poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Część II: Rozdział 38

- Ma twój uśmiech.
- Przecież jeszcze się nie uśmiechnęła. Tylko ziewnęła.
- Ale to widać w oczach.
- Przecież oczy ma Liama.
- Oj, nie znasz się!
Moja mama niemal od razu zakochała się w Izzy. Nie chciała odstępować od niej, a jednocześnie też ode mnie, nawet na krok. Rozumiałam, to była jej pierwsza wnuczka, poza tym wkrótce miała wrócić do Polski, ale jednak... Minimum prywatności też by się przydało. Tata jakoś wyrażał swój zachwyt w bardziej... hm, umiarkowany sposób, prawdopodobnie dlatego, bo był facetem. Chociaż gdyby porównać go z Liamem...
- Wyparzyłem smoczki, śpioszki piorą się w hipoalergicznym płynie, aha, myślisz, że tego pluszaka też trzeba zdezynfekować? - Zerknął nieufnie na małego misia, którego dostałam od tamtej dziewczynki w sklepie.
- Myślę, kochanie, że popadasz powoli w paranoję. - Stwierdziłam spokojnie i ułożyłam małą ostrożnie na łóżku. Zabezpieczyłam ją zrolowanym kocem z jednej strony i wielką poduszką z drugiej. Wstałam powoli z łóżka i podeszłam do chłopaka, żeby się do niego przytulić. - Jesteś super ojcem, ale mimo wszystko przesadzasz.
- A ty nie powinnaś tyle chodzić. - Wytknął mi, opierając brodę na moim ramieniu.
- Trochę muszę się ruszać. - Wywróciłam oczami. - Może też mam założyć pampersa?
- Chyba mamy w domu za mały rozmiar.
- No właśnie... Chwila, czy ty właśnie powiedziałeś, że mam duży tyłek?
- Chcesz spróbować założyć pampersa Izzy, to proszę bardzo. - Parsknęłam śmiechem i pocałowałam go w policzek.
- Idę pod prysznic. Jakby się obudziła, to odciągnięte mleko ma w podgrzewaczu.
- Patrzcie! Jak ona się ślicznie teraz przeciągnęła! - O matko i wnuczko...

