niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 19

-Liam?!!!
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony. Nie, to nie Liam. Teraz dopiero, gdy przyjrzałam mu się dokładniej, widziałam, że miał zupełnie inaczej wykrojone usta i wyższe czoło. Inny układ brwi i pieprzyk koło górnej wargi, który nadawał jego warzy wyraz... cynizmu? jakiejś ironii? Coś w tym stylu. Ciężko określić. Ale był przystojny, to fakt. I drugi fakt: cholernie mnie wkurzył.
-Jaki Liam? Ja mam na imię Marcin. Marcin Bielski.- wyciągnął do mnie rękę, ale nie zwróciłam na nią uwagi. Czyli to ta "seksowna dupa", o której opowiadała mi Monika. Cóż, znam lepsze sposoby na nawiązanie kontaktu. Kucnęłam, żeby pozbierać notatki. Kurde, w domu chyba uruchomię dwie suszarki do włosów, żeby to z powrotem przypominało papier. Wyciągałam rękę po kolejne kartki, gdy nagle Marcin klęknął naprzeciwko mnie i pomógł mi je zebrać.
-Proszę.- wyciągnął je w moją stronę.- I przepraszam.- uśmiechnął się przepraszająco.
Popatrzyłam na niego biorąc notatki do ręki i nasze spojrzenia spotkały się. Tak, teraz można pomyśleć, że to jeden z tych magicznych momentów, jak w filmach przy romantycznych spotkaniach. Hej, orkiestra, proszę grać "Hello Hello" (tak, tak, tę melodię z bajki "Gnomeo i Julia"), tutaj się coś zaczyna dziać! Taaa, gdybym była normalną osobą, to może by się tak stało. Ale że ja do normalnych nie należę, to ta sytuacja wyglądała troszeczkę inaczej.
-Wal się z tym przepraszam, wkurzyłeś mnie na maksa, zniszczyłeś notatki, nad którymi pracowałam całą niedzielę i zwykłe przepraszam tego nie naprawi!- oto ja i mój słowotok w romantycznych sytuacjach.
-Ale...- chłopak chyba myślał, że jego urok i spojrzenie amanta naprawią całą sprawę. Biedaczek, przeliczył się.
-Żadne "ale". Spadaj na drzewo, kolego. Do niezobaczenia.- i zadowolona ze swojej riposty pognałam do auli modląc się, żebym się nie spóźniła na wykład. Zdecydowanie nie chciałam podpaść profesorowi pierwszego dnia po dwóch tygodniach nieobecności.
Do auli wpadłam dosłownie na minutę przed rozpoczęciem wykładu. Szukając wolnego miejsca zauważyłam Monikę, która machała do mnie pokazując wolne krzesełko. Zaraz przebiłam się do niej przez cały rząd studentów.
-Heja! Już myślałam, że nie przyjdziesz i zmusisz mnie przez kolejny tydzień do okupowania poczty w celu przesyłania ci uniwersyteckich zapisków w postaci notatek.- uśmiechnęła się do mnie.
-A prościej się tego powiedzieć nie dało?- parsknęłyśmy śmiechem, ale zaraz koło biurka stanął wykładowca.
-Proszę już o ciszę, rozpoczynamy.- i zaczęło się. Cztery godziny bezbrzeżnej nudy. Próbowałam się skupić i robić notatki, ale kiepsko mi szło. Po pierwsze, zeszyt od chemii był cały ubłocony. Po drugie, profesorek mówił zdecydowanie za szybko i za szybko przewijał slajdy prezentacji. Żałowałam, że nie wzięłam dyktafonu. Po trzecie, po jakiejś godzinie wykładu zorientowałam się, że jestem obserwowana. Czułam takie lekkie mrowienie na karku. Gdy odwróciłam głowę, zobaczyłam, że rząd wyżej, trochę pod skosem, siedzi ten debil, który nie umie chodzić, nie trącając ludzi. Gapił się na mnie bez przerwy, aż w końcu zdenerwowałam się jeszcze bardziej i pocisnęłam mu takie spojrzenie, że od razu odwrócił wzrok. Ale oczywiście wytrąciło mnie to z równowagi tak bardzo, że już nie mogłam się skupić. Monika widziała, że coś jest nie tak. Pięknie, po wykładzie na pewno weźmie mnie na przesłuchanie. Będzie bosko. Już się nie mogę doczekać.
