wtorek, 23 czerwca 2015

Część II: Rozdział 11

Hej, kochani! Właśnie wróciłam z ostatniego w tej sesji egzaminu z anatomii... Nie wiem, jak mi poszło i szczerze, nie chcę teraz o tym myśleć. Zamiast tego sprawdziłam rozdział i oddaję go w wasze łapki :)

Po raz kolejny uprzedzam, że medycznym ekspertem nie jestem, więc pewne fakty mogą wyglądać inaczej w rzeczywistości, ale naczytałam się tyle kryminałów medycznych, że może dobrze to opisałam... Przepraszam, ale nie miałam czasu, żeby parę pojęć powyjaśniać, ale mam nadzieję, że będzie to raczej do ogarnięcia ;)

W rozdziale nowa piosenka, moja! ^^ ekscytacja, level hiper-mega-ekstra-super-hard xD
Mam nadzieję, że wam się spodoba...

A, i mam małe ogłoszonko pod rozdziałem, ponieważ zbliżamy się do świętowania pewnego ważnego dla naszego bloga wydarzenia...
A na razie...

Enjoy the chapter ;*** love ya <3

PS: Czytając rozdział, wejdźcie koniecznie w linka do "No Control"! Ten filmik po prostu trzeba zobaczyć, bo takiej genialnej grafiki to ja chyba w życiu nie widziałam! xD
___________________________________________________