~~*~~

Znowu kolka. Przetarłam opuchnięte oczy dłonią i spojrzałam na zegarek. Piąta dwadzieścia siedem, szósta pobudka Izzy w ciągu tej nocy. Liam wstawał do niej cztery razy, a po ostatnim, prawie godzinnym usypianiu przed czwartą po prostu padł. Wcale mu się nie dziwiłam. Teraz moja kolej.
Podeszłam wolnym krokiem do łóżeczka córki i wzięłam z poręczy mięciutki kocyk, w którym ją szybko owinęłam. Uniosłam małą w górę i przytuliłam do siebie.
- Ciszej, skarbie... Ciiiicho... - Szeptałam, ale płacz nie ustawał.
Obejrzałam się na Liama. Przewrócił się na drugi bok i o mało co nie spadł z łóżka, zatrzymał się w ostatniej chwili. I jeżeli dobrze widziałam w ciemnościach, to w ręce zwisającej nad podłogą wciąż trzymał smoczka.
- Chodź, nie będziemy budzić tatusia... - Mruknęłam i ostrożnie, żeby nie skrzypnąć drzwiami, wyszłam z pokoju. Mijając pokoje Malików, w duchu podziękowałam opatrzności, że wyjechali i Shane nie musiał budzić się w nocy przez Izzy. Wtedy to dopiero byłby koncert, a tak... Cóż, już niedługo przeprowadzka. Zeszłam po schodach na dół, żeby zaparzyć sobie rumianku i nakarmić Izzy w kuchni, gdzie powinno być ją mniej słychać.
- No, Iza, teraz cię nakarmię... Zjesz sobie, bo pewnie jesteś głodna... Potem ci pomasuję brzuszek, żeby mniej bolał. I będziesz mogła spokojnie zasnąć, a mamusia z tobą...
W kuchni było cieplej niż w innych pokojach, więc mogłam wyplątać dziecko z kocyka. Usiadłam przy stole i położyłam sobie małą na kolanach. Zabrałam kocyk, na co ona natychmiast wykonała kilka energicznych kopnięć w moją stronę i zaniosła się większym płaczem. Zaraz przystawiłam ją do piersi. Chwilę jeszcze popłakiwała, ale po chwili skupiła się na ssaniu. Otworzyła zapuchnięte od płaczu oczy i spojrzała na mnie.
- Co, córeczko? Już zaczynasz nam dawać do wiwatu? - Uśmiechnęłam się do niej. Z trudem stłumiłam ziewnięcie.
Mała nie miała zamiaru oderwać się ode mnie, więc poprawiłam ją sobie na rękach i podeszłam do blatu, żeby włączyć czajnik. Zerknęłam na kalendarz. Jutro Sylwester... A dziś wyjeżdżają rodzice. Odruchowo spojrzałam w kierunku ciemnego korytarza. Spali w pokoju gościnnym obok jadalni, bo jak zgodnie powiedzieli, nie zamierzają zajmować nikomu pokoju, na wypadek gdyby ktoś zdecydował się na szybszy powrót do domu. Ja jednak wiedziałam, że żadne z naszej bandy nie odpuści sylwestrowej imprezy na rzecz siedzenia w domu z noworodkiem. Tylko my zostaniemy tutaj, jak stare dobre małżeństwo zmęczone życiem i klnące na puszczających fajerwerki. Ale mimo to byliśmy szczęśliwi. Jedno spojrzenie na Izzy dawało siłę na kolejny dzień.
Mleko chyba przestało jej smakować, bo zaczęła cicho pomrukiwać. Oczy wcale jej się nie zamykały, dlatego zaczęłam śpiewać "Truly Madly Deeply", żeby jakoś ją uśpić. Potem przerzuciłam się na zwolnioną wersję "Stole My Heart", ale to nie pomagało. Mała przestała ssać i na nowo ryknęła płaczem. Położyłam ją sobie na ramieniu, żeby jej się odbiło i w tym samym momencie przypomniałam sobie, że nie okryłam się pieluchą. Niestety, było już za późno. Moja kochana córeczka obficie ulała mi na plecy i płakała dalej. Złapałam za jakąś ścierkę, żeby wytrzeć z siebie ulane mleko i położyłam małą z powrotem na kolanach. Delikatnie zaczęłam ją kołysać, nucąc następną piosenkę z repertuaru mojego ulubionego zespołu. Tym razem padło na "Taken". Przypominały mi się same stare, dawno nieśpiewane kawałki typu "Na Na Na", ale pannie Izabelli ewidentnie one nie pasowały.
- Skarbie... Kochanie... Przecież nic ci się nie dzieje, wszystko jest dobrze... Czemu cię tak boli, co? - Zaczęłam chodzić z nią na rękach po kuchni, ale dalej nic się nie działo. - Córeczko... Zaraz mamusia się rozpłacze i co wtedy będzie? - Serio, miałam ochotę siąść i ryczeć razem z nią. Naprawdę żałowałam, że nie ma takiego przycisku, który by w pewnym momencie wyłączał płacz dziecka i je usypiał. Zamiast wymarzonego pilota do dziecka miałam ból głowy, ból szytej rany po cesarce, ból nóg od chodzenia, wieczne zmęczenie... Koniec i kolka.
- Co ty robisz temu dziecku? - Odwróciłam się z miną zbitego psa do taty. - Daj mi ją. - Zabrał dziecko z moich rąk i mocno przytulił do siebie.
- Tato... Chyba nie daję rady... - Jęknęłam płaczliwie i usiadłam ciężko na krześle, chowając twarz w dłoniach. - Nie radzę sobie, żeby nie umieć uspokoić dziecka? Własnego dziecka?
- Przestań się mazać i patrz. - Rozkazał ojciec i przykrył zasypiającą wnuczkę kocykiem.
- Jak...
- Srak. - Wywrócił oczami. - Nie może czuć, że się boisz, że masz dość, że ci się nie chce. Przytulaj ją mocno, tak żeby czuła bicie twojego serca. Musi czuć się bezpiecznie.
- Przecież tak właśnie robiłam. - Odparłam urażona.
- Jak tu wszedłem, to wyglądałaś, jakbyś zaraz miała paść na kolana i błagać o litość. - Parsknął śmiechem. - Natalciu, nie zawsze będzie ktoś, kto ci pomoże. Musicie poradzić sobie z Liamem sami, nikt nie będzie was za rękę prowadził.
- Tato... ja to wiem. Tylko to trochę trudniejsze niż myślałam. - Rozmasowałam palcami skronie. - W tych wszystkich poradnikach dla rodziców zasypują cię tysiącem dobrych rad, a tak naprawdę każde dziecko jest inne i nie da się dopasować metody na uspokajanie do własnego malucha. A tym bardziej nie da się znaleźć metody na wychowanie dziecka, żeby rodzice też byli szczęśliwi. I wyspani.
- Ech, mała... Ty też łatwa nie byłaś. A przynajmniej nie przez pierwszy miesiąc. Bałem się wziąć cię na ręce, żeby cię nie połamać. - Podszedł bliżej i wyciągnął małą w moją stronę. Przejęłam dziecko, patrząc na niego pytająco. - Ale jakoś sobie poradziliśmy. To fakt, cały czas pilnowała nas babcia. Ale czasem mówiła: To wasze dziecko, nie moje. Wy się nią zajmijcie.
- Jakoś mnie wychowaliście. - Powiedziałam przez ściśnięte gardło.
- I wy ją jakoś wychowacie. Wiecie jak, macie dobre wzorce. - Nalał sobie wody do szklanki i wypił duszkiem. Odsunął szklankę od ust i spojrzał na nią skrzywiony. - Jedną z rzeczy, których nie lubię w Anglii jest woda z kranu. W Wadowicach jest normalna, a tu... - Odstawił szklankę do zlewu i skierował się do wyjścia. - Idę jeszcze spać. Może matka nie zajęła mojej części łóżka.
Zostałam sama z Izzy w ramionach. Spojrzałam na nią. Miała zamknięte oczka i cichutko posapywała przez przytkany nosek. W pewnym momencie zaczęła machać rączkami. Złapałam maleńką dłoń zanim uderzyła się w oko. Delikatnie pogłaskałam jedwabistą skórę na grzbiecie rączki i wsunęłam palec wskazujący pod jej paluszki. Natychmiast zacisnęła piąstkę. Uśmiechnęłam się na ten widok ze łzami w oczach. Moja ukochana córeczka. Tata miał rację, jak zwykle. Poradzę sobie.
Ja i Liam, razem sobie poradzimy. Wychowamy cię na dobrego człowieka, Izzy. Zrobimy wszystko, żebyś miała dobry dom. Stworzymy razem cudowny dom, wspaniałe miejsce. I żeby mocniej ją uśpić zaczęłam cicho śpiewać "Better Place".
I'll tell the world (I'll sing a song)
It's a better place since you came along
(Since you came along)
Your touch is sunlight through the trees
Your kisses are the ocean breeze
Everything's alright when you're with me