W końcu ten cały profesor skończył przynudzać. Nareszcie! Monika też chyba miała już dość, bo zanim zebrałam wszystkie notatki, ona już ciągnęła mnie za łokieć w kierunku drzwi. Przynajmniej nie upuściłam tych wszystkich kartek. Dogoniłam ją już na progu.
-Potrzebuję gigantycznej dawki kofeiny, wzoru chemicznego ci recytować nie będę, bo nawet nie zapamiętałam w takim tempie.- wytłumaczyła mi swój pośpiech.
-Spoko. Szkoda, że tu nie ma Starbucksa, tam to dopiero jest dobra kawa- rozmarzyłam się. Tak, tamta kawa, którą piłam z Liamem była genialna. To wtedy dowiedziałam się, że to on, sławny Liam Payne z One Direction...
-Naaaataliaaa!- Monika machała mi ręką przed oczami.- Gdzie teraz byłaś i co robiłaś?
-Eee... nic, chodźmy już na tę kawę.- zakończyłam temat. Nie będę marzyła o Liamie, co mi w ogóle strzeliło do głowy!
-Aha, nie myśl, że odpuszczę!- Monika bez przekonania szła obok mnie.- Ale to za chwilę, na razie wchodzimy tutaj.- otworzyła przede mną drzwi kafejki uniwersyteckiej.
-Siadaj, ja pójdę i zamówię- powiedziałam do dziewczyny i stanęłam w kolejce. Złapałam parę osób na gapieniu się na mnie. No tak, pewnie wszyscy już czytali przynajmniej jeden z artykułów o mnie i 1D. Mam to daleko i głęboko. Nie zwracałam kompletnie uwagi na patrzących się na mnie ludzi. Jak chcą, to niech się gapią. W końcu dostałam dwie kawy i dwa ostatnie ciastka, które sprzątnęłam sprzed nosa stojącym za mną w kolejce i przetransportowałam je do stolika.
-Czytasz w moich myślach- Monia z zachwytem patrzyła na ciacha.
-Zachowujesz się jak Niall.- zachichotałam patrząc jak przyjaciółka atakuje napoleonkę widelczykiem.
-Jak Niall mówisz? Miałaś mi opowiedzieć, jacy oni są.- powiedziała wkładając gigantyczną porcję ciastka do buzi.
Okej, co mogę jej opowiedzieć? Zaczęłam od mojego spotkania z Liamem. Oczywiście ominęłam motyw złego samopoczucia itp. itd. ale nie mogłam jej powiedzieć. Sprzedałam jej tę samą opowiastkę, co Nice i innym. Szybko przeszłam na temat całego zespołu, naszych wydurniań, śpiewania, idiotycznych zakładów i konkursów. Nawet nie zauważyłam, że pijemy już trzecią kawę, a ja gadam drugą godzinę.
-Czyli reasumując- Monia w końcu doczekała końca mojej opowieści.- są tak zakręceni jak wszyscy o nich mówią. Niall żarłok i gitarzysta, Louis marchewkożerca i dowcipniś, Liam odpowiedzialny i opiekuńczy, Harry kobieciarz i często nie myśli, Zayn lubi wypić i kocha Perrie. To teraz najważniejsza kwestia...- zawiesiła głos. Zmarszczyłam brwi. Pominęłam coś?- Który najlepiej całuje?- wypaliła z grubej rury.
-O matko, Monika, nie wiem! Nie całowałam żadnego!
-Nie było nawet blisko do pocałunku?- spytała zawiedziona.