-Jadą!
-Przygotować salę!
-Przejście! Reanimacja w toku!
Wszystko działo się błyskawicznie. W jednej chwili na oddział ratunkowy wjechały nosze z nieprzytomną, zaintubowaną pacjentką, którą pielęgniarka szybko odebrała od ratownika i podłączyła do respiratora. Na jej piersi wylądowały elektrody EKG i na ekranie wyświetlił się słaby, przerywany głos bijącego serca.
-Dziewczyna ma wrodzoną arytmię.- Wysapał jeden z ratowników.- Podejrzewany atak serca.
-Dajcie jej dopaminę! Krew na badanie elektrolitów, może mieć wstrząs, zaburzenia potasu!- Wydałam ekspresowe polecenia i stanęłam tuż obok łóżka.- Zamiana.- Zastąpiłam ratownika w masażu serca. Trzydzieści uciśnięć. Nic. Jeszcze raz.
-Migotanie!- Jedna z pielęgniarek zwróciła moją uwagę na monitor. Szlag. Falbanka jak na źle plisowanej spódnicy. Zaraz nam zejdzie!
-Defibrylator! Trzysta dżuli!- Wszyscy odsunęli się od nieprzytomnej dziewczyny, gdy jej ciałem wstrząsnęła fala drgań. Powinny pobudzić jej serce do pracy w odpowiednim tempie. Przez chwilę załamki EKG ułożyły się prawidłowo, ale dosłownie za pół minuty jej serce zaczęło się nieregularnie kurczyć.
-Jeszcze raz! Znowu trzysta.- Bez zmian. Cholera jasna!
-Przygotujcie mi zastrzyk z adrenaliny.- Rzuciłam do pielęgniarek i odsłoniłam klatkę piersiową dziewczyny. W mojej dłoni wylądowała potężna strzykawka z bardzo grubą igłą. Znalazłam odpowiednie miejsce między żebrami i z całej siły wbiłam ostrze, docierając do serca. Czułam ciśnienie napierające na tłok i i widziałam, jak do wnętrza strzykawki pulsującym rytmem wpływa krew. Naciągnęłam jej odrobinę i szybko docisnęłam tłok, wpuszczając do serca pobudzający hormon. Wyjęłam ostrożnie strzykawkę, od razu zabezpieczając miejsce wkłucia. Nie przebiłam komory, byłam tego pewna w stu procentach.
-Wstrzymajcie się na chwilę.- Uniosłam rękę, śledząc kreskę na monitorze.
Cisza. Równomierne pikanie maszyny działało naprawdę uspokajająco. Do czasu.
-Szlag!- Wrzasnęłam, gdy wyświetlacz pokazał prostą linię. Bez migotania. Od razu.- Jeszcze raz defibrylacja!- Znów zapanowało zamieszanie, parę osób rzuciło się do defibrylatora, nastawiło odpowiednią moc. Inna pielęgniarka szybko nażelowała z powrotem elektrody. Wstrząs.- Jeszcze raz!- Kolejny. Bezwładne kończyny opadły na łóżko. Linia nie wróciła do poprzedniego stanu. Monotonne piszczenie wypełniło salę. Wyciągnęłam latarkę, żeby sprawdzić jej źrenice. Nie poruszyły się. Nastąpiła śmierć mózgu.
-To koniec.- Stwierdził jeden z ratowników. Odstąpiliśmy od łóżka w geście szacunku dla zmarłej.
-Godzina zgonu... dziewiętnasta siedem.- Oznajmiłam głucho, spoglądając na zegarek.
-Pani doktor! Są wyniki!- Na salę wbiegła pielęgniarka. W ręce trzymała morfologię krwi naszej pacjentki.
-Już nie są potrzebne, ale dziękuję.- Wzięłam od niej papiery i skierowałam się do gabinetu, żeby wypełnić raport zgonu. Zatrzymałam się na chwilę w progu.- Siostro, proszę zawiadomić patologię, że będziemy potrzebować sekcji. No, chyba że rodzina się nie zgodzi. Właśnie, ich też trzeba zawiadomić.
-Zajmę się tym, pani doktor.- Skinęła głową Isis, zdejmując z piersi zmarłej elektrody EKG i defibrylatora.
-Dzięki. Ja zaraz schodzę z dyżuru, tylko wypełnię raport.- Weszłam do pokoju i klapnęłam ciężko na fotel. Schowałam twarz w dłoniach i starałam się uspokoić.
Śmierć w każdej mierze jest tragedią, ale gdy umiera osoba, którą mogłam uratować, która była tak młoda, która miała przed sobą całe życie... Tragedia rośnie do rangi kolosalnej katastrofy. Nie, nie płakałam. Ale w środku cała się trzęsłam i byłam na siebie wściekła. Może było coś, czym mogłabym ją uratować, ale nie wpadłam na to w odpowiedniej chwili. Odchyliłam się mocniej na oparcie fotela i zamknęłam oczy. Jeszcze chwila. Chwilka relaksu i wracam do pracy.
Posiedziałam tak parę sekund, zanim wróciłam do roboty. Otworzyłam nową teczkę i z notatek zostawionych mi przez ratowników zaczęłam pisywać wszystkie dane. Zoey Danner. Lat dwadzieścia dziewięć. Wrodzona wada serca. Bezwiednie sunęłam długopisem po papierze, chcąc jak najszybciej wykonać zadanie i stąd spływać. W takich chwilach nienawidzę swojej pracy i żałuję, że wybrałam właśnie te studia. Na poprawę humoru musiałabym uratować komuś życie, ale tego się niestety nie robi na zawołanie.
-Hej!- Do pokoju wbiegł Dylan, znajomy z roku, który pracował ze mną i Andie.- Jedzie karetka, poparzenie drugiego stopnia. Chyba będziemy robić przeszczep skóry. Najgorsze, że to dziecko.- Nie, błagam... Tylko nie dziecko...
-Poradzisz sobie, czy mam jeszcze zostać?
-Nie, spoko. Jak coś, to profesor obiecał, że przyjdzie.- Powiedział, zakładając fartuch.- Nie cierpię nocnych dyżurów.
-Nie cierpię pracować na SOR-ze.- Odparłam, składając podpis pod dokumentami.
-Stało się coś?- Spytał, zatrzymując się przy drzwiach.
-Młoda dziewczyna zeszła na atak serca dziesięć minut temu. Była dwa lata starsza ode mnie.- Mruknęłam i zamknęłam teczkę.
-Przykro mi.
-Spoko, przyzwyczaiłam się, że nie każdego da się uratować.- Wzruszyłam ramionami.- Schodzę z dyżuru. Jutro mam też na popołudnie.
-Okej. Dobra, lecę, właśnie przyjechali.- Pobiegł do przywiezionego pacjenta.
Zdjęłam brudny fartuch i schowałam go do reklamówki. Najwyższa pora zrobić pranie i chyba zaopatrzyć się w żelazko. Chyba że Kasai trzyma jakieś w swoim pokoju.
Wyszłam szybko ze szpitala i wsiadłam do swojego samochodu. Oparłam ręce na kierownicy i już miałam odpalać silnik, gdy zadzwonił mój telefon. Rzuciłam się do torebki. Od trzech dni wszyscy czekaliśmy na jakikolwiek znak życia od Moniki. Mieszkanie zostawiła zamknięte, aż w końcu przedwczoraj Harry i Louis wyważyli drzwi. Nie zostało nic, zabrała ze sobą wszystko. Na środku pokoju znaleźliśmy tylko porzuconą paczkę chusteczek i w kuchennej szafce napoczęty makaron. Nic więcej. Zawiadomiliśmy policję, ale oni po przeczytaniu smsa, który jak się okazało został wysłany do naszej dziewiątki, stwierdzili, że Monia jest osobą pełnoletnią i mogła tak postąpić. Nie ma śladów przestępstwa, nie ma zbrodni, nie ma potrzeby wkraczania policji. Jej komórka milczała jak zaklęta, była wyłączona od chwili dostarczenia nam tej wiadomości. Normalnie jak w "Pretty Little Liars".
Spojrzałam na swój telefon z nadzieją, że dzwoni Monika albo chociaż Nika z informacją o Moni, ale chyba się przeliczyłam. Dzwonił Liam. Zagryzłam wargę. Odrzucałam konsekwentnie wszystkie połączenia od niego, odkąd przyłapałam go z Sophią i nie miałam zamiaru zmieniać stanu rzeczy. Ale teraz... A jeśli się czegoś dowiedział o Monice? Albo jednemu z tych wariatów rozładował się telefon i dzwoni od Liama? Po chwili wahania nacisnęłam zieloną słuchawkę i wypaliłam szybciej niż pomyślałam:
-Jeżeli dzwonisz w tej samej sprawie, co od miesiąca z hakiem, to już możesz się rozłączyć.
-Nie, chociaż do tego dojdę za chwilę.- Odpowiedział spokojnie. Na dźwięk jego głosu aż przeszedł mnie dreszcz. Tęskniłam. Ale jednocześnie nie miałam zamiaru dać się omotać i pozwolić mu się zdradzać.- Chodzi o Harry'ego.
-Co się stało?- Przestraszyłam się. Od razu zapomniałam o moim konflikcie z Paynem. Styles od chwili zniknięcia Moniki popadł w depresję i to na poważnie. Kiedy widziałam go w jej pustym mieszkaniu, myślałam, że pęknie mi serce. Załamał się całkowicie i o jej odejście obwiniał tylko i wyłącznie siebie. Plus Lenę, tak profilaktycznie. Nie miałam zielonego pojęcia, jak mogłabym mu pomóc, skoro sama nie radziłam sobie ze swoimi problemami.
-Jest z nim coraz gorzej. Dziś się dosłownie poryczał jak dziecko i od południa siedzi zamknięty w swoim pokoju. Nie wpuszcza do siebie nikogo i pomyśleliśmy, że może ty dałabyś radę z nim porozmawiać. Jesteście najlepszymi przyjaciółmi, więc wiesz...
-Zaraz będę.- Przerwałam mu i natychmiast się rozłączyłam. Nawet nie dałam mu dokończyć tego, co mówił. Przynajmniej nie dojdzie do tematu naszego rozstania. Naprawdę nie chciałam z nim rozmawiać. Nie o tym. Najlepiej o niczym. Nie z nim.
Włączyłam się do ruchu i przemknęłam szybko na pierwszym czerwonym świetle. Dzięki ci, Panie, za brak policji. Przejechałam kolejne rondo i skręciłam w boczną uliczkę. Wolałam jechać naokoło, w razie korków lub śledzących mnie dziennikarzy. Niby było ich coraz mniej, ale każde moje pojawienie się w okolicy domu chłopaków mogło budzić sensację. Bo przecież paparazzi nie rozumieją, że mogę dalej się przyjaźnić z One Direction, nawet jeśli mój związek z Liamem to przeszłość.
-Cześć, Preston.- Pomachałam do ochroniarza, przy bramie. Podniósł głowę znad telefonu i posłał mi szeroki uśmiech, gdy wjechałam za bramę.
-Natalia!- Powitał mnie mocnym uściskiem, na tyle, na ile pozwoliło mi otwarte okno kierowcy.- Wracasz?
-Nie.- Mina od razu mu zrzedła.- Przyjechałam pogadać z Harrym.
-Aha. No, to powodzenia. Chociaż jak wtedy poszło ci tak dobrze z Liamem, to Harry'ego teraz też postawisz na nogi.
-Taka chyba moja rola. Dać kopa do działania idiotom z One Direction. Do tej pory nie zrozumiałam, dlaczego się tak mnie słuchają.
-Bo jesteś wyjątkowa.- Odpowiedział, jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem.- Umiesz myśleć mądrze i wiedzą, że dobrze im poradzisz. No i najważniejsze. Zależy ci na nich, a im zależy na tobie. To nie jest puste gadanie, żeby człowiek przez chwilę poczuł się lepiej, ty sprawiasz, że tak się naprawdę dzieje.
-Wow.- Wykrztusiłam po wysłuchaniu tej przemowy.- Wow, nie sądziłam, że... Nie myślałam, że tak mnie postrzegasz.
-A co, myślałaś, że jestem pustą górą mięśni prosto z fabryki Schwarzenegera?- Zaśmiał się tubalnie.
-Ty to powiedziałeś. Może lepiej mi już nie słodź.- Parsknęłam śmiechem.- Dobra, jadę. Wpadnę kiedyś do ciebie.
-No, tylko byś spróbowała nie wpaść.- Pomachałam mu na pożegnanie i pojechałam dalej. Zaparkowałam przed domem. Nawet nie próbowałam wjeżdżać do garażu, choć wiedziałam, że ciągle jest tam miejsce na mój samochód. Wysiadłam z auta, zgarnęłam z przedniego siedzenia torebkę i pognałam do drzwi. Nie zdążyłam zadzwonić, bo drzwi same się otworzyły.
Stanęłam w miejscu. On też. Wpatrywaliśmy się w siebie bez słowa. W marzeniach już się do niego przytulałam, całowałam go na przywitanie... Ta, jasne. W marzeniach ściętej głowy.
-Czekałem na ciebie.- Powiedział, pocierając ręką kark. Często tak robił, gdy nie wiedział, co powiedzieć. Jaka szkoda, że w takich chwilach jak ta nie dopadała go wena na gadanie, jak w trakcie wywiadów.- Emm... Widziałem samochód przez okno.
-Aha. Okej.- Skinęłam głową. Chwila ciszy.- To... Gdzie Harry?
-U siebie.
-Aha.- Co ja mam z tym "aha"? Prześlizgnęłam się obok niego w przejściu, ale złapał mnie za rękę.
-Nattie...
-Proszę, nie poruszaj nawet tego tematu.- Powiedziałam, z całych sił powstrzymując łzy, które wywołał jego dotyk. Tęskniłam! Cholernie tęskniłam, ale nie mogłam pozwolić, żeby ta zdrada uszła mu płazem. Nie zasłużył na moje wybaczenie.
-A kiedy będę mógł?- Popatrzył na mnie błagalnie.- Natalia, ja nie mogę tak funkcjonować! Naprawdę żałuję! To, że nie rozsypuję się jak Hazz, nie znaczy, że nie jest mi ciężko!
-A myślisz, że mi jest łatwo?! Kurwa, ja ciągle mam przed oczami ciebie i tą... tą... tą Sophię! I nie mogę się tego pozbyć, rozumiesz?! I nie, to nie jest czas na wybaczanie i taki prawdopodobnie nie nastąpi! Nigdy!- Wyrwałam mu rękę z uścisku i ruszyłam w stronę schodów.
Wbiegłam na górę, oddychając głęboko, żeby odgonić nadchodzące łzy. Chyba mi się udało. Stanęłam przed drzwiami Stylesa i cicho zapukałam.
-Harry? Harry, to ja, Nattie. Otwórz, proszę.- Cisza. Zapukałam głośniej. Nic. Nacisnęłam klamkę, ale ani drgnęła. Szarpnęłam mocniej. Spryciarz zamknął drzwi na zamek. Odwróciłam się, żeby napotkać wzrokiem Liama. Wszedł na górę za mną.- Zayn u siebie?
-Chyba jest z Shane'm.- Odpowiedział. Podeszłam do kolejnych drzwi i zajrzałam do środka.
-Zayn?- Zapytałam, wchodząc do pomieszczenia. Z pokoiku obok dobiegło mnie ciche nucenie. Rozpoznałam "I Wish". Aha, pora usypiania. Stanęłam na progu, wpatrując się z rozczuleniem w chłopaka. Trzymał synka na ręku i śpiewał mu kołysankę, chodząc powoli po pokoju. Malec oparł główkę na jego ramieniu, blond kosmyki opadły mu na czoło, przysłaniając ciemne brwi i rzęsy. Rączkę zacisnął na koszuli ojca i co chwilę ssał smoczek, który poruszał się w jego buzi z cichym cmokaniem. Zapukałam we framugę drzwi. Zayn odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął się, nie przerywając śpiewania. Podszedł powoli do łóżeczka i ułożył w nim śpiącego chłopca. Przykrył go ostrożnie kocykiem, pocałował w czoło i powoli, na palcach wycofał się z pokoju, zamykając drzwi.