And I hold my favorite thing
I hold the love that you bring
But it feels like I've opened my eyes again
And the colors are golden and bright again
There's a song in my heart, I feel like I belong
It's a better place since you came along...
It's a better place since you came along...

I see the whole world in your eyes
It's like I've known you all my life
We just feel so right
So I pour my heart into your hands
It's like you really understand
You love the way I am

And I hold my favorite thing
I hold the happiness you bring
But it feels like I've opened my eyes again
And the colors are golden and bright again
And the sun paints the skies and the wind sings our song
It's a better place since you came along
It's a better place since you came along

(Powiem światu (zaśpiewam piosenkę)

To jest lepsze miejsce, odkąd się pojawiłaś
(odkąd się pojawiłaś)
Twój dotyk jest blaskiem słońca między drzewami
Twoje pocałunki są bryzą oceanu
Wszystko jest w porządku, gdy jesteś ze mną

I zatrzymam swoją ulubioną rzecz
Zatrzymam miłość, którą przynosisz
Ale czuję, jakbym znowu otworzyła oczy.
A kolory znów są jasne i złociste
Jest piosenka w moim sercu, czuję, że tu pasuję
To jest lepsze miejsce, odkąd się pojawiłaś...
To jest lepsze miejsce, odkąd się pojawiłaś...

Widzę cały świat w twoich oczach
Jest tak, jakbym znała ciebie całe moje życie
Po prostu czujemy się tak dobrze
Więc wlewam swoje serce do twoich rąk
Jest tak, jakbyś naprawdę mnie rozumiała
Kochasz mnie tak, jak ja

I zatrzymam swoją ulubioną rzeczy
Zatrzymam szczęście, które przynosisz
Ale czuję, jakbym znowu otworzyła oczy.
A kolory znów są jasne i złociste
A słońce maluje niebo, a wiatr śpiewa naszą piosenkę 
To jest lepsze miejsce, odkąd się pojawiłaś
To jest lepsze miejsce, odkąd się pojawiłaś)
~~*~~