-Nie! I żaden nie podoba mi się tak jak myślisz. To po prostu świetni przyjaciele.
-Ja rozumiem, że Lou i Zayn nie, bo są zajęci, ale Harry? Niall albo Liam?
-Harry mnie irytuje swoją postawą, nie chcę być kolejną parą rękawiczek do wypróbowania. Niall kocha jedzenie i potrzebna mu dziewczyna podobna do niego, dlatego nie miałabym nic przeciwko zabawie w swatkę i sparowaniu go z Niką. A Liam... Liam to... no, po prostu... Liam to przyjaciel.- zakończyłam moją nieskładną wypowiedź.
-Aha, jasne, już ci wierzę. A to spojrzenie przy ognisku?- tak, głupio zrobiłam, że jej powiedziałam. Ale musiałam o tym z kimś pogadać.
-To nic nie znaczyło. Ale nawet jeśli...
-Czyli jednak ci się podoba!
-Nie! Chciałam powiedzieć, że...- urwałam, bo zobaczyłam, że do kawiarni wchodzi Marcin. Tak, ten Marcin, ta kaleka i łamaga!- o nie.
-Co "o nie"?- Monika nie wiedziała, o co mi chodzi.
-Widzisz tego gościa?- pokazałam dyskretnie chłopaka przyjaciółce.
-To przecież Marcin...
-Tak, ja wiem, kto to jest, bo już go dziś poznałam. Potrącił mnie i wszystkie notatki wpadły mi do kałuży.
-To stąd to błoto na książkach.- domyśliła się dziewczyna.
-Brawo, Sherlocku. Tak, próbował mnie przeprosić, ale się na niego wydarłam, na wykładzie mnie obserwował i... cholera, on tu idzie!- wyszeptałam przerażona. Nie, nie, nie, ja nie chcę z nim rozmawiać.
-Cześć Monika!- przywitał się z moją przyjaciółką i uśmiechnął się do mnie. Zmierzyłam go chłodnym spojrzeniem.- Przedstawisz mi swoją kumpelę?
-Jasne, to jest Natalia Maj, moja przyjaciółka.- Monika chyba nie zrozumiała tych wzrokowych sygnałów, które jej przekazywałam albo zwyczajnie je zignorowała. Czemu mnie przedstawiłaś???
-Słuchaj, chciałem ciebie jeszcze raz przeprosić, naprawdę nie chciałem cię potrącić.- Marcin przysiadł się do stolika i złapał mnie za rękę. Wyrwałam ją szybko.
-Okej, przyjmuję przeprosiny.- westchnęłam.- Ale lepiej, żebyś się do mnie na razie nie zbliżał. Ciągle jestem wkurzona.- nie będzie ze mną tak łatwo. Mogę się założyć, że inne dziewczyny padają mu do nóg, gdy tylko na nie spojrzy. Niech wie, że u mnie nie ma żadnych szans. Nawet w marzeniach.
-Spoko, cieszę się, że przynajmniej mi wybaczyłaś.- posłał  mi oszałamiający uśmiech. Nie odwzajemniłam. Bo po co?
-No, Marcin, musisz wiedzieć, że z nią nie jest łatwo się zaprzyjaźnić.- Monika postanowiła rozwiać niezręczną atmosferę.
-Domyśliłem się, gdy przeczytałem wiadomości w necie. To ty masz wysoko postawionych przyjaciół w brytyjskim boysbandziku, co nie?- jego arogancki ton wkurzył mnie jeszcze bardziej. Domyślił się czytając w necie? Czy on sugeruje mi, że lecę na kasę? I jak ktoś jej nie ma, to się ze mną nie zaprzyjaźni?
-Tak, a co?- odpowiedziałam zaczepnie.
-Nic. Pewnie jesteś ich wielką fanką. Jak zresztą połowa dziewczyn na tej planecie. W sumie dziwne, bo ich piosenki są trochę pedalskie i oni zresztą też. Kobiety mają dziwny gust, żeby latać za czymś takim. No chyba, że chodzi o coś więcej- spojrzał na mnie znacząco. Więc jednak coś mi sugeruje?! Pedalskie? Odezwał się prawdziwy mężczyzna. Widziałam, że Monika chce się odezwać, ale nie pozwoliłam jej na to. Wściekła wstałam od stolika.