-Nawet nie zauważyłem, że już usnął. Tak fajnie się go przytula.- Zaśmiał się, ściskając mnie na przywitanie.- Co tam, Nattie?
-Nie, żebym chciała psuć twoją reputację cudownego tatuśka, ale mam pytanie... Umiesz dalej otwierać zamki wsuwkami?
-Co?- Spojrzał na mnie zdumiony.
-No... Gdzieś słyszałam, że umiesz, a muszę dostać się do Stylesa do pokoju. Boję się, że coś sobie zrobi, trzeba go ogarnąć.
-Niech zgadnę. Liam wreszcie się zebrał i do ciebie zadzwonił.- Powiedział domyślnie, przepuszczając mnie w drzwiach.
-Skąd wiesz?- Zapytałam, marszcząc brwi. Na szczęście, Payne zniknął z korytarza.
-Powiedzmy, że go zmusiliśmy, żeby to on zadzwonił do ciebie, bo plan, żebyś wyciągnęła Hazzę z dołka był gotowy wczoraj wieczorem.
-Zayn, to, że go namówicie i on do mnie zadzwoni, nic nie zmieni. Dalej go nienawidzę za to, co mi zrobił.
-Jasne, jasne. A tak naprawdę za nim cholernie tęsknisz.- Co on, z instynktem tacierzyńskim dostał nagle szóstego zmysłu i czyta mi w myślach?! Malik, wypad z mojej głowy.
-Dobra, dobra. Włamuj się, bad boyu z Bradford.- Poleciłam, stając z powrotem pod drzwiami Harry'ego. Zayn szarpnął parę razy za klamkę, ale nie ustąpiła.
-On chyba słucha muzyki i nie reaguje.- Stwierdził, przykładając ucho do drzwi. Wyciągnął do mnie rękę.- Masz tę wsuwkę?- Wyjęłam ją z włosów i po chwili namysłu, zdjęłam gumkę, kolejne dwie wsuwki i roztrzepałam fryzurę. I tak już bolała mnie od niej głowa. Zayn wygiął wsuwkę i wcisnął w zamek. Pogmerał chwilę, przekręcił ją parę razy i nacisnął klamkę. Drzwi się otworzyły.
-Dzięki.- Wyjął wsuwkę z zamka i podał mi.- Nie, wywal ją. Już mi się nie przyda.
-Jak wolisz. Wchodzisz sama?
-Tak. Jak coś, to będę krzyczeć.- Wsunęłam się do środka i zamknęłam drzwi od środka. Nie chciałam, żeby ktoś przeszkadzał w rozmowie.
W pokoju było ciemno. Harry pozasłaniał okna, grubymi ciemno zielonymi zasłonami. Drzwi od łazienki, garderoby i drugiego pokoju były zamknięte. Paliła się tylko mała lampka przy dużym łóżku. Wcisnęłam ręce do kieszeni jeansów i podeszłam bliżej. Harry leżał na plecach, wpatrując się w sufit pustym wzrokiem. Ręce schował pod głową, na jego policzkach i skroniach widziałam świeże ślady łez. Harry...
-Hej.- Szepnęłam. Nie spojrzał na mnie.
-Jak tu weszłaś?- Zapytał ochrypniętym głosem. Stanęłam po drugiej stronie łóżka i wdrapałam się na nie. Położyłam się w identycznej pozycji jak on.
-Zayn ciągle pamięta, jak włamywał się do mieszkań w Bradford.- Zażartowałam. Hazz skinął lekko głową. Zastanawiałam się, co mogę teraz powiedzieć, gdy nagle poczułam lekkie ukłucie w okolicy mojego uda. Zerknęłam w dół i osłupiałam na widok przeciągającego się kota.
-Masz kota?- Pisnęłam, siadając prosto i przyglądając się zwierzakowi. Długowłosy kot, genialnie ubarwiony różnymi odcieniami brązu z białą brodą. Chyba main coon. Albo norweski leśny. Nie, norweski byłby szary. To bankowo rasa main coon. Popatrzył na mnie zielonymi świecącymi oczami i zaczął obwąchiwać moją nogę. Wstał, robiąc koci grzbiet i ostrożnie wlazł na brzuch Harry'ego. Ułożył się jak jakiś sfinks i zaczął lizać przednie łapy.
-Kupiłem go wczoraj. Mieliśmy... Mieliśmy zamiar załatwić sobie takiego z Moniką.- Dodał, łamiącym się głosem.
-Mogę pogłaskać?- Zapytałam, patrząc na futrzaka. Od zawsze uwielbiałam koty, opiekowałam się w Wadowicach przybłędami, które przyłaziły do naszego ogródka. Nawet chyba zostawiłam tu książkę z rasami kotów.
-Jasne, nie musisz pytać.- Wyciągnęłam rękę w stronę kota. Uniósł głowę i najpierw dokładnie obwąchał moją rękę, zanim pozwolił, żebym zanurzyła palce w jego długiej sierści. O rany, jaki milusi... Miałam ochotę go mocno przytulić i wyczochrać.
-Jak go nazwałeś?
-Już miał imię. Shere Khan.
-Nie wierzę.- Wybuchnęłam śmiechem.- Jak ten tygrys w "Księdze Dżungli"?
-Powiedzmy, że poprzedni właściciel miał hopla na punkcie bajek Disneya. Miałem do wyboru persa o imieniu Aladyn lub jakiegoś bez ogona, który się wabiłTarzan. A, i jeszcze rudą kotkę, Meridę.
-Nieźle. Hoduje różne rasy?
-Tak.- Harry'emu udało się lekko uśmiechnąć.- Ale my już wcześniej umówiliśmy się na main coona. Kocura.
-Jest piękny. Ile ma?- Nawet nie zauważyłam, jak odbiegliśmy od właściwego tematu. Okej, zaraz muszę wrócić na właściwy tor. Ale ten kociak był boski...
-Sześć miesięcy.
-To jeszcze nieźle urośnie.- Już teraz był całkiem spory. Popatrzyłam na Harry'ego. Znowu utkwił wzrok w suficie.- Jak... Jak się trzymasz?
-Po co pytasz, skoro widzisz? Siedzę zamknięty w pokoju, jak jakaś nastolatka z depresją, ryczę jak bachor, ogólnie zachowuję się zupełnie inaczej niż postrzegają mnie ludzie. Bo według nich jestem jakimś cholernym babiarzem, który leci na wszystko, co się rusza, żeby to wyruchać, ale nikt nie dostrzega tego, jaki jestem naprawdę! Wszyscy myślą, że zdradziłem Monikę i to dlatego się rozpadł nasz związek, a nikt by nawet nie przypuszczał, że Liam zdradzi ciebie, a popatrz! Było na odwrót!- Wybuchnął potokiem słów. Ale nie miałam mu za złe tego, co powiedział o mnie.
-Pozory mylą.- Przytaknęłam mu. Zapadła cisza, którą Hazz zaraz przerwał.
-Ja po prostu... Strasznie tęsknię, wiesz? I nigdy bym jej nie skrzywdził, nawet jeśli inni tak myślą. Nie mógłbym, bo z nią czułem się jak w domu, rozumiesz? Niby nie znałem jej wcześniej, ale dla mnie była jak przyjaciółka z dzieciństwa i ukochana dziewczyna jednocześnie. Nie tęskniłem tak za domem, kiedy była obok mnie. I mama nie miała mi tego za złe, bo widziała, że doskonale się uzupełniamy i naprawdę ją polubiła. Jasne, miała te swoje odpały, sprzeczaliśmy się co chwilę, była o mnie chorobliwie zazdrosna, ale wiedziała też, że bym jej nie zdradził. I te kłótnie... Zawsze są potrzebne, żeby oczyścić atmosferę. Może nie w takiej ilości, ale... To też w niej kochałem. Kocham.- Poprawił się.- Boże, mam wrażenie, że ona naprawdę nie wróci.
-Nie mów tak.- Od razu zaprzeczyłam.- Wróci. Musi wrócić.
-Boję się, że oni ją skrzywdzą i to będzie moja wina, bo odpowiednio jej nie ochroniłem. Bo nie byłem przy niej wtedy, kiedy mnie potrzebowała.- Shere Khan podniósł głowę i przesunął się z brzucha Harry'ego na jego pierś i położył łepek na jego szyi, jakby próbował go objąć. I niech mi ktoś powie, że koty to nie są mądre stworzenia.
Objęłam nogi ramionami i oparłam brodę na kolanach, próbując wymyślić coś, co mogłabym mu powiedzieć na pocieszenie. Wszystko wydawało się takie... błahe? Prymitywne? Po prostu niewłaściwe. Odruchowo zaczęłam powtarzać w myślach słowa piosenki, która ciągle leciała w głośnikach, chyba włączona na repeat. Wcześniej nie zwróciłam na nią większej uwagi. She can't sing, she can't dance, she walks like Rihanna... Zaraz, co?!
-Styles, ty słuchasz The Wanted?! "Walks Like Rihanna"?
-Jedyna ich piosenka, którą mogę słuchać... Domyślam się, że pewnie napisał ją Nathan o Ashley, ale... No, posłuchaj tylko. Nie umie śpiewać, nie umie tańczyć, ale kogo to obchodzi, jeśli ona potrafi chodzić jak Rihanna.
-Taa, cała prawda o Moni.- Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Prawda?- Ożywił się na sekundę, ale zaraz oklapł znowu.
-Harry... Wiem, że policja nic nie zrobiła, bo Monika jest pełnoletnia i tak dalej, ale może... Może by tak zatrudnić detektywa? On na pewno by ją znalazł.- Nattie, ty to po prostu jesteś geniusz!
-Nie chcę, żeby to nabrało rozgłosu, wiesz o tym. Zaraz wywlekliby to na forum świata, media by oszalały, zaczęłyby się plotki, domysły... A oni zabraliby ją gdzieś lub zabili... Ja nie wierzę, że ona odeszła dobrowolnie.- Zacisnął oczy, powstrzymując płacz.
-Nie wolno ci nawet tak mówić!- Walnęłam go w ramię.- Nie ma takiej pieprzonej opcji! Monika żyje i będzie żyła, po prostu odbiła jej szajba, ale wróci! Trzeba jej tylko poszukać. Słuchaj, mąż Andie jest detektywem. Może potrafiłby nam pomóc.
-Serio?- Spojrzał mi prosto w oczy, pierwszy raz dzisiejszego dnia.
-Zadzwonię do niej dzisiaj i umówimy się z nim na spotkanie, okej?
-Okej.- Skinął głową.
-Dobra. A teraz wstawaj z tego wyra i idziemy.
-Dokąd?- Przetarł twarz dłońmi.- Mi tu jest dobrze.
-Przecież ty zaraz tu spleśniejesz! Wstawaj, idziemy ci poprawić humor. Masz spojrzeć na rzeczywistość pozytywnie, wyładować emocje, uwierzyć, że Monika do ciebie wróci i będziecie razem długo i szczęśliwie, jasne?- Wstałam energicznie z łóżka, wzięłam na ręce kota, który zareagował pełnym protestu miaukiem i pociągnęłam Harry'ego za rękaw bluzy.- No, chodź, ty ciężka artylerio.
-Idę, ale nie wiem, po co...- Zaczął marudzić. Otworzyłam drzwi i wypchnęłam go z pokoju, zanim zawrócił do łóżka.
-No, schodzimy, schodzimy.- Zachęciłam go, gdy stanął u szczytu schodów.
-Dokąd?
-Do Music'a.- Widząc, jak się opierał, złapałam go za kaptur, przytrzymując Shere Khana jedną ręką i pociągnęłam w dół schodów.
Zeszliśmy na parter. Z salonu dobiegały głosy chłopaków i sądząc po odgłosach, chyba grali w Fifę. Znowu.
-Idziemy do muzycznego, jak coś. Nie włazić, nie przeszkadzać, nastąpi tam reaktywacja gwiazdy muzyki.- Zapowiedziałam, wsuwając głowę do salonu. Cztery głowy odwróciły się w naszą stronę.
-Udało ci się go wyciągnąć z pokoju?- Zdziwił się Niall. W odpowiedzi pociągnęłam mocniej za kaptur bluzy i Harry z miną męczennika stanął obok mnie w drzwiach.
-A chwila, skąd masz kota?- Zainteresował się Louis, odkładając joystick na kanapę.
-Harry ma od wczoraj.- Wyjaśniłam.- Macie nowego współlokatora.
-Jaki fajny!- Zachwycił się Lou i podszedł bliżej.- Jak się wabi?
-Shere Khan.- Tommo parsknął śmiechem.
-Serio?- Śmiejąc się, wyciągnął rękę, żeby go pogłaskać, ale kocur zareagował mocnym prychnięciem. Machnął łapą, ale Louis zdążył cofnąć dłoń.
-Coś mi się wydaje, że on cię nie lubi, Lou.- Zakpił Zayn.- Zapamiętaj, żeby się nie śmiać z jego imienia.
-Taa, zapamiętam.- Mruknął Louis, tocząc ze zwierzakiem bitwę na spojrzenia. Futrzak był nieugięty. To Tomlinson pierwszy odwrócił wzrok.
-Widzisz, kota nie oszukasz.- Zaśmiał się Nialler.- Należy do Harry'ego, więc sądząc po jego zachowaniu, nie należy do Larry Shippers.
-Bo to chyba powinno być Sherry Shippers. Shere Khan i Harry.- Wymyślił, śmiejąc się Liam.
-To było dobre!- Przybił mu piątkę Horan.
-Dobra, to ja zabieram Sherry na dół.- Parsknęłam śmiechem i pociągnęłam Hazzę na dół. Przez chwilę poczułam, jakby wróciły dawne czasy, kiedy przyjechałam do Londynu pierwszy raz albo kiedy byłam tu po przeprowadzce.
-Nattie, ja cię może w czymś uświadomię. Nie mam zamiaru dziś śpiewać, tańczyć czy się wydurniać.- Wepchnęłam Harry'ego do Music'a i zamknęłam drzwi na klucz.
-Styles, teraz ja cię w czymś uświadomię. Nie obchodzą mnie twoje fochy, wiem, że tęsknisz za Moniką, ale siedząc na dupie i nic nie robiąc, jej nie przyprowadzisz do domu, dlatego teraz grzecznie siądziesz tu ze mną, coś zagramy, ty się odstresujesz, a najlepiej to robisz przy pisaniu tekstów, więc...- Położyłam kota na głębokim fotelu w kącie pomieszczenia i podeszłam do stojaka z moją ulubioną gitarą akustyczną.- Wylejesz z siebie wszystkie emocje na papier. A na razie rozgrzewka.
-Natalia...
-Styles.- Usiadłam na stołku przy fortepianie i wskazałam mu głową fotel obrotowy naprzeciwko. Ułożyłam gitarę na kolanach.- Siadaj i nie marudź, bo ta gitara wyląduje na twoim pustym rozczochranym łbie. Nawiasem mówiąc, znów przydałby ci się fryzjer.
-Bardzo śmieszne.- Wywrócił oczami i zakręcił się na fotelu.
-No ba, że tak.- Wyszczerzyłam się.- Co zapodajemy na początek?
-"Once In A Lifetime".- Mruknął pod nosem.
-Once in a... No na pewno! Harry.- Zatrzymałam nogą jego fotel i zmusiłam, żeby na mnie spojrzał.- Monika się odnajdzie. Uwierz w to wreszcie.
-Nie umiem.- Pokręcił głową.
-No dobra. To lecimy w mobilizujące piosenki. Śpiewaj, znasz tekst na pamięć, a z autorem upiłeś się co najmniej dwa razy.- Podałam mu gitarę, otworzyłam klawisze fortepianu i zaczęłam wygrywać pierwsze takty "Love Runs Out" One Republic. Harry niechętnie zaczął śpiewać słowa, a po pewnym czasie włączył się z gitarą.
-I'll be your light, your match, your burning sun,
I'll be the bright in black that's making you run.
And we'll feel alright, and we'll feel alright,
Cause we'll work it out, yeah we'll work it out.
I'll be doing this, if you had a doubt,
Till the love runs out, 'till the love runs out.