- It's everything about you...
- It's everything that you do...
- From the way that we touch, baby...
- To the way that you kiss on me...
- To nie działa.
- Co chcesz, mała nie chce przegapić przyjścia pierwszego Nowego Roku w jej życiu.
- Znając ją, obudzi się jeszcze pięć razy, zanim nadejdzie północ. - Wywróciłam oczami i poprawiłam poduszkę pod głową.
Dawno nie miałam takiego Sylwestra. Chyba ostatni taki z siedzeniem w domu w dresie był na pierwszym roku studiów, kiedy byłam tak zmęczona pierwszymi miesiącami walką z chorobą i początkiem studiów, że nie chciało mi się ruszać z domu i oglądałam wszystkie filmy, jakie mi podsunęło Google. A dzisiaj, trzydziestego pierwszego grudnia dwa tysiące osiemnastego roku, leżałam na łóżku w ciepłej bluzie i legginsach, z Liamem po drugiej stronie łóżka i Izzy pomiędzy nami. Właśnie podejmowaliśmy karkołomny wysiłek uśpienia naszej jednotygodniowej córeczki. Mała obudziła się z płaczem trzy godziny temu, ale po zmianie pampersa, przebraniu śpioszków na czyste i nakarmieniu okazało się, że maluch wcale nie miał zamiaru spać. Za to bardzo chciał coś pokopać. Zmieniliśmy więc zdanie i postanowiliśmy ją wcześniej wykąpać. Skończyło się kolejnym płaczem, bo Izzy wciąż bała się wody, której w maleńkiej wanience było naprawdę mało. Okryliśmy ją ręcznikiem trzy razy większym od niej samej i położyliśmy na łóżku. Liam kupił parę dni wcześniej przenośny grzejnik, więc w pokoju było ciepło. Nie musieliśmy się martwić, że Izzy zmarznie.
- To co? Lecimy z kolejną piosenką?
- Coś wasze utwory nie nadają się na kołysanki. - Zażartowałam, łapiąc za róg kocyka. Nakryłam trochę dziecko, bo mimo wszystko łatwo mogła się wyziębić, nawet jeśli w pokoju było prawie trzydzieści stopni.
- To że "Everything About You" nie zdało egzaminu, nie znaczy że inna piosenka sobie nie poradzi. - Puścił do mnie oczko. - He knows about you in every way, he's memorised every part of your face...
- Serio? "Does He Know"? - Przeniosłam wzrok z chłopaka na Izzy i wybuchnęłam śmiechem. - Patrz, jaka zdziwiona, że jej tata umie śpiewać.
Mała na chwilę przestała machać rękami i chyba skupiła się na naszych głosach, Patrzyła się na nas w górę z otwartą buzią i zmarszczonym czołem. Wyglądała tak pociesznie, że zaraz nachyliłam się, żeby ja pocałować w czubek główki.
- Mogłaby się chociaż uśmiechnąć, tak to nie wiem, czy jest pozytywnie zaskoczona czy aż tak zniesmaczona. - Prychnął i odgarnął jej kosmyk włosów z czoła. - Patrz, chyba trochę chce jej się spać.
- Ale ziewasz, mała... Jak hipopotam. - Zachichotałam, łaskocząc ją w bosą stópkę. - Chyba czas cię ubrać i położyć do snu, co?
Odwinęłam małą z ręcznika, założyłam jej pampersa i ubrałam w koszulkę i śpioszki. Chyba powoli nabierałam wprawy, bo zaczynałam to robić coraz pewniej i szybciej.
- Może by jej jeszcze dać jeść? - Liam powiesił ręcznik na kaloryferze i strzepał kocyk. - Lepiej będzie spała.
- Weź butelkę z podgrzewacza, jest tam jeszcze świeże mleko.
- Daj mi ją. - Wziął Izzy na ręce i podsunął jej butelkę, a ona zaraz zaczęła pić. Wyglądali tak słodko, że musiałam im zrobić zdjęcie.
- Mam wstawić na Twittera? - Zaśmiałam się, pokazując fotkę Liamowi.
- Wstawiaj. - Uśmiechnął się i znów skupił całą swoją uwagę na Izzy. Można powiedzieć, że zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Chciał się nią zajmować i dosłownie wyrywał mi robotę z rąk. Po operacji miałam dochodzić do zdrowia i głównie leżeć, ale wydawało mi się, że czułam się na tyle dobrze, żeby robić wszystkie prace co do tej pory. A figę. Dla Liama byłam niemal obłożnie chora i nie powinnam wychodzić z łóżka, chyba że do łazienki. Cóż...
- Patrz, patrz, patrz... Już jej się oczka zamykają...
- Widzę - wciąż obserwowałam jego twarz zamiast małej. Śledzenie emocji na jego rozanielonej twarzy było o wiele ciekawsze.
- Dobra, to teraz ciszej... - Podszedł wolno do łóżeczka i ostrożnie położył w nim dziecko. - Okryć ją?
- Tak, ale wyłącz grzejnik. Zrobiliśmy tu niezłą saunę. - Zebrałam brudne dziecięce ubranka i wrzuciłam do specjalnego kosza na pranie. Podniosłam z podłogi niewielką paczuszkę. - Myślisz, że warto to dziś wypróbować?
- Co? - Odwrócił się w moją stronę.
- Nauszniki od Lou. Stwierdziła, że możemy bazować na jej doświadczeniu w wychowywaniu dzieci w waszym otoczeniu. A dzisiaj za godzinę zaczną testować fajerwerki. Chyba lepiej, żeby Izzy tego nie słyszała.
- Może i masz rację. - Wziął ode mnie maleńkie puchate różowe nauszniki i delikatnie nasunął je na główkę dziecka. - Są jak czapeczka, nie będą jej uciskać.
- Idę do łazienki, a jak wrócę to możemy zacząć imprezować. - Rzuciłam jeszcze okiem na śpiącą córeczkę i wyszłam z pokoju.
Ochlapałam zmęczoną twarz zimną wodą. Miałam ochotę pójść spać, ale jednocześnie chciałam spędzić ten ostatni wieczór starego roku z Liamem, tak jak kiedyś, na leniuchowaniu, oglądaniu filmów, rozmowie... W ciszy i spokoju. Wcinając najbardziej niezdrowe i kaloryczne żarcie. Żartując ze wszystkiego.
Wymknęłam się z pokoju, posłałam uśmiech Liamowi, który zaczął poszukiwania filmu w internecie i zbiegłam na dół do kuchni. Blizna po operacji natychmiast zaczęła mnie ciągnąć, ale nie bolała już tak mocno jak w pierwszych dniach po zabiegu. Za tydzień miałam pójść do zdjęcia szwów.
Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej talerz ciach dla Liama i miskę sałatki z pełnoziarnistego makaronu, kurczaka i świeżych warzyw dla siebie. Na razie nie zaobserwowałam u Izzy żadnych reakcji uczuleniowych po moim mleku, ale wolałam zachować ostrożność. Dołożyłam paczkę migdałów, orzechów włoskich i rodzynków, złapałam za wodę mineralną i tradycyjne Piccolo, sztućce i już pędem wracałam na górę.
- W samą porę. - Wyszczerzył się Liam rozciągnięty wygodnie na łóżku. Założył ręce za głowę, laptop prawie spadał mu z brzucha. - Zgadnij, co dla ciebie mam.
- Hmm... Niech zgadnę. - Udałam, że się zastanawiam, stawiając wszystko między nami na łóżku. - Całego siebie w wersji Christian Grey?
- Obrażasz mnie i mój charakter. - Strzelił widowiskowego focha. - Proszę przeprosić.
- Przepraszam. - Mruknęłam mu do ucha i nachyliłam się, żeby go pocałować. Zaraz objął mnie ramionami i przyciągnął bliżej, ale się od niego odsunęłam. - Zaraz wszystko wywalimy na podłogę.
- A reszta przeprosin? - Zmarszczył brwi, nie wypuszczając mnie z objęć. Przekręciłam się tak, żeby widzieć ekran laptopa i wciąż się przytulać do narzeczonego.
- Reszta na później. Co tam masz? - Mało nie wybuchnęłam śmiechem, widząc tytuł filmu. - "Deadpool"?
- Mieliśmy kiedyś obejrzeć, ale jakoś się zapomniało. - Rzucił niewinnie Liam i włączył play.
- No nie, jak mogliśmy to zrobić Reynoldsowi... - Pokręciłam głową i z trudem stłumiłam śmiech na napisach początkowych.
Te kilka godzin do północy zleciało nam niesamowicie szybko. Najpierw film, potem jakieś głupie wpisy w internecie, dziwne memy, oglądaliśmy wszystko, co nam wpadło w ręce. Okazało się, że Monika i Harry też siedzą w internecie i zgadaliśmy się, żeby zrobić tweetową rozmowę dla beki. Większość balujących w domu Directioners niemal oszalała, kiedy zaczęliśmy odpowiadać na ich tweety. Po pewnym czasie dołączyli się do nas Lou i Eleanor. Bawiliśmy się świetnie, co chwilę się uciszając, żeby nie obudzić Izzy, która od momentu włączenia filmu zapłakała tylko raz i szybko dała się z powrotem utulić. Skończyliśmy swoją konferencję na Twitterze na dziesięć minut przed północą.
- Zgaś światło, będzie lepiej widać. - Podeszłam do okna i rozchyliłam zasłony. Liam wyłączył lampę i stanął obok mnie, obejmując mnie ramieniem.
You will find me
Yeah you will find me
In places that we've never been
For reasons we don't understand
Walking in the wind
Walking in the wind