-Nie masz prawa tak mówić o mnie i o moich przyjaciołach! Z łaski swojej zachowaj resztę tej opinii dla siebie.- wysyczałam. Nikt nie będzie ich obrażał przy mnie.
-Prawda tak cię boli?- uśmiechnął się kpiąco.
-Gówno prawda pochodząca od takiego dupka jak ty? Nie, skąd.- posłałam mu fałszywy uśmieszek i zadziwiając samą siebie wylałam mu pozostałą połowę mojej kawy na głowę.- Ups. Chyba twoje opinie musiały ochłonąć.- odwróciłam się od zszokowanego chłopaka i zwróciłam się do zdumionej Moniki.- Sorry, Monia, dokończymy tę rozmowę później. Zadzwonię, pa.
Wyszłam z kawiarni i skierowałam się do domu. Boże, jakie to szczęście, że nie mieliśmy dziś innych zajęć. Szłam szybko, prawie tratowałam przechodniów, a w głowie cały czas huczał mi ten denerwujący głos Marcina. Okej, ja rozumiem, każdy ma prawo do swojego zdania, i tak dalej, ale może zachować to zdanie dla siebie. Chyba że na serio myślał, że ja lecę tylko na ich kasę i na zainteresowanie mediów, bo jeśli tak to w jego opinii mogłam się wcale nie obruszać. Ale to naprawdę moi przyjaciele! A ja jestem cholernie impulsywną osobą i często najpierw coś robię, a dopiero potem myślę. Powiedziałam często? Prawie zawsze.
Wpadłam do mieszkania jak burza. W całym domu panowała cisza.
-Nika?- zawołałam rozglądając się po pomieszczeniach, ale dziewczyny nigdzie nie było. Pewnie poleciała gdzieś z tym Kamilem. Poszłam do łazienki, żeby ochłonąć pod prysznicem, a potem przeszłam do pokoju. Odpaliłam laptopa i włączyłam muzykę. Nastawiłam ją na wysoką głośność, żeby nie zagłuszyła jej suszarka i zaczęłam suszyć włosy śpiewając "E.T.". Gdy włosy były już suche, wyłączyłam urządzenie, ale śpiewałam dalej robiąc porządki w papierach porozwalanych po całym pokoju. Właśnie kończyłam śpiewać "Candy", gdy usłyszałam, że ktoś mnie przedrzeźnia. Od razu poznałam ten irytujący głos. Znowu nie wyłączyłam automatycznego odbierania, a chyba nawet sobie gdzieś zapisałam, że mam to zrobić!
-Tomlinson! Mówiłam ci już kiedyś, że mnie irytujesz?
-Nie- wyszczerzył się do ekranu- po prostu nie mogłem ścierpieć jak kaleczysz Robbie'go Williamsa, że aż zadzwoniłem.
-A jak niby to usłyszałeś?- uniosłam brwi rozbawiona.
-Wydzierasz się tak, że chyba w Australii kangury uciekają na Antarktydę.- wybuchnęłam śmiechem.- Ej!
-No co?
-Liczyłem, że odpowiesz jakąś fajną ripostą, a nie się będziesz śmiała.- miał zawiedzioną minę.
-Chcesz się kłócić?
-Niom. Wszyscy gdzieś poleźli, a ja się nudzę.
-No właśnie. Gdzie reszta ferajny?- zapytałam siadając na łóżku na wprost laptopa.
-Harry i Niall poszli na imprezę i doigrają się za to, że mnie nie zabrali, Zayn jest z Perrie, a Liam też się gdzieś wybrał.
-Umówił się z kimś?- zaciekawiło mnie to.