I'll be your ghost, your game, your stadium.
I'll be your fifty-thousand, clapping like one.
And I feel alright, and I feel alright,
Cause I worked it out, yeah I worked it out.
I'll be doing this, if you had a doubt,
Till the love runs out, 'till the love runs out.

I got my mind made up, man I can't let go.
I'm killing every second 'til it saves my soul.
I'll be running, I'll be running,
Till the love runs out, 'till the love runs out.
And we'll start a fire, and we'll shut it down,
Till the love runs out, 'till the love runs out.


(Będę twoim światłem, twą zapałką, twym płonącym słońcem,
Będę jasnością w ciemności, która skłania cię do działania
I będziemy czuć się dobrze, i będziemy czuć się dobrze, 
Ponieważ to wypracujemy, wypracujemy to.
Będę to robił, jeśli kiedykolwiek dopadną cię wątpliwości,
Aż miłość się wyczerpie, aż miłość się wyczerpie.

Będę twoim duchem, twoją grą, twoim stadionem.
Będę twoim pięć-dziesięciotysięcznym tłumem, klaszczącym, jakby był jednością
I czuję się dobrze, i czuję się dobrze,
Ponieważ to wypracowałem, wypracowałem to.
Będę to robił, jeśli kiedykolwiek dopadną cię wątpliwości,
Aż miłość się wyczerpie, aż miłość się wyczerpie.

Podjąłem decyzję, człowieku, nie mogę odpuścić.
Zabijam każdą sekundę, dopóki nie ocali to mej duszy.
Będę działał, będę działał,
Aż miłość się wyczerpie, aż miłość się wyczerpie.
Będziemy rozpalać ogień i gasić go,
Aż miłość się wyczerpie, aż miłość się wyczerpie.)



-Dokładnie o to mi chodziło! Jeszcze żyjesz!- Ucieszyłam się i zabrałam znowu od niego gitarę.
-A czy wcześniej nie byłem żywy?- Rozwalił się w fotelu.
-Kwestionowałabym to.- Prychnęłam. Trąciłam struny palcami. Chyba mam pomysł na kolejną piosenkę do odśpiewania.- Co powiesz na duet?
-Mnie to zwisa.- Powstrzymałam się od głośnego jęku i wytargania go za te kudły. Mimo wszystko wiedziałam, że jeszcze kilka minut, ewentualnie godzin i dopadnie go wena. Zacznie pisać i gdy tylko stworzy pierwszą piosenkę, to od razu spojrzy na świat bardziej pozytywnie. Po tych kilku latach zdążyłam rozgryźć wszystkie mieszkające w tym domu osoby.
-Zacznij, najpierw jest partia Olly'ego.- Zaczęłam grać "Up".
-I drew a broken heart
Right on your window pane
Waited for your reply
Here in the pouring rain
Just breathe against the glass
Leave me some kind of sign
I know the hurt won’t pass, yeah
Just tell me it’s not the end of the line
Just tell me it’s not the end of the line

(Narysowałem złamane serce
Tutaj na twoim oknie
Czekałem na odpowiedź
Tu, w strugach deszczu
Po prostu oddychaj na szybę
Zostaw mi jakiś znak
Wiem, że ból nie przejdzie, yeah
Tylko powiedz mi, że to nie jest koniec rozmowy
Tylko powiedz mi,że to nie jest koniec rozmowy)


-I never meant to break your heart
Now I won’t let this plane go down
I never meant to make you cry
I'll do what it takes to make this fly
Oh, you gotta hold on
Hold on to what you are feeling
That feeling is the best thing
The best thing, alright
I’m gonna place my bet on us
I know this love is heading in the same direction
That’s up

(Nigdy nie chciałam złamać Ci serca
Teraz nie pozwolę żeby ten samolot upadł
Nigdy nie chciałam doprowadzić cię do płaczu
Zrobię to, czego potrzeba, aby latać
Oh, musisz się trzymać
Trzymaj się tego co czujesz
To uczucie jest najlepsza rzeczą
Najlepszą rzeczą, w porządku
Mam zamiar postawić na nas
Wiem, że to miłość zmierza w tym samym kierunku
W górę)