(Znajdziesz mnie
I znajdziesz mnie
W miejscach w których nigdy nie byliśmy
Z przyczyn których nie rozumiemy
Chodząc na wietrze
Chodząc na wietrze)


- Czemu akurat "Walking In The Wind"? - Zapytał cicho, opierając głowę o moją.
- Nie wiem. - Wzruszyłam ramionami, wpatrując się w niebo. - Jakoś ostatnio mnie prześladuje ta piosenka.
- Mam lepszą na tę chwilę. - Uśmiechnął się i zaczął nucić "What A Feeling".
Through the wire, through the wire, through the wire
I'm watching her dance, dress is catching the light
In her eyes there's no lies, no lies
There's no question, she's not in a disguise

With no way out and a long way down
Everybody needs someone around
But I can't hold you, too close now
Through the wire, through the wire

What a feeling to be right here beside you now
Holding you in my arms
When the air ran out and we both started running wild
The sky fell down
But you've got stars, they're in your eyes
And I've got something missing tonight
What a feeling to be a king beside you, somehow
I wish I could be there now


(Poprzez przewody, poprzez przewody, poprzez przewody*
Patrzę, jak tańczy, Jej sukienka łapie światło
A w jej oczach nie ma kłamstw, nie ma kłamstw
Nie ma wątpliwości że nie jest w przebraniu

Nie ma wyjścia, a długa droga w dół
Każdy potrzebuje kogoś wokół
Ale nie mogę cię teraz trzymać zbyt blisko
Poprzez przewody, poprzez przewody

Jakie to uczucie, być przy tobie teraz
Trzymając cię w ramionach
Gdy powietrza zabraknie i oboje zaczniemy szalenie biec
Niebo upadnie
Ale masz gwiazdy w swoich oczach
A mi czegoś brakuje dziś w nocy
Jakie to uczucie być królem obok ciebie, jakoś
Chciałbym być tam teraz)