-Niee, zresztą nie wiem, co ja, Duch Święty?- zapytał retorycznie.- No w każdym bądź razie ja zostałem sam, a obiecałaś mi, że jak będę się nudził to mam zadzwonić i zapchamy linię marchewkami!
-To musisz poczekać, bo ja nie mam marchewek- parsknęłam śmiechem.
-Dobra, to co się stało, że nie mogę cię wyprowadzić z równowagi?
-Po prostu dziś nie dasz rady. Ktoś zrobił to tak mocno, że ty tego nie przebijesz. Ale najpierw pójdę po marchewki. Zaczekaj.- wstałam z łóżka i chciałam zrobić krok, ale strasznie mocno zakręciło mi się w głowie, aż się zachwiałam.
-Nattie, w porządku?- Louis przybliżył się do ekranu, zmarszczył czoło.
-Tak, jest okej- wyszeptałam. Nie mogę zemdleć, nie mogę zemdleć, po cholerę ja się tak dziś zdenerwowałam na tego imbecyla?!! Sięgnęłam szybko po torebkę i wodę, która stała na biurku. Łyknęłam tabletki.
-Natalia, ty musisz z tym iść do lekarza! Powiedz, że nie zemdlejesz!- Lou gorączkował się po drugiej stronie ekranu. Boże, nigdy nie widziałam, żeby tak się czymś przejął.- Potrzebujesz pomocy! A ja ci nie udzielę pomocy przez internet! Wiem, przyjadę do ciebie! Nie, przecież jesteś paręset kilometrów stąd! Nattie, co ja mam robić?!- panikował.
-Uspokoić się!- wrzasnęłam. Było już mi lepiej. Jednak to dobrze, że Gaba każe mi łykać podwójną dawkę tego świństwa. Przynajmniej szybciej działa.- Louis, nic mi nie jest.- dodałam spokojniej.
-Jak to nic, przecież...
-Louis.- przerwałam mu.- Ja po prostu czasem tak mam, jak się zdenerwuję. Byłam u lekarza i przepisał mi leki. Jak widzisz pomagają szybko. Nie martw się, nic mi nie jest.
-N-n-na pewno?
-Na pewno.- posłałam mu szeroki uśmiech, od którego aż mnie zemdliło mocniej. Jeszcze nie wszystko się unormowało, ale nie chciałam go stresować mocniej.
-To ja ci powiem, że dzisiaj na pewno się nie będziemy kłócić. Ty się teraz połóż i najpierw opowiedz mi, co cię tak wkurzyło, a potem cię zacznę rozśmieszać.- chłopak sobie porządnie wziął do serca moje prawie-omdlenie.
-Lou, ale wiesz, że ze mną jest już w porządku?- upewniłam się kładąc się na brzuchu przed laptopem.
-Wiem, ale i tak się dzisiaj nie będziemy kłócić.- kurde, on jest uparty. Jak ja. Dwa osły.
-Dobra...- westchnęłam.- Więc wkurzył mnie taki idiota, który jak się okazuje chodzi ze mną na te same zajęcia...- gadałam chyba przez dwadzieścia minut, streszczałam Louisowi całą tę sytuację, opowiedziałam mu, co zrobiłam na koniec spotkania i co myślę o tym kretynie-Marcinie. Zastanawiałam się, dlaczego Monika powiedziała mi, że ten cały koleś wcale nie zabiega o zainteresowanie innych dziewczyn. Przecież on cały czas gadał coś takiego, żeby być w centrum uwagi. A jak już był w tym centrum uwagi, to musiał tam pozostać jak najdłużej. Co jeszcze? Był piekielnie pewny siebie i arogancki. I to mnie najbardziej w nim irytowało.
Zadziwiające było to, jak Louis umie słuchać. Nie odzywał się, tylko uważnie wpatrywał się w ekran, czasem potakując lub uśmiechając się pod nosem. Ale słuchał. Nie robił na kompie nic innego. Nie spodziewałam się tego po nim. Zawsze był taki...no... No, po prostu wszędzie go było pełno. Beztroski, pełny życia, wiecznie roześmiany, wręcz niepoważny. A tutaj pokazał swoje całkiem inne oblicze. A już myślałam, że tylko Liam tak potrafi. No, ewentualnie jeszcze Niall.