Włączyłam się, śpiewając partię Demi Lovato. Harry stopniowo się rozkręcał. Okej, może w ślimaczym tempie, ale kiwanie nogą w rytm muzyki uważam już za sukces.
-No i? Zaśpiewałem. Szczęśliwa? Możemy wracać?- Pokręciłam głową z uśmiechem. Łamiesz się, Styles, łamiesz się...
-Wiesz, że nie o to mi chodziło.- Odchylił z jękiem głowę na oparcie.- No, już nie udawaj, że aż tak ci źle. Humor ci się poprawił.
-Wcale nie.
-Nie?- Z kpiącym uśmieszkiem zaczęłam grać kolejną piosenkę.- To jeszcze jedna.- Zaczęłam gwizdać początek piosenki. Wiedziałam, że to jedna z jego ulubionych. Zagryzł wargi. Blokada uśmiechu? O nie, nie ma bata. "Love Life" wkracza do akcji.
Zaczął cicho śpiewać, udając francuski. Dołączyłam do niego i razem nuciliśmy refren. Kopnęłam jego fotel, żeby się zaczął obracać, a Harry wreszcie się uśmiechnął. No. Już myślałam, że te jego dołeczki będą wymagały porządnego odkurzania.
-Widzisz? Mówiłam, że się uda ci poprawić humor, ty jesteś po prostu uzależniony od muzyki!- Krzyknęłam z radością, wyrzucając ręce w górę.
-Uzależniony...- Uśmiechnął się pod nosem.- Uzależniony.- Powtórzył, poważniejąc. Zmarszczyłam brwi, obserwując go uważnie. Nagle pochylił się, zabrał mi gitarę i zaczął grać tę samą melodię, co ja wcześniej. Zmienił jeden z akordów. Zagrał znowu.- Uzależniony.
Chyba osiągnęłam cel. Zaczął komponować.
-Harry?- Oparłam łokcie na kolanach, wpatrując się w jego szarpiące struny palce. Zmieniał jeden akord za drugim, potem trącał pojedynczo każdą strunę po kolei, żeby wybrać odpowiedni dźwięk.
-Masz kartkę? I długopis?- Wyszczerzyłam się zadowolona.
-Pewnie, że mam.- Wstałam z krzesła i podeszłam do olbrzymiego regału, gdzie trzymaliśmy nuty, teksty wszystkich piosenek, jakie tu powstały, jakie śpiewaliśmy, zmienialiśmy... Czyli jeden wielki miks muzyczny. Zgarnęłam jeden ze stosów, w którym dostrzegłam czysty papier, z przymocowanego do ścianki regału pudełka wyjęłam długopis i wróciłam do pianina.- Trzymaj, mistrzu.
Harry wziął papier i zapisał pierwsze akordy. Zagrał kolejną melodię i dopisał kolejny fragment piosenki.
-Zobacz, to by była baza.- Powtórzył melodię, trochę mocniej uderzając w struny. Wsłuchałam się w grany fragment i odwróciłam się do pianina.
-Ty, a gdyby dodać jeszcze coś takiego?- Kilka szybkich wysokich dźwięków włączyło się w powtarzaną w kółko melodyjkę.
-Dobre. Zapisz to.- Wzięłam kartkę z pięciolinią i szybko naszkicowałam, jak powinny iść nuty.
-I'm addicted to you...- Zanucił pod nosem.- Nie, nie tak.- Odchrząknął i zaczął od nowa.- Cause I'm addicted to you...
Chwila ciszy. Nagle odłożył gitarę na podłogę, wręcz rzucił się na kartkę i zaczął gryzmolić na niej słowa piosenki.
-Jeżeli Monika gdzieś tam jest...- Powiedział, nie podnosząc głowy znad kartki.-... to usłyszy tę piosenkę i będzie wiedziała, że nie ma pieprzonej opcji, żebym o niej zapomniał.
-Zamierzasz tę piosenkę wypromować?- Zdziwiłam się. Okej, to miało być tylko działanie oczyszczające, miał się wyładować, ale jeśli chce zrobić z tego hit, to w porządku. Tylko czy będzie w porządku, jeśli podzieli się ze światem takim... dość osobistym tekstem.
-To, że mamy przerwę, nie znaczy, że nie stworzymy nowej płyty, z którą wrócimy na scenę. A ta piosenka może być pierwszym singlem, już moja w tym głowa. Jeśli Monika nie wróci, to usłyszy ją w radiu. I wtedy przyjedzie.
-Spoko.- Wzięłam kartkę z melodią i zaczęłam komponować kolejne fragmenty. Klawisz po klawiszu, dźwięk po dźwięku, wszystko jakoś układało się w znośną całość. Harry na chwilę się zatrzymał i podszedł do mnie.
-Zagraj to wyżej. O, ten fragment.- Zrobiłam to, o co prosił.- Zobacz, pasuje? Ten opis byłby w stylu takiego... nie wiem, brutalnego rozstania? Lights get down, house was locked, fever gets higher, thinking is blocked, I'm like a cadaver...
-Serio?- Przerwałam granie i spojrzałam na niego jak na kosmitę.- Jestem jak kadawer? Jak trup? Styles, jesteś muzykiem od lat, stać cię na coś lepszego!
-To pierwsze, co mi przyszło do głowy!- Bronił się, ale posłusznie skreślił tamtą linijkę.- Dobra, zaraz to dokończę. A teraz weź kilka wolnych tonów. So now, what's going on? I'm feeling so low...
-To by była dobra linijka dla Louisa.- Stwierdziłam.
-Taa... Ewentualnie dla Zayna.
-Tylko że to brzmiało jak przejście. Zrobisz taką krótką zwrotkę?
-Czekaj, dopiero zacząłem pisanie.- Mruknął, opierając się na klapie fortepianu i mażąc po brzegu kartki.
-To może... Jeśli to jest brutalne zerwanie, jak to powiedziałeś... To coś takiego.- Zagrałam znów melodię.- Table with letter, chairs are crushed, window is broken, I'm feeling mashed... Nie, inaczej. Glass is broken, my feelings are mashed. Tak będzie lepiej.
-Dobre.- Stwierdził Hazz. Prawie położył się na kartce i z wystawionym w skupieniu językiem notował słowa.
-I don't know, where you are, I hope you're better than myself...
-Nie! Hope you feel better than I!
-Okej.- Przerzucaliśmy się propozycjami tekstów, słowami, durnymi zwrotami, wyklinaliśmy producentów długopisów, które dziwnym trafem nam się powyczerpywały, mazaliśmy po kartkach, skreślaliśmy, poprawialiśmy całość na nowo. Ja waliłam w klawisze fortepianu, wyżywając się na nich, gdy coś mi nie szło, Harry rzucił o ścianę co najmniej czterema kostkami do gitary. Wypiliśmy po dwie kawy na łebka z ekspresu stojącego na stoliku w kącie i ciągle było nam mało.
Nie mam zielonego pojęcia, ile tam dokładnie siedzieliśmy, ale kiedy skończyliśmy całą piosenkę, czułam się, jakby ktoś przepuścił mnie przez magiel. Akurat leżałam na podłodze i głaszcząc Shere Khana, który nam wiernie towarzyszył, słuchałam ostatecznej wersji "Addicted".
-Jest świetna.- Odetchnęłam z ulgą i zamknęłam oczy.- Jak to dobrze, że jutro mam na popołudnie do pracy.
-Trzeba powiedzieć reszcie!- Harry normalnie nie mógł usiedzieć na tyłku. Nadmiar kofeiny i uśpiona przez depresję energia doszła wreszcie do głosu. Zerwał się z fotela, przekręcił klucz w drzwiach i rzucił się po schodach na górę.- Chłopaki! Mamy nowy hit!!!
Westchnęłam z ulgą i podniosłam się z podłogi. Nareszcie. Usiadłam z powrotem przy pianinie, żeby poskładać rozrzucone kartki. Notatki zebrałam na jeden stos, czyste kartki, których było już naprawdę mało, na drugi, a te... Czy to stare nuty? Zerknęłam na teksty piosenek i uśmiechnęłam się do siebie. Kiedyś ćwiczyłam grę na pianinie i słuchałam piosenek, żeby przełożyć je później na melodię, a normalne nuty sprawdzałam w internecie. Na ogół udawało mi się odtworzyć piosenki bezbłędnie lub z niewielkimi potknięciami...
Wzięłam kartkę z "What I Did For Love" i zaczęłam grać. Najpierw zerkając na tekst, a potem już z pamięci. Przypomniał mi się jeden przyspieszony remiks, więc zaczęłam grać, śpiewając partię Emeli Sande na całe gardło.
-Talking loud, talking crazy,
Locked me outside,
Prayin' for the rain to come,
Bone dry again,
Guess it's true what they say,
I'm always late,
Say you need a little space,
That I'm in your way...

It hurts, but I remember every scar,
And I've learned,
But living is the hardest part...

I can't believe what I did for love,
I can't believe what I did for us,
Oh, crash and we burn into flames,
Stitch myself up, and we do it again,
I can't believe what I did for love,
What I did for love...