- Tak, to pasuje na dzisiejszy wieczór. - Przytuliłam się do niego mocno. W milczeniu objęci czekaliśmy do północy, a kiedy dzwony zaczęły bić i zawyły syreny, spojrzeliśmy na siebie.
- Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, Nattie.
- Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, Liam.
Położył dłoń na moim policzku i nachylił się, żeby mnie pocałować. Ledwie zetknęliśmy się wargami, w pokoju rozległ się ostrzegawczy pomruk małej.
- No nie... - Jęknął Liam, odsuwając się ode mnie. - Tak będzie teraz zawsze, co nie?
- Przez większość czasu. - Cmoknęłam go w czubek nosa i podeszłam do łóżeczka. Izzy wciąż spała, tylko musiała się przeciągnąć przez sen i rozprostować rączki. Główkę przekręciła na bok. Liam stanął za mną, przytulił mnie od tyłu i razem patrzyliśmy na małą.
- Jak myślisz, co nam przyniesie nowy rok? - Zapytałam, obserwując z czułością każdy oddech córki.
- Na pewno nasz ślub. - Zaśmiał się Liam. - Za długo zwlekaliśmy, zostaliśmy tylko my i Niall z Niką.
- Nie martw się, im się nie spieszy. - Uspokoiłam go. - No to ślub. Coś jeszcze?
- Na pewno Izzy, duuużo Izabelli. Moglibyśmy ją ochrzcić przy okazji na ślubie.
- To jest dobry pomysł. Jakoś bliżej lata... Datę też dziś ustalimy? - Parsknęłam śmiechem.
- Dwudziesty szósty maja. - Odparł od razu. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Czemu akurat wtedy?
- Dwudziestego szóstego maja cztery... prawie już pięć lat temu cię odzyskałem, jak się obudziłaś po operacji. - Wyjaśnił szybko. - Warto tę datę utrwalić, nie uważasz?
- Mówiłam ci już, że cię kocham? - Spytałam całkowicie rozbrojona.
- Jakieś parę razy chyba tak. - Wzruszył ramionami ze śmiechem. Szturchnęłam go lekko łokciem ze śmiechem, ale zaraz się uciszyłam, bo Izzy znów zaczęła się wiercić.
- Lepiej idźmy spać i wykorzystajmy te cenne sekundy ciszy. - Wyszeptał Liam. Wyplątałam się z jego objęć i podeszłam do łóżka, żeby zebrać z niego talerze i paczki po jedzeniu. W pewnym momencie zabrzęczał mój telefon, więc rzuciłam się na niego, żeby dzwonek nie obudził dziecka. MMS? O tej porze? Otworzyłam wiadomość i po obejrzeniu myślałam, że się przewrócę.
- Liam?
- Hmm? - Chłopak zajęty był poprawianiem zasłonek przy łóżeczku Izzy.
- A jednak nas wyprzedzili... - Wykrztusiłam, dusząc się z powstrzymywanego śmiechu.
- Co? - Natychmiast oderwał się od poprzedniego zajęcia i wziął ode mnie telefon. - O ja pierdolę...
Na przesłanej fotce była widoczna sylwetka Nialla, Niki i prawdopodobnie zmartwychwstałego Elvisa. W dłoni Niki tkwił kieliszek z dziwną cieczą, a Niall przystawiał do obiektywu papier, który bez cienia wątpliwości był aktem ślubu. Sądząc po scenie z tyłu, byli w Las Vegas. A podpis głosił: Jestem panią Horan!


_________________________________________________
To był ostatni rozdział... >szlocha, płacze, chlipie<

18 SIERPNIA 2016 ROKU 
EPILOG "NOTHING'S GONNA BE ALRIGHT..."
OSTATNI POST
DWA I PÓŁ ROKU OD PIERWSZEGO WPISU NA TEJ STRONIE

Każdego, kto tu ze mną był przez te 2,5 roku lub mniej, proszę, żeby pod epilogiem napisał komentarz. Wystarczy kropka, emotka... A najbardziej chciałabym zobaczyć wasze ulubione wspomnienia z opowiadania. Które sceny najbardziej wam się podobały? Które chcielibyście zobaczyć na żywo, w realu? A może któreś was mega wkurzyły? Macie 17 dni na wybranie ich. 

18 sierpnia pożegnam się z Nattie i 1D Team... Wtedy będzie czas na lanie łez. Na razie tradycyjnie wam dziękuję za waszą obecność tutaj. Jesteście świetnym wsparciem w różnych momentach mojego życia, dziękuję ;)
Na imienne podziękowania przyjdzie czas pod epilogiem. Szykuje się najdłuższy rozdział "Everything's..." xD

Kocham Was <3
Roxanne xD

14 komentarzy:

  1. Przyznaję się bez bicia, że w drugiej części przestałam komentować. Ale nigdy nie przestałam być wielką fanką Twojego opowiadania.
    Ulubiony moment, ciężko wybrać, chyba na lotnisku, kiedy Liam powiedział, że jej nie zostawi i pierwszy raz się pocałowali. Jeszcze kiedy Nattie poleciała samolotem i uratowała 1D przed rozpadnięciem się.
    Nie mogę uwierzyć, że już kończysz, nie chce, żebyś kończyła. Co ją będę czytać, kiedy skończy się moje ulubione opowiadanie?!?!?!?
    Zawdzięczam Ci wiele wspaniałych chwil, dziękuję. 😘😘😘
    @Tyska1993

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wieżę w to co się dzieje... To naprawdę koniec ?? Jeszcze jeden rozdział i koniec 1D Team... Dlaczego Ty mi to robisz ??