-Ekhem- uwaga, uwaga, pan Tomlinson rozpoczyna swoje przemówienie!- więc tak. Po pierwsze, strasznie chciałbym zobaczyć, jak wylewasz tę kawę na głowę tego czubka.- oboje wybuchnęliśmy śmiechem.- Znam cię już jakiś czas i wierzę, że to zrobiłaś i musiało to wyglądać genialnie. Po drugie, nie przejmuj się tak strasznie tym, co o nas mówią. Ludzie nas różnie oceniają, przeważnie dlatego, że w ogóle nas nie znają. Okej, to jest przykre, na przykład kiedyś Harry strasznie przeżywał to, że ludzie źle o nim mówią, mimo że nic o nim nie wiedzą. Ale nauczyliśmy się sobie z tym radzić. I jest okej. Na serio. Chociaż to było miłe, że tak bronisz przyjaciół.
-To jest niesprawiedliwe. Nie wolno kogoś oceniać, jeśli się go w ogóle nie zna!- tak, wróciło już moje dobre samopoczucie, a razem z nim moja zapalczywość i buntowniczość.
-Ale nie przemówisz do rozsądku wszystkim ludziom. Nie bierz sobie wszystkiego tak do siebie. Zawsze to powtarzam Eleanor, kiedy ona za bardzo emocjonalnie reaguje na te wszystkie hejty. Niby sytuacja się unormowała i większość fanów zaakceptowała ją jako moją dziewczynę, ale dalej jest grupa fanek, które uważają, że one obok mnie wyglądałyby dużo lepiej. Nawet jeżeli znają mnie tylko z koncertów.
-A jak wam się układa?- zapytałam z ciekawością.
-Na razie jest świetnie.
-Na razie?- uniosłam brwi. Louis westchnął.
-Wiesz, nigdy nie wiesz, co będzie za jakiś czas. Mam nadzieję, że wszystko potoczy się tak, jak ja planuję.
-Matko, Tommo, ale dziś zamulasz. Zamierzasz zostać filozofem?- zakpiłam.
-Nigdy nie wiadomo, kiedy artystę najdzie wena na tworzenie złotych myśli- oznajmił z miną myśliciela, a ja zbaraniałam.- Ale faktycznie, dziś zamuliłem tak, że sam zaraz zasnę.- udał, że ziewa, a ja od razu się uspokoiłam. Wraca normalny Louis.
-To dawaj, zapodaj coś zabawnego. Masz mnie rozśmieszyć.- rzuciłam mu wyzwanie.
-Dobra. Oglądasz czasem nasze teledyski?
-Rzadko, raczej skupiam się na muzyce.
-Jak możesz?!- Tommo autentycznie się zgorszył.- No to trzeba to nadrobić. Masz.- wysłał mi linka na Youtube. Otworzyłam okno i od razu się uśmiechnęłam. "Best Song Ever". Pomniejszyłam okno z Louisem tak, żeby mieć je koło filmiku i odtworzyłam go.
-No, ten teledysk akurat kiedyś oglądałam.- oznajmiłam mu.- Wiesz, co ci powiem? Jak patrzyłam na to za pierwszym razem, zastanawiałam się, co to za aktorzy w pierwszej scenie. Potem wkroczyła sekretarka i myślę sobie: "Kurde, kogoś mi ona przypomina!". Potem widzę tego Marcela i takie zaskoczenie: "Harry ma bliźniaka?!". A jak wszedł ten choreograf Leeroy, to totalnie zgłupiałam. "Przecież to Liam!!!" Dopiero jak doszłam do napisów końcowych, to obczaiłam, że to na serio wy.- Louis zaczął się strasznie śmiać, a ja zaraz za nim.
