka zaczne rzygać tęczą, bo już się godzą :3 "-Kocham cię, kangurku.
    -Ja też cię kocham, wariacie. Ale pamiętaj, że to na razie nic nie znaczy.' a na tym się poryczałam <3
    Całe 1D Team jest zajebiste <3
    Przepraszam że tak krótko, ale ten komentarz pisze już drugi raz ( za pierwszym gdy już chciałam opublikować nie byłam zalogowana na koncie i mi się cały usunął... :'( ) na dodatek o ironio koleżanka w trakcie pisania tego, zadzwoniła i powiedziała że na jutro mamy 10 zadań z matmy rozwiązać.. a żeby się wyrobić ten drugi komentarz musiałam ukrócić. Ale obiecuje, że nastepnym razem jak bd pisac komentarz do rozdziału z 2 listopada to bardziej się postaram :*
    Ps2: długośc tego rozdziału mnie zaskoczyła BARDZO BARDZO pozytywnie i czułam się w sumie jakbym swoją ulubioną książkę czytała.. to bardzo miłe uczucie <3
    To opowiadanie to życie >>>>> <3
    Gaba :*

    OdpowiedzUsuń