(Mówiąc głośno,mówiąc szalenie
Zamknij mnie zewnętrznie
Módlcie się o nadchodzący deszcz
Nie susz ponownie
Domyślam się, że to prawda, co mówią
Zawsze się spóźniam
Powiedz, że potrzebujesz trochę miejsca
Jestem na Twojej drodze

To boli, ale pamiętam każdą bliznę
I nauczyłam się
Ale życie to najtrudniejsza część

Nie mogę uwierzyć w to, co zrobiłam dla miłości
Nie mogę uwierzyć w to, co zrobiłam dla nas
Namiętne spalanie do ognia
Wrobiłeś mnie, i zrobiliśmy to ponownie
Nie mogę uwierzyć w to, co zrobiłam dla miłości
Co zrobiłam dla miłości)


Zaczęłam grać przejście, stopniowo zwiększając tempo. Uwielbiałam tę melodię, przy niej można było nieźle poszaleć z kombinacjami. Przymknęłam oczy, zatracając się całkiem w muzyce. Dopiero głos Louisa przywrócił mnie do normalnego świata.
-Jeśli się nie mylę, to taką piosenkę już słyszałem, a to tylko znaczy, że stworzyliście plagiat.- Zadrwił, wchodząc do muzycznego.
-Spadaj. Nie ty pracowałeś nad piosenką parę godzin.- Rzuciłam w niego jedną ze zmiętych kartek.
-Dokładnie to pięć godzin.- Na fotel padł ziewający Niall.- Chcę wracać do łóżka, dajcie już tą piosenkę.
-Pięć godzin?!- Rzuciłam się do telefonu. Cholera jasna, dwadzieścia po pierwszej w nocy!
-Pięć.- Potwierdziła Eleanor, siadając Lou na kolanach.- A jutro obiecałaś, że pomożesz nam nauczyć się walca. Umówiliśmy się na dziesiątą rano.
-Ja pierdolę.- Zaklęłam. Pięknie.- Dobra, Hazza, lecimy z piosenką i zmywam się do domu.
-Możesz przecież zanocować tutaj.- Wzruszył ramionami Harry i wziął gitarę.- Nikt cię nie wyrzuca.
-Sorry, ale kanapa na dole do spania się nie nadaje i ty wiesz o tym najlepiej. Nie, pojadę do domu. A teraz gramy.- Zignorowałam Liama, który najwyraźniej chciał coś zaproponować. O nie, kochany, nie będę wracała do naszego, przepraszam, twojego pokoju.
Zagraliśmy jednocześnie przygrywkę, potem gitara umilkła i słychać było tylko pianino.
-Lights get down, house was locked,
Fever gets higher, thinking is blocked.
I wanna hold it over.
Table with letter, chairs are crushed,
Glass is broken, my feelings are mashed.
In my back crystal dagger.

So now, what's going on?
I'm feeling so low...

Cause I'm addicted to you
And you left me here with no goodbye.
Well, I'm addicted to you,
I'll be like a child in black fog.
Baby, I'm addicted to you,
You're my drug, my poison, my blue, blue sky.
And I'm addicted to you,
I won't survive without you by my side.
Baby, I'm addicted...

I don't know, where you are,
Hope you feel better than I,
Cause your departure was my crush.
Nothing can fix me up tonight
And it seems to lasts for years or months.
No way!
I covet only you with that blush.

So now, what should I do?
Memories are still breaking through...

Cause I'm addicted to you
And you left me here with no goodbye.
Well, I'm addicted to you,
I'll be like a child in black fog.
Baby, I'm addicted to you,
You're my drug, my poison, my blue, blue sky.
And I'm addicted to you,
I won't survive without you by my side.
Baby, I'm addicted...

So now's the time to build a tower,
Climb to top and don't look down.
I will spend many hours
To look for you,
To find you,
To follow your trace
And bring you back.

Cause I'm addicted to you...
Well, I'm addicted to you...
Baby, I'm addicted to you...
I won't survive, cause your my drug!
I'm addicted to you
And you left me here with no goodbye.
Well, I'm addicted to you,
I'll be like a child in black fog.
Baby, I'm addicted to you,
You're my drug, my poison, my blue, blue sky.
And I'm addicted to you,
I won't survive without you by my side.
Baby, I'm addicted...

(Światła zgasły, dom był zamknięty,
Gorączka rośnie, myśli zablokowane,
Chcę to jakoś odłożyć.
Stół z listem, krzesła połamane,
Potłuczone okno, moje uczucia są wymieszane.
W plecy wbity sztylet.

Więc teraz, co się dzieje?
Czuję się tak źle...

Bo jestem uzależniony od ciebie,
A ty zostawiłaś mnie bez pożegnania.
Cóż, jestem uzależniony od ciebie,
Będę jak dziecko w czarnej mgle.
Kochanie, jestem uzależniony od ciebie,
Jesteś moim narkotykiem, moją trucizną, moim błękitnym, spokojnym niebem.
I jestem uzależniony od ciebie,
Nie przeżyję bez ciebie u mego boku.
Kochanie, jestem uzależniony...

Nie wiem, gdzie jesteś.
Mam nadzieję, że czujesz się lepiej niż ja,
Bo twój wyjazd był moją klęską.
Nic nie może mnie dziś naprawić
I wydaje się, że będzie to trwało lata lub miesiące.
Nie ma mowy!
Żądam tylko ciebie z tym rumieńcem.

Więc teraz, co powinienem zrobić?
Wspomnienia wciąż się przebijają...

Bo jestem uzależniony od ciebie,
A ty zostawiłaś mnie bez pożegnania.
Cóż, jestem uzależniony od ciebie,
Będę jak dziecko w czarnej mgle.
Kochanie, jestem uzależniony od ciebie,
Jesteś moim narkotykiem, moją trucizną, moim błękitnym, spokojnym niebem.
I jestem uzależniony od ciebie,
Nie przeżyję bez ciebie u mego boku.
Kochanie, jestem uzależniony...

Więc oto czas, by wybudować wieżę,
Wspiąć się na szczyt i nie patrzeć w dół.
Spędzę wiele godzin,
By cię szukać, 
By cię odnaleźć, 
By podążyć twoim śladem
I przyprowadzić cię z powrotem...

Bo jestem uzależniony od ciebie...
Cóż, jestem uzależniony od ciebie...
Kochanie, jestem uzależniony od ciebie...
Nie przeżyję, bo jesteś moim narkotykiem.
Jestem uzależniony od ciebie,
A ty zostawiłaś mnie bez pożegnania.
Cóż, jestem uzależniony od ciebie,
Będę jak dziecko w czarnej mgle.
Kochanie, jestem uzależniony od ciebie,
Jesteś moim narkotykiem, moją trucizną, moim błękitnym, spokojnym niebem.
I jestem uzależniony od ciebie,
Nie przeżyję bez ciebie u mego boku.
Kochanie, jestem uzależniony...)


Przez chwilę panowała cisza.
-Trzeba będzie tu dodać gitarę elektryczną i mocną perkusję.- Powiedziałam, przykrywając klawisze fortepianu.- Ale myślę, że jest...
-Chłopaki, jutro jedziemy z tym do studia!- Przerwał mi Liam i automatycznie wybuchł w studiu wielki entuzjazm.
-Rany, jak wy to zrobiliście w tak krótkim czasie?- Louis poklepał mnie po ramieniu.- To jest naprawdę dobre, a pracowaliście nad tym tylko chwilę.
-Widzisz, stary... Jak ktoś ma na koncie parę hitów, to idzie z górki.- Zażartował Harry, biorąc na ręce swojego kocura.
-O, przepraszam!- Oburzył się Louis.- A "No Control" to pies?!

~~*~~

Obudziło mnie stukanie. Zacisnęłam powieki, żeby zdrzemnąć się przynajmniej chwilę, ale do stukania doszło kapanie. Zaraz. Tutaj. Oszaleję. Wyskoczyłam spod koca i pognałam do łazienki. No jasne. Nieszczelny kran dawał o sobie znać. A mówiłam, żeby naprawił to cholerstwo! Wyszłam z łazienki i z wściekłością pchnęłam drzwi kuchni. Noriaki stał przy mikroskopijnym stole i ze skupieniem walił nożem w deskę, siekając szczypiorek.
-Czy ciebie już do reszty pogięło, żeby tak hałasować od samego rana?!- Krzyknęłam, waląc pięścią w stół. Byłam niewyspana, zmęczona, po wczorajszym pisaniu bolała mnie głowa, a na dodatek wracając, trafiłam na jakiś wypadek. Zanim dotarłam do domu była trzecia. A teraz? Siódma szesnaście.
-Nie, nie pogięło mnie.- Odpowiedział spokojnie, wysypując szczypiorek na patelnię z jajkami. Włączył gaz i zaczął energicznie mieszać.- Przynajmniej wreszcie się podniosłaś z wyra. Mam dosyć łażenia po pokoju na palcach, bo ty chrapiesz tuż obok.
-Co... ty... Ja nie chrapię!
-Nie. Ale gadasz przez sen.
-Nie gadam!
-Gadasz, gadasz. Nawijasz jak katarynka. Kiedyś cię nagram, to zobaczysz.- Opadły mi ręce. Dosłownie. Postanowiłam zmienić temat.
-Miałeś naprawić kran w łazience.
-Miałem też ważniejsze sprawy na głowie.- Zmniejszył ogień pod patelnią i dosypał pieprzu.
-Takie, jak przechodzenie kolejnego poziomu w GTA?- Zakpiłam, zakładając ręce na piersi.
-Na przykład.- Przełożył jajecznicę na talerz.
-I ty się dziwisz, że to mieszkanie się rozsypuje! Gdybyś nie był takim leniem...
-Sorry, ale to ja pracowałem wczoraj w szpitalu do późna, a ty balowałaś z gwiazdkami popu.
-Ludzie, trzymajcie mnie, bo zwariuję! Ty leniu niereformowalny! Skunksie niedomyty!
-Trzymać cię nie będę, wolę moje śniadanie, ty rozwrzeszczana małpo.
-Wsadź sobie gdzieś to śniadanie, ty wyszczekany gadzie!
-Wsadzę do buzi, ty piszcząca idiotko!
-Nie jestem idiotką, ty paszczurze!
-A ja nie jestem paszczurem, ty ropucho!
-Ty... ty... ty... Ugh!- Tupnęłam nogą i wyszłam z kuchni.
-Wygrałem!- Wrzasnął jeszcze za moimi plecami. Zawróciłam, żeby wsadzić przez drzwi wyciągnięty środkowy palec.
-Spadaj, matole!
Zamknęłam się w łazience i mocno przeklinając, zaczęłam ściągać piżamę. Wlazłam pod prysznic, ale zaraz z wrzaskiem spod niego uciekłam, gdy lunął na mnie potok lodowatej wody. Utłukę, zabiję, zaszlachtuję drania! Znowu wyczerpał mi całą gorącą wodę i na ogrzanie będę musiała czekać przynajmniej godzinę! Zakład, że teraz siedzi w kuchni, delektuje się tą swoją obrzydliwą jajecznicą i się ze mnie nabija... O nie, kochany, nie dam ci tej satysfakcji. Z powrotem wróciłam pod prysznic i z zaciśniętymi zębami zaczęłam się myć w tym lodzie. Okej, dasz radę, Nattie, nabierzesz odporności, zahartujesz się, a potem nadejdzie czas zemsty. Na przykład, wykonasz standardowy numer z zamianą cukru na sól w pojemniczku. I biedny Kasai zamiast posłodzonej herbaty, będzie miał posoloną. Tak, to będzie genialny pomysł. A żeby było weselej, kiedy tylko pójdzie do pracy, znajdziesz w necie sposób na to, jak skutecznie skurczyć pranie i wsadzisz mu do pralki wszystkie bokserki, jakie znajdziesz na widoku...
Natalia, ty geniuszu zła!