    OdpowiedzUsuń
  3. o ja pierdole to zaraz koniec...... 😳😱 jezu to mimo wszystko minęło strasznie szybko
    wiecej napisze przy epilogu 😏😂💕

    OdpowiedzUsuń
  4. jejku już koniec niedługo, mam nadzieję że zaczniesz pisać inną historię albo dokończysz coś innego, buziaczki kochana rozdział jak zawsze zajebisty

    OdpowiedzUsuń
  5. O jezusiu, dziewczyno, doprowadziłaś do łez pewnie nie jedną osobę <3
    Tak pięknie to zakończyłaś, niskie pokłony po prostu :')
    Liczne na więcej opowiadań Twojego autorstwa, w szczególności z Liamem, bo w swoich dziełach potrafisz go pokazaćz pięknej strony, opisujesz jego wspaniały charakter i zachowanie.
    Czapki z głów ;*
    Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  6. W końcu się doczekaliśmy Izy! Te sceny są bardzo urocze 😍Umiliłas mi pobyt w szpitalu :D Nie mogę uwierzyć ze to już koniec i nie będzie 1D Team. To obecnie jedyne opowiadanie o 1D które czytam 😭 Ślub w Vegas to takie w stylu Nialla i Niki 😂 Czekam na 18 sierpnia (oby nadszedł jak najpóźniej)!
    Aga x

    OdpowiedzUsuń
  7. AAAAAAAA TAK CZEKALAM AZ WEZMĄ ŚLUB TAAKKK!!! Czekam na epilog ;)
    Kate Skate xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaniedbałam komentarze ale tu postaram się rozpisać 😉 Moje ulubione momenty... To najpierw te na których płakałam:
    * Kiedy Nattie wykrzyczała o tym że jest chora.
    * Kiedy umarła babcia Nattie.
    * I śmierć Patricka😞
    A najlepsiejsze momenty to były te gdzie również płakałam ale ze śmiechu 😂
    * Galaretka w spodniach Hazzy i jego wyczynowy taniec 😂
    * Życzenia dla Louisa 😉
    * I zdecydowanie Harley ala Payne & Maj 😉
    * No i jeszcze jeden moment :) Jak Nika poinformowała Natalię że chłopaki jej łóżko rozwalili 😂 Jak wyobraziłam sobie minę Hazzy to po prostu padłam😂😂😂
    * Następnie potyczki Nattie vs Noriaki 😁
    *Moment gdy Lou wyraził chęć odebrania porodu, w zamian za to że zostanie chrzestnym 😂😂😂
    * Mecz piłkarski i krzyk Nattie "Ludzie rodzę!" 😂😂😂😂
    * No i zapomniałabym o zajebistej organizacji własnego ślubu w wykonaniu Harrego 😂
    * Plus przemowa tego wyżej na ślubie Louisa😉
    * No i teraz został mi jeszcze jeden moment😁 Nika i Niall zawsze mnie rozwalili a teraz siedząc w pociągu i czytając rozdział umarłam😂😂😂 Aczkolwiek nie dziwię się że trfaili na Vegas 😎😀

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaniedbałam komentarze ale tu postaram się rozpisać 😉 Moje ulubione momenty... To najpierw te na których płakałam:
    * Kiedy Nattie wykrzyczała o tym że jest chora.
    * Kiedy umarła babcia Nattie.
    * I śmierć Patricka😞
    A najlepsiejsze momenty to były te gdzie również płakałam ale ze śmiechu 😂
    * Galaretka w spodniach Hazzy i jego wyczynowy taniec 😂
    * Życzenia dla Louisa 😉
    * I zdecydowanie Harley ala Payne & Maj 😉
    * No i jeszcze jeden moment :) Jak Nika poinformowała Natalię że chłopaki jej łóżko rozwalili 😂 Jak wyobraziłam sobie minę Hazzy to po prostu padłam😂😂😂
    * Następnie potyczki Nattie vs Noriaki 😁
    *Moment gdy Lou wyraził chęć odebrania porodu, w zamian za to że zostanie chrzestnym 😂😂😂
    * Mecz piłkarski i krzyk Nattie "Ludzie rodzę!" 😂😂😂😂
    * No i zapomniałabym o zajebistej organizacji własnego ślubu w wykonaniu Harrego 😂
    * Plus przemowa tego wyżej na ślubie Louisa😉
    * No i teraz został mi jeszcze jeden moment😁 Nika i Niall zawsze mnie rozwalili a teraz siedząc w pociągu i czytając rozdział umarłam😂😂😂 Aczkolwiek nie dziwię się że trfaili na Vegas 😎😀

    OdpowiedzUsuń
  10. Awww cudowny rozdział, łzy szczęścia w oczach, nie chce końca ): uwielbiam sposob w jaki to wszystko przedstawiasz, bardzo pozytywny, na szczescie piszesz jeszcze inne opowiadania ^^ bo czytanie tego strasznie poprawia mi nastroj! Powodzenia z epilogiem Kochana!