-Rozwaliłaś mnie, wiesz? Ale powiem ci, że dużo ludzi zareagowało tak, jak ty- wykrztusił.
-Ale to nie jest śmieszne!
-A właśnie, że jest! Dobra, to potem wejdź w to.- przesłał mi z piętnaście linków.
-Co to ma być? Zapewniasz mi rozrywkę na przyszłe dziesięć lat?- skrzywiłam się patrząc na playlistę.
-Nie.- uśmiechnął się.- To tylko parę ważnych filmików nakręconych przez nas dla fanów.- otworzyłam pierwszy i od razu szeroko się uśmiechnęłam. Nagranie z X Factora. I drugie, z trasy? Chyba tak, przynajmniej tak wynikało z podpisu. Nie pytałam już Lou, skupiłam się na oglądaniu. Faktycznie, było co oglądać. Śmiałam się co pięć sekund, oczywiście tradycyjnie najbardziej z Louisa. Co mnie najbardziej rozwaliło? Kevin! I to, że Louis jest piosenką i Supermanem. "I'm a song! Guess what I am?" Zarąbiste. Dziwne, że na to wcześniej nie wpadłam. Chyba byłam ślepa. Potrzebuję okularów. Chwila, chwila, ja już mam okulary.
No cóż, przynajmniej zapomniałam o kretynie-Marcinie.... Pięknie, właśnie sobie go przypomniałam!



______________________________________
Hej! Wyrobiłam się w tym tygodniu z rozdziałem!!! Brawa dla mnie! :D wielkanocne brawa ;P

Nie wiem, co tu jeszcze napisać... Brrr, zostały dwa tygodnie do matury! Nie stresuję się, ale jednak to trochę nieprzyjemne. Rozszerzona biologia i chemia... błeee :/ :@

Komentujcie rozdziały, coś ostatnio się pogorszyło! Spadek formy czy znudzenie? :P ale co tam, wierzę w was! Dziękuję za całych trzech obserwatorów. Nie spodziewałam się nawet tylu! :)

Roxanne xD

7 komentarzy:

  1. Piękny :) Najlepszy moment Lou i Nattie przy rozmowie :D
    ~ Gabi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny! Nie przypadł mi do gustu ten cały Marcin! Z niecierpliwością czekam na następny! Weny życzę! Pozdrawiam :*
    Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  3. mam serio slabosc do tego bloga
    jest taki cudowny
    widac co sie kreci miedzy Nat i Liamem ;p
    powoli sie cos rozwija, ale wydaje mi sie ze za.dlugo nie bedziemy czekac:p
    kurcze wiecej taki.blogow!!:)))
    pisz dalej bo chyb jestes dovtego stworzona ;DD
    zapraszam cie na best-thing-1d.blogspot.com
    niedlugo mam zamiar dalej go ruszyc i liczylabym na opinie kogos tak utalentowanego :))
    czekam na kolejny rozdzial :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OMG dziękuję za taką opinię :* <3
      zajrzę na twojego bloga, na pewno =)

      Usuń
  4. Głos Lou nie jest irytującyyyyyyyy ;c
    ~Anon (popatrz gdzie to ja zawędrowałam... xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, zwłaszcza w tej nowej piosence ^^
      No, właśnie wiedzę, gdzie tu cię przywiało :P

      Usuń
  5. Tak, Marcin to kretyn. Myślałam, że jednak jest inny i serio chce ją przeprosić i być miły kolegom z uczelni, a tu taki kretyn się znalazł. Miałam nadzieję, że to Liam, a tu takie coś xdd
    Ale dobrze zrobiła wylewając mu kawę na głowę xd Brawo! Zrobiłabym to samo, gdyby ktoś obraził moich przyjaciół nawet ich nie znając ;<
    Lou zaskoczył mnie na maksa swoim słuchem xd
    Jest niesamowitym przyjacielem ^^ Ja wszyscy xd
    Pozdrawiam! ; 3

    OdpowiedzUsuń