____________________________________________________________
Nie wiem... Średnio mi się podoba ten rozdział, ale na nic lepszego liczyć nie możecie :P

UWAGA, UWAGA!!!
JEŻELI KTOŚ ŚLEDZI LICZBĘ WYŚWIETLEŃ NA BLOGU (OKIENKO PO PRAWEJ), TO ZAUWAŻYŁ, ŻE ZA NIECAŁE DWA TYSIĄCE WEJŚĆ OSIĄGNIEMY 100 000 WYŚWIETLEŃ!!!
Z tej oto okazji postanowiłam, że dodam specjalnego posta z filmikiem, na którym będziecie wreszcie mogli zobaczyć, jak gadam, nawijam i plotę co mi ślina na język przyniesie :D będzie to niezapomniana okazja do ponabijania się ze mnie xD podejrzewam, że w waszym tempie wyświetlania "Nothing's..." dobijemy do tych wyświetleń za jakieś trzy, góra cztery dni, więc... Tego dnia, gdy przekroczymy setkę, otrzymacie to oto nagranie. Dowiecie się trochę na temat kolejnych blogów, planów na przyszłość, będę wam pewnie za wszystko dziękowała, a na koniec być może (być może!) mała niespodzianka ;)

Taki mały prezent. Jak ktoś nie chce oglądać, to niech nie ogląda, macie wolny wybór ;P

A w tej chwili chcę wam podziękować za obserwacje na wszystkich kontach, za komentarze i głosy na Blog Miesiąca ;***

Kocham was <3 <3 <3
Roxanne xD

31 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :) Bardzo przyjemnie się czyta Twoje opowiadanie. Według mnie masz wielki talent. Zastanawiam się czy nie myślałaś, żeby wydać coś swojego w formie książki? Pozdrawiam Pat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się spodobało ;*
      Tak, myślałam o tym... Nawał obowiązków na studiach nie pomaga :/ Ale teraz wreszcie mam wakacje, więc może coś zacznie powstawać ;)
      Dziękuję <3

      Usuń
  2. Tylko czekam aż Natalia w końcu pęknie i zgodzi się porozmawiać z Liamem (obstawiam że coś się wydarzy na weselu).
    Po za tym nie mogę doczekać się następnego.
    Życzę weny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może obstawiasz prawidłowo :D zobaczymy xD
      Dziękuję <3

      Usuń
  3. AAAAAAAAAAAAAAA SUPER RODZIAŁ MÓWIŁAM ŻE PIOSENKA BD WSPANIAŁA MOGŁABYŚ JĄ WYSŁAĆ 1D KIEDYS W JAKIEŚ GAZECIE CHYBA BRAVO WIDZIAŁAM ADRES MODESTU NA KTÓRY MOŻNA PRZYSYŁAĆ LISTY DLA CHŁOPCÓW :3 POMYŚL O TYM <3
    KATE SKATE XD

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedny Styles się załamał, ale Nattie oczywiście postawiła go do pionu. Nie wiem, co ona w sobie ma, że wszyscy jej się tak grzecznie słuchają. To się nazywa siła perswazji, ja chyba niestety takowej nie posiadam.
    Wiedziałam, że chłopaki jakoś wrobią Liama żeby się tylko skontaktował z Natalią, a depresja Harry'ego z powodu zniknięcia Moniki, to tylko pretekst do tego. A właśnie, jeśli chodzi o Monię, to coś czuję, że ona prędko to się nie znajdzie, ale zapewne jej powrót będzie spektakularny i w najmniej oczekiwanym momencie. Oby tylko nie stała jej się żadna krzywda.
    A Payne, skoro tak bardzo chce się tłumaczyć i rozmawiać, to niech przyprze Natalię do muru, a wtedy mu nie ucieknie. Tak, to niezły pomysł. Mam nadzieję, że już ułożył sobie jakiś plan jak ją odzyskać. Tylko żeby się nie okazało, że na ślubie pokaże się z tą zdzirowatą Sophią. Byłaby niezła wtopa przed Nattie.
    Kot Harry'ego i Lou... hahahhaah no cóż nie darzą siebie sympatią.
    Piosenka, którą napisałaś ocieka zajebistością. Kobieto, to się dopiero nazywa talent! Ja niekiedy nie potrafię dwóch zdań sensownie skleić jak przychodzi co do czego, a ty takie tu cuda piszesz :D Pożycz mi chociaż 1% swojego talentu :) Jeszcze do tej piosenki stworzyć muzykę i hicior murowany ^^ Ustawiłabym to jako dzwonek w telefonie heheh. Naprawdę, nie powstydziłabym się tego.
    Kasai i Nattie mnie normalnie rozwalają. Teraz będą sobie wycinać nawzajem numery i zatruwać życie hehe. Natalia musi odpalić kawał wszech czasów temu wstrętnemu japońcowi za lodowatą wodę w prysznicu :D.
    Czekam na kolejny rozdział.
    ~Caroline.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się czasem zastanawiam, czy z tą siłą perswazji trochę nie przesadziłam... Może teraz walnę jej jakieś załamanie psychiczne, w końcu Nat też jest człowiekiem? xD nie, żartuję. Napisze to, co zaplanowałam :)
      Z powrotem Moniki- masz rację, spektakularny będzie :D
      Payne... ostatnio wymyka mi się spod kontroli :P muszę sama go przyprzeć do muru xD ale jeszcze niejedna będzie z nim akcja... Sophia też się pojawi ^^
      Pożyczam :D ale ja nie jestem jakaś utalentowana... Śpiewać nie umiem, więc no... Jak sprawdzisz następny post, to się przekonasz. Muzykę, tradycyjnie mam w głowie.
      Numery Kasaiego i Nattie są świeżym pomysłem, na który wpadłam pisząc rozdział... Dlatego nic jeszcze nie jest przemyślane, ale jakieś akcje będą na pewno ^^
      Dziękuję <3

      Usuń
  5. Tu byłem :D
    *MainE coon ^^' a norweskie leśne nie zawsze są szare, brązowe też ^^
    Co do rozdziału, był świetny jak zawsze ^^ ale coś czuję, że to kombinowanie z Kasaim nie skończy się dobrze i Natalii znów grozi utrata lokum xD
    Dalej masz mały problem z apostrofami, ale nie jest najgorzej ^^
    Gratuluję wyświetleń xD A co z kolejnym blogiem, który zamierzałaś zacząć?
    Pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ANON!!! Jesteś, gdzieś ty się podziewała?! xD wieki cię chyba tu nie było :P
      Chamska korekta, jak ja na to czekałam ^^
      Szary norweski to taki najbardziej typowy, ale racja, brązowe też są... Z tą nazwą to się chyba zapadnę pod ziemię, znawczyni kotów od siedmiu boleści... *.*
      Nieee, nie wyrzucimy Nat tak łatwo, Noriaki ma zakaz! xD
      Apostrofy, apostrofy... Okej, chyba nawet wiem, w którym miejscu :)
      Kolejny blog na początku lipca, dokładniejsze info w kolejnym poście, w tym nieszczęsnym filmiku, który tam wstawiłam -.-
      Dziękuję <3

      Usuń
  6. Świetny rozdział :)
    Nie mogę doczekać się kolejnego. Zakładam, że nie wyjaśnisz nam od razu co stało się z Moniką, ale chcę się chociaż dowiedzieć co w tej sprawie będzie miał do powiedzenia pan detektyw ;)
    I oczywiście ślub El i Louisa! Zastanawia mnie co wykombinowałaś ;P nie mam wątpliwości, że czymś nas tam zaskoczysz ^^
    Pozdrawiam i życzę weny ;*
    Hope :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, sprawa z Moniką będzie się ciągnęła przez dłuższy czas ^^
      Powiedzmy, że ślub El i Louisa to będzie taki większy rozdział na miarę pamiętnych urodzin Natalii w 2014 roku xD czyli na pewno zaskoczę ;)
      Dziękuję <3

      Usuń
  7. Super rozdział !!! :D nie moge doczekać się nastepnego ;) :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Na początek sorki że ostatnio nie komentowałam. Teraz rozdział... Wiec podoba mi się twoja piosenka :) Fajnie by było zobaczyć jakiś przełom w relacjach LATTIE no ale nie narzucam ;) Noriaki...Boże ja go normalnie uwielbiam! A te kłótnie Kasai kontra Nattie...mega! No i Natalia Geniusz Zła to poprostu bomba :D No i to by było w skrócie:) Pozdrawiam ^-^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przełom będzie, ale jeszcze nie teraz. Powiedzmy, że... zaplanowałam im trochę bardziej dramatyczne okoliczności ^^
      Hehe, Noriaki... Wiedziałam, że nie popełniłam błędu, tworząc tę postać xD
      Dziękuję <3