    OdpowiedzUsuń
  11. Odpowiedzi
    1. Aaaaaa, juz myslałaś ze tak cie z tym zostawię? Mowy nie ma, czas powygarniać tą całą Lattie. Jak poprosilas powyżej, napiszę co mi się podobało, A CO NIE PODOBAŁO (ze szczególnym naciskiem na tą drugą czesc) znaj moje poswiecenie bo wlasnie siedzę, pol leżąc i pisze na ipadzie, gdzie klawiatura zmienia co drugie słowo ;-;
      A wiec zaczynając...sama sie siebie boje co tu walnę. 😅

      Pierwsza czesc zakończyła sie tak słodko i tak szcześliwie ze w sumie az w to nie wierzyłam, ze poszło tak łatwo z ta choroba, potem Liam i Nattie.. Wtedy tez napisałam ze moze zrobisz kolejną czesc o kilka lat do przodu ( i stało sie!!!!!*-*) wiec teraz pisze to samo, ewentualnie z perspektywy córeczki Lattie heheheh.

      W ogole wielki szacun ze juz wtedy pisałas sama piosenki, ktore oni wymyślali, mialas czas na pisanie bloga i jednocześnie dostałaś sie na medycynę *0* ( ja nie zaliczyłam żadnego z tych pukntow przy jednym bym sie nie wyrobiła 😂)

      Końce rozdziałów zawsze rozczulały, walnęlas jakąś mądrą sentencją, nie wazne ze nie rozumiałam połowy z nich, a juz na pewno związanych z biologią, sie zastanawiałam jak taki madry człowiek ktory jest ze wszystkiego zdolny i wpłata to w opowiadanie zyje na ziemi XD

      Styl pisania cudowny, mega pozytywny, az na samą mysl o takim swiecie chciałoby sie tam zamieszkać 😭😭 ( szczegolnie te Swieta Bożego Narodzenia )

      Druga czesc zaczęta dosyć skomplikowanie...o.o juz w pierwszych rozdziałach dodawałaś problemów ( nigdy nie zapomnę jak siedząc w kosciele wybuchnelam jak zorientowałam sie ze babcia Natalii mowila o bliźniakach kiedy umierała, takze twoje opowiadanie towarzyszyło mi w każdym miejscu ) no ale powracając do drugiej czesci...pierwsze problemy (Lena - Harry, smierc babci co było na serio wzruszające:(( , ALE TERAZ TEMAT GŁÓWNY, KTORY BEDE DRĄŻYĆ NAWET PO ZAKOŃCZENIU TEGO OPOWIADANIA- JUZ SIE CHYBA DOMYŚLASZ)
      Wszystko skończyło sie z nimi tak niewinnie, szczęśliwy związek, a tu nagle Sophia, ktora juz w kolejnym rozdziale prawie przesypia sie z Liamem, i ta jego marna próba wytłumaczenia ze to nie tak jak Natalia mysli ( ech ci faceci ) XDDD nawet nie wiedziałas ze tym wątkiem rozpętasz we mnie wojnę 😂 i nigdy ci nie wybacze jej wybaczenia (?) XDD Przeprowadzki do Noriakiego sie nie spodziewałam, ale przynajmniej miło było ich posłuchać XD
      Tym samym rozpoczęłaś nowy romans- Zattie ( trzymanie za rękę )i Hattie, którym kusilas mnie każdym rozdziałem a ja miałam ochotę cie zabić i nadal mam. Moment kulminacyjny nastąpił podczas wesela, gdzie z Harrym Natalia spędziła HURFIJRFRIFJJRFIJDIEDOJEIJRFEFNIINFENFRNIEFIN I JAK SIE POTEM OBUDZILI I MYŚLELI INRFJIRFJICRJIECIJFEIJEFJIDEIJEDIHDE ( nie mogłam wtedy oddychać, moze zycie wreszcie nabrało sensu, Obama był na tak A TY TAK PO PROSTU TO ZAKOŃCZYŁAŚ GODZĄC LIAMA Z NATALIĄ!!!) nie no chociaz ta ciąża była okej, dodałaś ja w świetnym momencie, ale za powiedzenie o niej tak pozno Liamowi ochota zabicia ciebie powróciła ze zdwojoną siłą. I potem jeszcze Patrick :(( przynajmniej zyskałam troche wiedzy biologicznej bo nie wiedziałam ze tak sie da o.e w międzyczasie wypadek i szczegolnie poszkodowany Niall ( dziwie sie ze potem nie miał dużych wyrzutów sumienia ) i wszystko potoczyło sie coraz lepiej ku końcowi, gdzie i ja zmierzam.

      Nie mysl, ze oczywiscie cokolwiek sie zmieniło, nadal mam cie ochotę zabić 💟💟💟💟a Zattie i Hattie forever.
      Oczekuj mnie w Lublinie, przyjade i siła przekonam do kolejnej czesci, ktorej w sumie i tak nie bedzie ale przynajmniej powspominam Ci Hattie xdd 💜

      Usuń
  12. Cała opowieść była genialna, serio, jak Liam i Nattie się zeszli, i Monika i Harry, wszystko było cudowne

    OdpowiedzUsuń