      Usuń
  9. No tak, policja w takich przypadkach jak Moniki jest jak zwykle bezsilna. Jest dorosła bla bla bla, pierdolenie o szopenie. Ludzie ona zniknęła z jakąś pierdolniętą sektą HELOŁ i domyślam się, że szybko nie wróci.
    Styles się teraz obwinia, ale tak naprawdę to cała wina leży po stronie Moni, bo raczej odeszła z własnej nieprzymuszonej woli, bo zrobili jej pranie mózgu. Dobrze, że Natalia zawsze ma świetne pomysły i przywróciła Harry'ego z powrotem do świata żywych. Przy okazji powstał kolejny, mega hicior :D Piosenka ma naprawdę świetny tekst. Roxanne powinnaś zacząć pisać teksty piosenek dla gwiazd hehe :)
    Nattie i Liam w końcu się spotkali, ale nie wydarzyło się nic przełomowego pomiędzy nimi. Trudno, ale na ślubie El i Lou wyczuwam jakąś akcje z Lattie i Sophią w roli głównej ^^ Pewnie Liam będzie zazdrosny, bo Natalia przyjdzie z kimś (ciekawe kto to będzie) i odwali jakąś maniane. To są tylko takie moje skromne spekulacje.
    Noriaki to skończony dupek, ale uwielbiam jego kłótnie z Nattie. Mistrzostwo. Ale by była beka jakby to z nim Natalia przyszła na ślub (tak, rozważam taką opcję, bo z tobą to nigdy nie wiadomo heheh) :D :)
    Czekam na następny :) i gratuluję 100 000 wyświetleń.
    Agnieszka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisać dla gwiazd? Bomba! Poproszę o zlecenie na piosenki dla 1D ^^ bo dla polskich gwiazd, sorry, ale jakoś mnie nie ciągnie :P
      Przełom się zbliża wielkimi krokami xD niedługo się przekonacie.
      A z kim Natalia pójdzie na ślub?... Emmm, z kimś ;) z kimś, kogo znacie i lubicie ;D
      Dziękuję <3

      Usuń
    2. Oczywiście, że miałam na myśli zagraniczne gwiazdy, a w szczególności One Direction :D Polskie gwiazdy zostawmy w spokoju, osobiście mogłabym policzyć na palcach u jednej ręki ile z nich w miarę zniosę.
      W takim razie już nie mogę się doczekać tego słynnego przełomu :D :D Powoli zaczynam snuć coraz większe spekulacje co do tego.
      Czyżby Natalia pójdzie tam z Harry'm? Skoro Moniki nie ma, a ona nie jest już z Liamem, więc oboje nie mają osoby towarzyszącej. I nie, nie shipuję ich (widziałam pod którymś z rozdziałów komentarz, że ktoś shipuje Hattie czy jakoś tak :D), w żadnym wypadku nie wyobrażam sobie aby Nattie miała być z Styles'em czy coś hehe. Uważam, że są bardzo dobrymi przyjaciółmi i oby tak pozostało.
      A i jeszcze takie pytanko. Czy "Nothing's..." też będzie miało tak dużo rozdziałów jak "Everything's..."?
      Agnieszka :D

      Usuń
    3. Mam z polskimi gwiazdami tak samo, te w stylu Donatana i Cleo mnie po prostu osłabiają... -.-
      Na razie to, z kim pójdzie Nat pozostanie naszą słodką tajemnicą... Ale kombinujesz w dobrym kierunku ;)
      Nie wiem, dokładnie ile tu będzie rozdziałów... Myślę, że wyjdzie ich mniej niż w "Everything's... " chociaż z drugiej strony jakby na to spojrzeć... Ciężko mi określić, może być ich tyle, co poprzednio, jest to możliwe xD

      Usuń
  10. O matko, Donatan i Cleo ręce opadają, mózg wysiada, chociaż z Caroline świrowałyśmy zawsze jak puszczali w radiu bądź telewizji "My Słowianie" tak tylko dla beki hehe.
    W dobrym kierunku mówisz ^^ i taka odpowiedź mi wystarczyła, jednak aby upewnić się co do moich racji chcąc nie chcąc muszę czekać do ślubu El i Louisa.
    Agnieszka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, ja nic więcej nie powiem :)

      Usuń
  11. Super rozdział czytałam twojego bloga w kazdej możliwej chwili ludzir do mnir coś mowil a ja że później muszę skończyć rozdział nie mogłam się oderwać
    Ogólnie świetny blog i z nicierpliwoscia czekam na nexta
    《Vika》

    OdpowiedzUsuń
  12. Piosenka jest świetna! I w ogóle rozdział taki narysowałam radosny i śmieszne. ;) Życzę duuuużo weny i do następnego rozdziału.
    Ściskam cieplutko, W.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepraszam, że ostatnio coś szwankuje moja aktywność na tym blogu, ale miałam mega zamieszanie. koniec gimnazjum, wybór szkoły i to wszystko co się z tym wiąże i po prostu net sobie odpuściłam :( ale dzisiaj jest ten dzień kiedy komentuje ten rozdział :) dawno nie było długaśnego koma jak to mam/miałam w zwyczaju. to może do tego wrócimy? Ok nie odpowiesz mi ( Twoje milczenie uznaje za zgode). Goshh uwalnia się moja dziwaczna strona 0.o ok koniec tych pierdół, chciałam po prostu sobie tak " pogadać" jak kiedyś przy każdym komentarzy :p khmm... wracając..od początku.
    1. Podziwiam lekarzy, że wytrzymują te sytuacje kiedy ludzie umierają, a oni są bezsilni. moge sobie jedynie wyobrazić jak straszne to jest uczucie. Nie dziwie się, że Natalia to tak przeżyła
    2. Jak Natalia odebrała ten telefon od Liama pomyślałam" taak może wkońcu jest szansa na pogodzenie. Odebrała od niego to już jest jakiś znak!" a tu BUMMM TSSS "Jeżeli dzwonisz w tej samej sprawie, co od miesiąca z hakiem, to już możesz się rozłączyć." Dziekujemy, Gaba się załamała za 3...2..1.
    3.Harry biedactwo, nie bd mówić że mu współczuje bo to jest aż nazbyt oklepane i Natalia chyba też tak stwierdziła. Ona wzięła się za niego w swoim jak i moim imieniu jakby się ktoś pytał xD ale to było profesjonalne ogarnięcie Styles'a ! i jeszcze takie dzieło powstało hihihi <3
    4. zapamiętać: jak kiedyś zamieszkam z 1D a będą mieli wspólny dom ( a Zen wróci) wstawić antywłamaniowe drzwi. Oczywiście jestem realistką i to się nigdy nie wydarzy, ale... w sumie nie ma ale napisałam tak bo jestem pod wrażeniem talentu Zayna do włamywania xD
    5.Ooooo kotełka Harruś ma <3 już sobie go wyobraziłam z nim i jest jedno wielkie " Awww ^_^ :3 " Każdy oczywiście też się niem zajarał xD
    6. mogła zostac u nich na noc, chciałam bym przeczytać co ciekawego by sie w tym czasie stało ! :D
    7. miałaś racje "No Control" video rozwaliło system xD gdyby nie charakterystyczne włosy, tatuaże, żarłoczność i brody to bym nie poznała( nie licząc solówek) xD
    8. temat Moniki jest tematem tabu u mnie, więc by nie zacząć przeklinać i rzucać talerzami oszczędze komentarza :)
    9. Chrysteee... mieszkanie Noriakiego (xD) to jest jakiś ( przepraszam za określenie) niemiecki burdel ! pomimo starań Natalii tego mieszkania chyba nie da się doprowadzić do normalności :o
    10 i ostatnie. KOCHAM NATALIE GENIUSZA ZŁA <3 hahahaha Boże obie jesteście cudowne xD
    ok to by było na tyle. wymieniłam wszystko w punktach tak jak kiedyś. brakowało mi takiego pisania zupełnie od czapy xD ale powracam i mam nadzieje, że przez wakacje nie zdażą mi sie takie zaległości. chociaż kto tam wie ja nic nie planuje, wszystko na spontanie wychodzi :D
    ok trzymam kciuki za poprawke, dalsze pisanie, o rozdział na jutro i wgl całą Ciebie xD Buziaki kochana,
    Gaba :*


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym odpowiedzieć w punktach na wszystko, ale muszę się brać za pisanie rozdziału, jeśli chcę się na jutro wyrobić, do tego łapie mnie jakieś cholerne przeziębienie, byłam dziś w Lublinie, żeby sprawdzić, czy jakiś asystent nie pominął paru punktów w moim teście z anatomii (złudne nadzieje, niestety :/ ) i nie mam siły, przepraszam cię bardzo! :(
      Pisanie od czapy jest super i uwielbiam twoje komentarze, już ci to chyba kiedyś mówiłam ^^ poprawiłaś mi humor i chyba zbiłaś gorączkę, bo zaczęło mi się robić ciepło, a wcześniej mnie trochę telepało, więc git xD
      Dziękuję za wszystko <3

      Usuń
    2. Hahah Gaba lekarstwem na wszystko xD a ja uwielbiam Twoje rozdziały <3 nic nie szkodzi, za taki rozdział podaruje Ci wszystkie Twoje przewinienia ;)
      Me too :* Gaba :*

      Usuń